Chcemy iść zawsze drogą Mędrców do Dzieciątka Jezus – Homilia arcybiskupa metropolity łódzkiego Marka Jędraszewskiego
10:41 | 06.01.2015 | Wyświetleń: 79
abp

(kościół Matki Boskiej Fatimskiej w Łodzi, 6 stycznia 2015 roku)

Powstań, świeć, Jeruzalem, bo przyszło twe światło

i chwała Pana rozbłyska nad tobą.

[…]

a ponad tobą jaśnieje Pan

i Jego chwała jawi się nad tobą.

I pójdą narody do twojego światła,

królowie do blasku twojego wschodu.

Podnieś oczy wokoło i popatrz:

Ci wszyscy zebrani zdążają do ciebie.

Twoi synowie przychodzą z daleka (Iz 60, 1–3).

Te słowa zapisane u proroka Izajasza wielokrotnie powtarzali, z pokolenia na pokolenie, synowie Izraela. Równocześnie pytali Boga i siebie o czas, kiedy się to wszystko wypełni – kiedy nastanie ów szczęsny dzień, gdy wszystkie narody popłyną do Jeruzalem, aby właśnie tam znaleźć się w blasku światłości Pana. Bo przecież oni ciągle czuli, że są pogrążeni w ciemnościach, że jako naród doznają goryczy kolejnych bolesnych upokorzeń. Po niewoli babilońskiej, która skończyła się 538 roku przed Chrystusem, nastało panowanie perskie. Kiedy upadło imperium Persów, przyszło prześladowanie ze strony Greków, zwłaszcza za czasów okrutnego Antiocha IV Epifanesa, przeciwko któremu wystąpili dzielni Machabeusze. Gdy skończyła się epoka grecka, Palestyna została zdobyta przez słynnego wodza Pompejusza i wcielona do rzymskiej prowincji Syrii. Kilkadziesiąt lat później nastały czasy rządów cesarza Oktawiana, z którego to poręki i woli Palestyną zarządzał okrutny król Herod, zwany Wielkim. Z tym większą więc natarczywością pośród synów Izraela powracało pytanie, kiedy wreszcie nadejdzie ów prawdziwie błogosławiony czas, gdy Jerozolima z radością i dumą będzie mogła podnieść swą głowę i ujrzeć światło, które sprawi, że wszystkie narody będą zdążały właśnie do niej?

Wypełniło się to w sposób prawdziwie przedziwny, tak jak to słyszeliśmy przed chwilą w Ewangelii św. Mateusza. Oto na niebie ukazała się niezwykła gwiazda, za której blaskiem podążyli Mędrcy ze Wschodu. Ona doprowadziła ich ostatecznie do miejsca, gdzie w Betlejem znajdowało się, otoczone miłością Maryi i Józefa, Dzieciątko Jezus. Przed Nim, niewinnym i całkowicie bezbronnym, upadli na twarz. Poprzez dary, które Mu złożyli, w sposób symboliczny wyznali swoją wiarę w to, kim Ono naprawdę jest. Składając Mu kadzidło, Mędrcy wyrazili swą wiarę, że jest Ono prawdziwie Bogiem, Stwórcą Wszechświata. Ofiarując Mu złoto, wyznali Jego królewską władzę, która urzeczywistnia się poprzez bezinteresowną miłość do końca. Przynosząc Mu mirrę, zapowiedzieli Jego – Odkupiciela świata – męczeńską śmierć na krzyżu.

Właśnie to wydarzenie stało się symbolicznym urzeczywistnieniem zapowiedzi proroka Izajasza, mówiącej o tym, że do Jeruzalem zdążają nie tylko synowie Izraela, ale również poganie, którzy w Jezusie Chrystusie uznają Władcę wszechświata i Zbawiciela ludzkości. To dlatego po latach św. Paweł mógł pisać w Liście do Efezjan: „Przecież słyszeliście o udzieleniu przez Boga łaski, że mianowicie poganie już są współdziedzicami i współczłonkami ciała i współuczestnikami obietnicy w Chrystusie Jezusie przez Ewangelię” (Ef 3, 6). Te słowa nabierają szczególnego znaczenia również ze względu na to, że były skierowane do chrześcijan żyjących w Efezie. To portowe miasto w ówczesnej Azji Mniejszej słynęło jako jedno z najbardziej znanych centrów pogańskiego kultu bogini Diany. I oto dzięki nauczaniu św. Pawła Apostoła pośród tego ogromnego pogańskiego żywiołu tworzy się pierwsza gmina chrześcijańska. Po latach Nauczyciel Narodów – św. Paweł – pisze do jej członków nie tylko o ich godności, ale również o godności tych wszystkich, którzy – podobnie jak oni – odważyli się porzucić pogańskie wierzenia i złączyć swój los z Jezusem Chrystusem.

