Archidiecezja Łódzka
Wspomnienie o ks. Jarosławie Burskimnagranie wideoZapisz jako PDF
11 lipca 2011, godz. 20:54

Wspomnienie o ks. Jarosławie Burskim
Obecność księdza Jarka Burskiego wśród nas dla wielu była piękną przygodą, dla wielu doskonałym świadectwem, dla wielu radością. Dlatego tak trudno było uwierzyć w wiadomość o jego śmierci. Dlatego pierwszą reakcją ludzi informowanych o tym tragicznym wypadku była pełna odrzucenia cisza.
Księdza Jarosława Burskiego poznałem w 1990 roku. Jako student pierwszego roku i początkujący członek Duszpasterstwa Akademickiego "Piątka" przywiozłem do swojej rodzinnej parafii Najświętszego Serca Jezusowego w Piotrkowie Trybunalskim śpiewniki "Bogu i Ojczyźnie". Zapukałem do drzwi plebanii i - czując się trochę jak dziewczynka z zapałkami - wtaszczyłem do mieszkania ks. Jarka dwie paczki naszej duszpasterskiej publikacji.
Nie wiedziałem wtedy, że pełnię rolę zdefiniowaną później jako "akwizytor". Przez chwilę czułem się wprawdzie trochę głupio, ale reakcja gospodarza szybko to poczucie zniwelowała. Zaprosił mnie do dużego pokoju, który zastawiony był sprzętem muzycznym. Chwilę porozmawialiśmy, pokazał pomysł, na który właśnie wpadł, zapytał o moje zdanie (znaliśmy się od chwili) i po kilkunastu minutach wyszedłem.
Potem wracałem jeszcze parokrotnie, bo śpiewniki dobrze się w parafii rozchodziły. Za każdym razem, gdy wchodziłem do mieszkania, byli w nim jacyś młodzi ludzie. Wtedy pasją ks. Jarka były widowiska słowno-muzyczne. I tą pasją - bardzo skutecznie - zarażał innych.
Potem poznałem ks. Jarosława znacznie lepiej, bo przez lata dane mi było pracować z nim w Radiu Emaus (później Radiu Plus). Jednak obserwacja z tego pierwszego spotkania pozostała aktualna. Ksiądz Jarek miał w sobie potrzebę dzielenia się z innymi tym, co sprawiało mu radość.

Kiedy Radio Emaus budowało swoją pozycję w Łodzi, jego pasją stało się wypromowanie rozgłośni. Nie bał się opowiadać podczas niedzielnych spotkań ze słuchaczami, jak na pewnej stacji benzynowej dwaj młodzi ludzie rozmawiali ze sobą: "Ty, słuchasz Radia Emaus, co to jest?" - "Aaa - to takie rock'n'rollowe Radio Maryja".
W Łodzi i regionie pojawiły się wtedy tablice informacyjne z naszą częstotliwością, na tylnych szybach samochodów - naklejki z charakterystyczną rybką (można je było naklejać nawet na lodówce - prawie gwarantowały jej odpowiednią na każdą chwilę zawartość ;-). To były proste, ale nowatorskie pomysły.

