Duszpasterstwo akademickie w perspektywie postępu ludzkości, Kard. Zenon Grocholewski
16:48 | 16.04.2015 | Wyświetleń: 198
phpTyFN63.jpg

Wystąpienie podczas Kongresu na temat Duszpasterstwa Akademickiego, zorganizowanego przez Radę Konferencji Biskupów Europejskich, Łódź 16 kwietnia 2015 roku.

Eminencjo, Ekscelencjo Nuncjuszu Apostolski, Ekscelencje, Dostojni Profesorowie, Przedstawiciele Władz, Drodzy Studenci,

Poprzez moją obecność i wystąpienie chciałbym wyrazić uznanie i wdzięczność ze strony Kongregacji Edukacji Katolickiej za zorganizowanie obecnego Kongresu, jak również za hojne zaangażowanie Rady Konferencji Biskupów Europejskich w problematykę studiów wyższych tak, aby formowały młode pokolenia na rzecz twórczego postępu ludzkości.

W moim rozważaniu nie będę się zajmował konkretnymi problemami związanymi z duszpasterstwem akademickim, lecz chciałbym nakreślić rolę jaką odgrywa duszpasterstwo akademickie w szerokiej perspektywie dobra ludzkości i prawdziwego postępu. Dlatego w niniejszym wystąpieniu zwrócę uwagę na pięć aspektów, które ukazują duszpasterstwo akademickie w służbie autentycznego rozwoju wspólnoty ludzkiej.

1. Konieczność należytej formacji

Jak już wielokrotnie wskazywałem, nie wystarczy przekazywać wiedzę i umiejętności, ponieważ mogą one służyć nie tylko dobru ludzkości ale również rozpowszechnianiu zła. Czyż wspaniałe postępy nauki i techniki nie zostały w ostatnich czasach szeroko wykorzystywane do prowadzenia coraz bardziej okrutnych wojen, do terroryzmu, do niesprawiedliwości coraz bardziej wyrafinowanych, do gwałcenia podstawowych praw człowieka, do coraz bardziej perfidnego panowania nad innymi, do nadużywania wolności jednych przy równoczesnym ograniczaniu wolności drugich, itd.? W procesie kształcenia nie wystarczy zatem przekazywać wiedzę i umiejętności, nie wystarczy sam rozwój wiedzy. Należy tak formować młodego człowieka, by pragnął i potrafił zdobytą wiedzę i umiejętności wykorzystywać do budowania dobra, a nie do szerzenia zła.

Innymi słowy, sama wiedza i umiejętności nie są wystarczającym gwarantem prawdziwego postępu ludzkości, ponieważ niegodziwe wykorzystane prowadzą do potwornej regresji, idą w kierunku jak najbardziej prymitywnego barbarzyństwa. Źle wykorzystane mogą stać się sprawnym środkiem realizowania chorych instynktów i zgubnych żądz.

Bardzo wyraziście pisał o tym św. Jan Paweł II w swojej pierwszej encyklice Redemptor hominis: „Człowiek dzisiejszy zdaje się być stale zagrożony przez to, co jest jego własnym wytworem, co jest wynikiem pracy jego rąk, a zarazem – i bardziej jeszcze – pracy jego umysłu, dążeń jego woli. Owoce tej wielorakiej działalności człowieka zbyt rychło, i w sposób najczęściej nieprzewidywany […] skierowują się przeciw człowiekowi. Zostają przeciw niemu skierowane lub mogą zostać skierowane przeciw niemu. Na tym zdaje się polegać główny rozdział dramatu współczesnej ludzkiej egzystencji w jej najszerszym i najpowszechniejszym wymiarze”. Wytwory bowiem ludzkiej pomysłowości i przedsiębiorczości „mogą zostać obrócone w sposób radykalny przeciwko człowiekowi. Mogą stać się środkami i narzędziami jakiegoś wręcz niewyobrażalnego samozniszczenia, wobec którego wszystkie znane nam z dziejów kataklizmy i katastrofy zdają się blednąć ”.

