Dialogi w Katedrze: „Kościół wobec życia politycznego”
23:50 | 14.10.2016 | Wyświetleń: 813
zmniejszoneIMG_7420

„Kościół wobec życia politycznego” to temat październikowych Dialogów w Katedrze, które odbyły się tradycyjnie w drugi piątek miesiąca, 14 października br. Na pytania zadane przez internautów i będących w świątyni wiernych, odpowiadał Metropolita Łódzki, Ksiądz Arcybiskup Marek Jędraszewski.

  1. Dlaczego Kościół zajmuje się i interesuje tematami politycznymi, a nie poświęca się tylko i wyłącznie religii? (kobieta lat 21)

 

– Ludzie przychodząc do Kościoła z całym bagażem problemów osobistych i społecznych. Szukają na nie odpowiedzi i z otrzymana nauką, idą do świata. W tym stwierdzeniu, że Kościół wtrąca się do polityki, jest jakby połowa zagadnienia. Tak, jakby świat, jakby polityka nie wtrącała się do Kościoła i chciała wpływać na Kościół. Bywa, że polityka chce wpływać na Kościół w sposób mocny, niekiedy arogancki, a czasem przez przemoc i prześladowania. Jak są dwa podmioty Kościół i polityka, to nie jest tylko jedna strona, która działa. Znamy przykłady ingerencji państwa w Kościół, nie chcąc by istniał, a tym bardziej nie chcąc, by głos Kościoła rozbrzmiewał w przestrzeni publicznej. Trzy pierwsze wieki działalności Kościoła, to czas prześladowań. Imperium Rzymskie wobec chrześcijaństwa, toczyło walkę, zmierzającą do wyniszczenia go. W 313 roku, gdy Kościół wychodzi z katakumb i może cieszyć się wolnością, chrześcijanie zaczynają wpływać na cesarza, przez to, żeby w cesarstwie nie było już kary śmierci przez ukrzyżowanie. Zaczęli domagać się, by z tym skończyć – i tak się stało. Innym wpływem Kościoła było zaniechanie w cesarstwie walk gladiatorów, okrutnych widowisk, podczas których ludzi dawano na pożarcie dzikim zwierzętom, i tak się stało. Wielokrotnie podczas wielu wieków Kościół domagał się sprawiedliwości w tym świecie, bronił rzeczy najświętszych (życia nienarodzonych). Czy kościół ma milczeć? Czy ma być obojętny wobec zła!

Bywa jednak tak, że niektóre partie polityczne zarzucają, że Kościół miesza się do polityki, ale w niektórych sytuacjach burzą się, że Kościół nie zajmuje stanowiska, że nie zabiera głosu w takiej lub innej sprawie politycznej. Trzeba być bardzo delikatnym, trzeba wiele osobistego namysłu, ale i odwagi myślenia, by nie dać się ponieść pewnej wrzawie medialnej, która chce sterować naszym myśleniem i naszym postępowaniem, niekiedy wbrew nam samym!

  1. Czy Kościół dopasowuje swoje nauki i praktyki do bieżącej sytuacji politycznej w danym kraju, czy stara się wpływać na nią, czy jest niezależny od niej? Jakie jego działania są niezmienne od polityki w kraju, a jakie zależne? (mężczyzna lat 47)

– Wiemy, że polityka jest czymś płynnym, gdyż związana jest z dniem dzisiejszym. W polityce często toczy się spór, który nie powinien być sporem dla samego sporu, ale dlatego, by dany problem został rozwiązany optymalnie. Takie myślenie o polityce, wymaga założenia, że jest jakieś dobro wspólne, dla wszystkich partii politycznych. Partie, które biorą udział w sporze, muszą mieć na uwadze dobro wspólne, w tym wypadku mowa o dobru Polski. Ale niestety, bywa że zamiast dobra wspólnego, partie te, mają na celu swoje dobro, zapominając o celu nadrzędnym – mowa tu o partyjniactwie. Kościół musi brać udział w debacie politycznej, tam gdzie chodzi o dobro wspólne, gdzie chodzi o sprawy ważne dla dobra wspólnego, gdy chodzi o sprawy związane z moralnością, czystością wiary i obroną tego, co trzeba nazwać: prawem naturalnym, zapisanym w duszy człowieka: czyń dobro, a zła unikaj! Nie wolno ci czynić zła! Kościół jest strażnikiem dekalogu, który jest jasną i praktyczną interpretacją prawa naturalnego, które zostało nam dane przez Pana Boga. Kościół musi bronić sprawiedliwości przed niesprawiedliwością. Przykładem jest św. Stanisław ze Szczepanowa – męczennik. On upomniał króla i wiedział, że się naraża. Czasem trzeba się narazić. Święty Stanisław, jak wiemy broniąc ludzi w imię podstawowej sprawiedliwości, naraził się na gniew króla i zginął na krakowskiej skałce. Kościół dziś także, musi bronić pokoju na świecie, będąc znakiem sprzeciwu dla wielkich tego świata, dla których ich własne interesy są najważniejsze. Przykładem jest Ojciec św. Franciszek, który broni mieszkańców Aleppo. Wszyscy mówią o złamanych porozumieniach, o grze interesów, o chęci pozyskania przyczółków w tej części świata, a Kościół upomina się o głos tych, którym głos odebrano. Tak jak Jan Paweł II mówił w imieniu ludzi Solidarności, gdy był w Gdańsku. Mówię do was i za was! Kościół musi się stawać głosem prześladowanych, skrzywdzonych i biednych. Czy się komuś podoba, czy nie! Czy ktoś to nazwie wtrącaniem się do polityki, czy nie! To nie jest wtrącanie się, to nie jest relatywizowanie nauki Kościoła, ale stanie przy trwałych wartościach.
Rok 1937, to był czas zbliżającej się wojny, to był czas przerażających w swej działalności dwóch totalitaryzmów. W marcu tegoż roku, dokładnie 1 marca, papież Pius XII wydał Encyklikę Mit brennender Sorge – w której potępił nazizmu, a 19 marca Encyklikę Divini Redemptoris – potępiając komunizm. Te Encykliki wzbudziły wściekłość, że papież i Kościół miesza się w sprawy suwerennych państw, ale czy wolno mu było milczeć? Czy powinien milczeć? Wielka jest tradycja Kościoła, która wskazuje, jak sprawy człowieka, Kościołowi nie są mu obojętne!

