30.03.2017
Homilia ingresowa arcybiskupa Marka Jędraszewskiego
15:55 | 08.09.2012 | Wyświetleń: 166
zmniejszoneIMG_2649

„Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak…” (Mt 1, 18). Może budzić zdziwienie, że w dzisiejsze święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny liturgia Kościoła każe czytać fragment Mateuszowej Ewangelii o narodzeniu Chrystusa. Jednak za tą paradoksalną sytuacją kryje się głęboka teologiczna prawda. Dopiero bowiem wtedy, gdy spełniło się czytane przed chwilą proroctwo Micheasza o Władcy, który miał wyjść z Betlejem, a którego „pochodzenie […] od początku, od dni wieczności”, Władcy, który „paść będzie mocą Pańską, w majestacie imienia Pana Boga swego”, i który „będzie pokojem” (por. Mi 5, 1–4a), dzieje świata, a w tym przede wszystkim „dzieje człowieka w Bożym planie miłości osiągnęły – jak pisał Jan Paweł II – swój zenit. Bóg wszedł w te dzieje, stał się – jako człowiek – ich podmiotem, jednym z miliardów, a równocześnie Jedynym!” (RH, 1). Jako jedyny podmiot tych dziejów Chrystus rzucił światło, w którym ludzie mogli, mogą i ciągle – aż do skończenia świata – będą mogli odczytywać swoje w nich miejsce oraz związane z nim powołanie. To dlatego też z chwilą przyjścia Syna Bożego na świat zarówno Maryja, jak i Józef mogli doświadczyć, co znaczy, że w pierwszym rzędzie właśnie oni, cisi mieszkańcy małego Nazaretu, zostali napełnieni przez Boga i Ojca „Pana naszego Jezusa Chrystusa […] wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich”, i że właśnie w Chrystusie zostali wybrani jeszcze „przed założeniem świata”, aby „byli święci i nieskalani przed Jego obliczem” (por. Ef 1, 3–4). Wybrani w Chrystusie – aby służyć swym życiem w urzeczywistnianiu Jego zbawczego dzieła.

Odnaleźć i zrozumieć swoje miejsce w dziejach zbawienia, znaczy to najpierw otworzyć się na prawdę zawartą w natchnionym Bożym słowie i w tradycji. Czytany przed chwilą „rodowód Jezusa Chrystusa, syna Dawida, syna Abrahama, …” jest tej tradycji szczególnie wyrazistym pomnikiem. Ten rodowód jest równocześnie genealogią Józefa, syna Jakuba. Być może Józef znał ją dobrze. Z pewnością jednak znał życie wielu swoich przodków, o których świadczyły święte księgi jego narodu. Życie tych ludzi mówiło o wielkości i chwale Izraela, ale także o chwilach jego upadków, zdrad i tragedii. Przede wszystkim jednak ten rodowód, odnoszący się do dziejów kolejnych potomków króla Dawida, wskazywał na Pana Zastępów, który w swych dłoniach niezachwianie dzierży losy zarówno całych państw i narodów, jak i poszczególnych ludzi. O uznanie tej właśnie roli niejako dopominał się sam Najwyższy Bóg. Wersety zaczerpnięte z Księgi Powtórzonego Prawa i z Księgi Liczb złożyły się na codzienną modlitwę synów Narodu Wybranego: Szema Izrael – „słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem – Panem jedynym. Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił” (Pwt 6, 4–5). W imię tego szczególnego posłuszeństwa, by kochać Boga zawsze, niezależnie od tego, kiedy i czego zażąda On od ludzi, Józef wiernie spełnił słowa anioła Pańskiego. Tym samym urzeczywistnił to, co zgodnie z wolą Boga przyszło mu wypełnić jako potomkowi królewskiego domu Dawida. Nie oddalił brzemiennej Dziewicy, ale Ją wziął do siebie. Co więcej, Dziecku, które z Ducha Świętego się w Niej poczęło, a potem z Niej się narodziło, dał nie tylko dom, poczucie bezpieczeństwa i religijne wychowanie, ale przede wszystkim dał Mu prawo do nazywania się Synem Dawida.

