30. rocznica wizyty Jana Pawła II w Łodzi – Spotkanie ze światem akademickim w katedrze łódzkiej
23:55 | 09.06.2017 | Wyświetleń: 697
Papież w katedrze 16

Po niedługim odpoczynku Papież opuszcza rezydencję biskupów łódzkich i papamobilem udaje się do katedry. Jest godz. 15:55. Osoby towarzyszące Ojcu Świętemu przechodzą do katedry pieszo. Bardzo radośnie biją wszystkie dzwony katedralne. Zrywają się potężne oklaski. Jan Paweł II opuszcza papamobil i ukazuje się na stopniach przed frontonem katedry.

Proboszcz parafii katedralnej ks. prałat Stefan Ciesielski wita Dostojnego Gościa w progach świątyni. Odbywa się ceremoniał przewidziany przez liturgię, a więc m.in. podanie Ojcu Świętemu relikwii do ucałowania, okadzenie i pokropienie wiernych wodą święconą.

Ludzie znajdujący się wewnątrz katedry słyszą oklaski i podnoszą się z miejsc. Każdy pragnie jak najdokładniej zobaczyć Ojca Świętego, a może nawet usłyszeć od Niego choćby jedno tylko słowo, otrzymać błogosławieństwo. Wielu z nich przecież znalazło się po raz pierwszy w swoim życiu wobec takich wyjątkowych i niepowtarzalnych możliwości.

Najpierw ukazują się w nawie głównej kardynałowie: Agostino Casaroli i Franciszek Macharski. Nagrodzeni gorącymi oklaskami, które nieco zakłócają wykonywane śpiewy chóralne. Później młodzież śpiewa Witamy Cię, Alleluja! Śpiew ten podchwytuje wielu zebranych. Jednak spontaniczność jest silniejsza od wcześniejszych ustaleń i zdecydowanych uwag duszpasterzy. Wzmagają się okrzyki na cześć Papieża: „Niech żyje Papież!”. Dopiero gdy zbliża się do prezbiterium, chór wykonuje majestatyczne Gaude Mater Polonia. Istotnie, raduj się Polsko, nasza wspólna Matko, wszak nawiedza   Cię w tych dniach najznamienitszy Twój  Syn.

Po wejściu do katedry Ojciec Święty przechodzi powoli tuż obok prawego rzędu ławek i natychmiast odpowiada na liczne gesty po- zdrowienia  i  przyjaźni.  Z  uśmiechem  przekazuje  życzliwe  słowa i błogosławieństwo apostolskie. Papież w asyście Biskupa Łódzkiego przechodzi do prezbiterium, gdzie wita się z członkami Kapituły Katedralnej. Każdego z nich przedstawia Ojcu Świętemu Pasterz Kościoła łódzkiego.

Papież przez długą chwilę modli się, a następnie siada, aby wysłuchać przemówienia biskupa Władysława Ziółka. Oto jego treść.

Ojcze Święty!

W katedrze łódzkiej bywał Wasza Świątobliwość niejednokrotnie.

Nie zachodzi więc potrzeba, by mówić o jej murach i wnętrzu, choć wielka jest nasza radość z pomyślnej odbudowy tego domu Bożego po nieszczęsnym pożarze. W tej jednak chwili pragnę zwrócić oczy,  myśli i serce Waszej Świątobliwości na rzesze żywych córek i synów Kościoła łódzkiego, wypełniających katedralną świątynię i otaczających ją z zewnątrz. To liczni przedstawiciele Łodzi akademickiej: naukowcy, pedagodzy, twórcy kultury, lekarze, prawnicy, inżynierowie, młodzież studencka. Ich obecność jest naocznym znakiem tych zmian, jakie zachodzą w społeczności Łodzi, tego szczególnego miasta, które do niedawna było znane niemal wyłącznie z licznych fabryk.

