30. rocznica wizyty Jana Pawła II w Łodzi – Spotkanie z włókniarkami w zakładach „Uniontex”
15:00 | 10.06.2017 | Wyświetleń: 465
Jan Paweł II w Uniontexie (5)

Łódzki „Uniontex” przeżywał stan oblężenia. Wokół fabryki tysiące ludzi. Większość z nich zapewne to przedstawiciele świata pracy. Przybyli tu, jak najbliżej fabryki, aby zobaczyć Ojca Świętego, wysłuchać Jego przemówienia i otrzymać błogosławieństwo.

Spośród gości jesteśmy jednymi z pierwszych. Stało się tak dzięki temu, że z katedry udaliśmy się natychmiast autokarami („uprzywilejowanymi”) do „Obrońców Pokoju” drogą najkrótszą, tzn. ul. 8 Marca. Przejazd odbył się spokojnie i bez przeszkód, gdyż ulica ta pomyślana została jako „awaryjna”, a więc pozbawiona jakiegokolwiek ruchu, nawet pieszego. Na początku wspólnych rozmów proponowano, aby ulicą 8 Marca wiodła trasa przejazdu Ojca Świętego z katedry do fabryki. Spotkało się to jednak ze zrozumiałym sprzeciwem Biskupa Ordynariusza.

Ojciec Święty uda się zatem z katedry do „Unionteksu” ul. Piotrkowską, al. Mickiewicza i ul. Kilińskiego. Główne wejście wiodące do tkalni C znajduje się przy ul. Kilińskiego 187.

Zgodnie z decyzją ojca Tucciego, tym właśnie głównym wejściem będzie przechodził jedynie Ojciec Święty w towarzystwie Biskupa Ordynariusza. Wszystkie pozostałe osoby, które przybędą na  to niezwykłe spotkanie, w tym także członkowie świty papieskiej, wejdą do tkalni C inną drogą, poprowadzeni przez przedstawicieli dyrekcji.

Nad „papieskim” wejściem do fabryki widnieje duży napis: Serdecznie witamy Orędownika Pokoju Papieża Jana Pawła II.

Wewnątrz hali produkcyjnej zwraca uwagę podium papieskie, nazywane często w rozmowach przygotowawczych „tronem papieskim”. Niewysokie, zaledwie czterostopniowe; w pewnej mierze spełniło jednak swoje zadanie. Jeżeli nie staną na przeszkodzie dość wysokie warsztaty, Ojciec Święty będzie widoczny nawet z dalszych części hali.

Wśród oszczędnych dekoracji hali zwracają uwagę różnorakie hasła, na które codziennie patrzą zapracowane włókniarki. Hasła mają zachęcać m.in. do wydajnej pracy: „Umiesz pracować, możesz przodować!”

Na podium, na tle barw papieskich, widzę fotel, ten „scheiblerowski”!

W pobliżu podestu gromadzą się pierwsi goście. Sama załoga trwa w oczekiwaniu już od dwóch godzin. Pierwsi byli ci, którzy w sali  II tkalni C w dniu dzisiejszym pracowali. Są w roboczych ubraniach. O godz. 15:00 wyłączono tu maszyny. Do godz. 15:30 są już pozostali pracownicy tkalni.

Przed godz. 16:00 rozpoczyna się okolicznościowa audycja transmitowana przez zakładowy radiowęzeł. Nieco później zgromadzeni mają możność poznać tekst wiersza Zofii Iwasińskiej dedykowanego Ojcu Świętemu. Przez radiowęzeł recytuje go autorka.

O godz. 17:00 wchodzą do hali kardynałowie i inni dostojnicy kościelni. Widzimy sekretarza stanu Stolicy Apostolskiej kardynała Agostino Casaroli, jest wikariusz Rzymu kardynał Ugo Poletti, są polscy kardynałowie: Franciszek Macharski z Krakowa i Henryk Gulbinowicz z Wrocławia. Wcześniej przybyli sufragani łódzcy: biskup Jan Kulik oraz biskup Bohdan Bejze. Są także biskupi z innych diecezji. Cieszy obecność kilkunastu kapłanów z diecezji łódzkiej. Są przecież w swoich parafiach duszpasterzami wielu włókniarzy.

W pobliżu podium papieskiego stoją przedstawiciele władz miasta: prezydent Jarosław Pietrzyk oraz przewodniczący Rady Narodowej m. Łodzi prof. Mieczysław Serwiński.

Przytłaczająca większość zebranych to oczywiście włókniarki. Stoją przy swoich krosnach. Milczą. Pytam bliżej stojące, dlaczego nie śpiewają. „Nie wiemy, czy nam wolno” – pada odpowiedź. Odczuwa się wyraźne napięcie i dość „sztywną” atmosferę.

W piśmie załogi ŁZPP „Tydzień w  Unionteksie”  z  12  czerw- ca 1987 r. (nr 23/87) strona tytułowa poświęcona jest Papieżowi.  Nad tytułem wielki czerwony napis: „Serdecznie witamy Papieża Jana Pawła II”. W nocie od redakcji (Polski Papież w „Unionteksie”) czytamy m.in.: „Dajmy przykład zdyscyplinowania i powagi w tak doniosłej chwili. Z szacunkiem i godnością przyjmijmy polskiego Papieża. Niech właśnie taka atmosfera pozostanie w pamięci wszystkich, którzy 13 czerwca będą mieli okazję być świadkami tego historycznego wydarzenia”.

Tuż przed spotkaniem dawało się odczuć taką właśnie atmosferę „zdycyplinowania”, „powagi” i „godności”. Dopiero wejście Papieża, a zwłaszcza jego przemówienie tak podniosło temperaturę spotkania, że stało się ono bezpośrednie, ciepłe, wzruszające, bardzo polskie, przeniknięte spontanicznością, niezapomniane.