Tak oto przed wiekami rozpoczynał się wielki pochód Ewangelii, czyli Dobrej Nowiny, która na przekór mocom tego świata, wbrew trudnościom i niekiedy okrutnym prześladowaniom zdobywała serca coraz to nowych ludzi i narodów. To zwycięstwo Ewangelii tłumaczy także szczególny kult, jakim w całym świecie chrześcijańskim cieszyli się owi Mędrcy ze Wschodu, których tradycja chrześcijańska obdarzyła imionami: Melchior, Kacper i Baltazar. Oni przecież zapoczątkowali historię owych narodów, które udały się do światła świecącego z Jeruzalem, to oni dali początek owym królom, którzy podziwiali blask wschodu tego królewskiego miasta.

Drodzy Bracia i Siostry!

Tuż przed ostatnimi świętami Bożego Narodzenia ukazała się książka Leszka Kołakowskiego, wielokroć związanego z Łodzią, nosząca tytuł: Jezus ośmieszony. Chociaż ten tekst powstał w połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, dopiero teraz został opublikowany. Kołakowski pisał go po francusku. Tytuł tej książki po francusku brzmi: Jésus ridicule, co można by również oddać jako Śmieszny Jezus. Kołakowski tłumaczy w niej, dlaczego dzisiejszy, zwłaszcza zachodni świat, tak właśnie patrzy na Chrystusa. Według niego bowiem, „Ci którzy się odważają – księża czy świeccy – głosić we własnym imieniu przykazania ewangeliczne na temat zachłanności i bogactw, współczucia i miłości, narażają się na kpiny – nie mówi się: «to nieprawda», lecz raczej: «to jest niepoważne, to jest śmieszne». Dlaczego? Czy dlatego, że to są komunały? Ależ powtarzamy przecież bezustannie, nie rumieniąc się, banały co najmniej równie zużyte, choć o wiele mniej ważne. Krótko mówiąc: w wykształconych lub półwykształconych klasach naszych społeczeństw być chrześcijaninem to wstyd – nawet nie dlatego, że chrześcijaństwo nie cieszy się intelektualnym szacunkiem, lecz dlatego, że jest to moralnie śmieszne. Być chrześcijaninem to wstyd. […] Ale my wiemy, że On ma rację”.

Przedziwne stwierdzenia u człowieka, który nie przyznawał się do chrześcijaństwa, ale który uważał, że nie może być zarówno Europy, jak i całej zachodniej kultury bez chrześcijaństwa. Że Europa się nie ostanie, jeżeli przykazania miłości Boga i bliźniego, czy też przykazania Dekalogu będą się jej jawiły jako śmieszne, nieważne – jako coś, co należy zastąpić różnego rodzaju procedurami. Że Europa jest skazana na samozagładę, jeśli będzie odrzucać zawarty w Ewangelii humanizm, głosząc zupełnie nową wizję człowieka, w której podważa się najbardziej podstawowe prawdy związane z tym, kim jest kobieta i mężczyzna, do czego powołany jest człowiek, jak ma się on rozwijać i do czego powinien on ostatecznie zdążać.

