Archidiecezja Łódzka
Ks. Tadeusz Burzyński – pierwszy kapłan poległy w Powstaniu Warszawskim
17:44 | 07.11.2010 | Wyświetleń: 658

Zdolny i gorliwy kleryk, obiecujący teolog, odważny kapelan, pierwszy kapłan, który poległ w Powstaniu Warszawskim. Ks. Tadeusz Burzyński to jeden z dwóch łódzkich kandydatów na ołtarze w procesie beatyfikacyjnym 122 męczenników z czasów II wojny światowej.

Gorliwy od młodości
Tadeusz Burzyński urodził się 8 października 1914 roku w Chruślinie w powiecie łowickim. Pochodził z rodziny chłopskiej. Mimo odległości, jaka dzieliła szkołę od domu, gimnazjum w Łowiczu ukończył z wyróżnieniem. Codziennie przed lekcjami służył do Mszy kapelanowi miejscowego szpitala. Zetknął się też z siostrami szarytkami, które tam pracowały. Ich poświęcenie wywarło na nim wielkie wrażenie. „Poznawszy ich święte życie, zachęcony ich przykładem, zacząłem tworzyć podstawy swego życia” – napisał w dzienniku. Do wyboru drogi powołania dojrzewał, często przystępując do spowiedzi i komunii świętej. „Często lubię odbywać adorację przed Panem Jezusem ukrytym w Sakramencie Ołtarza. Tam znajduję ochłodę, czerpię zdrój ożywczej wody, otuchą napełniam serce. To są najmilsze chwile dnia. Pragnę być zawsze gorącym czcicielem świętej Hostii” – wspominał. Napisał wtedy kilkanaście wierszy, które są świadectwami jego religijności.

Formacja duchowa i intelektualna
We wrześniu 1933 roku, mając 19 lat, wstąpił do seminarium duchownego w Łodzi. Ze wspomnień jego kolegów kursowych wynika, że był bardzo zdolny, pobożny i wyrobiony duchowo. Święcenia kapłańskie przyjął 21 sierpnia 1938 roku z rąk bpa Włodzimierza Jasińskiego. Nie trafił jednak do żadnej parafii, ale ordynariusz łódzki zdecydował, że musi kontynuować naukę. Podjął zatem studia teologiczne na Uniwersytecie Warszawskim. Kontynuował je zresztą konspiracyjnie w trakcie okupacji. Mieszkał w Pęcherach pod Warszawą i był kapelanem tamtejszych sióstr szarytek. Pracę magisterską „Wjazd Pana Jezusa do Jerozolimy” napisał pod kierunkiem ks. prof. Eugeniusza Dąbrowskiego.

Lato 1944
Pod koniec lipca 1944 r. ks. Burzyński przyjechał do Warszawy. Miał zastępować ks. Jana Zieję w obowiązkach kapelana domu Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Najświętszego Serca Jezusa Konającego przy ulicy ks. Siemca (obecnie Wiślana). Był członkiem Armii Krajowej i wiedział o planowanym wybuchu Powstania Warszawskiego. Chyba właśnie dlatego nie pozwolił swojemu młodszemu bratu, Wiktorowi, na podróż do okupowanej stolicy. „Tadeusz odradzał mi wiązanie się w walką podziemną. Mówił, że musze przeżyć tę wojnę, by pomagać mamie” – wspomina Wiktor Burzyński.