Czekamy na pierwsze sygnały zwiastujące, że Ojciec Święty jest już na terenie zakładu. „Dopiero wczoraj pozwolono nam przynieść po jednym kwiatku” – mówią z żalem kobiety. Istotnie, w rękach załogi widać pojedyncze kwiaty. Jest to prawdopodobnie owoc spotkania grupy tutejszych włókniarek z Biskupem Ordynariuszem. Dokładnie tydzień temu (6 czerwca) pracownicy „Obrońców Pokoju” zaproszeni zostali na specjalne nabożeństwo przedkongresowe do katedry. Opiekę nad ich duszpasterskim przygotowaniem do wizyty papieskiej sprawował ks. dr Andrzej Dąbrowski, kanclerz Kurii Biskupiej, uczestnik wszystkich rozmów prowadzonych z dyrekcją „Unionteksu”. Tegoż wieczoru w katedrze uroczystą mszę pontyfikalną odprawił Pasterz diecezji, natomiast konferencję do zgromadzonych włókniarzy wygłosił ks. Marian Wiewiórowski. Później w auli Seminarium Duchownego odbyło się już kameralne spotkanie, które w końcu przerodziło się w bezpośrednią rozmowę łódzkich kobiet spod znaku krosna z ich Pasterzem. Była też wtedy mowa o kwiatach. Zapytywano o nie. Odpowiedź była jednoznaczna: nie tylko można, ale trzeba Ojca Świętego witać kwiatami. Uczestnikom spotkania Biskup przekazał na pamiątkę piękną, barwną pocztówkę, wykonaną w wydawnictwie Pallotinum, a pokazującą wnętrze hali produkcyjnej „Unionteksu” i słynną bramę przy ul. Targowej 46 („beczki grohmanowskie”), natomiast w owalu wizerunek papieża Jana Pawła II. Dziś pocztówka ta jest już nieosiągalna i jako cenna pamiątka wizyty papieskiej w fabryce stanowi często przedmiot pilnych poszukiwań.

Wszyscy trwają w oczekiwaniu Wielkiego Gościa. Nagle zapala się dość mocnym płomieniem płócienna przesłona jednego z reflektorów w pobliżu podium papieskiego. Jest ich tam wiele, są maszyny, jest też znaczna ilość wyprodukowanej tkaniny. Nie widać jednak na twarzach ludzi najmniejszego lęku. Nie słychać też okrzyków prze- rażenia czy trwogi. Jeden ze strażaków, zanim inni pospieszą mu z pomocą, wykonując kilka zręcznych ruchów, znalazł się u sufitu i za pomocą ręcznej gaśnicy szybko i skutecznie opanował sytuację. Płomień zniknął. Wszystko odbyło się w całkowitym spokoju. Czekano przecież na Papieża. Wszystko inne niewiele się więc liczyło. Nawet groźba wielkiego pożaru!

Wyłączono hałaśliwą klimatyzację, w hali podnosi się raptownie temperatura, grzeją także niemiłosiernie liczne reflektory, skierowane w stronę podium papieskiego. Jest duszno. Oznak zmęczenia i trudu nie widać na twarzy stojącego nieopodal czarnoskórego ks. prałata Emeryego Kabongo, osobistego sekretarza Ojca Świętego.  Jest uśmiechnięty.

Godzina 17:05 Ojciec Święty jest już w „naszej” hali. Wcześniej był „na Młynku” to jest w mniejszej hali, znajdującej się tuż po prze- kroczeniu głównego wejścia tkalni C. „Na Młynku” pracuje 30 tkaczek przy 60 krosnach. Ojciec Święty nawiązuje rozmowę. Nie jest  to jednak łatwe ze względu na huczące warsztaty (hałas dochodzi tu do 110 decybeli!). Takie były jednak „wcześniejsze ustalenia”. Zamierzano pokazać najpierw Papieżowi włókniarki przy pracy, no   i oczywiście warunki, w jakich tę pracę wykonują.

Dostojnego Gościa zwiastują zrywające się oklaski. I śpiew. Najpierw nieśmiały, anemiczny, a potem już zdecydowany i potężny:  My chcemy Boga. Hala, w której zazwyczaj dominują: hałas warsztatów, produkcja za wszelką cenę i rozbiegane dłonie robotnic, nagle ulega tajemniczemu przeobrażeniu. Ożywia się i zaczyna mówić innym językiem. Rodzi się jakiś nowy, nie spotykany przedtem klimat. Z twarzy kobiet znika zmęczenie, pojawia się serdeczny uśmiech oraz ta natrętna myśl, aby zobaczyć Ojca Świętego jak najdokładniej, przyjrzeć się Mu, a nawet może spotkać się choć przez ułamek sekundy z Jego wzrokiem. Ci, którzy mieli okazję wcześniej spotykać Papieża mówią, że ma On wzrok przenikliwy, ale jednocześnie bardzo ciepły i bardzo ojcowski. A z Jego postaci emanuje zawsze niezmienny spokój oraz wielka  życzliwość.

Są szczęśliwcy, przy których Papież przez chwilę zatrzymuje się. Niektórym nawet udaje się ucałować dłoń Następcy Świętego Piotra. Inni znów cieszą się nieoczekiwanym darem: w dłoniach kurczowo ściskają wciśnięty im prawdziwy skarb, różaniec papieski, który w ich domach stanie się z czasem bezcenną pamiątką, a po latach symbolem i relikwią.

Dość długo przechodzi Ojciec Święty między warsztatami. Utworzył się szpaler robotników, wśród których widać wielką przewagę kobiet. Ktoś zaintonował „Sto lat”. Wszyscy podchwytują. Ten śpiew brzmi u nas najpewniej i najgłośniej, a od niemal 10 lat należy do nie- pisanego protokołu powitań Ojca Świętego.

Natomiast swoistym jego „akompaniamentem” są różnorakie gesty powitalne. W wyciągniętych rękach widać proporczyki, chorągiewki i kwiaty.

Hala jest bardzo skromnie udekorowana. Uwagę przyciąga m.in. napis z nieco ryzykowną treścią: ,,160 lat Unionteksu”.

Włókniarki wyśpiewują jeszcze po raz któryś serdeczne  „Sto lat”, gdy Ojciec Święty wchodzi na podium. Ściana nad nim udekorowana jest materiałami w kolorach papieskich. Ojciec Święty serdecznym gestem rąk pozdrawia zgromadzonych i zasiada w fotelu. Po lewej ręce zajmuje miejsce sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej kardynał Agostino Casaroli, po prawej biskup Władysław Ziółek.

Po żywiołowym i entuzjastycznym powitaniu Dostojnego Gościa, nastaje chwila ciszy. Do mikrofonu podchodzi biskup Władysław Ziółek. Fabryka wprawdzie nie jest miejscem sakralnym, Papież jednak jest gościem Kościoła łódzkiego. Winien go przeto najpierw powitać miejscowy ordynariusz. Oto treść przemówienia.

Umiłowany Ojcze Święty!

Znalazłeś się wśród przedstawicieli i przedstawicielek ludzi pracy. Mozolna praca tej grupy społecznej to najgłośniejszy puls życia Łodzi oraz innych miast fabrycznych diecezji tutejszej i wszystkich innych przemysłowych ośrodków naszego  kraju.

Wasza Świątobliwość zna dokładnie z okresu własnej młodości znój i zmęczenie, nieodłączne od wysiłku fizycznego. A jako Nauczyciel Chrystusowej Ewangelii, znasz, Ojcze Święty, i głosisz na wszystkich kontynentach Ziemi godność i uprawnienia ludzi pracujących.