Józef przyjął Dziewicę wraz z Dzieckiem. Tak oto w ich życiu zaczęły się dzieje scire Christum – poznawania Chrystusa. Po raz pierwszy Maryja i Józef ujrzeli Go – a przez to poznali – w cudowną noc narodzin, gdy Niebo pochyliło się nad ziemią, a zastępy niebieskie wielbiły Najwyższego słowami: „Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania” (Łk 2, 14). Maryja i Józef poznali Go w tajemnicy Wcielenia, przekraczającej wszelkie ludzkie wyobrażenia o realnej obecności Boga w historii ludzi. Poznali Boga w ludzkiej Kruszynie, w bezbronnym i bezradnym Dziecku powierzonym właśnie im przez Ojca, który jest w niebie. Powierzonym ich miłości. Równocześnie miłość ta stawała się dla nich wielkim zadaniem. Jej siła musiała się przecież okazać silniejsza od nienawiści wielkich tego świata, aby uchronić Dzieciątko od czyhających na Nie niebezpieczeństw. A z drugiej strony właśnie ta miłość pozwalała dotykać tego, co nieuchwytne.

Podczas krótkiego pobytu w Betlejem, następnie w czasie ucieczki do Egiptu i, na koniec, w ciągu cichych lat spędzonych w Nazarecie, pierwsze ujrzenie – a przez to poznanie – Boga–Człowieka przekształciło się u Maryi i Józefa w poznawanie Go na co dzień. Było ono przeniknięte wzajemną miłością, której centrum i zarazem źródłem był powierzony ich rodzicielskiej trosce sam Jezus. Równocześnie poznanie to domagało się od nich wielkiego osobistego wysiłku, by pojąć, to, co niezrozumiałe. Doświadczyli tego zwłaszcza wtedy, gdy trzeba było im uznać, że Jezus powinien być przede wszystkim w tym, co należy do Jego Ojca (por. Łk 2, 49). Pozostawała więc cicha zaduma i przekonanie, że Bóg da kiedyś łaskę ujrzenia tego, co dotychczas było dla nich zakryte. Tym bardziej więc wiernie i pokornie trwali przy każdym słowie ich Dziecka, które samym swym istnieniem obiecywało coraz większe i głębsze poznanie Boga. To dlatego „Maryja zachowywała Jego słowa i rozważała je w swoim sercu” (Łk 2, 51 b).

Owo większe i głębsze poznanie jakże dramatycznie urzeczywistniło się na wzgórzu Golgoty. Zwłaszcza Jej, Maryi, ukazała się wtedy niepojęta głębia miłości Ojca do ludzi, który tak umiłował świat, że „nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał” (Rz 8, 32), „aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3, 16). Poznała też wtedy nieskończone miłosierdzie Syna, które kazało Mu błagać Ojca o przebaczenie dla tych wszystkich, co „nie wiedzą, co czynią” (por. Łk 23, 34), i które sprawiło, że nawrócony złoczyńca usłyszał obietnicę raju (por. Łk 23, 42–43). To przejmujące poznanie Chrystusa poprzez Jego Krzyż równocześnie odsłoniło przed Nią nowe zadanie, jakie Nieskończony Bóg przewidział dla Niej w swym planie zbawienia ludzkości – ma być Matką Kościoła: „Niewiasto, oto syn Twój” (J 19, 26 b). To prawda, że „od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie” (J 19, 27 b), okazując Jej synowskie oddanie i bezgraniczną cześć. Jednakże Ona od tej chwili wiedziała, że w Janie ma przyjąć wszystkich, którzy uwierzyli i którzy uwierzą w Jezusa Chrystusa, Boga–Człowieka, i że ma ich kochać cichą, wymagającą, a zarazem ciepłą, matczyną miłością. I tą miłością ich wspierać, począwszy od wspólnej z Apostołami modlitwy w Wieczerniku, upraszającej zesłanie na zgromadzony tam Kościół mocy Ducha Świętego. Ma być razem z nimi właśnie po to, aby Apostołowie i ich następcy, sami poznawszy Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, głosili o Nim Dobrą Nowinę całemu światu – zgodnie z tradycją słów, którymi zaczyna się Ewangelia św. Marka (por. Mk 1, 1). Aby z mocą, którą daje wiara, powtarzali każdemu kolejnemu ludzkiemu pokoleniu pierwsze zawarte w niej słowa Jezusa: „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!” (Mk 1, 15).

Tę właśnie rolę Matki Kościoła pełni i pełnić będzie Maryja nieprzerwanie aż do skończenia świata. W tym szczególnym dziele wspiera Ją święty Józef, Opiekun Kościoła. Matczyna miłość Maryi jest przedziwnie skuteczna, a opiekuństwo Józefa jest prawdziwie niezawodne, gdyż przebywając teraz w niebie, oglądają oni Boga twarzą w twarz (por. 1 Kor, 13, 12). Ich pełne miłości poznanie Chrystusa osiągnęło swój szczyt. A gdzie miłość jest doskonała, tam otrzymuje się wszystko.

