19.11.2017
Bóg–Człowiek jest pośród nas – Pasterka 2014
11:49 | 24.12.2014 | Wyświetleń: 286
abp

(Bazylika Archikatedralna, 25 grudnia 2014 r.)

Ponad dwa tysiące lat temu w niewielkim Betlejem rozległ się płacz dziecka. Krótko po tym na betlejemskim przedziwnie rozświetlonym niebie dały się słyszeć radosne śpiewy aniołów. Aniołowie wielbili Najwyższego, ponieważ położone w ubożuchnym żłobie Dzieciątko płakało. Płakało – to znaczy żyło. Aniołowie głosili pochwałę tego życia. Ich śpiewy przyjęły kształt dostojnego hymnu:

Chwała na wysokościach Bogu,

a na ziemi pokój ludziom

w których ma upodobanie.

Święta noc pojednania nieba z ziemią. Noc, w której ziemia oddawała najgłębsza cześć Bogu, a sam Najwyższy obdarzał ziemię łaską pokoju.

Betlejem leżało na odległych peryferiach Cesarstwa Rzymskiego. Stąd ani Cesarz Oktawian, ani Senatus Populusque Romanus, czyli Senat i Lud Rzymski, nie słyszeli niebiańskiej muzyki, którą rozbrzmiewało niebo nad Betlejem. Zresztą, czyż pogańskiego władcę przejęłaby wieść o jakiejś łasce pokoju przychodzącego z nieba, skoro on, Divus Augustus, Boski August, jak się kazał tytułować, zaledwie kilka lat wcześniej po zakończeniu długotrwałych wojen wzniósł w sercu Rzymu monumentalną Ara Pacis, Ołtarz Pokoju, który sławił jego rządy i dokonania, dające obywatelom rzymskim poczucie bezpieczeństwa i spokoju?

Betlejem leżało niedaleko Jerozolimy, ale to królewskie miasto nie dostrzegło łuny nad Betlejem, mimo że prorok Micheasz kilka wieków wcześniej przepowiedział, że właśnie z Betlejem, miasta co prawda najmniejszego wśród plemion judzkich, wyjdzie tak oczekiwany przez naród izraelski Mesjasz.

Kapłani i uczeni w Piśmie powinni więc być wyczuleni na wszelkie niezwykłe wydarzenia w tym mieście Dawida. Mogły one być przecież znakiem tego, że nareszcie wypełniły się czasy. Ale kapłani i uczeni w Piśmie tak dalece zapatrzyli się w przestrzeganie litery Prawa, że nie byli już w stanie dostrzec chwili, w której rządy prawa przeminęły, a zaczęła się epoka Księcia Pokoju.

Anielskich słów o ludziach Bożego upodobania nie usłyszał także król Herod Wielki. Zresztą, jakże mógłby je usłyszeć właśnie on, który jedyny sposób zapewnienia sobie władzy widział nie w dobroci serca, lecz w bezwzględnym mordowaniu prawdziwych i domniemanych pretendentów do swojego tronu? Tej świętej nocy zarówno cesarz Oktawian, jak i król Herod pozostali nieporuszeni. Pierwszy z nich w swej pysze i przebiegłości być może śnił o tym, jak jeszcze bardziej rozszerzyć potęgę Imperium, wprowadzając zasady Pax Romana, Pokoju Rzymskiego. Drugi, być może w ogóle nie spał, bojąc się nocy, która swoimi ciemnościami może chronić jakiegoś buntownika pragnącego odebrać mu władze. Noc, jak jedna z wielu w ich życiu. Tymczasem łunę nad Betlejem zobaczyli i anielski śpiew usłyszeli prości pasterze, którzy trzymali straż nocną nad swoim stadem. „Jeśli nie staniecie się jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” – powie po latach Jezus Chrystus. To odnosiło się także do nich. Trzeba było być bowiem ufnym jak dziecko, aby w Niemowlęciu położonym w żłóbku betlejemskiej groty oczami wiary dojrzeć Syna Bożego i Zbawiciela świata, i przed Nim z pokorą uklęknąć. Tacy właśnie byli pasterze, dlatego ta niezwykła noc, w której niebo pochyliło się nad ziemią, a ziemia przyjęła niebiański Skarb, była nocą ich cichej, wzruszającej radości, którą dzielili z innymi. Dziecię się nam narodziło. Syn został nam dany. Emanuel, Bóg z nami, stał się człowiekiem. Venite, adoremus!, „Pójdźmy z pokłonem!”.