Jako biskup Łodzi, miasta wytężonej pracy, którą wykonuje również olbrzymia liczba kobiet, wyrażam Waszej Świątobliwości głęboką wdzięczność za to, że na szlaku obecnej pielgrzymki do Polski umieściłeś, Ojcze Święty, łódzką fabrykę. Niech będzie to  wizyta, która uczy, krzepi i odradza  serca.

Zgromadzeni nagradzają swego Biskupa oklaskami. Swoją obecnością, a zwłaszcza wygłoszonym przemówieniem, przypomniał im, że zawsze, a więc w każdej życiowej sytuacji stanowią i budują Kościół łódzki, również wtedy gdy w utrudzeniu stoją przy swoich warsztatach.

W tym momencie rozpoczyna przemówienie powitalne dyrektor zakładów Józef Grzegorczyk.

W imieniu wszystkich pracowników Łódzkich Zakładów Przemysłu Bawełnianego im. Obrońców Pokoju, obecnych tutaj i  tych, dla których zabrakło miejsca, pragnę przekazać z głębi serca płynące, szczere, gorące powitanie obecnego wśród nas Pielgrzyma Pokoju, Papieża–Polaka,  Jana  Pawła II.

Jest nas 6 tys., w tym ponad 3200 kobiet, włókniarek. Stanowią one pulsujące serce fabryki. Zakład nasz obchodzi w bieżącym roku 160 lat swego istnienia. Jest najstarszym i największym zakładem włókienniczym w kraju. Jest historią powstawania polskiego przemysłu włókienniczego. Jest historią  rozwoju  robotniczej Łodzi. Do tej fabryki, podobnie jak nasi poprzednicy, często rodzice, obecnie przychodzimy codziennie do pracy z głęboką wiarą, w pełni nadziei, że Twoje, Ojcze Święty, wołanie o pokój powszechny, o sprawiedliwość będzie wysłuchane, że stanie się etycznym drogowskazem, nor- mą zwyczajową życia na ziemi. Pragniemy, aby ten drogowskaz był naszym wzorem postępowania. Tylko życie i praca we wzajemnym poszanowaniu, we wspólnym działaniu w wielu dziedzinach, może stworzyć warunki, w jakich chcielibyśmy żyć i które chcemy pozo- stawić naszym potomkom. Ojcze Święty, czynimy wszystko, co jest możliwe, by poprawić warunki życia i pracy u siebie, przekonani, że tylko wtedy dzieło naszego życia stanie się pożyteczne i dobre, o ile to, co u siebie uczynimy, stanie się godne naśladowania przez innych. Dla każdego Polaka, doświadczonego przeżyciami i skutkami wojny,  sprawą   najważniejszą   jest zabezpieczenie  sprawiedliwości i pokoju na świecie, tak bardzo obecnie zagrożonego. Te wszystkie trudne sprawy współistnienia ustrojów i państw,  które nie powinny być rozwiązywane w drodze wojen i nienawiści, są problemem każdego człowieka, każdego Polaka. Chcemy żyć i pracować w pokoju. Jesteśmy gorącymi zwolennikami i orędownikami niesionej przez Waszą Świątobliwość misji pokoju, braterstwa i miłości. Pozostaje- my w pełni nadziei i wiary, że dążenia narodu we wspólnocie dziejowej losów uwieńczone zostaną pełnym sukcesem i nigdy więcej broń nie będzie użyta przeciwko człowiekowi. Ojcze Święty, czeka nas ogromna praca przebudowy. Stawiamy  na  nowoczesność, na  maksymalne zmniejszenie uciążliwości pracy, szczególnie dla kobiet, kobiet, które w najtrudniejszych chwilach życia potrafią zachować dar tworzenia ciepła rodzinnego, troski o swoich bliskich. To miejsce jest ich drugim domem. Swą ofiarną pracą, troską o dobro zakładu, przyczyniają się do wyników ekonomicznych, z których zakład nasz jest dumny. Niech więc ta hala fabryczna będzie dla Waszej Świątobliwości symbolem robotniczego trudu, polskiej godności, pracowitości i gospodarności  polskich kobiet.

Dziękuję za przybycie do robotniczych stanowisk pracy w imieniu całej załogi i przekazuję nasze włókniarskie życzenia zdrowia i dalszych niestrudzonych sił nad szerzeniem i umacnianiem idei pokoju na świecie. Dzień 13 czerwca 1987 roku, dzień wizyty Ojca Świętego, zostanie zapisany złotymi literami w historii zakładu, a w naszej pamięci pozostanie na  zawsze.

Dziękując za słowa powitania, Ojciec Święty wręcza dyrektorowi dwa pamiątkowe medale papieskie. Przed mikrofonem staje teraz przedstawicielka włókniarek Kazimiera Wadowska i głosem pełnym wzruszenia odczytuje tekst przemówienia.

Wasza  Świątobliwość, Ojcze Święty!

To wielki zaszczyt dla mnie, że mogę dziś w imieniu swoim, moich koleżanek i kolegów skierować tak po prostu i bezpośrednio słowa powitania i podziękowania do Papieża Polaka. Te wielkie i podniosłe chwile, które dziś wspólnie przeżywamy, pozostaną w naszej pamięci na zawsze. Jesteśmy w tego powodu bardzo szczęśliwi i w takim duchu witamy Cię, Ojcze Święty. Pragnę zapewnić, że z wdzięcznością obserwujemy wysiłki Ojca Świętego na rzecz pokoju na ludzkim globie, który dla polskich matek, kobiet polskich jest wartością najświętszą. Ta działalność jest nam szczególnie bliska, gdyż z dumą nosimy imię „Obrońców Pokoju” i swoim życiem i codzienną pracą również tej idei służymy.

Wiemy, i to nas bardzo cieszy, że Wasza Świątobliwość z tego miejsca będzie przemawiał do wszystkich ludzi pracy w naszej umiłowanej Ojczyźnie. Dzisiejsze nasze spotkanie, możliwość bezpośredniego kontaktu z Waszą Świątobliwością wlewa w nasze polskie serca wielką radość i dumę. Jest to wielka i wspaniała rekompensata za trud   i wysiłek, jaki codziennie wkładamy w życie. aby być dobrymi współmałżonkami, rodzicami, pracownikami i Polakami. Myślę również, że wyrażę myśli moich koleżanek i kolegów, jeśli powiem, że ta wizyta wyzwoli w nas dodatkową energię do działania i jeszcze bardziej będziemy za Polskę i jej przyszłość czuć się odpowiedzialni. Za Polskę, która jest naszą wspólną Ojczyzną. Ta Ojczyzna wydała już bardzo wielkich ludzi, ona też dała światu Papieża – Pielgrzyma, Jana Pawia  II, naszego rodaka, Ojca Świętego. który zechciał dziś przyjść do nas, do naszych stanowisk pracy. Prosimy Cię, Ojcze Święty, abyś udzielił błogosławieństwa nam  i  owocom naszej pracy.