  1. Proszę Ojca, kiedy Kościół faktycznie nie powinien milczeć i zabierać głos także w sprawach polityki? (kobieta lat 56)

– Odwołam się tylko do konstytucji Gaudium et Spes, która rozpoczyna się od słów: radość i nadzieja – bóle i radości tego świata. Kościół jest w świecie i jest dla świata, właśnie po to, by w tym świecie być znakiem nadziei, którą przynosi Pan Jezus, Zbawiciel człowieka i Odkupiciel świata. W tej konstytucji zostały naznaczone granice: Kościoła i Państwa. Kościół i Państwo, są niezależne i autonomiczne. Ta autonomia, nie oznacza, że są to dwie dalekie od siebie i wrogie instytucje. Tu nie chodzi o obcość. Modelem obcości jest dziś laicka Francja. Państwo i Kościół to instytucje, które są autonomiczne wobec siebie, ale przyświeca im dobro wspólne, które musi być ze strony Kościoła i Państwa dostrzeżone. To jest autonomia bliskości, gdyż jest jakieś dobro wspólne, nad którym państwo ze swojej strony i Kościół ze swojej, chce się pochylić. Im więcej będzie płaszczyzn wspólnego działania, tym dla danego narodu lepiej. Bo im więcej podmiotów chcąc pochylić się na problemem tym lepiej. Trzeba to pokazać światu gdyż razem możemy wiele! Kościół powie: chcemy pomagać wszystkim wierzącym i niewierzącym, a państwo powie chcemy dobrze dla swoich obywateli.

  1. „Dobry katolik miesza się do polityki. Nikt nie może powiedzieć: Ja nie mam z tym nic wspólnego, to oni rządzą. Przeciwnie, każdy jest odpowiedzialny za rządy i musi dołożyć starań, aby oni rządzili dobrze i musi uczestniczyć w życiu politycznym” – to słowa papieża Franciszka, wypowiedziane w trakcie jednego ze spotkań z wiernymi w 2013 r. – księże biskupie, czy ten argument może dzisiaj wystarczyć? (kobieta lat 27)

– Czy ta wypowiedź, papieża Franciszka wystarczy? Mogę trochę wątpić czy im wystarczy, angażować się w życie polityczne to dla wielu wierzących jest jakby abstrakcyjnie i nie odnoszące się do nich. Trzeba wybierać takich polityków, którzy w swoim programie, choć nie mówią wprost o Kościele, ale się z nim identyfikują. Mają poglądy zgodne z Ewangelią. Zaniedbaniem moralnym jest, gdy wierzący nie bierze udziału w wyborach, mówiąc: to nie moja sprawa. To jest ich sprawa! Nie! To nasza sprawa, bo ważne jest to, kto będzie nami rządził. Jakie wartości będą im przyświecały? Czy będzie ważny pieniądz, czy sprawy wyższe?