Drodzy Bracia i Siostry!
Dzisiaj, w święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, archidiecezja łódzka, której Patronem jest święty Józef, z woli Ojca Świętego Benedykta XVI otwiera bramy swojej Katedry dla nowego, szóstego w jej dotychczasowych dziejach, Pasterza, przejmującego pastorał od swego Czcigodnego i bardzo zasłużonego Poprzednika, Księdza Arcybiskupa Władysława Ziółka. W czytanej przed chwilą przez nuncjusza apostolskiego w Polsce, Księdza Arcybiskupa Celestino Migliore, bulli papieskiej słyszeliśmy następujące słowa: „Zachęcamy ponadto Ciebie, Czcigodny Bracie, oraz wszystkich wiernych Kościoła łódzkiego, abyście wypełniając w życiu codziennym wolę Bożą, za wstawiennictwem Najświętszej Maryi Dziewicy, Królowej Polski, świętego Józefa, Jej Przeczystego Oblubieńca, a także świętego Marka Ewangelisty, pragnęli jeszcze bardziej poznać Chrystusa, angażując się aktywnie w budowanie Jego Królestwa”.

Moi Drodzy! Oto program, który nakreślił nam sam Ojciec Święty! Oto program, którego treść zawarta jest także w moim biskupim herbie. W naszym życiu mamy wspólnie podjąć to dzieło, które przed wiekami stało się udziałem Maryi i Józefa – scire Christum – „poznawać Chrystusa”. Poznawać – aby następnie głosić Go światu! Jakżeż to dzieło jest aktualne dzisiaj w świetle rozpoczynającego się za niecały miesiąc Synodu Biskupów, poświęconego nowej ewangelizacji, oraz Roku Wiary!

Dzieło niełatwe i trudne. Zapowiadając w liście apostolskim Porta fidei obchody Roku Wiary, Benedykt XVI nakreślił w nim między innymi obraz współczesnej sytuacji kulturowej, w której chrześcijanin częstokroć nie potrafi się już odnaleźć. „Zdarza się obecnie dość często – pisał Papież – że chrześcijanie bardziej troszczą się o konsekwencje społeczne, kulturowe i polityczne swego zaangażowania, myśląc, że wiara wciąż jest oczywistą przesłanką życia wspólnego. W rzeczywistości, założenie to nie tylko przestało być oczywiste, ale często bywa wręcz negowane. Podczas gdy w przeszłości możliwe było uznanie, że istnieje jednorodna tkanka kulturowa, powszechnie akceptowana w swym odniesieniu do treści wiary i inspirowanych nią wartości, to obecnie wydaje się, że w znacznej części społeczeństwa już tak nie jest, z powodu głębokiego kryzysu wiary, który dotknął wielu ludzi” (Porta fidei, 2). Doszło bowiem do swoistej radykalizacji tego, przed czym już wiele lat temu, w opublikowanej w uroczystość Świętej Rodziny 1988 roku adhortacji apostolskiej Christifideles laici przestrzegał Jan Paweł II, wskazując na istnienie w życiu wielu katolików „dwóch równoległych nurtów: z jednej strony tak zwanego życia »duchowego« z jego własnymi wartościami i wymogami, z drugiej tak zwanego życia »świeckiego«, obejmującego rodzinę, pracę, relacje społeczne, zaangażowanie polityczne i kulturalne” (Christifideles laici, 59). Odnosi się wrażenie, że dzisiaj owa niebezpieczna dla życia duchowego katolików równoległość nie tylko przestała istnieć, ale przemieniła się w wyraźnie zarysowany konflikt. Nurt tak zwanego życia „świeckiego” zaczyna bowiem otwarcie, niekiedy wręcz agresywnie, zwracać się przeciwko nurtowi życia „duchowego”, usiłując sprowadzić go do wstydliwie skrywanej prywatności. Kultura zachodnia, zwłaszcza europejska, staje się coraz bardziej chrystofobiczna. Dozwolone jest propagowanie każdego światopoglądu, natomiast chrześcijaństwo pragnie się za wszelką cenę wyprzeć z przestrzeni publicznej. Ten kulturowy proces dokonuje się często przy biernej postawie części ludzi wierzących, ulegających tak zwanej politycznej poprawności. Jakby nie chcieli oni przyjąć do wiadomości tego, co wielokrotnie z mocą podkreślał Jan Paweł II: że „wiara, która nie staje się kulturą, »nie jest wiarą w pełni przyjętą, do końca przemyślaną, przeżywaną w należytej wierności«” (Christifideles laici, 59). Stąd Benedykt XVI w liście apostolskim Porta fidei w sposób autorytatywny stwierdził, że „istotne treści [wiary], które od wieków stanowią dziedzictwo wszystkich wierzących, wymagają ciągłego potwierdzania, zrozumienia i pogłębiania w nowy sposób, aby dawać konsekwentne świadectwo w innych niż w przeszłości warunkach historycznych” (Porta fidei, 4).