Ojcze Święty! Prosimy, abyś zechciał na pamiątkę wizyty w naszym zakładzie przyjąć skromny podarunek. który niech upewnia Waszą Świątobliwość, że zawsze masz za sobą kochających Cię Polaków, dumnych i szczęśliwych. że Papież – Pielgrzym jest naszym rodakiem.

Myślę przez moment o tych wszystkich  robotnikach  w  Polsce, którzy teraz, słuchając transmisji radiowej, pragną przyjąć i rozważyć oczekiwane od dawna przemówienie papieskie. Wiedzą już zapewne, że Ojciec Święty będzie do nich przemawiał tym razem z Łodzi, miasta, które Polakom kojarzy się najczęściej z wielkim, fizycznym trudem człowieka. Dziś, jak nigdy przedtem, potrzebują oni takich treści, które pozwoliłyby im zachować godność  i przetrwać…

W przemówieniu swojej przedstawicielki włókniarki łódzkie przedkładają Papieżowi prośbę, która jest wyrazem i jednocześnie dopełnieniem przeżywanej dziś radości: „Prosimy Cię, Ojcze Święty, abyś udzielił błogosławieństwa nam i owocom naszej pracy”.

Darem od załogi jest kryształowy puchar (jak nas informowano, największy tego typu) ozdobiony czterema znakami: herbem Watykanu, godłem Polski, a także herbami Łodzi i „Unionteksu”.

Nie mogło zabraknąć w tej fabryce głosu kobiety. Wszak Papież przybył tu, aby spotkać się przede wszystkim z włókniarkami. Ojciec Święty dziękuje bardzo  serdecznie przedstawicielce załogi za przemówienie i wręcza jej pamiątkowy medalion oraz różaniec. Zbliża się moment kulminacyjny spotkania, przemówienie Papieża Jana Pawła II do zgromadzonych włókniarek. Znamy zamiar i pragnienie Ojca Świętego: to, co powie tu w fabryce, będzie skierowane do całego świata pracy w Polsce. A zatem, to, co powie będzie miało znamiona ważnego i zobowiązującego orędzia.

Długo czekano na to przemówienie. Stąd wielkie zainteresowanie jego treścią. Co powie Ojciec Święty przede wszystkim łódzkim włókniarkom, zmęczonym ciężką pracą, przedstawicielkom wielkiej rzeszy kobiet pracujących w Polsce na trzy zmiany? Zwykło się przecież mówić, że Łódź jest największym od Bugu po Ocean Atlantycki skupiskiem kobiet pracujących na trzy zmiany, a więc pracujących także w  nocy.

Co powie tym ludziom niezwykle utrudzonym Syn tego narodu, sam niegdyś ciężko pracujący jako robotnik, a teraz dźwigający odpowiedzialność za losy Kościoła powszechnego? Jakie myśli wypowie o pracy, o godności robotnika, o hierarchii wartości człowieka ten wielki nasz Rodak, o którym mówi się coraz głośniej, że jest pierwszym obywatelem świata i najwyższym jego moralnym autorytetem?

Na polskiej ziemi Jan Paweł II przemawiał już w różnorakich miejscach: w katedrach i bazylikach, w sanktuariach, na lotniskach    i stadionach, na wielkich placach. Dziś po raz pierwszy przemawiać będzie w hali fabrycznej, pośród ludzi pracy oraz ich warsztatów,    w miejscu, gdzie w fizycznym trudzie chrześcijanin, wspomagany mocą Chrystusa, może się stawać bardziej człowiekiem.

Oto treść przemówienia,  które  wygłosił  papież  Jan  Paweł  II  w łódzkiej fabryce w historycznym dniu, 13 czerwca 1987 r.

Drogie Siostry i Bracia,  Rodacy!

  1. „Błogosławionyjesteś, Panie, Bożewszechświata, bo dzięki Twojej hojności otrzymaliśmy chleb, owoc ziemi oraz pracy rąk ludzkich” (z Liturgii mszy świętej).

Znamy dobrze te słowa. Odmawia się je przy  ofiarowaniu  we mszy świętej. Słowa te towarzyszą mi w ciągu całej mojej pielgrzymki po ziemi ojczystej, od pierwszego momentu. Są one bowiem w sposób szczególny związane z Eucharystią – a mój pobyt w Polsce pozostaje tym razem w ścisłym związku z Krajowym Kongresem Eucharystycznym.

Eucharystia jest organicznie związana z pracą rąk ludzkich, jak chleb – owoc ziemi – jest równocześnie owocem pracy ludzkich rąk. Człowiek pracuje „na chleb”. Chleb więc równocześnie wyraża i symbolizuje wszelką pracę człowieka, gdziekolwiek i w jakikolwiek sposób bywa  ona wykonywana.

Chleb jako wyraz i symbol ludzkiej pracy nabiera szczególnej wymowy tutaj – w polskiej Łodzi, która rozrosła się w krótkim czasie    z malej niegdyś osady w wielkie, prawie że milionowe miasto. Polskie centrum  przemysłu włókienniczego.

Życie tego przemysłowego ośrodka  i  jego mieszkańców znaczyły od początku liczne kontrasty gospodarcze i społeczne napięcia. Kontrasty te i napięcia były bardzo bolesne, jak to przypomniał  w swym przemówieniu na Zamku w Warszawie Przewodniczący Rady Państwa. Mimo różnorodnych wysiłków i inicjatyw podejmowanych przez społeczność łódzką na przestrzeni prawie dwustu lat, nadal żywo są odczuwane: problemy związane z przemysłem – dziś już nie tylko włókienniczym; ze środowiskiem naturalnym i urbanistycznym (ekologia, warunki mieszkaniowe i sanitarne, zatrudnienie i sprawy socjalne); z rozwojem potrzeb duchowych i materialnych w tym wielkim zbiorowisku wielorakiej pracy fizycznej i umysłowej, naznaczonym jakże trudnymi procesami współczesnych przemian społecznych.

Wyrażam radość, że w tym Waszym mieście mogę dziś spotkać się z polskim światem pracy, reprezentowanym – tutaj właśnie, w Łodzi w większości przez kobiety! Dodam, że jest to wydarzenie bez precedensu. Nigdy w czasie moich wizyt duszpasterskich we Włoszech   czy innych krajach, chociaż wielokrotnie spotykałem się ze światem pracy, nie było mi dane spotkać się z zakładem, gdzie pracują w większości kobiety. Serdecznie i z głęboką czcią, na jaką zasługuje kobieta, witam i pozdrawiam wszystkie tu zgromadzone łódzkie Włókniarki – a w waszych osobach wszystkie na ziemi polskiej kobiety pracujące zawodowo i znajdujące się w różnych sytuacjach życiowych. Czynię to na początku Roku Maryjnego, kiedy Kościół na całym świecie patrzy ze szczególną nadzieją na Niewiastę  wybraną przez Boga, aby była Matką Odkupiciela świata.

