Chrystus ciągle stoi pełen pokory i puka do drzwi naszych serc i umysłów – Msza Wieczerzy Pańskiej
08:25 | 28.03.2013 | Wyświetleń: 104
abp

(wieczór Wielkiego Czwartku, Bazylika Archikatedralna, 28 marca 2013 r.)

Przed świętem Paschy Chrystus ujrzał, że nadeszła Jego godzina. W Ewangelii kilkakrotnie spotykamy się z tym określeniem: „godzina Jezusa Chrystusa”. Strażnicy Jerozolimy mieli uwięzić Pana Jezusa już wcześniej, podczas Święta Namiotów, ale ostatecznie do tego nie doszło, bowiem – jak pisze św. Jan Ewangelista – „godzina Jego jeszcze nie nadeszła” (J 7, 30). Nadeszła teraz – przed świętem Paschy. Jest to najpierw godzina księcia tego świata, godzina zdrady, nienawiści i grzechu, godzina ciemności. Jak czytamy u św. Jana, właśnie wtedy diabeł wszedł w duszę Judasza i ten wyszedł na zewnątrz, a była noc (por. J 13, 27–30).

Godzina Jezusa to godzina Jego miłości. Święty Jan wspominając Ostatnią Wieczerzę pisze: „Umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował” (J 13, 1), natomiast święty Łukasz podaje jakże znamienne wyznanie Chrystusa skierowane do Apostołów zebranych w Wieczerniku: „Gorąco pragnąłem spożyć tę Paschę wraz z wami” (Łk 22, 15). Chrystusowi zależało na tym, żeby być razem ze swymi uczniami. Spotkania przy wspólnym posiłku wyrażały Jego szczególne pragnienie, by być razem z tymi, do których został posłany, by razem z nimi wieczerzać. W Ewangelii czytamy, że wielokrotnie był oskarżany o to, iż jadał z grzesznikami i celnikami. W pragnieniu Jezusa, aby wraz z najbliższymi spożyć wieczerzę paschalną, można dostrzec wyjątkowy rys Jego mesjańskiego posłannictwa. Jak każe żydowska tradycja, podczas tego uroczystego posiłku najmłodszy z uczestników, w tym przypadku św. Jan, zapytał tego, który przewodniczył spotkaniu, a więc Chrystusa, czym szczególnym różni się ta noc od wszystkich nocy całego roku. Zgodnie ze zwyczajem Chrystus rozpoczął swoją haggadę, swoją opowieść, będącą powtórzeniem tego, co słyszeliśmy w dzisiejszym pierwszym czytaniu: o niewoli w dalekiej, obcej, pogańskiej ziemi egipskiej; o próbie eksterminacji narodu przez nakaz mordowania wszystkich chłopców, którzy się narodzili z narodu izraelskiego; o Mojżeszu, którego powołał Pan, aby w Jego imieniu, w imieniu wszechmocnego Boga, wyprowadził naród izraelski z Egiptu, z domu niewoli; o pospiesznym zabiciu baranka i o pomazaniu drzwi domów izraelskich krwią tego baranka, co gwarantowało, że nie dotknie tego domu anioł śmierci; o pośpiesznym wyjściu ku wolności. Opowieść Chrystusa podczas Ostatniej Wieczerzy znalazła jakże nieoczekiwane przedłużenie wtedy, kiedy pod jej koniec wziął w swoje czcigodne ręce chleb i powiedział: „To jest Ciało moje za was wydane” (Łk 22, 19). A potem wziął w swe ręce kielich wypełniony winem i powiedział: „To jest Krew moja, nowego i wiecznego przymierza, przelana za was i za wielu, na odpuszczenie grzechów. To czyńcie na moją pamiątkę” (por. 1 Kor 11, 25). Tymi słowami i tymi gestami wskazywał na siebie jako Baranka wielkanocnego, który też będzie zabity, a który jako pokarm dany wierzącym w Niego będzie dawał siłę, by mogli kroczyć drogami zbawienia aż na ucztę w Królestwie Niebieskim, której końca już nie będzie. Tymi słowami i tymi gestami Jezus wskazywał na Krew, którą ci, którzy uwierzą w Niego i w Jego słowa, będą pili i dzięki której unikną śmierci wiecznej. Jezus wskazywał na siebie jako na ofiarę czystą, bezbronną, dającą życie i jednocześnie jako na arcykapłana, który siebie dobrowolnie wydaje za życie świata.

Zaiste ta noc jest nocą miłości, a godzina Chrystusa jest czasem, który łamie władzę księcia tego świata, władzę grzechu i ciemności. Zapowiada zwycięską Miłość, choć będzie to miłość ofiarna i pełna pokory. Będzie to ta Miłość, której Jezus dał przykład, kiedy podczas tej Ostatniej Wieczerzy przepasał się prześcieradłem, jak słyszeliśmy w czytanej przed chwilą Ewangelii Janowej i zaczął uczniom obmywać nogi. Trzeba wiedzieć, że był to gest upokarzający, którego nie czynił żaden Żyd. Obmywać nogi drugiemu człowiekowi mógł tylko niewolnik i to nieżydowskiego pochodzenia. To tłumaczy, dlaczego Piotr nie chciał przyjąć takiego gestu poniżenia ze strony swojego umiłowanego Mistrza. Uległ jednak Jego prośbie i przyjął to, co powiedział Jezus, przyjął on i pozostali Apostołowie: „Wy Mnie nazywacie «Nauczycielem» i «Panem» i dobrze mówicie, bo nim jestem. Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi” (J 13, 14). Także ten gest zawiera się w poleceniu Chrystusa: „To czyńcie na moją pamiątkę” (1 Kor 11, 25). Ten gest staje się świętym obrzędem każdej pamiątki Wieczerzy Pańskiej, każdego Wielkiego Czwartku, rozpoczynającego obchód świętej Paschy Pana naszego Jezusa Chrystusa.

Chciał być razem z uczniami, chciał tę Paschę spożywać razem z nimi. Jakże przedziwnym i głębokim komentarzem do tego wyznania z Ewangelii św. Łukasza jest to, co czytamy w Księdze Apokalipsy, w Księdze Objawienia Pańskiego, gdzie Baranek Boży – Chrystus, który jest Alfą i Omegą, mówi: „Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną” (Ap 3, 20). Jest to zapowiedź uczty niebieskiej. Chrystus ciągle stoi pełen pokory i puka do drzwi naszych serc i umysłów. Chodzi o to, aby to delikatne, a przecież wyraźne pukanie, usłyszeć. I chodzi o to, aby otworzyć drzwi własnych serc i przyjąć Pana, bo kto Pana przyjmuje, zostanie obdarzony Nim samym, tym, który jest Życiem, tym, który jest życiem wiecznym.