Wobec tej rzeczywistości wspomniany Papież z wielką przenikliwością zauważa: „Rozwój techniki oraz naznaczony panowaniem techniki rozwój cywilizacji współczesnej domaga się proporcjonalnego rozwoju moralności i etyki. Tymczasem ten drugi zdaje się, niestety, wciąż pozostawać w tyle. I stąd też ów skądinąd zdumiewający postęp […] musi rodzić wielorakie niepokoje. Niepokój zaś dotyczy zasadniczej i podstawowej sprawy: czy ów postęp, którego autorem i sprawcą jest człowiek, czyni życie ludzkie na ziemi pod każdym względem «bardziej ludzkim» bardziej «godnym człowieka»? Nie można żywić wątpliwości, że pod wielu względami czyni je takim. Pytanie jednak, które uporczywie powraca, dotyczy tego co najistotniejsze: czy człowiek jako człowiek w kontekście tego postępu staje się lepszy, duchowo dojrzalszy, bardziej świadomy godności swego człowieczeństwa, bardziej odpowiedzialny, bardziej otwarty na drugich, zwłaszcza dla potrzebujących, dla słabszych, bardziej gotowy świadczyć i nieść pomoc wszystkim?” . Chodzi w gruncie rzeczy o pytanie: „Czy wszystkie dotychczasowe i dalsze osiągnięcia techniki idą w parze z postępem etyki i z duchowym postępem człowieka? Czy człowiek jako człowiek w ich kontekście również rozwija się i postępuje naprzód, czy też cofa się i degraduje w swym człowieczeństwie? Czy rośnie w ludziach, w «świecie człowieka», który jest sam w sobie światem dobra i zła moralnego, przewaga tego pierwszego czy też tego drugiego? Czy w ludziach, pomiędzy ludźmi, pomiędzy społeczeństwami, narodami, państwami rośnie sprawiedliwość, solidarność, miłość społeczna, poszanowanie praw każdego – zarówno człowieka, jak narodu czy ludu – czy też, wręcz przeciwnie, narastają egoizmy różnego wymiaru, ciasne nacjonalizmy […] a wreszcie dążenie do panowania nad drugimi […] dążenie zwłaszcza do tego, aby cały rozwój materialny, techniczno-produkcyjny, wykorzystać dla celów wyłącznego panowania nad drugimi, dla celów takiego czy innego imperializmu?” .

W związku z tym, św. Jan Paweł II zauważa, że „czas wielkiego postępu [naukowo-technicznego]” jawi się równocześnie „jako czas wielorakiego zagrożenia człowieka”, oraz podkreśla, że sens „«panowania» człowieka w świecie widzialnym, zadanym mu przez samego Stwórcę, leży w pierwszeństwie etyki przed techniką, leży w prymacie osoby w stosunku do rzeczy, leży w pierwszeństwie ducha wobec materii” .

Trafnie diagnozując rzeczywistość św. Jan Paweł II konstatował dalej: „istnieje […] bardzo realne i wyczuwalne już niebezpieczeństwo, że wraz z olbrzymim postępem w opanowaniu przez człowieka świata rzeczy, człowiek gubi istotne wątki swego wśród nich panowania, na różne sposoby podporządkowuje im swoje człowieczeństwo, sam staje się przedmiotem wielorakiej – czasem bezpośrednio nieuchwytnej – manipulacji poprzez całą organizację życia zbiorowego, poprzez system produkcji, poprzez nacisk środków przekazu społecznego. Człowiek nie może zrezygnować z siebie, ze swojego właściwego miejsca w świecie widzialnym, nie może stać się niewolnikiem rzeczy, samych stosunków ekonomicznych, niewolnikiem produkcji, niewolnikiem swoich własnych wytworów” . Domagał się więc Następca Piotra „prawdziwej przemiany umysłów, woli, serc”, zaznaczając: „Jedno jest pewne: u podstaw tej gigantycznej dziedziny należy przyjąć, ustalić i pogłębić poczucie odpowiedzialności moralnej, którą musi podejmować człowiek. Zawsze – człowiek” .
Nie wystarczy więc – powtarzam – przekazywanie wiedzy i umiejętności, ani rozwój nauki. Należy tak formować człowieka, aby on chciał i potrafił wykorzystać zdobytą wiedzę i umiejętności dla dobra ludzkości. Właśnie to zadanie winno inspirować duszpasterstwo akademickie, aby cywilizacyjny rozwój nie pociągał za sobą degradacji człowieka.