Od tamtej nocy minęły wieki i tysiąclecia. Zapewne do wielkich współczesnego świata dochodzi o tej porze wiadomość o świętach, które chrześcijanie z wielką radością obchodzą. Być może nawet zapytają, dlaczego te święta, dlaczego ta radość? Ale na wieść, że to wszystko dlatego, że przed wiekami w Betlejem Judzkim narodził się Zbawiciel, Boży Syn, z drwiącym lekceważeniem wzruszą ramionami. Bóg człowiekiem? Odwieczny Bóg, który wkroczył w czas i historię ludzkości? Toż to głupstwo – powtórzę za poganami, których postawę przytaczał św. Paweł. To absurd – przewrotnie zacytują słynnego filozofa duńskiego Sørena Kierkegaarda. To wykracza poza prawa tego świata, a zatem to byłby cud, a przecież rozumny i wykształcony człowiek XXI wieku nie może wierzyć w cuda. Wielcy tego świata nie wierzą w cuda i dlatego cudów nie zobaczą. Część z nich zajmie się tej nocy tym samym, czym zajmują się od lat. Troską o to, jak urządzić ten świat, by na trwale zapewnić swoim państwom imperialne wpływy. Do głosu dochodzą zatem sny o potędze budowanej na przewrotności, militarnej przewadze, kłamstwie i wiarołomności, które tak pięknie nazywa się niekiedy Realpolitik, realną polityką. Inni wielcy natomiast, przypisując sobie prerogatywy Boga, Ojca wszystkich ludzi, czując się „odpowiedzialnymi” za przyszłość naszego globu, wieszczą światu nieuchronną katastrofę demograficzną, polegającą na przeludnieniu. Dlatego oferują biednym krajom ekonomiczną pomoc pod warunkiem przyjęcia przez nie programów antykoncepcyjnych, sterylizacji czy uznania aborcji za prawo przysługujące kobietom, oczywiście, w imię ich wolności i godności. Chcą zapewnić sobie miejsce na słońcu, jak przed wiekami zauważył słynny fizyk i matematyk Blaise Pascal. Niejako z góry chcą usunąć z naszej planety tych, którzy mieliby również swoje prawo do słońca i do skrawka ziemi dla siebie.

Wsłuchujemy się w tę noc w jej nastroje i dźwięki. Wraz z płaczem małego Jezusa, leżącego tej świętej nocy w żłobie, dochodzi do nas płacz wielu nowo narodzonych dzieci. Ten płacz wzbudza uśmiech radości i szczęścia ich matek, i staje się radością wszystkich tych, w których sam Bóg ma upodobanie.

Ale równocześnie tej świętej nocy dochodzi do nas przerażająca, śmiertelna cisza dzieci, którym nie dano się narodzić. Co więcej, jest dzisiaj także w Polsce wielu ludzi, którzy na wszelki sposób z budzącym lęk uporem wołają, wręcz krzyczą, aby krąg tej ciszy stawał się coraz bardziej szeroki, aby ta cisza objęła jak największą liczbę nie narodzonych. Być może jednak w sercach pewnych ludzi, którzy przyczynili się do ich tragicznego losu, rodzą się teraz smutek i żal, wyrzuty sumienia i łzy. Być może ta święta noc stanie się nocą ich nawrócenia, bo jeśli wół i osioł z przedziwnym zrozumieniem sytuacji ogrzewali swym oddechem Dzieciątko Jezus, by nie płakało z zimna, to może niejeden człowiek pojmie, że nie ma nic bardziej wiarygodnego, gdy chodzi o świadectwo własnego człowieczeństwa, jak właśnie bezkompromisowa obrona życia dziecka, które dojrzewa do chwili swego przyjścia na świat.

Przyszliśmy, moi Drodzy, na Pasterkę, zostawiając w domu okruchy wigilijnego opłatka. Zawsze budzi w nas wzruszenie ta chwila, kiedy bierzemy opłatek do ręki, aby podzielić się nim z najbliższymi nam osobami. Jest tak dlatego, że ten gest przypomina nam wielki dar Boga Ojca, który zechciał podzielić się z nami swoim Jednorodzonym Synem. Nie byłoby przecież tego opłatka ani naszej wyciągniętej ku innym dłoni, gdyby przeszło dwa tysiące lat temu w Betlejem Judzkim nie narodził się Zbawiciel świata. Za chwilę ten sam Zbawiciel stanie pośród nas pod postacią Chleba, a my, jak niegdyś betlejemscy pasterze, z pokorą i radością uklękniemy przed białą Hostią, wiedząc, że jesteśmy uczestnikami wielkiej tajemnicy naszej wiary. A potem będziemy się tą Hostią karmić, a Emanuel bezbronny jak dziecko, Bóg z nami, będzie nas sobą przenikać, abyśmy dla innych nieustannie stawali się dobrzy jak chleb.

Oto cud Bożego i człowieczego życia, nad którym tej nocy z wielkim wzruszeniem i przejęciem pochyla się chrześcijański świat. Bóg-Człowiek jest pośród nas. Bóg-Człowiek okazał swą solidarność z nami, aby ludzie, kochając się nawzajem, byli solidarni z Bogiem. W sposób szczególny Bóg-Dziecko okazuje swą solidarność z dziećmi, aby dorośli, strzegąc ich życia i kochając je, byli również z Nim, Emanuelem, solidarni.

Cicha noc, święta noc,

pokój niesie ludziom wszem.

Podnieś rękę Boże dziecię,

Błogosław Ojczyznę miłą.