Kiedy był już proboszczem w Wadlewie, zauważył, że jego wielka miłość - fotografowanie - może stać się też miłością jego parafian. Nie tylko oswajał zatem od najmłodszych po najstarszych z obiektywem i wystawiał wokół kościoła setki zdjęć mieszkańców Wadlewa i okolic. Uczył też, jak korzystać z aparatu, jak bawić się jego możliwościami. Bardzo zależało mu na integracji i rozwoju społeczności parafialnej. Wspólne robienie zdjęć stało się jednym ze skutecznych narzędzi do osiągnięcia tego celu.
W Wadlewie zatrzymuje się też łódzka pielgrzymka piesza. Mimo, że trafiają do tej niedużej miejscowości dwie grupy, w tym najpotężniejsza młodzieżowa "czwórka", nigdy nie było problemu z noclegami. Tradycją było też to, że przynajmniej kilka osób dołączało do naszej pielgrzymki i wędrowało na Jasną Górę.
Mieszkańcy Wadlewa sami dobrze wiedzą, ile dla nich robił. Niejeden raz był bohaterem tekstów w gazetach, bo organizował wydarzenia, które wielu nie mieściły się w głowie. Dbał nie tylko o najmłodszych, ale i o najstarszych, dla których organizował doroczne biesiady i wyjazdy wakacyjne. Ile przynosiły mu one radości - wiedzą nie tylko ci, z którymi na te tematy rozmawiał.
Ks. Jarek pełen był pomysłów i zainteresowań. Kiedy fotografia przestała mu wystarczać, zaczął nurkować. Potem pojawiła się jazda motocyklem i quadem. Jeszcze wcześniej wyrzucił ze swojego auta tylne siedzenia, dorobił wzmocnienia i zaczął jeździć na rajdy. Żadnej jednak ze swoich pasji nie chował egoistycznie za ścianą plebanii. Wszystkimi się dzielił. Dlatego powstał parafialny klub nurkowy, jazda quadem czy kino w salce katechetycznej.
Kiedy przejeżdżałem trasą Bełchatów-Łódź (a czyniłem to dość często), zawsze - chyba tuż za miejscem, w którym jego motocykl uderzył w drzewo - wybierałem numer telefonu księdza Jarka i choć przez chwilę z nim rozmawiałem. Zawsze było o czym, bo na płocie parafialnym ciągle pojawiały się nowe plakaty. Zawsze wybiegał myślą naprzód, nigdy nie zniechęcał się trudnościami.
Wiele działań, które podejmował, wymagało nie tylko jego zaangażowania, ale też udziału innych ludzi oraz pieniędzy. Ks. Jarek wiedział, jak dotrzeć do ludzi, którzy mają - każdy na swój sposób - coś do zaoferowania. I ci ludzie chętnie do Wadlewa przyjeżdżali. Czasem nawet rezygnując z atrakcyjnych, "miejskich" atrakcji.

Obecność księdza Jarka wśród nas dla wielu była piękną przygodą, dla wielu doskonałym świadectwem, dla wielu radością. Dlatego tak trudno było uwierzyć w wiadomość o jego śmierci. Dlatego pierwszą reakcją ludzi informowanych o tym tragicznym wypadku była pełna odrzucenia cisza.
Powtarzane po wielekroć "Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą" nie będzie w tym wypadku wyświechtanym sloganem. Jestem wdzięczny Bogu, że poznałem ks. Jarka Burskiego, cieszę się ze wszystkich rzeczy, które udało się wspólnie zrobić i żałuję tych, których nie doprowadziliśmy do końca.

"Chwila mojej rozłąki nadeszła. W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, którym w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia... Pan stanął przy mnie i wzmocnił mię, żeby się przeze mnie dopełniło głoszenie Ewangelii i żeby wszystkie narody je posłyszały; wyrwany też zostałem z paszczy lwa. Wyrwie mię Pan od wszelkiego złego czynu i wybawi mię, przyjmując do swego królestwa niebieskiego; Jemu chwała na wieki wieków! Amen." [2 Tm 4]

-----

Kilka miesięcy temu w miesięczniku Odnowy w Duchu Świętym "Szum z Nieba" ukazało się świadectwo Kamy. Nie pojawiło się w nim nazwisko ks. Jarka, ale właśnie o nim jest tekst, do lektury którego zachęcam wszystkich.
Któregoś dnia siedziałam w domu, modliłam się, słuchałam pieśni zespołu Mocni w Duchu „Wierzę” i „Żyjesz”, a łzy płynęły mi po twarzy. Nie wiedziałam, jak tacie pomóc. Miałam świadomość, że ja jestem „spalona”, nie będzie też chciał rozmawiać z żadnym kapłanem, o spowiedzi nie ma mowy i na Mszę nie pójdzie. Nagle przyszła mi myśl, żeby skontaktować się z księdzem poznanym na Galapagos. Dzięki niech będą Bogu za Google – 15 minut później miałam już adres, na który wysłałam maila z krótkim opisem sytuacji. Weszliśmy razem w „modlitewny spisek” – wspólnie, choć na odległość, modliliśmy się za tatę. A gdy ksiądz-fotograf zaczął do niego, niby przypadkiem, pisać maile – tata napisał mu o swojej chorobie...