2. Antidotum na rujnujący tę formację relatywizm moralny
Jest też inny aspekt doniosłości duszpasterstwa akademickiego, zresztą ściśle związany z tym pierwszym. Chodzi mianowicie o panoszący się, przede wszystkim zauważalny w Europie, relatywizm moralny, podważający istnienie obiektywnych zasad moralnych, któremu wiele uwagi poświęcił papież Benedykt XVI. „Żyjemy w czasie charakteryzującym się w znacznym stopniu podświadomym relatywizmem, przenikającym wszystkie dziedziny życia. Czasami ów relatywizm staje się wojowniczy, kiedy obraca się przeciw ludziom twierdzącym, że wiedzą, gdzie można znaleźć prawdę lub sens życia. Obserwujemy, jak ten relatywizm ma coraz większy wpływ na stosunki międzyludzkie i społeczeństwo. Znajduje to także odzwierciedlenie w niestabilności i zmienności wielu ludzi oraz nadmiernym indywidualizmie. Niejedni wydają się w ogóle niezdolni do jakiegokolwiek wyrzeczenia, czy poświęcenia dla innych. Ponadto słabnie bezinteresowne zaangażowanie dla dobra wspólnego, w dziedzinie społecznej i kulturalnej czy też na rzecz potrzebujących” . Co gorsze, „niektórzy widzą w nim jeden z podstawowych warunków demokracji, jakoby relatywizm gwarantował tolerancję i wzajemny szacunek” . Benedykt XVI niejednokrotnie mówił wprost o „dyktaturze relatywizmu”, która „w gruncie rzeczy nie jest niczym innym jak zagrożeniem dla ludzkiej wolności, która dojrzewa jedynie w wielkoduszności i wierności prawdzie” . Tenże Papież także zauważył, że „współczesny relatywizm [również] upokarza rozum, ponieważ w praktyce stwierdza, że istota ludzka nie może poznać z całą pewnością niczego, co wykracza poza dziedzinę nauk pozytywnych” .

W tym samym duchu papież Franciszek naucza, że „«dyktatura relatywizmu», która czyni każdego miarą samego siebie” jest przejawem „ubóstwa duchowego naszych dni” i „zagraża współżyciu międzyludzkiemu” . Na innym zaś miejscu mówił aktualny Następca Piotra o „zwodniczym zaślepieniu relatywizmem, który przysłania blask prawdy i powoduje zachwianie się ziemi pod naszymi stopami, popycha nas ku ruchomym piaskom — ruchomym piaskom zamętu i rozpaczy” . Zauważył też, że relatywizm, według którego wszystko jest względne, jest pewnego rodzaju „widmem” („fantasma”), które uniemożliwia dialog, konieczny do jakiegokolwiek postępu. „Dlatego – kontynuował – musimy trzymać się jasnej zasady: nie można prowadzić dialogu bez oparcia na własnej tożsamości” .
Relatywizm jest tak bardzo niebezpieczny, ponieważ uniemożliwia prawdziwe formowanie człowieka. Jeżeli bowiem nie ma obiektywnych norm moralnych, to nie ma również wiarogodnego, jasnego punktu odniesienia, według którego należałoby formować człowieka, co prowadzi do zamieszania i dezorientacji.