Dzisiaj, kiedy obchodzimy uroczystość Objawienia Pańskiego, wiemy z całą mocą naszej wiary: to Chrystus ma rację. Ma rację także Leszek Kołakowski, wzywając Europę do opamiętania. A że tak naprawdę jest, świadczą orszaki Trzech Króli, które przejdą dzisiaj na całym świecie wszędzie tam, gdzie jest chrześcijaństwo, także w Europie i w Polsce. W naszej Ojczyźnie przejdą one – powiedzmy to z dumą, radością i wdzięcznością – dzięki staraniom Pana Prezydenta Jerzego Kropiwnickiego z Łodzi. Na skutek decyzji komunistycznej władzy przez ponad pięćdziesiąt lat Polacy byli pozbawieni możliwości pełnego świętowania Święta Trzech Króli. Od kilku lat to się, na szczęście, zmieniło. Przypadająca na dzień 6 stycznia uroczystość Objawienia Pańskiego jest na powrót dniem wolnym od pracy. Co więcej, możemy całemu światu publicznie głosić te wartości, które przyniósł nam Chrystus i które sprawiły, że przez tyle wieków kultura europejska była kulturą najbardziej znaczącą w całym świecie. Bo z niej, z tej kultury, wyrosło szczególne uwrażliwienie na drugiego człowieka, zwłaszcza na tego małego i bezbronnego – na dziecko. Z tej kultury wyrosło zupełnie nowe rozumienie tego, czym jest wolność i na czym polega godność osoby ludzkiej, a także to, o stanowi istotę małżeństwa i rodziny. Dzisiaj próbuje się to wszystko zdeptać i odrzucić, a z Jezusa uczynić kogoś śmiesznego. Ale przecież, kiedy patrzę na Was, Drodzy Siostry i Bracia, na tylu z Was, którzy na głowach nosicie korony, nawiązujące do tamtych wydarzeń sprzed wieków, jakże nie czuć powiewu nadziei, że ta fala neopogaństwa, która nam zagraża i która jest tak niszcząca, nie ostoi się wobec tych, dla których Chrystus wcale nie jest śmieszny, a Jego przykazania miłości Boga i bliźniego budują prawdziwie silny, oparty na trwałych fundamentach ład społeczny.

Jakże tu nie wrócić do głębokich rozważań Ojca Świętego Benedykta XVI, kiedy w 2006 roku był w Polsce i kiedy na Błoniach Krakowskich snuł rozważania, co to znaczy budować swoje życie na tej skale, którą jest Chrystus. Bo jeśli przyjmie się jakiś inny fundament ładu społecznego, narodowego i państwowego, łącznie z cynizmem i ośmieszaniem Ewangelii z jednej strony, oraz z absolutyzacją wolności z drugiej, to jest to nieuchronnie budowanie tego ładu na piasku. Doskonale przy tym wiemy, że przy takim fundamencie wszelka konstrukcja prędzej czy później się zawali. Wystarczy nawet niewielka zawierucha. Tylko na Chrystusie, na Jego Ewangelii, możemy budować dobrą przyszłość nas samych i naszego narodu. Tę prawdę pragniemy dzisiaj głosić całemu światu poprzez te wspaniałe i radosne orszaki Trzech Króli. Także poprzez to nawiązanie do darów, jakie oni przynieśli Nowo Narodzonemu Dzieciątku. Chcemy publicznie wyznawać, że jedynie Chrystus jest Królem naszych serc, który panuje w nich przez ofiarną i bezinteresowną miłość do końca. Chcemy głosić wszystkim, że On jest Alfą i Omegą, którego chcemy czcić poprzez naszą wiarę i nadzieję. Chcemy pokazywać innym, że świadomie łączymy swój los z losem Chrystusa, wierząc, że nasze cierpienia, złączone z Jego cierpieniami, przyczyniają się do wzrostu Kościoła, Jego Mistycznego Ciała, a przez to przyczyniają się do zbawienia całego świata.

Orszaki Trzech Króli mają swój jakże głęboki wymiar rodzinny. Wyraża się w nim najpierw pierwszeństwo Boga we wszystkim, zgodnie z Pierwszym Przykazaniem Dekalogu: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną”. Następnie podkreśla się wagę Czwartego Przykazania: „Czcij ojca swego i matkę swoją”. Dzięki niemu zdajemy sobie sprawę także z tego, że aby zasłużyć sobie na cześć dzieci, trzeba być najpierw dobrym rodzicem, co wiąże się z trudem i niekiedy wielką ofiarą. Podkreśla się w nim również ciągłą aktualność Szóstego Przykazania, które stanowi jedną wielką pochwałę wierności i miłości małżeńskiej oraz czystości serca. W urzeczywistnianiu tego rodzinnego wymiaru orszaków Trzech Króli niezwykle ważne jest także Ósme Przykazanie, które zabrania kłamać, zwłaszcza w sprawach najbardziej istotnych, odnoszących się do tego, kim jest człowiek i jaka jest jego wizja w oczach Bożych od samych początków stworzenia.

Chcemy zdążać zawsze, ale zwłaszcza dzisiaj, drogą Mędrców do Dzieciątka Jezus i złożyć Mu dar naszych serc: naszą żarliwą wiarę; nasze pragnienie miłości, by stała się ona na wzór miłości promieniującej z Jego serca; naszą nadzieję, że kiedyś dostąpimy pełni szczęścia w Jego Królestwie. I dlatego tak żarliwe jest dzisiaj nasze wołanie: Nie daj Panie, aby kiedykolwiek nasze drogi stały się drogami Heroda. Nie daj Panie… Amen.