-----

Zobacz film, w którym mieszkańcy Wadlewa wspominają ks. Jarosława:


-----

Uroczystości pogrzebowe zmarłego tragicznie ks. Jarosława Burskiego rozpoczną się w piątek, 15 lipca o godz. 15.00 w kościele św. Floriana w Wadlewie. Mszy świętej żałobnej przewodniczyć będzie bp Adam Lepa. W sobotę, 16 lipca o godz. 12.00 Mszy świętej pogrzebowej w Justynowie przewodniczyć będzie bp Ireneusz Pękalski.
Po liturgii trumna z ciałem ks. Jarosława spocznie na miejscowym cmentarzu.

Rodzina i przyjaciele ks. Jarosława proszą, aby zamiast kwiatów i wiązanek, osoby, które chcą pożegnać zmarłego, wsparły finansowo zakup witraży okiennych do kościoła w Wadlewie. Autorką projektu jest artysta-plastyk Anna Olechowska, a projekt można oglądać na stronie internetowej. "Umieszczenie witraży w kościele było dla księdza Jarka bardzo ważnym celem i cieszył się, że projekt powoli zaczyna przybierać realne kształty" - mówią przyjaciele zmarłego. Numer konta, na jakie można wpłacać pieniądze: PKO BP 79 1020 3437 0000 1502 0075 4986, z dopiskiem "Witraż".

Msze święte w intencji ks. Jarosława Burskiego:
Wadlew, par. św. Floriana - czwartek, godz. 20.00.
Łódź, par. św. Faustyny - czwartek, godz. 18.00.

Zapraszam wszystkich, którzy swoim wspomnieniem chcieliby pożegnać ks. Jarka Burskiego, do przysyłania wypowiedzi za pomocą poniższego formularza