Tymczasem duszpasterstwo akademickie, wychodząc z założeń prawa naturalnego, tzn. z zasad moralnych wpisanych w rozumną naturę człowieka, oraz z Objawienia, proponuje ludziom tworzącym wyższe uczelnie jasne zasady moralne, które zdolne są formować człowieka w wymiarze integralnym, tzn. zarówno ludzkim, jak i duchowym, oraz, co za tym idzie, także w wymiarze zawodowym. Właśnie taka optyka stawia człowieka w prawdzie, w całej prawdzie, która nie ogranicza się tylko do egzystencji tutaj na ziemi. Duszpasterstwo akademickie nie tylko proponuje zasady moralne, ale także umacnia człowieka, wspomaga duchowo, aby wzniosłe i twórcze wartości wcielał w życie. Są to zasady, które – gdy chodzi o aspekt społeczny – propagują altruizm, pokój, zaangażowanie na rzecz dobra, gotowość do poświęcenia się dla drugich, dialog; zasady, które w sposób absolutny wykluczają wykorzystywanie zdobytej wiedzy i umiejętności do czynienia zła. One są więc właśnie dźwignią w postępie człowieczeństwa, i w konsekwencji w postępie ludzkości. Jeśli chcemy, aby zdobycze wiedzy i techniki były wykorzystywane wyłącznie dla dobra, do budowania, a nie do niszczenia, zabijania, wyzysku, czy panowania to właśnie winniśmy kierować się obiektywnymi normami moralnymi.

3. Twórcza moc miłości

Mając przed oczyma dostrzeganie obiektywnych wartości moralnych, które przezwycięża relatywizm etyczny, gwarantując właściwą formację człowieka, chciałbym zauważyć, że chodzi tutaj w gruncie rzeczy o realizację miłości. Z jednej strony, spostrzeżenia uczynione w drugim punkcie wpisują się w urzeczywistnianie miłości; z drugiej zaś strony, autentyczna miłość jest najwyższym przejawem tej funkcji duszpasterstwa, o której wspomniałem.

„Bóg jest Miłością” (1 J 4,16). Stworzył człowieka „na obraz i podobieństwo swoje” (por. Rdz 1, 26-27), a więc stworzył go do miłości. Benedykt XVI, na samym początku swojej pierwszej Encykliki Deus Caritas est, wnikliwie zauważa, że słowa św. Jana „Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim” (1J 4, 16) „wyrażają ze szczególną jasnością […] chrześcijański obraz Boga i także wynikający z niego obraz człowieka i jego drogi ”, czyli drogę miłości.

Miłość jest więc pierwszym i najważniejszym przykazaniem (Mt 22, 36-40; Mk 12, 28-33), wszystkie inne przykazania zawierają się w nim (por. Rz 13, 9-10). Jest ono jedynym narzędziem pełnego rozwoju człowieczeństwa i uskuteczniania prawdziwego postępu dobra. Benedykt XVI rozpoczął swoją Encyklikę Caritas in veritate, właśnie od stwierdzenia tego faktu: „Miłość w prawdzie […] stanowi zasadniczą siłę napędową prawdziwego rozwoju każdego człowieka i całej ludzkości” .

Św. Jan Paweł II we wspomnianej już Encyklice Redemptor hominis pisze dobitnie: „Człowiek nie może żyć bez miłości. Człowiek pozostaje dla siebie istotą niezrozumiałą, jego życie jest pozbawione sensu, jeśli nie objawi mu się Miłość, jeśli nie spotka się z Miłością, jeśli jej nie dotknie i nie uczyni w jakiś sposób swoją, jeśli nie znajdzie w niej żywego uczestnictwa ”.
Gdzie indziej tenże Papież dodaje: „Doświadczenie przeszłości i współczesności wskazuje na to, że sprawiedliwość sama nie wystarcza, że – co więcej – może doprowadzić do zaprzeczenia i zniweczenia siebie samej jeśli nie dopuści się do kształtowania życia ludzkiego w różnych jego wymiarach owej głębszej mocy, jaką jest miłość” .

