Słowo do Archidiecezjan łódzkich na progu mego pasterskiego posługiwania
16:19 | 09.09.2016 | Wyświetleń: 130
abp

Umiłowani Archidiecezjanie!
Po raz pierwszy mogę właśnie tak zwrócić się do Was, nazajutrz po uroczystym ingresie do bazyliki archikatedralnej w Łodzi i po urzędowym objęciu mych pasterskich zadań pośród Was. W tym właśnie zwrocie „Umiłowani Archidiecezjanie” pragnę mym sercem objąć wszystkich, którzy należą do Archidiecezji Łódzkiej i którzy ją tworzą: księdza arcybiskupa seniora, księży biskupów pomocniczych, kapłanów, osoby życia konsekrowanego, wiernych świeckich – dzieci, młodzież, dorosłych, w tym w sposób szczególny wszystkich chorych i cierpiących, którzy niekiedy z heroicznym poddaniem się woli Bożej biorą udział w tajemnicy Chrystusowego Krzyża. Witam Was wszystkich i serdecznie pozdrawiam!

W tym zwrocie „Umiłowani Archidiecezjanie” pragnę także wyrazić i równocześnie zawrzeć wszystkie najbardziej szlachetne myśli i uczucia, które mnie teraz przenikają. Zawiera się w nich miłość do naszej wspólnej Matki – świętego, katolickiego i apostolskiego Kościoła, do którego mamy szczęście należeć od chwili przyjęcia chrztu świętego. Zawiera się w nich również głęboka wdzięczność do Ojca Świętego Benedykta XVI, który mnie do Was posłał 11 lipca tego roku, w święto św. Benedykta Patrona Europy. Zawiera się w nich przeniknięte podziwem uznanie wobec ogromu dokonań Pasterzy Kościoła, który od prawie stu lat jest w Łodzi, zwłaszcza w odniesieniu do księdza arcybiskupa Władysława Ziółka, mojego bezpośredniego Poprzednika. Zawiera się w nich także moja wielka ufność, że wszyscy razem – kapłani, osoby życia konsekrowanego, wierni świeccy – podążając za Chrystusem Dobrym Pasterzem, wsparci orędownictwem naszych świętych patronów, zwłaszcza Matki Najświętszej i św. Józefa, Patrona Archidiecezji Łódzkiej, będziemy budowali w sobie i wokół nas Królestwo Boże poprzez coraz bardziej głębokie i rzetelne poznawanie Chrystusa. Takie właśnie zadanie postawił przed nami Ojciec Święty w skierowanej do mnie bulli nominacyjnej.

Stoi zatem przed nami niełatwe, ale z drugiej strony fascynujące i budzące wielką radość dzieło. Nie ma bowiem nic bardziej radosnego i dającego większą nadzieję niż to, by móc osobiście poznać Chrystusa. Wraz z tym poznaniem, które bynajmniej nie jest poznaniem jedynie teoretycznym, lecz przekładającym się na konkret każdego kolejnego dnia naszego życia, idzie bowiem w parze wzrastanie w nas miłości zarówno do Boga, jak i do drugiego człowieka. Poznać Chrystusa – to znaczy poznać Boga, który jest miłością (por. 1 J 4, 8) i który nas pierwszy umiłował (por. 1 J 4, 19). Poznać Chrystusa – to otworzyć się na Miłość i przez to uchwycić istotę tego, co znaczy, że jako ludzie jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo samego Boga (por. Rdz 1, 27). Poznać Chrystusa – to znaczy także kochać ofiarnie i bezinteresownie drugiego człowieka zgodnie z tym nakazem, który przekazał nam On podczas Ostatniej Wieczerzy: „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie” (J 13, 34). Poznać Chrystusa – to doświadczać w sobie czegoś, co przekracza najśmielsze ludzkie wyobrażenia: doświadczać w sobie samego Boga, zgodnie z tym co pisał św. Jan Apostoł: „Nikt nigdy Boga nie oglądał. Jeżeli miłujemy się wzajemnie, Bóg trwa w nas i miłość ku Niemu jest w nas doskonała. Poznajemy, że my trwamy w Nim, a On w nas, bo udzielił nam ze swego Ducha” (1 J 4, 12–13).
Poznanie Chrystusa jest zatem kluczem otwierającym nas na miłość – na najwspanialsze doświadczenie, jakie może stać się udziałem człowieka. Jest to doświadczenie, które go przemienia i uszlachetnia, pozwalając mu poprzez to osiągnąć pełnię człowieczeństwa. Z drugiej jednak strony dobrze wiemy, jak bardzo obciążone jest dzisiaj słowo „miłość” i jak wiele nieporozumień jest z nim związanych. Niekiedy utożsamiane jest ono z samym tylko, szybko przemijającym uczuciem. Bywa także, że przyjmuje ono postać fascynacji jedynie sobą, co prowadzi do zamknięcia się w sobie i do egoizmu. Wielu też ludzi jest swoiście głuchych na słowo „miłość”: albo w ogóle nie rozumieją kryjących się za nim treści, albo też – na skutek bolesnych osobistych poranień i zawodów – nie chcą go w ogóle słyszeć. Zdajemy sobie również sprawę z tego, że słowo „miłość” usiłuje się wyeliminować z naszego życia społecznego i publicznego, a zastąpić je słowem „tolerancja”. A przecież takiego słowa nie znajdziemy w Piśmie Świętym! Co więcej, tolerancja wymaga od człowieka zdecydowanie dużo mniej niż miłość. Mniej wymagając, w konsekwencji nie jest ona w stanie stać się prawdziwym motorem jego osobistego rozwoju.