Łukasz Głowacki
czytano:102

12 lipca 2011
Aegon
To bardzo smutna informacja. Ksiądz Jarosław należał do niewielkiego grona duchownych, którzy nie tylko żyją Bogiem, ale też potrafią Go głosić. W dzisiejszych czasach tak bardzo potrzebni są tacy ludzie - umiejący z uśmiechem zachęcać do pokuty, a jednocześnie pokazujący jasną stronę życia. Zginął tragicznie, ale zginął jako człowiek wolny. Stało się to zdecydowanie zbyt wcześnie - mam jednak nadzieję, że Bóg miał w tym zdarzeniu swój plan. Może potrzebował tam na górze takiego robotnika...
12 lipca 2011
Ania
Jarku, zostaniesz w wielu sercach jako człowiek, który głosił Ewangelię poprzez radość życia... Zapamiętam Cię jako człowieka, który potrafił cieszyć się szczęściem innych.
12 lipca 2011
Aleksandra
za wczesnie Jarku, za wczesnie... ale Ty dales nam tyle siebie przez te lata, w ktorych Pan pozwolil nam z Toba obcowac... Tak, bedziemy tesknic i to bardzo, bo jak zapomniec o Kims z tak wielkim sercem, duchem i wiecznym usmiechem... Kontynuuj wspaniale dzielo na Wiecznym Probostwie i czekaj na swych nowych parafian.... my przyjdziemy...
12 lipca 2011
Grzegorz Bienkowski
Jarku Byłeś dla mnie prawdziwym Kaplanem, nie księdzem KAPŁANEM mającym czas dla każdego , dla każdej nawet błahej sprawy. Niektórzy zarzucali Ci zbytnie umiłowanie spraw doczesnych , ale jak miałeś bez tego nauczać o sprawach Najwyższego ? Byłeś wzorem dla wielu i te przykre słowa niewielu nic nie znaczą. Widocznie Twój Szef potrzebował takiej OSOBISTOSCI w swoim gronie. Będzie nam Ciebie brak
12 lipca 2011
Piotr
Bardzo mi jest smutno i mam nadzieję, że kiedyś dana mi będzie łaska zrozumienia Woli Bożej, która za dobre wynagradza a za złe karze.
12 lipca 2011
BS
Powstała pustka , którą będzie trudno wypełnić. Gdzie pojadę na dzień skupienia przed Wielką Nocą Bożym Narodzeniem ? Kto nam odprawi mszę w Egipcie?
13 lipca 2011
x.darek
Witaj sąsiedzie tak mnie witałeś, rozmawiałem z Tobą o 8.15 i żałuję że nie sciągnąłem Cię do siebie na kawę!!! kończąc rozmowę powiedziałem "jeszcze nie umioeramy Jarku spotkamy się później" a jednak stało się inaczej.... zawsze pozostaniesz w moim kapłańskim sercu - "proboszcz sąsiad"
13 lipca 2011
Andrzej Buchalski
Dziękuję Ci Jarku za mądre głoszenie Ewangelii podczas rekolekcyjnych spotkań przedsiębiorców w Wadlewie.Również za Twoją pasję fotograficzną i motoryzacyjną, którymi się z moją- chociaż oczywiście nie tylko- rodziną spontanicznie dzieliłeś.Za odwagę i jasne spojrzenie na terażniejszość. Motywowałeś tym otoczenie do lepszego życia.Zegnaj.
13 lipca 2011
Agnieszka
Będzie mi Ciebie brakowało Jarku.
14 lipca 2011
Agnieszka
Jarka poznałam dwa lata temu i wniósł w moje życie taką radość jak nikt inny. Zawsze podkreślałam jego ogromną radość życia. Kochał życie. Zawsze uśmiechnięty. Był zmęczony bo pracował 24 na 24, zawsze otwarty na ludzi. Jego pasją była motoryzacja - ogromną pasją. Jednocześnie bardzo dbał o swoje bezpieczeństwo. Zawsze kupował bardzo dobry sprzęt, aby zapewnić sobie bezpieczną podróż. Trudno mi się pogodzić z tym, że człowiek, który tak podkreślał bezpieczną jazdę (uczył tego ludzi) zginął w wypadku, w którym motocykl nie ucierpiał, a Jarka nie ma. Wielki, wspaniały przyjaciel ludzi. Bardzo będzie go brakowało.
14 lipca 2011
Maria
Znałam osobiście ks. Jarka Dziękuję Bogu że dał mi spotkać tak wspaniałego przyjaciela i opiekuna duchowego Do zobaczenia bo gorąco wierzę , że się spotkamy.
14 lipca 2011
Zdzisław