Zaś przemówienie do władz cywilnych i Korpusu dyplomatycznego w Manili (Filipiny) 18 lutego 1981, św. Jan Paweł II zakończył następującymi słowami: „Moje orędzie do was dotyczy właśnie potęgi miłości. Miłość głęboko odczuwana i skutecznie wyrażana w konkretnym działaniu, indywidualnym i społecznym, jest zaiste siłą, która porusza; dzięki niej człowiek może być prawdziwy w stosunku do siebie samego. Tylko miłość może uczynić ludzi rzeczywiście wrażliwymi na apel potrzebujących. Oby to była ta sama siła – braterska miłość – która prowadzi was na coraz wyższe szczyty służby i solidarności” .

Nic więc dziwnego, że zarówno Papież z Polski, jak i inni współcześni Następcy Piotra, wiele uwagi poświęcili w swoich przemówieniach problematyce „miłości społecznej”, oraz „cywilizacji miłości”.
Duszpasterstwo akademickie, zmierzające do ubogacania w dobro, wpisuje się właśnie w to urzeczywistnianie najpotężniejszej siły dobra, jaką jest miłość. Co więcej, im bardziej jest ono wyrazem tej miłości, tym bardziej będzie twórcze i skuteczne w perspektywie prawdziwego postępu ludzkości.

Dlatego podczas spotkania z młodzieżą w Manili, 18 stycznia tego roku (2015), Papież Franciszek powiedział, że najważniejszą wartością, jakiej powinni nauczyć się na uniwersytetach, jest miłość.

4. Ubogacanie kultury

Jako czwarty czynnik, który stawia duszpasterstwo akademickie w służbie postępu, w służbie prawdziwego dobra ludzkości, chciałbym wskazać na promocję i ubogacanie kultury ludzkiej.

Temat kultury był bardzo drogi św. Janowi Pawłowi II, dlatego często do niego powracał. Miedzy innymi podkreślił, że synteza kultury i wiary jest wymogiem (potrzebą) zarówno wiary jak i kultury .

Jest wymogiem wiary, „wiara [bowiem], która nie staje się kulturą – pisał – jest wiarą nie w pełni przyjętą , nie całkowicie przemyślaną, nie przeżywaną wiernie” . Kultura jest rzeczywistością, która ogarnia wszystkie aspekty życia ludzkiego . „Człowiek żyje życiem w pełni ludzkim właśnie dzięki kulturze” . W związku z tym – zauważył Papież – „Jeżeli jest prawdą, że wiara nie utożsamia się z żadną kulturą i jest niezależna w odniesieniu do wszystkich kultur, to nie mniej prawdą jest, że właśnie dlatego wiara jest powołana, by inspirować, by nasycać każdą kulturę. Cały [bowiem] człowiek, w konkretności swej codziennej egzystencji, jest zbawiony w Chrystusie, i dlatego cały człowiek [tzn. we wszystkich jego wymiarach] winien urzeczywistniać się w Chrystusie” . Toteż – powtarzam – „wiara, która nie staje się kulturą jest wiarą nie w pełni przyjętą , nie całkowicie przemyślaną, nie przeżywaną wiernie”. W perspektywie tej świadomości należy interpretować także fakt, że uniwersytety, od początku ich istnienia, były przedmiotem szczególnego zainteresowania i troski duszpasterskiej Kościoła. Właśnie ta perspektywa wyznaczała również ich tożsamość.