Na powojenny okres powstawania i rozwoju w Łodzi uczelni akademickich przypadło 20 lat rządów diecezją łódzką przez jej trzeciego z kolei ordynariusza, biskupa Michała Klepacza. Przed wojną był profesorem Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie i znanym mówcą radio- wym. Po wojnie, już jako biskup łódzki, miał powierzone w Episkopacie Polskim wyjątkowo doniosłe role: przewodniczenie Komisji zajmującej się nauką oraz udział w dialogu władz kościelnych z władzami państwowymi. Jego zasługi i niezwykła szlachetność charakteru ośmielają mnie do prośby, by Wasza Świątobliwość poświęcił nowo ufundowane epitafium, upamiętniające postać biskupa Klepacza. Prymas Tysiąclecia, kard. Stefan Wyszyński, wyraził się o nim, że „stał w otwartych drzwiach do nowych czasów”.

Przemówienie Ordynariusza Łódzkiego przerywane jest kilkakrotnie serdecznymi oklaskami. Jest w nich także wyrażona głęboka wdzięczność zgromadzonych, wszak Biskup mówi również w ich imieniu.

Teraz do mikrofonu zbliża się Papież i mówi w tonie bardzo ciepłym i bezpośrednim.

Nie było przewidziane moje słowo. Nie jest w programie. Może nawet w ten sposób napytam sobie kłopotów z organizatorami m jego pobytu. Oczywiście przede wszystkim  od  strony kościelnej. Ale trudno mi nie wypowiedzieć przynajmniej kilku słów. Przede wszystkim z wielką radością spełniam prośbę księdza Biskupa Ordynariusza Łódzkiego, aby poświęcić epitafium jego poprzednika na tej młodej stosunkowo stolicy biskupiej w Polsce, a równocześnie jakże bardzo ważnej. Czynię to z głębokimi uczuciami. Pamiętam, że przemawiałem w tej katedrze w dniu Jego pogrzebu i starałem się w tym przemówieniu powiedzieć wszystko, co czułem pod adresem zmarłego Biskupa Łódzkiego. Zrobię jeszcze jeden wtręt, ponieważ nie mogę się oswobodzić od faktu, że jednak jestem z Krakowa rodem. Po śmierci biskupa Klepacza bardzo szukali następcy z całej Polski, wreszcie znaleźli w Krakowie. Ja sobie myślałem: zobaczymy co z tego wyniknie, jak ten człowiek, przyzwyczajony przede wszystkim chodzić po Tatrach, uprawiać wspinaczkę tatrzańską, jeździć na nartach, jak on tam będzie żył na tych nizinach w Łodzi. Tymczasem, wbrew moim  przewidywaniom,  przyzwyczaił  się. Aż za bardzo! A teraz, kiedy już upłynęły lata, bo niestety dzisiaj tak postanowili, żeby biskupom upływały lata, kiedy mu więc upłynęły lata, wcale nie myśli wracać do Krakowa, został w Łodzi, jest sobie tutaj seniorem i dobrze mu z tym. No i Bogu dzięki utorował drogę dla Biskupa Łódzkiego, który jest stąd, z waszej diecezji, z waszego środowiska, jest waszym rodakiem. Dziękujemy Panu Bogu  za  to.

Pragnę jeszcze wyrazić moją wielką radość, że spotykam się tutaj  z przedstawicielami świata nauki i kultury, nie wyłącznie, ale w szczególnej mierze. Czeka mnie spotkanie z przedstawicielami świata pracy tym bardziej cenne jest to intermedium w katedrze, gdzie reprezentowany jest świat łódzkiej nauki i kultury. Wyrażam radość z tego, że się spotykamy nie tylko dzisiaj, spotykamy się od dawna, spotykamy się wciąż. Czuje się waszą obecność w społeczeństwie, w kulturze polskiej, w Kościele polskim. Jestem za to bardzo wdzięczny inteligencji łódzkiej. Zresztą muszę dodać, że świętej pamięci biskup Klepacz raz mnie zaprosił, jeszcze jako młodego biskupa, na rekolekcje dla inteligencji łódzkiej. Miałem te rekolekcje w Wielkim Tygodniu, już nie pamiętam  którego roku.