Źródła wiary i kultury chrześcijańskiej, a w szczególności Pismo Święte, głoszą dobrą nowinę o powołaniu człowieka, którego Bóg od początku „stworzył jako mężczyznę i niewiastę” (por. Rdz 1, 27).

Obojgu też oddał w ręce przyszłość rodzaju ludzkiego. Obojgu powierzył tę ziemię jako doczesną ojczyznę, obojgu zlecił, aby czynili ją sobie poddaną. A te słowa z Księgi Rodzaju mówią zarazem o genezie i o właściwej godności pracy ludzkiej. Pracy – zarówno mężczyzny, jak i kobiety.

Z kolei już w Starym Testamencie znajdujemy opis – więcej – pochwałę pracy kobiety, „niewiasty dzielnej”, jak się wyraża Autor Księgi Przysłów (por. Prz 31, 10). Jest to praca przede wszystkim w obrębie domu rodzinnego, który był przy ówczesnym stanie cywilizacji materialnej ściśle związany z rodzinnym warsztatem pracy, był główną  formą  pracy kobiet.

Cywilizacja nowożytna przyniosła z sobą rozdzielenie tego dawnego związku pomiędzy domem a warsztatem pracy. Wielkie warsztaty pracy przemysłowej każą przede wszystkim mężczyźnie, a z kolei także kobietom, opuszczać dom, aby szukać środków utrzymania rodziny poza nim. Czasem w pobliżu domu, a czasem – daleko – w fabrykach i innych zakładach, odległych nieraz o dziesiątki kilometrów  od domu.

Do tego dołączą się uciążliwości samej pracy, wynikające bądź to z niekorzystnych warunków mieszkaniowych, bądź z trudnych warunków, w których kobiety wykonują pracę zawodową, takich jak wilgoć, gorąco i hałas, co nie pozostaje bez ujemnego wpływu na stan ich zdrowia, a także zdrowia ich potomstwa. W tym mieście – jak mi wiadomo – jeszcze nie wszystkie zakłady przemysłowe należą do kategorii „zakładów pracy chronionej”. Nie wszystkie też kobiety pracujące są pod opieką „przemysłowej służby zdrowia”. Należałoby przeto życzyć i Wam,  kobietom, i tym wszystkim, którzy są odpowiedzialni  za organizację pracy zawodowej, aby te pozytywne inicjatywy mogły stać się wkrótce udziałem całego świata pracy.

Mówiąc o tych wszystkich problemach, nie chcę nie widzieć tego wszystkiego, co zostało zrobione w Polsce i co się stale czyni w tej sprawie, ale ciągle rosną potrzeby człowieka, trzeba im wychodzić naprzeciw. Jeżeli zaś mówię także o sprawach trudnych, to czynię to tylko dlatego, że leży mi na sercu prawdziwe dobro moich rodaków, moich rodaczek i Ojczyzny. Pragnę, by życie ludzkie wszędzie – na całym świecie i u nas – stawało się naprawdę życiem coraz bardziej godnym  człowieka.

Rozdzielenie pomiędzy domem a warsztatem pracy zawodowej stanowi problem również dla mężczyzny, a o wiele bardziej jeszcze   dla  pracującej  zawodowo kobiety.

Nie można z góry przesądzać, że sytuacja oddalenia od domu i rodziny w ciągu wielu godzin dnia przynosi więcej strat niż korzyści z punktu widzenia dobra rodzinnej wspólnoty, a zwłaszcza wychowania dzieci – niemniej jest to sprawa, która musi być w każdym wypadku, a zarazem w skali całych społeczeństw, rozpatrywana i rozwiązywana z wielkim poczuciem odpowiedzialności. Wchodzi tutaj bowiem w grę podstawowa hierarchia wartości i zadań; są one zaś związane w sposób nierozdzielny z dobrem człowieka. Jeżeli więc słuszna jest przesłanka „nie – przede wszystkim – człowiek dla pracy, ale praca dla człowieka”, to ten aksjomat humanistyczny musi być w sposób szczególny brany pod uwagę, gdy chodzi o pracę zawodową kobiet.

Kobieta bowiem, jak uczy doświadczenie, jest nade wszystko sercem wspólnoty rodzinnej. Ona daje życie – i ona też pierwsza wychowuje. Oczywiście, wspomagana przez męża, i dzieląc z nim systematycznie cały zakres powinności rodzicielskich i wychowawczych. Jednakże – wiadomo, że organizm ludzki przestaje żyć, gdy zabraknie pracy serca. Analogia jest dość przejrzysta. Nie może zabraknąć w rodzinie tej,  która  jest  sercem rodziny (oklaski).

Czy to znaczy, że kobieta nie powinna pracować zawodowo? Nauka społeczna Kościoła przede wszystkim wysuwa  żądanie,  aby było w pełni doceniane jako praca to wszystko, co kobieta czyni w domu, cała działalność matki i wychowawczyni. Ta wielka praca nie może być społecznie deprecjonowana, musi być stale dowartościowywana, jeśli społeczeństwo nie ma działać na swoją własną szkodę.

Z kolei zaś – praca zawodowa kobiet musi być traktowana wszędzie i zawsze z wyraźnym odniesieniem do tego, co wynika z powołania kobiety jako żony i matki w rodzinie.

Powołanie to – istotnie związane z Bożym darem macierzyństwa wyraża się także w posłannictwie żony i matki poprzez przekazywanie prawd wiary i zasad etycznych. Słusznie mówi się, że kobieta stoi  na straży ogniska domowego, że jest jego opiekunką. Jest ona przede wszystkim rodzicielką. Dając życie dziecku, kobieta-matka uczestniczy w tajemnicy życia. Bóg jest Dawcą każdego życia i wszystko, co żyje, podlega ojcowskiej pieczy Boga. Stąd też dziecko żyjące w łonie swojej matki – żyje równocześnie w Bogu. U Boga znajduje matka łaskę miłości i duchową siłę do macierzyńskiej ochrony życia poczętego i życia rozwijającego  się.