Te istotne treści wiary ogniskują się w Osobie Jezusa Chrystusa, Syna Bożego. Dlatego też ich ciągłe potwierdzanie, zrozumienie i pogłębianie musi się zaczynać od permanentnego w życiu każdego chrześcijanina scire Christum – „poznawania Chrystusa”. Poznawania, które jest jednocześnie warunkiem i kluczem do zrozumienia wielkości człowieka i niezwykłości jego powołania. Człowiek nie może bowiem zrozumieć siebie bez Chrystusa. Każda inna droga prowadzi go nieuchronnie do zagubienia siebie, do przebywania w świecie iluzji i kłamstw, do zatracenia horyzontu autentycznego dobra. Jakże przenikliwie już cztery wieki temu pisał o tym genialny matematyk i fizyk francuski Blaise Pascal: „Przed Jezusem Chrystusem ludzie nie wiedzieli sami, jak stoją, czy są wielcy, czy mali. A ci, którzy twierdzili jedno lub drugie, nie wiedzieli w gruncie rzeczy nic; zgadywali jeno bez racji i na oślep; a nawet błądzili ciągle, wykluczając jedno lub drugie” (Myśli, nr 384). W związku z tym Pascal stawiał dramatyczne pytania: „Czym stanie się tedy człowiek? Czy będzie równy Bogu, czy zwierzętom? Cóż za przerażająca odległość! Czymże tedy będziemy? Kto nie widzi w tym wszystkim, że człowiek się zabłąkał, że osunął się ze swego miejsca, że szuka go z niepokojem i nie może odnaleźć? I kto go tam doprowadzi? Najwięksi ludzie nie zdołali tego” (Myśli, nr 388). Nie ulega żadnej wątpliwości, że współczesna sytuacja kulturowa każe ludziom myślącym stawiać te same pytania z jeszcze większą dramatycznością. Swe rozważania zakończył Pascal jednoznacznym stwierdzeniem, nawiązującym do mowy świętego Pawła na ateńskim Areopagu: „Quod ergo ignorantes quaeritis, religio annuntiat vobis – »Czego tedy nieświadomi szukacie, religia wam to zwiastuje«” (Myśli, nr 384). Religia – czyli chrześcijaństwo!

To chrześcijaństwo ma w Polsce swoją długą, ponadtysiącletnią historię. Za cztery lata będziemy obchodzić 1050. rocznicę Chrztu Polski. Rocznica ta pozwala nam raz jeszcze uświadomić sobie, że nasza Ojczyzna poznaje Chrystusa od ponad tysiąca już lat. Równocześnie od ponad dziesięciu wieków kolejne pokolenia Polaków poznają prawdę o człowieku, której najwyższym wyrazem i zarazem kluczem jest właśnie Chrystus. Poznawanie tej prawdy pozwoliło naszym przodkom wyrwać się z mroków pogaństwa, z jego obyczajów i zwyczajów tak często poniżających człowieczą godność. Wejście Polski w orbitę chrześcijańskiej Europy pozwoliło jej otworzyć się na skarby kultury zachodniej, począwszy od sztuki pisania i czytania, budownictwa i uprawy roli. Z biegiem czasu kultura chrześcijańska na tyle w naszym kraju okrzepła, na tyle silna i atrakcyjna stała się dla innych, że Polska zaczęła wnosić własne osiągnięcia do wspólnego skarbca Europy, promieniując swymi dokonaniami ducha na sąsiednie kraje. Niejednokrotnie przyszło też Polsce bronić głęboko zakorzenionych w jej kulturowej tkance wartości. Nie bez powodu stała się ona dla Europy prawdziwym przedmurzem chrześcijaństwa (antemurale christianitatis), jak ją nazywano już od czternastego wieku.