Życzę więc, wszystkim tutaj zgromadzonym i wszystkim placówkom nauki i kultury polskiej tutaj w Łodzi, różnorodnym placówkom, bardzo ważnym placówkom, aby nadal byli sobą, tak jak dotąd, żeby reprezentowali to wszystko, co jest w naszej kulturze autentyczne, humanistyczne, chrześcijańskie, i żeby to wszystko reprezentowali w tym specyficznym kontekście, jakim jest Łódź: przecież wszyscy wiemy, przemysłowa Łódź, robotnicza Łódź. Właśnie tutaj, to szczególne spotkanie świata kultury, inteligencji i świata pracy jest najbardziej wyraziste, najbardziej wymowne.

Tyle chciałbym dodać do słów mojego przedmówcy, Księdza Biskupa. Nie mogłem się od tego powstrzymać. Kończę już, żeby nie wpaść w zbyt wielki konflikt z porządkiem dnia. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

W odpowiedzi słychać gromkie „Na wieki wieków” i bardzo serdeczne oklaski za dar Ojcowskiego słowa, które, jak podkreślił Papież na wstępie, nie było przewidziane w programie wizyty.

W tym momencie biskup Władysław Ziółek wskazuje Ojcu Świętemu epitafium biskupa Klepacza. Papież zwraca się nieco we wskazanym kierunku i znakiem krzyża poświęca je. Po chwili Jan Paweł II przekazuje w darze Kościołowi łódzkiemu na ręce jego Ordynariusza antyczną monstrancję. Wypowiada wtedy następujące słowa:

Ponieważ jesteśmy na szlaku Kongresu Eucharystycznego, zostawiam wam w tej katedrze dar w postaci monstrancji, antycznej monstrancji, którą przywiozłem z Rzymu. I niech Pan Bóg wynagrodzi temu, który wymyślił w czasie tej podróży Papieża do Polski dzień łódzki.

I kolejna owacja zgromadzonych, wyrażająca wdzięczność za jeszcze jeden dar niespodziankę. Część oficjalna, choć bez takiego charakteru, dobiegła końca. Papież  opuszcza  prezbiterium  i  wraca lewą stroną nawy głównej. Najpierw dość długo zatrzymuje się  w pobliżu przedstawicieli uczelni łódzkich. Następuje krótka wymiana zdań. Oto profesor Jan Berner, dziekan Wydziału Lekarskiego Akademii Medycznej zwraca się do Papieża ze szczególną prośbą:

„Pokornie proszę Waszą Świątobliwość o pobłogosławienie tego łańcucha  dziekana  Wydziału   Lekarskiego  Akademii   Medycznej w Łodzi”. Ojciec Święty w odpowiedzi kreśli znak krzyża nad łań- cuchem i dodaje: „Błogosławię ten łańcuch dla Pana Dziekana i dla wszystkich  jego następców”.

Ojciec Święty zatrzymuje się przy każdym z profesorów. Biskup Łódzki przedstawia ich Dostojnemu Gościowi. Podczas krótkiej rozmowy docent Zdzisław Prochowski, dziekan Wydziału Ekonomiczno-Socjologicznego Uniwersytetu Łódzkiego słyszy z ust Jana Pawła II takie oto słowa pod adresem swojej uczelni: „Tak się cieszę, że ten  Uniwersytet Łódzki  zdobywa  coraz  większy autorytet  w kraju i w świecie i tak bym chciał, aby służył krajowi, miastu i tym biednym ludziom”.

Dalsze serdeczne uściski dłoni, życzliwe i krzepiące słowo oraz to charakterystyczne skupienie na twarzy Papieża, gdy wysłuchuje mówiącego człowieka.

Oklaski nie milkną, w utworzonym szpalerze widać liczne wyciągnięte dłonie, rozpromienione twarze i często w oczach łzy radości, zwłaszcza wtedy gdy komuś udało się dotknąć dłoni Papieża, otrzymać od Niego błogosławieństwo na czole, zamienić jedno tylko, ale za to bardzo ważne słowo. Ojciec Święty idzie bardzo powoli, ponieważ pochyla się nad każdym zauważonym chorym, inwalidą, starcem. Kładzie dłoń na główkach dzieci, uśmiecha się serdecznie tak jakby chciał wszystkich po ojcowsku uściskać i w  ten  sposób zapewnić o  swojej miłości.