Są to prawdy odwieczne, a zarazem wciąż nowe, wciąż też wy- stawiane na ciężką próbę. Rozważane na płaszczyźnie wiary i etyki katolickiej, stają się one zadaniem i obowiązkiem, który nakłada na rodziców chrześcijańskich sakrament chrztu świętego. Kobieta-matka na równi z mężczyzną-ojcem, prosząc o chrzest dla dziecka, świadomie bierze na siebie trud wychowania dziecka w wierze. Z całą miłością i odpowiedzialnością za nowego człowieka troskliwie czuwa,  aby zło nie odmieniło jego umysłu i serca. Ze wszystkich sił stara się, o to, by dziecko mogło osiągnąć wszechstronny rozwój fizyczny i duchowy. Nade wszystko zaś przykładem osobistego życia prowadzi swoje dziecko do dojrzałego życia chrześcijańskiego – ku pełni człowieczeństwa.

To naturalne posłannictwo kobiety-matki bywa często podawane w wątpliwość z pozycji akcentujących przede wszystkim uprawnienia społeczne kobiety. Niekiedy patrzy się na jej pracę zawodową jako na awans społeczny, a oddanie się bez reszty sprawom rodziny i wychowania dzieci bywa uważane za rezygnację z rozwoju własnej osobowości.  Za  jakieś zacofanie.

To  prawda. że  równa  godność i  odpowiedzialność mężczyzny  i kobiety usprawiedliwia w pełni dostęp kobiety do zajęć publicznych. Jednakże prawdziwy awans kobiety domaga się od społeczeństwa szczególnego uznania dla zadań macierzyńskich i rodzinnych, ponieważ są one wartością nadrzędną wobec wszystkich innych  zadań i zawodów publicznych. Zadania te i zawody winny zresztą uzupełniać się wzajemnie, jeżeli chcemy, by rozwój społeczeństwa był prawdziwie i w pełni ludzki. Nade wszystko winna być uszanowana podstawowa więź istniejąca między pracą i rodziną, owo „pierwotne i niezbywalne znaczenie pracy dla domu i wychowania dzieci” (Familiaris consortio, 23).

Prawo dostępu do różnych  za- dań publicznych – przyznawane kobiecie na równi z mężczyzną – nakłada równocześnie na społeczeństwo obowiązek troski o rozwój takich struktur pracy i takich warunków życia, w których kobiety zamężne i matki nie będą zmuszane do podejmowania pracy poza domem, a ich praca w domu zapewni rodzinie wszechstronny rozwój (por. tamże). Macierzyńskiego trudu potrzebują szczególnie dzieci, aby mogły rozwijać się jako osoby odpowiedzialne, religijnie i moralnie  dojrzale oraz psychicznie zrównoważone. Dobro  rodziny jest tak wielkie, iż słusznie żąda ono od współczesnego społeczeństwa wszędzie na świecie dowartościowania zadań macierzyńskich w strukturach propagujących awans społeczny kobiety i zakładających konieczność podejmowania pracy zarobkowej poza domem. Na ten temat wypowiadałem się zwłaszcza w Encyklice Laborem exercens do której odwoływał się również Przewodniczący Rady Państwa na Zamku (por. Laborem exercens,  19).

Przypomnienie tych zasad, wyrażonych w chrześcijańskiej etyce społecznej, na dzisiejszym spotkaniu z włókniarkami jest usprawiedliwione niepokojącym zjawiskiem występującym w waszej pracy zawodowej. Wiele kobiet nadal pracuje na trzy zmiany, a więc także w godzinach nocnych, co przyczynia się do rozwoju chorób zawodowych. Może to mieć również wpływ na wzrost liczby małżeństw rozbitych. Wskutek tego wiele kobiet zmuszonych jest samotnie wychowywać swoje dzieci i troszczyć się o ich byt materialny.

W ostatnich latach przez całą Polskę przeszło wielkie,  solidarne wołanie – w które kobiety, także łódzkie włókniarki, wniosły  swój wielki wkład – o uszanowanie godności człowieka pracy, aby każdy mógł decydować o sobie, o swojej pracy według zdolności i umiejętności; aby każdy mógł sam wybierać ideał moralny, żyć we- dług swoich przekonań i publicznie głosić i wyznawać swoją wiarę religijną oraz przeżywać ją w sposób właściwy swojej wspólnocie. W tym wołaniu nie zabrakło ostatecznych odniesień ukazywanych przez Ewangelię. Bowiem – jak w tej samej Encyklice społecznej Laborem exercens się wyraziłem – istnieje Ewangelia pracy wpisana w całość ewangelicznego orędzia. Ewangelia pracy, którą Chrystus pisał przede wszystkim swoim własnym życiem, a potem całym swoim  nauczaniem. Dojrzewało przekonanie, że nie chodzi tylko o to, by lepiej i wygodniej żyć oraz więcej mieć. Chodzi bowiem o to, by w sytuacji większego, społecznego uszanowania człowieka, każdy  mógł  rozwinąć swoje wartości osobowe i lepiej wypełnić swoje powołanie, jakie od Boga otrzymał. Bardzo jest ważne, aby tak kształtowała się zawsze świadomość pracującej kobiety. Ujrzy ona wtedy w całej pełni wartość swojego powołania matki i żony i odnajdzie pełny sens trudu pracy zawodowej.

W czasie mego pielgrzymowania po szlakach Kongresu Eucharystycznego  w  Polsce,  słowa  ofiarowania  ze  mszy  świętej nabierają szczególnej wymowy w wielkich środowiskach polskiej pracy. Dziś tutaj, w przemysłowej Łodzi, gdzie dane mi jest przemawiać do łódzkich włókniarek w obrębie ich zakładu pracy.

Składając przy ofiarowaniu chleb, „owoc ziemi oraz pracy rąk ludzkich”, prosimy, aby „stal się on dla nas chlebem życia”.

Te słowa odnoszą się do Ciała Chrystusa. On bowiem jest dla nas „chlebem życia wiecznego” poprzez Sakrament swego Ciała i Krwi: poprzez Eucharystię.

Praca ludzka służy celom doczesnym. Człowiek pracuje na chleb powszedni. Chrystus – Odkupiciel świata – uczynił ten chleb równocześnie znakiem  widzialnym, czyli  sakramentem życia wiecznego. I przez ten sakrament Chrystus stal się dla nas w sposób szczególny „drogą i prawdą, i życiem” (J 14, 6). Pracujemy więc na chleb powszedni. A równocześnie nie tracimy sprzed oczu tego, co jest ostatecznym przeznaczeniem każdego człowieka, mężczyzny i kobiety.

„Cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na duszy swojej szkodę poniósł?”  (por.  Mk 8, 36).

Drogie moje Rodaczki i Siostry! Nie traćcie tego sprzed oczu! Kobieta polska ma nieobliczalne wręcz zasługi w naszych dziejach, zwłaszcza w okresach najtrudniejszych. I niewymierne są – na przestrzeni tych dziejów – długi całego narodu wobec polskiej kobiety: matki,  wychowawczyni,  pracownicy… bohaterki.