Ale synteza kultury i wiary jest także wymogiem kultury. Św. Jan Paweł II, przemawiając w UNESCO 2 czerwca 1980 roku, podkreślił: „Człowiek żyje prawdziwie ludzkim życiem dzięki kulturze. Jego życie jest kulturą również i w tym znaczeniu, że poprzez nią człowiek odznacza się i odróżnia od całej reszty istnień wchodzących w skład widzialnego świata: człowiek nie może obejść się bez kultury. Kultura jest właściwym sposobem istnienia i bytowania człowieka. Człowiek bytuje zawsze na sposób jakiejś kultury sobie właściwej, która z kolei stwarza pomiędzy ludźmi właściwą dla nich więź, stanowiąc o międzyludzkim i społecznym charakterze ludzkiego bytowania ”.
Sobór Watykański II w Konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym Gaudium et spes poświęcił cały rozdział „właściwemu wspieraniu rozwoju kultury” . Znaleźlibyśmy tam wiele myśli w przedmiocie wiary jako wymogu kultury, ale mając na uwadze ramy czasowe, chciałbym zwrócić uwagę na pierwsze zdanie z tego rozdziału stwierdzające fundamentalne znaczenie kultury dla pełnego rozwoju człowieka: „Do istoty człowieka należy to, że do prawdziwego i pełnego człowieczeństwa dochodzi on jedynie poprzez kulturę” . Jak słusznie zauważono, znaczy to między innymi, że kultura jest środkiem, a nie celem; środkiem do osiągnięcia pełnego człowieczeństwa, dobra każdego człowieka i wszystkich ludzi. To spostrzeżenie wyznacza równocześnie kryterium oceny konkretnej kultury czy kultur; kryterium, które można więc sformułować następująco: każda „kultura”, która nie przyczynia się do pełnego rozwoju człowieczeństwa osób nie jest autentyczną kulturą. Nie trudno zauważyć, że istnieją różne formy „kultury” (czy subkultury), które stanowią agresję na prawa człowieka, a więc nie mogą być uważane za wyraz prawdziwej kultury, chociaż są głęboko zakorzenione w tradycjach narodów czy społeczeństw. Można by wymieniać tutaj szeroką listę: ofiary z ludzi, infibulacje, dyskryminacja i maltretowanie kobiet, aborcja, handel ludźmi, itd. Bronić takich praktyk w imię różności kulturowej byłoby wielkim błędem .

Mając to przed oczyma, jawi się bardzo jasno, także w tym aspekcie, wkład duszpasterstwa akademickiego – proponującego pełny, wielowymiarowy rozwój osoby ludzkiej – w postęp kultury i tym samym prawdziwego postępu i dobra człowieka oraz społeczeństw.
Problem jest bardzo aktualny, ponieważ „w wielu krajach, uniwersytet, który z powołania ma zadanie odgrywania pierwszoplanowej roli w rozwoju kultury, jest narażony na dwa przeciwstawne niebezpieczeństwa: albo biernie znosić dominujące trendy kulturowe albo stać się w stosunku do nich czymś marginalnym. Z trudnością stawia się czoła tej sytuacji, ponieważ często Uniwersytet przestaje być wspólnotą studentów i profesorów w poszukiwaniu prawdy, by stać się zwykłym narzędziem w ręku państwa i dominujących sił ekonomicznych w wyłącznym celu zabezpieczenia przygotowania technicznego i zawodowego specjalistów, nie przyznając formacji wychowawczej osoby centralnego miejsca, które jej się należy” . Ta „formacja utylitarystyczna zyskuje przewagę nad integralnym humanizmem i prowadzi do zaniedbywania potrzeb i oczekiwań osoby, do cenzurowania lub stłumienia pytań najbardziej zasadniczych dla egzystencji ludzkiej i społecznej” : a tymczasem to one determinują rozwój człowieczeństwa w perspektywie budowania dobra.