Najwspanialszym jednak i najbardziej przejmującym urzeczywistnieniem piękna i zarazem siły chrześcijaństwa są sami ludzie, którzy, poznawszy Chrystusa w swoim życiu, poszli za Nim radykalną, wierną miłością aż do końca. Polska ma prawo chlubić się wieloma swymi córkami i synami, których Kościół wyniósł do chwały ołtarzy. Spośród tych świętych, którzy na trwałe wpisali się w historię naszej Ojczyzny prawdziwie złotymi zgłoskami, pragnę tu wspomnieć najpierw dwie postaci, których duchowymi dokonaniami szczyci się zarówno Poznań, jak i Łódź: wywodzącego się ze wsi Wysoczka spod poznańskiego Buku bł. Rafała Melchiora Chylińskiego, franciszkanina konwentualnego, oraz św. Urszulę Julię Ledóchowską, założycielkę sióstr urszulanek szarych Serca Jezusa Konającego, których pierwszy dom powstał w Pniewach niedaleko Poznania. Pragnę także wymienić świętych, których kult rozprzestrzenił się na cały współczesny świat: urodzonego w nieodległej stąd Zduńskiej Woli i żyjącego przez jakiś czas w Łodzi św. Maksymiliana Marię Kolbego, a także św. Faustynę Kowalską, Patronkę naszego miasta, której pierwsza wizja umęczonego Chrystusa jest związana właśnie z tą katedrą. Na koniec z osobistą ogromną wdzięcznością i wzruszeniem pragnę przywołać na pamięć najwybitniejszego Syna polskiej Ziemi w całych jej ponadtysiącletnich dziejach: bł. Jana Pawła II, którego apostolska wizyta w Łodzi sprzed dwudziestu pięciu laty była niedawno tu tak bardzo uroczyście wspominana. Niech będzie uwielbiony Bóg w świętych swoich! Niech swoim orędownictwem wstawiają się oni nieustannie za nami!

Drodzy Bracia i Siostry!
Nie zrozumie się Polski bez chrześcijaństwa. Nie zrozumie się jej autentycznego ducha bez Chrystusa. Piętnaście lat temu, w 1997 roku, Jan Paweł II mówił w Gnieźnie: „Jest […] historia Europy jakby wielką rzeką, do której wpływają rozliczne dopływy i strumienie, a różnorodność tworzących ją tradycji i kultur jest jej wielkim bogactwem. [Jednakże] zrąb tożsamości europejskiej jest zbudowany na chrześcijaństwie”. Czyż tej prawdy o Europie nie należy odnieść w sposób szczególny także do Polski? Czyż ta prawda nie znajduje swego niezwykłego urzeczywistnienia właśnie tutaj, w mieście Łodzi, którego historia tak głęboko została naznaczona przez dzieje ludzi, należących do różnych narodowości, tradycji, religii i wyznań?

Swoje refleksje na temat tożsamości europejskiej Jan Paweł II opatrzył w Gnieźnie następującym komentarzem: „obecny brak […] duchowej jedności [Europy] wynika głównie z kryzysu tej właśnie chrześcijańskiej samoświadomości”. Czyż patrząc z bólem na wielorakie postaci kryzysu, który obecnie trapi polskie społeczeństwo i którego natężenie zdaje się ciągle nabrzmiewać, nie możemy powtórzyć za Papieżem, że kryzys ten wypływa przede wszystkim z odchodzenia przez wielu ludzi od swej „chrześcijańskiej samoświadomości”? I że powrót do niej i ponowne utwierdzenie się w niej jest niezbędnym warunkiem rzeczywistej odnowy polskiego narodu i polskiego społeczeństwa? Zbliżające się obchody 1050. rocznicy Chrztu Polski są szczególnym wezwaniem do tego, aby nasz naród (na nowo) rozpoznał się w Chrystusie.

Zacytujmy tutaj jeszcze jedno zdanie z owego gnieźnieńskiego przemówienia Jana Pawła II: „Nie można zbudować nowego porządku bez odnowionego człowieka, tego najmocniejszego fundamentu każdego społeczeństwa”. Mając to na uwadze, rozumiemy, dlaczego odnowiony człowiek staje się głównym celem duszpasterskiej troski Kościoła katolickiego w Polsce. Odnowiony człowiek – począwszy od przyjętego przezeń sakramentu chrztu, na skutek którego został on zanurzony w tajemnicy paschalnej Chrystusa, w Jego śmierci i w zmartwychwstaniu. Odnowiony przez coraz bardziej pogłębiane poznawanie Chrystusa. W świetle tak nakreślonych celów należy postrzegać program duszpasterski zatwierdzony przez Konferencję Episkopatu Polski, wyrażający się w haśle „Od wiary, przez chrzest do świadectwa”.