Na „Kielichu Życia i Przemiany Narodu”, który kobiety polskie ofiarowały jako swoje wotum na sześćsetlecie obecności Cudownego Obrazu Matki Bożej na Jasnej Górze, widnieją płaskorzeźby świętych   i bohaterskich Polek. Wśród nich znajduje się podobizna Stanisławy Leszczyńskiej, łodzianki (urodzonej w dzielnicy Bałuty). Tuli ona w swych ramionach niemowlę. Dobrze się stało, że rok temu wasi Pasterze zwrócili uwagę całej diecezji na ten wzór żony i matki, a zarazem wymowny  przykład  chrześcijańskiego bohaterstwa.

Stanisława Leszczyńska – pisali wasi Biskupi – „prowadziła głębokie życie religijne w ściślej łączności ze mszą świętą i sakramentami świętymi, zarazem zaś wykonując swój zawód położnej, promieniowała niezwykłą uczynnością wobec rodzących matek i zachwycającą miłością ku dzieciom. Jej moralne zalety zajaśniały nadzwyczajnym wręcz blaskiem, gdy podczas wojny i okupacji została osadzona w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu–Brzezince. Przeciwstawiła się tam zbrodniczemu rozkazowi zabijania nowo narodzonych w obozie dzieci i odnosiła się do nich z bezgraniczną ofiarnością” (Słowo Biskupów z diecezji łódzkiej do duchowieństwa i wiernych o Wandzie Malczewskiej i Stanisławie Leszczyńskiej, 28 maja 1986 r.). Z trzech tysięcy niemowląt, urodzonych szczęśliwie dzięki jej pomocy, trzydzieścioro przeżyło  obóz zagłady.

Dla Łodzi, dla tego miasta, dla tego Kościoła i dla całej Polski, Stanisława Leszczyńska zostawiła to wielkie przesłanie w obronie ludzkiego życia. Oto jej słowa: „Jeżeli w mojej ojczyźnie – mimo smutnego z czasu wojny doświadczenia – miałyby dojrzewać tenden- cje skierowane przeciw życiu, to wierzę w głos wszystkich położnych, wszystkich uczciwych matek i ojców, wszystkich uczciwych obywateli, w obronie życia i praw dziecka” (Macierzyńska miłość życia. Teksty  o Stanisławie Leszczyńskiej, Warszawa 1984, s. 24).

Z tym głosem sumienia solidaryzuje się cały Kościół, który nie  przestaje liczyć na wierność polskiej matki wobec jej powołania, na ofiarność i poświęcenie kobiet, na ich przywiązanie do chrześcijańskich tradycji, na ich odwagę i wytrwałość w obronie religijnych i moralnych wartości w rodzinie i w Narodzie.

Pamiętajcie Drogie Siostry i Rodaczki, że poprzez dzieje ludzi i narodów Bóg pisze równocześnie dzieje zbawienia człowieka.

I w tym swoim zbawczym planie powołał od początku na ziemi „Niewiastę”. Ona też – jako Matka Odkupiciela – przyświeca całemu ludowi Bożemu w pielgrzymowaniu przez wiarę, nadzieję i miłość do ostatecznych przeznaczeń człowieka w Bogu samym.

Patrzcie na tę „Niewiastę”! Uczcie się od Niej, od Maryi, uczcie   się prawdy o waszej godności, o waszym powołaniu: Tak wiele od każdej z was zależy w życiu człowieka, rodziny i narodu.

Na szlaku Kongresu Eucharystycznego w Polsce modlę się dzisiaj za każdą z was. (oklaski) I równocześnie proszę Bogarodzicę, ażeby  nie zabrakło w życiu polskim tego, co słusznie nazywa się „geniuszem kobiecym”, tego, co każda z was, każda kobieta, dzięki obdarowaniu przez Stwórcę i Odkupiciela, może i powinna wnosić do wspólnego dobra i do wspólnego dziedzictwa wszystkich Polaków. (oklaski)

Zakładowy kronikarz odnotował dokładny minutowy program:

17:23  Papież  rozpoczyna przemówienie.
17:58  Po  zakończeniu  przemówienia  zebrani  śpiewają  „Sto  lat”.
17:59 Ponownie głos zabiera Papież – tym razem jest to improwizowane wystąpienie w odpowiedzi na owacje z sali.

Gorący aplauz wyrażony burzą oklasków jest dowodem serdecznej wdzięczności zgromadzonych za wypowiedziane przez Papieża słowa. A tuż po oklaskach chwila całkowitego milczenia. Tak jakby słuchacze pragnęli jeszcze coś słyszeć z ust Ojca Świętego.

Papież odgaduje ich życzenie i kontynuuje:

„Jeszcze raz pragnę serdecznie podziękować…”. Nie kończy jednak rozpoczętej myśli, ponieważ zrywa się nowy huragan oklasków; potem zaś wielokrotnie skandowane „Bóg zapłać”.

Widocznie jednak te przejawy wdzięczności wydają się słuchaczom niewspółmierne do otrzymanego daru słowa papieskiego, skoro rodzi się natychmiast potężny śpiew „Sto lat”.

I nieco później kilka kobiet intonuje śpiew, będący trawestacją znanej pieśni religijnej: „Nie opuszczaj nas, Ojcze, nie opuszczaj nas…” Papież nawet przez kilka chwil cicho nuci tę melodię, pomaga w ten sposób śpiewającym.

Ojciec Święty chce jednak skończyć rozpoczęte zdanie: „Więc jeszcze raz dziękuję. Dziękuję władzom, od których zależało odwiedzenie tej fabryki…”.

Kolejny okrzyk włókniarek przerywa wypowiedź Papieża: „Ojcze Święty, pobłogosław nas!”.

Jan Paweł II: Zaraz to zrobię, zaraz to zrobię… Dziękuję za umożliwienie tego spotkania. Myślę, że dobrze się ono przyczyni do znaczenia tych odwiedzin w Polsce. Bo, jak mówię, jest to wydarzenie bez precedensu. Odwiedzałem już wiele wspólnot pracy. We Włoszech czynię to systematycznie. Każdego roku na świętego Józefa jadę do jakiegoś miasta fabrycznego, do jakiejś fabryki, ale nigdy jeszcze nie odwiedzałem fabryki, w której pracują kobiety, lub przede wszystkim kobiety. Ja tak bardzo nastawiłem się na to, że tutaj pracują kobiety, że nawet gdy po drodze tu szedłem i witałem się – a byli także i mężczyźni – to mówiłem: „Wy  tu jesteście na drugim miejscu”. I z całego serca też pragnę spełnić to życzenie głosu, który się przed chwilą odezwał: udzielić błogosławieństwa wam wszystkim i każdej z was, i osobom, które są wam drogie, waszym rodzinom, waszym współ- małżonkom, waszym dzieciom i tej ciężkiej codziennej pracy, którą tutaj wykonujecie. Pragnę pobłogosławić wasze całe powołanie, na które składa się dom, rodzina, małżeństwo, dzieci i praca. Razem. Taki jest styl życia naszej epoki. Można zastanawiać się nad tym, czy to lepiej, czy to gorzej – ale tak jest i musimy starać się z tego, co jest i jak jest, wyciągać możliwie najwięcej dobra. Tak  to widzi Kościół.     I temu widzeniu Kościoła starałem się dać wyraz też w krótkich słowach, które  do  was skierowałem.