5. Pełnia człowieczeństwa w świetle Ewangelii

Piąty aspekt roli duszpasterstwa akademickiego w perspektywie postępu ludzkości łączy się z poprzednim, a jego znaczenie ściśle wypływa z wiary. Mówiłem o kulturze jako narzędziu do osiągnięcia pełnego człowieczeństwa. Jeśli zaś pytamy, co jest prawdziwym i pełnym człowieczeństwem, my chrześcijanie, wsparci naszą wiarą, możemy wiele powiedzieć. Przychodzą natychmiast na myśl słowa soborowej Konstytucji duszpasterskiej Gaudium et spes: „Misterium człowieka wyjaśnia się prawdziwie jedynie w misterium Słowa Wcielonego […] Chrystus […] w objawieniu tajemnicy Ojca i Jego miłości objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi” . Św. Jan Paweł II, podczas panowania ideologii komunistycznej w Polsce, mówił więc z naciskiem na Placu Zwycięstwa w Warszawie 2 czerwca 1979 roku: Chrystus to „klucz do rozumienia tej wielkiej i podstawowej rzeczywistości, jaką jest człowiek. Człowieka bowiem nie można do końca zrozumieć bez Chrystusa. A raczej: człowiek nie może siebie sam do końca zrozumieć bez Chrystusa. Nie może zrozumieć, ani kim jest, ani jaka jest jego właściwa godność, ani jakie jest jego powołanie i ostateczne przeznaczenie. Nie może tego wszystkiego zrozumieć bez Chrystusa” .

Biorąc pod uwagę to spostrzeżenie, należy stwierdzić, że dopiero ukazując Chrystusa, prowadząc ludzi do Chrystusa, odsłaniamy przed nimi najbardziej adekwatną drogę do osiągnięcia pełnego człowieczeństwa, do oczyszczania i ubogacania każdej kultury. „I dlatego zaangażowanie kulturalne wierzącego – mówił św. Jan Paweł II – byłoby zasadniczo niekompletne, gdyby humanizacja człowieka, którą on promuje przy pomocy kultury, nie była świadomie nastwiona i skierowana ku jego urzeczywistnianiu w wierze […] Wierność chrześcijańskiej wizji człowieka, której uczy Kościół, nie odosobnia, lecz przeciwnie, skutecznie czyni zdolnym do tworzenia prawdziwej kultury: uniwersalnie ludzkiej i humanizowanej. «Chrystus bowiem umarł za wszystkich i ostateczne powołanie człowieka jest rzeczywiście jedno, mianowicie boskie»” . „Celem […] takiej obecności jest nie tylko rozpoznanie i ewentualne oczyszczenie krytycznie przestudiowanych elementów istniejącej kultury, ale także ich podniesienie dzięki autentycznym bogactwom Ewangelii i wiary chrześcijańskiej” .

Tak zakreślona wizja czyni duszpasterstwo akademickie pełnym zaangażowaniem w dzieło ewangelizacji, głoszenia z mocą Dobrej Nowiny, zbliżania do Chrystusa, otwierania – jak mawiał Benedykt VI – szerokich horyzontów racjonalności , ubogacanie człowieka w wymiarze transcendentnym , prowadzenia do zbawienia wiecznego. I to właśnie jest tym najbardziej wartościowym wkładem duszpasterstwa akademickiego w dobro ludzkości, w prawdziwy postęp. Ten aspekt ma oczywiście przepajać wszystkie wymiary, o których mówiłem w tym wystąpieniu.

Zakończenie

Kończąc chciałbym odwołać się do dokumentu wydanego w 1994 roku przez Stolicę Apostolską: „Obecność Kościoła na uniwersytecie i w kulturze uniwersyteckiej”, w którym czytamy: „pośród ogromnych przestrzeni apostolstwa i działania, za który Kościół jest odpowiedzialny, kultura uniwersytecka jest jedną z najbardziej obiecujących, lecz także z najbardziej trudnych […] od niej w dużym stopniu zależy przyszłość Kościoła i społeczeństwa” . W związku z tym, „aby obecność instytucjonalna Kościoła w kulturze uniwersyteckiej była akceptowana i promieniująca, musi być wysokiej jakości” . Wielkim pragnieniem mojego serca jest to, aby obecny Kongres przyczynił się do tej twórczej i inspirującej obecności Kościoła. O to proszę Dobrego Boga i tego życzę Organizatorom.