Drodzy Bracia i Siostry!
Ten ogólnopolski program duszpasterski nakreśla to wszystko, co w najbliższych latach będzie się starała urzeczywistniać archidiecezja łódzka. Równocześnie stanowi on tło do przygotowań związanych ze zbliżającym się jubileuszem stulecia jej istnienia. Będziemy zatem nawiązywać do tego przełomowego w dziejach naszego narodu wydarzenia, jakim był, przyjęty w 966 roku przez Mieszka I i jego otoczenie, chrzest, właśnie dlatego aby świadomość naszej chrześcijańskiej przeszłości pozwalała z jeszcze bardziej ugruntowaną wiarą, mocniejszą nadzieją i żarliwszą miłością kształtować teraźniejszość i wychylać się ku przyszłości. Będziemy starali się z tym większą mocą i gorliwością poznawać Chrystusa, im bardziej współczesny świat Go nie zna i im bardziej staje się on obojętny na Jego zbawczą Ewangelię. Będziemy poznawać Go na co dzień: poprzez codzienną modlitwę, poprzez udział w niedzielnej Eucharystii, poprzez życie sakramentalne, poprzez częstą lekturę Pisma Świętego. Będziemy rozpoznawać Go w tajemnicy Krzyża, który ciągle jest głupstwem dla jednych, a zgorszeniem dla innych, natomiast dla nas, którzyśmy uwierzyli, mocą i mądrością Bożą (por. 1 Kor 1, 17–25). Będziemy przyjmować Go w tajemnicy tego Krzyża, który stał się udziałem tak wielu osób chorych i cierpiących. Będziemy poznawać Chrystusa przez szlachetną i ofiarną miłość, przenikającą i kształtującą życie małżeństw i rodzin. Będziemy Go z wielkim poczuciem odpowiedzialności ze strony rodziców, dzieci i młodzieży, katechetów i katechetek poznawać na lekcjach religii w szkole oraz w różnych grupach duszpasterskich działających w parafiach. Będziemy Go rozpoznawać w świecie nauki i kultury, na wyższych uczelniach i w instytutach naukowych, a także w ośrodkach duszpasterstwa akademickiego: wszędzie tam, gdzie z osobistym poświęceniem poszukuje się prawdy i rzetelnie jej się naucza, i gdzie człowiek, wsłuchując się w inspiracje płynące z Wysoka, usiłuje wyrazić zawsze przekraczające go piękno.

Będziemy w tym wszystkim poznawać Chrystusa jako Dobrego Pasterza (por. J 10, 11), który oddaje życie za przyjaciół swoich (por. J 10, 11; 15, 13) i który z ofiarną miłością szuka zaginionej owieczki, aby wziąć ją w swe ramiona i przytulić do siebie (por. Łk 15, 4–7).
Będziemy tak właśnie starali się poznawać Chrystusa, ponieważ z całą pewnością wiemy: to poznawanie obdarza radością i daje moc przemiany siebie i świata!

Drodzy Bracia Kapłani, którzy tworzycie prezbiterium Kościoła, który jest w Łodzi! Czcigodne Siostry zakonne! Osoby życia konsekrowanego! Wszyscy drodzy memu sercu Bracia i Siostry, wierni świeccy!

Pozwólcie, że na progu mojej pasterskiej posługi pośród Was i dla Was zwrócę się do Was słowami św. Pawła Apostoła, w których pragnę wyrazić zarówno stan mojego ducha, jak i gorącą prośbę do Was: „Usta nasze otwarły się do was, […], rozszerzyło się nasze serce. Nie brak wam miejsca w moim sercu […]. Odpłacając się nam w ten sam sposób, otwórzcie się i wy: jak do swoich dzieci mówię” (2 Kor 6, 11–13). Równocześnie pragnę skierować serdeczne życzenie – znowu słowami św. Pawła – do każdego syna i do każdej córki Świętego Kościoła w Łodzi: „Radujcie się, dążcie do doskonałości, pokrzepiajcie się na duchu, bądźcie jednomyślni, pokój zachowujcie, a Bóg miłości i pokoju niech będzie z wami!” (2 Kor 13, 11–12). Amen.