17.12.2017
Pogmatwane życie – o łódzkim schronisku dla kobiet
15:06 | 18.11.2017 | Wyświetleń: 1060
bezdomne

Nieopodal ul. Kosynierów Gdyńskich i szpitala św. Jana Bożego, przy ul. Kwietniowej, działa schronisko dla kobiet z dziećmi. Przychodzą tu te, które nie mają domu, bądź nie mogą mieszkać tam, gdzie są zameldowane, matki z małymi i starszymi już dziećmi. Uciekają przed biedą, nałogami swoich mężów czy partnerów, przemocą. Placówka przyjmie 71 osób. Trafiają tu także osoby samotne, starsze, niewydolne życiowo, z chorobami psychicznymi. I choć w założeniu schronisko nie może przyjmować osób niesamodzielnych, to realia są zupełnie inne. Bywa tak, że pogotowie przywozi im takie kobiety. I one tutaj czekają na miejsce w DPS-ie. – postępowanie chorób psychicznych, które niszczą, to obecnie duży problem, bo takie osoby, gdy nie znajdują wsparcia w bliskich, rodzinie, spychane są natychmiast na margines – tłumaczy Anna Tomczak, kierownik schroniska. A psycholog – p. Małgosia – dopowiada, że niejednokrotnie żadna aktywizacja czy pomoc nie jest w stanie już takiej osoby wydźwignąć – spędza tu kilka lat, aż nie znajdzie się dla niej miejsce w domu pomocy społecznej. A niekiedy na takie się nie doczeka… Są też przypadki pięknych powrotów ‚do życia’. To choćby historie Eweliny czy Oli. I one cieszą. Bardzo. W starym budynku, który wymaga docieplenia, spotykam kilka kobiet. Starszych, zmęczonych życiem, ale też te zadbane, piękne… Bo nikt z nas nie wie, jaki będzie ten dzień jutrzejszy…

świat się zawalił

Schronisko, podobnie, jak dwa dla mężczyzn, noclegownia, ogrzewalnia, centrum terapii bezdomności oraz jedyny w Polsce zimowy autobus dla bezdomnych, prowadzone jest przez łódzkie koło Towarzystwa Opieki im. św. brata Alberta. Przebywają tu kobiety od 18 do 75 roku życia. Te, którym ścieżki życia się jakoś pogmatwały, i w którymś momencie ‚zawalił świat’. Bezdomne, według definicji z ustawy o pomocy społecznej… Trafiają same, albo razem z dziećmi. Obecnie w placówce przebywa jedynie ośmioro najmłodszych, ale bywają miesiące, że dzieci jest dużo. Blisko mają przedszkole i szkołę. Jak podkreśla Anna Tomczak – schronisko współpracuje z placówkami oświatowymi i dzięki temu dzieci nie mają przerw w nauce, a ich mamy nie martwią się co z ich edukacją.

Mieszkają tu kilka dni, niektóre miesięcy, a często i lat. W międzyczasie próbują ułożyć swoje życie na nowo, pozałatwiać sprawy związane z rozwodem, z alimentami, z mieszkaniem, pracą. Miasto pomaga znaleźć dla nich jakiś lokal socjalny. I rozpoczynają nowe życie. Wtedy jest radość, bo -gdy widzę w sklepie pracującą Ewelinę czy Olę, która była u nas z dwójką dzieci a teraz syn zdał maturę, córka się zaręczyła, a ich mama uśmiecha się i wpada nas odwiedzać – to cieszę się z tego – mówi Anna Tomczak. Wtedy pewne, że to ten św. Albert roztacza opiekę nad tym miejscem.

warto walczyć o każdego

Jednak wiele kobiet nie umie poradzić sobie z życiem. – dla nas to jest praca u podstaw – tłumaczy Małgosia. I choć wysyłane są na terapie dla ofiar przemocy, choć przechodzą aktywizację zawodową, to jednak nie utrzymują pracy, mieszkania. Wtedy wracają… Pracownicy schroniska podkreślają, że jeszcze kilkanaście lat temu było łatwiej odnaleźć się w świecie – kobietom, ale także mężczyznom. – łatwiej stawali na nogi, szybciej otrzymywali mieszkania socjalne – mówią – obecnie wiele z nich cierpi na pewne deficyty wyniesione  z domu, dużo ma depresję, i trudno, gdy kłopoty ciągną się z pokolenia na pokolenie, wyjść na prostą. Czy wtedy warto? – dla każdego warto…

Więcej kobiet przychodzi do schroniska latem. Dlaczego? – może wtedy łatwiej im zacząć walczyć o siebie? może mają większą odwagę ruszyć ze zmianą? – przypuszcza  Anna Tomczak. Nikogo nie odsyłają, nie zostawiają bez pomocy. – nawet, gdy pogotowie dzwoni, że wiozą kobietę, która samodzielnie się porusza, a potem okazuje się, że przed furtką zostawiają nam nie mogącą zrobić kroku osobę – tez ją przyjmiemy – mówi kierownik schroniska. I zwraca uwagę, że w Łodzi brakuje niskoprogowego domu pomocy społecznej, do którego mogłyby trafiać takie osoby. Więc czekają w schronisku na ‚lepszy los’…

możesz pomóc

Miejsca, które pomagają drugiemu człowiekowi zazwyczaj nie są dochodowe, i ledwo wiążą koniec z końcem. Tak też jest ze schroniskiem na Kwietniowej. Mimo dotacji z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej na wiele rzeczy nie starcza. Co jest potrzebne? – środki czystości, artykuły chemiczne, agd, koce, ręczniki, pościel, poduszki i kołdry oraz podstawowe leki. Ale trzeba też wolontariuszy, którzy zajęliby się dziećmi – pomogli w lekcjach, zorganizowali jakieś zajęcia, zabawy, po szkole.

nr konta łódzkiego koła Towarzystwa Opieki im. św. Brata Alberta
54 12403031 1111 0000 3426 7336
krs 0000314496


źródło: Niedziela Łódzka