Był dla nas kimś szczególnym. Przykładem ludzi niezastąpionych. Jego odejście zuboża istotnie nie tylko parafię w Wadlewie i Łódzką Archidiecezję, ale cały polski Kościół. Takich kapłanów mamy niewielu. Gdy na standardowe pytanie przyjaciela:- Co słychać?- poinformowałem go, że właśnie kupiłem działkę pod budowę wymarzonego domu w parafii Wadlew, oświadczył: To masz szczęście, tam proboszczem jest Jarek. To się sprawdziło. Przyjął nas, nowych parafian, z otwartymi ramionami. Pobłogosławił trudne przedsięwzięcie budowy nietypowego, podziemnego domu. Kamień węgielny leżał na Ołtarzu przez cały tydzień. Poświęcił fundamenty i kibicował budowie. A sprawy duchowe: jestem "dzieckiem Soboru" z rozwiniętą przez lata odpowiedzialnością za swoją wiarę i cały Kościół. Od kilkudziesięciu lat systematycznie czytam "Tygodnik Powszechny", teksty Jana Pawła II, ks. Tischnera, Kołakowskiego i inne na podobnym poziomie.. Będąc tak przygotowany, słuchałem jego homilii z maksymalną uwagą, bo prawie zawsze powiedział coś, czego nie wiedziałem lub nie tak rozumiałem. Nawet chory czy zmęczony prowadził liturgię z maksymalnym zaangażowaniem. Dla nas (dla mnie i żony) najważniejsze były te homilie. Wokół nich "kręciła się niedziela". Wiemy, że nadpisywał co roku w starych tekstach i mamy nadzieję, że doczekają się one wydania książkowego. Był dla nas błogosławieństwem, znakiem, że Pan wybaczył błędy młodości i pozwolił być blisko. Tak odczytuję fakt spotkania tej klasy kapłana w miejscu, gdzie chcemy spędzić resztę naszego życia. Kiedy pomogliśmy zorganizować procesję Bożego Ciała, wprowadzając w miejsce tradycyjnych ołtarzy motyw bramy jako symbol powitania odwiedzającego wieś Chrystusa, chętnie podjął i rozwinął ten pomysł, tłumacząc znaczenie obecnego w Piśmie Świętym symbolu bramy w kilku kolejnych kazaniach. Mówił i o tej ostatniej bramie, bramie śmierci. Wierzymy, że spotkało go za nią to, co nam obiecywał - Nieogarnione Piękno. Dziękują Bogu za Jarka Krystyna i Zdzisław Bolanowscy
15 lipca 2011
...A....
Smutek, Pustka i Żal. Wielki żal i wielka stata. Szkoda, że będąc parafianką tak słabo GO znałam. "Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą"
19 lipca 2011
Kasia
Ksiądz Jarek dokładnie 12 lat temu - 18 lipca 1999 r. - udzielał nam ślubu. Wraz ze swoim bratem, księdzem Darkiem, byli dla nas wsparciem w najtrudniejszym momencie naszego życia, za co jestem im bardzo wdzięczna. W domu parafialnym w Wadlewie każdy czuł się jak u siebie - spokojnie i dobrze tam było. Spoczywaj w pokoju, Jarku [*][*][*]
19 lipca 2011
Mariusz Link
'i dopiero gdy zawoła Bóg to pożegnam wszystkie te rzeczy i znów pójdę boso pójdę boso..." Dzięki ks. Jarku za Teatr Eden, za Eucharystie w Stasikówce, za otwarte drzwi, dla tak wielu... Na naszym ostatnim programie śpiewaliśmy w finale 'pójdę do nieba piechotą". Dziś już wiesz, 'jak jest po tamtej stronie", a Twój Anioł Stróż twarzą w twarz wychwala Pana w wiecznej prefacji. Chwała Ojcu...
21 lipca 2011
uczestniczka pogrzebu
Wszyscy płakali młodzi i starsi - wszystkim było bardzo , bardzo przykro i smutno, że już ks. Jarka nie ma wśród nas. Warto być dobrym człowiekiem - może nam uda się tak postępować i kochać ludzi jak on to czynił ?
21 lipca 2011
Katarzyna O.