Powstanie
Tuż przed wybuchem Powstania Warszawskiego (o godz. 16.00) ks. Burzyński wystawił Najświętszy Sakrament w kaplicy klasztornej i rozpoczął trzygodzinną adorację. Jednak wkrótce potem, jeszcze przed godziną „W”, w pobliżu rozległy się strzały. To oddziały zgrupowania „Krybar” uderzyły na silny punkt niemieckich oddziałów – Uniwersytet Warszawski. Hitlerowcy, zamaskowani w bunkrach, mieli doskonały ogląd sytuacji na całym Powiślu. Od przyczółka mostu Kierbedzia, wzdłuż Wybrzeża Kościuszkowskiego, atakowali powstańców ogniem cekaemów i granatników. Padły pierwsze ofiary. Tymczasem siostry urszulanki, również przygotowane na wybuch powstania, zaczęły organizować szpital polowy. Docierały pierwsze meldunki o rannych.
Jak wspominają pracujące tam wówczas zakonnice, ks. Burzyński wziął z zakrystii Oleje święte i w komży oraz białej stule wyszedł za siostrami-sanitariuszkami (siostry Maria Deymer, Wanda Chodkowska, Zofia Bagińska, postulantka Jadwiga Frankowska i Janina Płaska). One szły po rannego, który czekał na pomoc na rogu ulic Gęstej i Browarnej, on chciał spełnić posługę kapłańską. Patrol sanitarny, mimo, że był dobrze oznakowany, był nieustannie ostrzeliwany przez Niemców. Okupanci obrzucili też siostry granatami ręcznymi. Z patrolu przeżyła tylko siostra Płaska.
„Zaraz po wyjściu naszego patrolu wezwano również do umierającego na ulicy naszego księdza, który przez część wakacji pełnił funkcję kapelana, gorliwego bardzo ks. Tadeusza Burzyńskiego. Wypatrywałam wówczas rannych na najbliższych ulicach. W pewnej chwili ujrzałam ks. Burzyńskiego w komży i stule podążającego ul. Gęstą, pod murem domu nr 3” – wspomina s. Stanisława Czekanowska. „Wkrótce potem usłyszałam ruch na naszym podwórzu – jakieś dziewczęta (patrol harcerek) przybiegły z noszami, a gdy zeszłam do jadalni, zobaczyłam zbroczonego krwią człowieka, ułożonego w przedniej części salki, blisko okien, i siostrę dr Wojno szykującą się do opatrunków. Z trudnością rozpoznawałam w tym wykrwawionym już prawie człowieku naszego księdza. Jakim sposobem znaleziono go, z przestrzeloną piersią, na podwórzu domu przy ul. Ks. Siemca 4? Chyba ugodzony kulą zboczył w podwórze tylnymi drzwiami, od Gęstej, i padł z wyczerpania. Miał również rany na nogach i rękach” – opisuje s. Czekanowska.
Inna siostra, Franciszka Popiel, była wśród sanitariuszek, które przyniosły ks. Burzyńskiego do szpitala polowego. „Kładziemy go na stole na salce. Siostra dr zbadała ranę. Kula uderzyła w plecy, przeszła przez aortę. Nadziei nie ma żadnej. Ksiądz kan. Biernacki oddaje mu swoją kapłańską usługę, po czym przynosi Pana Jezusa. Ksiądz Tadeusz modli się nieustannie: – Jezu kocham Cię, Jezu adoruję Cię. W pewnej chwili uświadomił sobie, że nie całkiem jeszcze spokojnie odejść może. Mówił: »Jeszcze osiem Mszy św. miałem odprawić. Otrzymałem ofiary. Już nie będę mógł. Niech inny ksiądz odprawi«” – wspomina s. Popiel. „Ostatniego Namaszczenia nie może ksiądz kanonik udzielić, bo nigdzie nie może znaleźć Olejów św. Później dopiero znaleziono je na podwórku, na którym padł ks. Tadeusz. Kula, która go przestrzeliła, utkwiła w wacie, pozostawiając na niej krwawe ślady. Naczyńko to zostało oddane do Kurii Polowej” – dodaje urszulanka.
„Jak się później okazało, ks. Burzyński został namaszczony przez ks. Pisarskiego, salezjanina, zanim jeszcze przyniesiono go do nas. Ksiądz Burzyński cierpiał bardzo. Umierał z całkowitą świadomością. Przed i po Komunii modlił się półgłosem i miałyśmy przeświadczenie, że jest gotów i dojrzały do oglądania Boga w wiekuistej światłości. Skonał w niecałe pół godziny po przyniesieniu go do nas. Wiele sióstr i mieszkańców naszego domu modliło się przy nim aż do jego śmierci” – opisuje s. Czekanowska.
Ks. Burzyński był pierwszym kapelanem, który poległ w Powstaniu Warszawskim. Rozkazem Komendy Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej nr 23 z 27 sierpnia 1944 roku ks. Burzyński został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Walecznych. Podobne odznaczenia otrzymały siostry, które zginęły w patrolu.

Proces beatyfikacyjny
17 września 2003 roku w siedzibie Konferencji Episkopatu Polski bp Jan Bernard Szlaga ordynariusz pelpliński dokonał otwarcia procesu beatyfikacyjnego 122 męczenników z czasów II wojny światowej. W tym gronie znalazło się dwóch kapłanów z terenu archidiecezji łódzkiej – ks. Dominik Kaczyński i ks. Tadeusz Burzyński. 14 lutego 2004 roku abp Władysław Ziółek sesją De Primordialibus rozpoczął prace Trybunału Rogatoryjnego Archidiecezji Łódzkiej i mianował jego członków. Sędzią delegatem został ks. kan. Dionizy Markiewicz, promotorem sprawiedliwości – ks. dr Grzegorz Leszczyński, notariuszami – ks. Tadeusz Weber i ks. Stanisław Łągwa, kursorem – ks. Krzysztof Żernicki. Została powołana również Komisja Historyczna (ks. prał. Stanisław Grad, ks. dr Piotr Zwoliński i ks. dr Mieczysław Różański), która zbierała i opracowywała dokumenty dotyczące życia i męczeństwa sług Bożych. Proces rogatoryjny zakończył się 5 lutego 2009 roku. Abp Władysław Ziółek złożył wtedy podpisy pod dokumentacją, która trafiła do diecezji pelplińskiej prowadzącej proces beatyfikacyjny 122 męczenników z czasów II wojny światowej.

Warto przeczytać
Strona procesu beatyfikacyjnego
Wspomnienie ks. Stanisława Tworkowskiego