  1. Rozumiem, że Kościół nie miesza się do polityki. Jednak jest wspólnotą konkretnych ludzi, którzy mają prawo a wręcz obowiązek popierać te partie polityczne, których program jest najbardziej zbliżony do nauki Kościoła. Jak można wtedy mówić o wtrącaniu się do polityki? Proszę o komentarz i wyjaśnienie (mężczyzna lat 24)

– Kościół wprost do polityki się nie miesza, to jest sprawa ludzie demokratycznie wybranych, którzy otrzymali mandat od społeczeństwa. Gdy oddajemy głos na konkretnego człowieka, z danej partii, powinniśmy wiedzieć czy postawa tego kandydata i program danej partii jest zgodny z nauką Kościoła. Jeżeli nie, to na taką partię i takiego człowieka nie można głosować, bo byłaby to schizofrenia. Kościół wymaga konsekwencji naszego działania, także w wymiarze społecznym. Zobaczmy, że gdy zbliża się czas wyborów w Polsce (tych ogólnopolskich czy samorządowych), Kościół nie wskazuje nigdy: głosujcie na tego, czy innego kandydata, ale zmusza do refleksji, aby wierni kierowali się dobrze formowanym sumieniem. Mamy głosować, bo to nasz obowiązek, a głosować powinniśmy na ludzi, których postawa i działanie jest znane, lub w swoim życiu kierują się oni wartościami zgodnymi z dekalogiem. Gorzej, gdy ktoś obiecuje i mówi jedno, a po wyborach robi zupełnie co innego. Wówczas należy pamiętać, że przyjdą kolejne wybory i to zostanie na powrót zweryfikowane.

Kościół kładzie nacisk na aspekt moralny, i w tych sprawach zajmuje głos. Kiedy trzeba zabrać głos z punktu widzenia Kościoła dotyczący moralności i sprawiedliwości, głos swój wypowiada, zdając sobie sprawę z tego, że narazi się na pomówienia i niezrozumienie. Lepiej jednak narazić się dla sprawiedliwości, niż skryć się w jakiejś pieczarze. Pan Jezus mówi w Kazaniu na Górze: Błogosławieni jesteście, gdy ludzie będą wam złorzeczyć z powodu mego imienia! Błogosławieni tj. szczęśliwi!

  1. Ostatnio bardzo głośno jest o ustawie antyaborcyjnej. Wiele kobiet jest przeciwne całkowitemu zakazowi aborcji. Bardzo wielu „najżdża” na Kościół. Jaka powinna być postawa katolika wobec tej ustawy i wobec kobiet przeciwnych tej ustawie? Czy nie powinniśmy przede wszystkim dać wybór kobiecie? Czy może powinniśmy twardo bronić nienarodzonego życia? W końcu lepiej sprzeciwić się światu, czy Bogu? Jednak co mówić kobietom, których dziecko będzie zdeformowane? Czy kobieta zgwałcona nie ma prawa wyboru, czy urodzić to dziecko? (kobieta lat 19)

– Problem, który był dostrzegalny w ostatnim czasie to problem życia drugiego człowieka. To problem: czy go zabić, czy nie? Jak wiadomo, po Mszy św. która miała miejsce w naszej katedrze, w dniu kiedy na ulice naszych miast wylały się czarne marsze, został do mnie wystosowany list otwarty, w którym autorki napisały: nie zgadzamy się na to, by uznać, że zarodek jest człowiekiem! Ale nauka mówi wyraźnie, że jest człowiekiem. Spór dotyczy właśnie tego, czy jest to człowiek, czy nie. Genetyka nie zostawia nam wątpliwości. Ale jeśli ktoś chce stwierdzić, że nie jest człowiekiem, to tak samo, jakby powiedzieć, że słońce krąży wokół ziemi, podczas gdy wszyscy wiedzą, że jest odwrotnie. Kto tu żyje w ciemnogrodzie?
Ja nie wyobrażam sobie tego, by zgodzić się na to, aby jednych zabijać, a drugich nie, kierując się bardzo zewnętrznymi kryteriami. To prawda, że było wiele aborcji, bo lekarze stwierdzili, że dziecko ma zespół Downa. Ale ja osobiście znam matki, którym lekarze oświadczyli, że dziecko ich jest chore, i zasugerowali przerwanie ciąży, a one przez swoją determinację pozwoliły im przyjść na świat. Aborcja, to nie problem samej tylko kobiety – matki czy jej męża – ojca, tego dziecka. To odpowiedzialność całego społeczeństwa, który musi pomóc tej kobiecie, rodzicom, którzy zdecydowali się przyjąć chore dziecko. Chodzi o życie niewinnego człowieka, całkowicie bezbronnego. Całkowicie niezdolnego do obrony samego siebie. I co, Kościół dalej ma milczeć, nie broniąc tych bezbronnych? Jestem dumny, że należę do tego Kościoła, który broni wytrwale życia, stając na straży 5 przykazania Żadna inna instytucja na świecie, tak nie postępuje, jak Kościół katolicki. Jestem z tego dumnych choć wiem, że jest to łatwe, i wiem, że muszę się liczyć z nieprzychylnymi komentarzami, także na mój temat.

W kolejnej części spotkania był czas na zadawanie pytań od osób przybyłych do Archikatedry.

Podczas 38 Dialogów w Katedrze, animację muzyczną prowadził zespół młodzieżowy Arka z parafii p.w. Św. Maksymiliana Marii Kolbe w Pabianicach.