Bardzo zaskoczyła i zasmuciła mnie wiadomość o tragicznej śmierci ks.Jarosława Burskiego. Tego wspaniałego człowieka i wielkiego pasjonata poznałam 20 lat temu, kiedy należałam do "TEATRU EDEN", działającego przy parafii Św.Antoniego w Tomaszowie Maz. i prowadzonego właśnie przez ks.Jarka. Czasu, spędzonego w "EDEN-ie", wspólnych Eucharystii i wspólnych wyjazdów w góry nie zapomnę chyba do końca mojego życia. To było coś pięknego...!!Księdza Jarka zapamiętam jako człowieka zakochanego w Panu Bogu i w drugim człowieku. Zawsze życzliwy i uśmiechnięty, wrażliwy na piękno a jednocześnie doskonały w tym co robił. Człowiek o bogatym wnętrzu, obdarzony wieloma talentami. Człowiek-BRYLANT! I taki pozostanie w moim sercu na zawsze.. Kochany Księże Jarku niech Dobry Bóg wynagrodzi Ci za Twoje piękne życie w wieczności! Dziękuję Panu Bogu za dar Twojego życia i za to, że postawił w moim życiu takiego KAPŁANA jakim Ty byłeś.. Ja również nie mówię Ci "Żegnaj", ale "Do zobaczenia!!"
28 lipca 2011
ks. Tomasz Wojciechowski
Jarku. Przyjacielu Drogi! Przebywając we Włoszech poczułem wewnętrzny ból i za chwile dostałem wiadomość o Twym wypadku. Zacząłem sie modlić. Później jak grom z nieba wiadomość o Twej śmierci dobiła mnie. Ty nie umarłeś. Uczyłeś mnie jak życ w Bogu i dla Ludzi, jak cieszyć sie naszymi pasjami. Choc wewnetrznie czuje bol to czyje że jetes, usmiechnięty obok. Dzieki za Twe życie. Tak strasznie nie poradne słowa pisze ale wiesz o co chodzi bo rozumieliśmy sie bez słow.
28 lipca 2011
Ewa
Tydzień po śmierci x.Jarka urodziłam cudna córeczkę... a jeszcze tydzień przed, dzwoniłeś ks. i pytałeś się,czy już jestem szczęśliwa i czy mała jest na świecie... Dzięki Tobie wspólnie walczyliśmy o ten malutki cud, pomogłeś mi podjąć decyzję i tym razem nie uciekłam...Gdy będąc w szpitalu dostałam wiadomość o tej tragicznej śmierci, czas się zatrzymał a serce płakało...Bo straciłam przyjaciela,który nie ganił mnie za brak wiary a wręcz przeciwnie, uczył mnie jej doświadczać... Opiekuj się nami tam z góry i przysyłaj iskry jasności gdy ciemność nadejdzie. Ja postaram się wypełniać twój testament.
28 lipca 2011
Beata
Księdza Jarka poznałam przed kilkoma laty, w czasie rekolekcji dla przyjaciół. Od pierwszych chwil słuchałam Go z zapartym tchem.Jego słowa zapadały głeboko w serce,rozjaśniały wiele problemów i spraw dotyczących wiary, życia i śmierci.Potem były wspólne spotkania w gronie znajomych i Ksiądz Jarek,który był wśród nas i dla każdego miał jakieś ciepłe słowo. Czekałam niecierpiwie na kolejne rekolekcje.Przewartościowały one moje życie. Inaczej spojrzałam na wiele spraw. Podziwiałam ks. Jarka za Jego radość życia,umiejętność łączenia głębokiej wiary z przeróżnymi pasjami,którym się oddawał oraz za chęć dzielenia się tym wszystkim z innymi. Był pełen charyzmy,dobroci.Niekonwencjonalny jako kapłan,tym większy budził podziw,tym bardziej przyciągał ludzi do siebie , a zarazem do Boga i Kościoła. Minęły już ponad 2 tygodnie od Jego przedwczesnej i tak niespodziewanej śmierci, a wciąż nie mgę otrząsnąć się po tym,co się stało. Wciąż pozostaje pytanie-"Dlaczego?. Miał jeszcze tyle planów, nadziei na przyszłość. Było w Nim tyle radości i oczekiwań. Może właśnie tak miała zakończyć się Jego misja tu, na ziemi. Pozostało tyle pytań bez odpowiedzi... On już to wie. Bóg przyjął Go już do swego Królestwa. Spoczywaj w pokoju wiecznym. Do zobaczenia.
2 sierpnia 2011
Monika
Księże Jarku, chciałabym Co za wszystko podziękować za tyle dobra, którego od Ciebie zaznałam. Chwila rozmowy z Tobą dawała jakąś nie opisaną siłę i wiarę we własne możliwości.Dziękuje
19 sierpnia 2011
Grazyna
Już minął miesiąc od pogrzebu ks. Jarka,wszyscy się modlimy i bardzo nam go brakuje. Bardzo dobrze,że jest strona i można wysłać zdjęcia -często będziemy zaglądali na nią .

polecamy lodz.radioplus.pl