Powiedziałem o „geniuszu kobiecym”. I to jest prawda. Ludzie  często śpiewają papieżowi: niech żyje, niech żyje nam, niech żyje sto lat! Trudno wtedy nie pomyśleć o matce, o kobiecie, o mojej rodzonej matce. Jeżeli żyję na świecie, to dlatego, że była ona, która mi to życie dała. Oczywiście (był) rodzic. Ale trud przekazania życia ma przede wszystkim ona. Trudno jest odczytywać bez głębokiego wzruszenia słowa Chrystusa o kobiecie, zwłaszcza o kobiecie, która ma wydać na świat człowieka. Mówi Chrystus: ,,I wtedy doznaje smutku”. Bo to jest wielki trud i cierpienie, ale mówi dalej, „gdy już wyda na świat człowieka”, ten trud, i cierpienie, i smutek przechodzi w radość. Trud- no nie myśleć o naszych matkach, spotykając się z kobietami. To jest„geniusz  kobiecy”.

A potem wszystko to, co łączy się z wychowaniem dziecka w pierwszych latach jego życia. Niezastąpiona. Takim gorącym moim pragnieniem jest, żeby wszystkie dzieci na całym świecie, a w szczególności w mojej Ojczyźnie mogły być wychowywane przez swoje własne matki w swoich własnych rodzinach, żeby nie było dzieci opuszczonych, zdanych na domy dziecka, które są instytucjami społecznymi, pożytecznymi, ale nie zastąpią matki, nie zastąpią geniuszu kobiety. Trzeba się stale modlić o to, żebyście moje Drogie Siostry, rozwijały w sobie to, co jest dane wam przez Stwórcę, co jest takim wielkim dobrem dla każdego człowieka, to, czemu my wszyscy zawdzięczamy nasze wychowanie od najmłodszych lat.

Kończę już, bo czas biegnie i organizatorzy nawet dają mi znać: gadasz i gadasz, a tu trzeba jechać do Warszawy. Więc, moje drogie, niech wam Bóg błogosławi z całego serca.

Swoją wypowiedź kończy Ojciec Święty udzieleniem błogosławieństwa. Włókniarki łódzkie nie mają jednak ochoty rozstać się tak szybko z Papieżem. Skandują więc trzykrotnie: „Ojcze Święty,  zostań  z nami…!”.

Papież: „Tutaj nie przyjmują do pracy mężczyzn”. Odpowiedź wywołuje salwy śmiechu i nowe oklaski.

Ojciec Święty nie chce pozostać dłużny: „Bardzo dziękuję za zaproszenie…”. Tym razem jednak za to ich spontaniczne zaproszenie, aby pozostał z nimi, mówi:

Ja też mam za sobą to doświadczenie, wprawdzie nie w  przemyśle włókienniczym, – w przemyśle chemicznym. Tak się złożyło, chociaż mi się to wtedy dość podobało, tak się złożyło, że trzeba było iść dalej, dalej i dalej. No więc módlcie się za mnie. Polecam się też waszej modlitwie. Wiem, że w Polsce się bardzo modlą za Papieża, żeby sprostał wśród tych wszystkich spraw trudnych świata współczesnego i Kościoła. Jestem wam wdzięczny za to spotkanie. Niech będzie pochwalony Jezus  Chrystus!

Gromka odpowiedź: Na wieki wieków. Amen.

Włókniarki śpiewają Serdeczna Matko.

Ojciec Święty zbliża się do stolika, na którym znajduje się dar zakładu, kryształowy puchar. Dyrektor przedsiębiorstwa pokazuje Papieżowi dar, a następnie wręcza pięknie wykaligrafowany tekst wiersza Zofii Iwasińskiej, dedykowany Dostojnemu Gościowi. Ojciec Święty z uznaniem odnosi się do tego tekstu i nieco później składa swój podpis w Złotej Księdze „Unionteksu”.

Papież odchodzi. W głębi hali ktoś intonuje Liczę na Ciebie Ojcze, a później Pod Twą obronę.

W oczach wielu żegnających Papieża widzę łzy, które mówią o wielkim wzruszeniu. Są to także łzy radości, łzy dziękczynienia –    za to spotkanie, za Kongres Eucharystyczny, za Papieża. Wszak to wszystko, w czym uczestniczymy jest niepowtarzalne!

Kontakt obecnych z Papieżem jest już teraz o wiele bardziej bezpośredni. Temperatura spotkania coraz wyższa. Ojciec Święty niestrudzenie podaje dłoń, jakby rozdawał wszystkim hojnie błogosławieństwa.

Zrywa się śpiew Królowej Anielskiej. Papież kieruje swe kroki ku wyjściu. Niekiedy zatrzymuje się dłużej. Niektórym przekazuje jakieś ważne słowa, wymienia spojrzenia i serdeczne uśmiechy.

Papież jest już „na Młynku” i po chwili opuszcza budynek fabryki. Teraz już nie ma śpiewów. Jest przecież coraz mniej czasu. A Wielkie- mu Gościowi trzeba przekazać jak najwięcej uczuć. Słychać więc bardzo głośne, stale wzmagające się skandowania: „Niech żyje Papież”, „Dziękujemy, dziękujemy”, „Szczęść Boże!” I ponownie „Niech żyje Papież!”.

Ojca Świętego żegnał także, jedyny w tym miejscu, piękny transparent, rozwieszony nad ul. 8 Marca przed wjazdem na stadion. Zawierał życzenie wdzięcznych mieszkańców włókienni- czego grodu: „Ojcze Święty, Szczęść Boże!” W oddali natomiast, na szczycie jednej ze  starych kamienic zwracał uwagę inny na-  pis: „Praca w  jedności z  Chrystusem.” W najbliższym sąsiedztwie „Unionteksu” powiewają liczne herby papieskie i kongresowe. Dekoracje te wykonano i zawieszono staraniem sekcji dekoratorskiej naszego Komitetu.


Źródło: bp Adam Lepa, Papież Jan Paweł II w Łodzi, 13 czerwca 1987 r.