Z tej swoistej głuchoty na miłość i z tej duchowej niemocy, nie pozwalającej nam wypowiadać tego słowa w całej jego czystości i pięknie, może nas wyzwolić jedynie Jezus Chrystus. Jakże pod tym względem wymowna jest czytana w dzisiejszą niedzielę Ewangelia według św. Marka! Mówi ona o cudzie uzdrowienia człowieka głuchoniemego, który cierpiał na chorobę dotykającą jego ciało. Zdajemy jednak sobie sprawę z tego, że wielu ludzi cierpi na podobną niemoc, będącą prawdziwym nieszczęściem ich ducha: pozostają głusi na głos Chrystusa i dlatego nie potrafią w żaden sposób odpowiedzieć na Jego wołanie, wzywające do nawrócenia i wiary w Ewangelię (por. Mk 1, 15). Potrzebują zatem dotknięcia przez Chrystusa. Musi zostać skierowane do nich Jego potężne słowo „Effatha, to znaczy: Otwórz się!” (Mk 7, 34). Musi dokonać się cud przywrócenia im wrażliwości ducha na najgłębsze i najbardziej autentyczne drgania serca, dzięki któremu będą mogli „prawidłowo mówić” (por. Mk 7, 35). Greckie słowo ortos, którym posłużył się św. Marek, znaczy nie tylko „prawidłowo”, ale także: poprawnie, normalnie, słusznie, trafnie. Człowiekiem, który tak właśnie mówi, jest człowiek wierzący – ten, który świadomie związał swój los z Chrystusem, ufnie podążając za Nim w drodze do domu Ojca „bogatego w miłosierdzie” (por. Ef 2, 4). Tylko taki człowiek może też w duchu przybrania za syna zwracać się do Boga, wołając „Abba, Ojcze!” (por. Rz 8, 15; Ga 4, 6).

Jak może dojść do owego dotknięcia przez Chrystusa? Dzisiejsza Ewangelia mówi o nieznanych nam z imienia i nazwiska ludziach, którzy „przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę” (Mk 7, 32). Ci ludzie są wzorem dla nas. Żyjąc wiarą, nadzieją i miłością chrześcijańską, wiedząc zatem, że jedynym Lekarzem naszych duchowych ran jest Jezus Chrystus, musimy – poprzez właściwe słowo, dobry przykład, modlitwę, niekiedy także poprzez post i ofiarowane Bogu cierpienie – przyprowadzać ludzi właśnie do Niego. W ten sposób będzie się w naszym życiu urzeczywistniała tak konieczna w dzisiejszym, coraz bardziej zlaicyzowanym świecie, nowa ewangelizacja.

Umiłowani Archidiecezjanie!
Wyrażam wielkie pragnienie mego serca, aby dzieło poznawania Chrystusa i związane z nim dzieło nowej ewangelizacji połączyło nas wewnętrznie. Aby stały się one treścią codziennego życia Kościoła Łódzkiego. Aby dla wielu ludzi, zwłaszcza tych, którzy oddalili się od Chrystusa lub Go w ogóle nie znają, nasz Kościół był czytelnym znakiem nadziei. Dlatego też proszę Was wszystkich, zwłaszcza chorych i cierpiących, aby te wielkie dzieła były przedmiotem Waszej codziennej modlitwy.

Niech wspomagają nas nieustannie swoim przemożnym wstawiennictwem: Matka Najświętsza, Królowa Polski, święty Józef, Jej przeczysty Oblubieniec, Patron Archidiecezji Łódzkiej, św. Stanisław Kostka, Patron Bazyliki Archikatedralnej, i św. Faustyna, Patronka miasta Łodzi.

Na progu mej pasterskiej posługi pośród Was wszystkim Wam z serca błogosławię

† Marek Jędraszewski
Arcybiskup Metropolita Łódzki

Łódź, 9 września 2012 r.