Uczestnicy spotkania pozostają w katedrze aż do chwili  odjazdu Ojca Świętego. Wielu z nich trwa zapewne w refleksji nad słowami, które do nich skierował Biskup Rzymu. Sam kiedyś profesor uniwersytetu, uczony i  myśliciel, mówił do  przedstawicieli inteligencji łódzkiej w sposób bezpośredni i bardzo serdeczny. Ktoś z wychodzących powiedział półgłosem, że było to spotkanie w rodzinnym gronie. Z  krótkiej  wypowiedzi  papieskiej  wynikało, że jej Autor zna doskonale środowisko łódzkie. Docenia jego sukcesy i osiągnięcia, ale jest teraz z nimi także po  to,  aby  dodać im otuchy, aby zainspirować do dalszej twórczości, aby utwierdzić w wierze i nadziei…

Krótkie było przemówienie Papieża, lecz wypowiedział w nim jedno zwłaszcza zdanie, które odebraliśmy jako bardzo osobiste wyznanie Jana Pawła II: „I niech Pan Bóg wynagrodzi temu, który wymyślił w czasie tej podróży Papieża do  Polski dzień łódzki”. Tak bardzo było potrzebne Kościołowi łódzkiemu to zdanie. Przyjął  je  zapewne jako kolejny dar papieskiego serca.

Przed katedrą widzimy „kolumnę papieską” przygotowaną do dalszej drogi wedle obowiązującego szyku: milicyjny polonez „na światłach”, nysa z funkcjonariuszami ochrony, czajka z ojcem Tuccim, tarpan z ochroną i biały papamobil w asyście dziesięciu motocyklistów,  stanowiących  eskortę honorową.

Ojciec Święty jeszcze przez chwilę zatrzymuje się na schodach przed wielkimi drzwiami katedry, odpowiada gestami rąk na owacje tłumów,  a  potem pochyla się  z  troską nad  małym chłopcem w  wózku inwalidzkim, którego już  z  daleka dostrzegł, zamienia   z nim kilka słów i udziela błogosławieństwa, ku krzepiącej radości samego dziecka i  jego rodziców.

Jeszcze kilka chwil i papież Jan Paweł II w towarzystwie biskupa Władysława Ziółka odjeżdża sprzed katedry, aby udać się na miejsce ostatniego już spotkania łódzkiego w Zakładach „Uniontex”. Trasa przejazdu przebiega najpierw ul. Piotrkowską.

Choć powstały w Łodzi nowoczesne arterie, to jednak Piotrkowska w przekonaniu mieszkańców, a zwłaszcza rodowitych łodzian pozostała „ulicą główną”. Była nią także i wtedy, gdy w najtrudniejszych, powojennych czasach  ul.  Główną  przemianowano na ul. Stalina. Wszyscy wtedy dobrze wiedzieli, gdzie jest naprawdę w Łodzi „ulica główna”. Stanowi ona niezwykłe odbicie historii tego miasta. Stała się  poniekąd ulicą symbolem.

Ponad sto lat temu nazywano ją „ulicą tkaczy” 7. Później, gdy pojawiły się przy niej obszerne budowle, mieszczące różne instytucje, gdy wybudowano w sąsiedztwie domków tkaczy bogate kamienice, wytworne pałace fabrykantów i luksusowe hotele, stała się Piotrkowska reprezentacyjną ulicą wielkiego miasta, które bardzo  szybko osiągnęło rangę metropolii przemysłowej.

13 czerwca 1987 r. ul. Piotrkowska na odcinku od katedry aż do alei Mickiewicza wypełniona jest gęstym tłumem ludzi. Łodzianie wylegli tak licznie, aby nie tylko „zobaczyć Papieża”, lecz przede wszystkim, aby swoją obecnością dać wyraz wspólnej radości, że jest wśród nich, w tym dość często „zapominanym” mieście, wielki Polak, Piotr naszych czasów i aby zamanifestować wobec Papieża swoją miłość i  wierne przywiązanie.


Źródło: bp Adam Lepa, Papież Jan Paweł II w Łodzi, 13 czerwca 1987 r.