Potrzebne jest świadectwo tych, którzy swój los związali z Jezusem – Homilia wygłoszona z okazji święta patronalnego Akcji Katolickiej
11:45 | 22.11.2014 | Wyświetleń: 36
abp

(kościół parafialny Matki Bożej Dobrej Rady w Zgierzu, 22 listopada 2014 roku)

Wielce Czcigodni i Drodzy Bracia w kapłaństwie wraz z Księdzem Kanonikiem asystentem diecezjalnym
Akcji Katolickiej,

Drodzy Siostry i Bracia, członkowie Akcji, w ten czy inny sposób związani z tym tak ważnym ruchem
w życiu Kościoła katolickiego na świecie i tutaj, w Polsce, w naszej Archidiecezji.

Wszyscy Drodzy memu sercu Siostry i Bracia!

„Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych, wszyscy bowiem dla Niego żyją” (Łk 20, 28) – oto główne przesłanie czytanego przed chwilą fragmentu Ewangelii: Bóg jest Bogiem żywych, Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka, Bogiem Jakuba. Nie bez powodu, objawiając swoje imię Mojżeszowi, powiedział On o sobie: Jestem, który jestem. Jego istotą jest bowiem wieczne trwanie, w którym nie ma przeszłości ani przyszłości, nie ma przemijania. On jest i jako taki jest Dawcą życia. Ta prawda o Bogu, którą Chrystus przedstawił w sporze z saduceuszami, została potwierdzona w momencie Jego zmartwychwstania. Właśnie wtedy Chrystus ostatecznie pokonał śmierć i głównego sprawcę śmierci – szatana, a przez to i grzech. Dlatego też Ewangelia jest Ewangelią życia, czyli Dobrą Nowiną o życiu człowieka, które swoim istnieniem sięga aż po horyzont wieczności. Śmierć, która stała się smutnym następstwem grzechu pierworodnego, od chwili Chrystusowego zmartwychwstania jest dla chrześcijan pewnym etapem, choć niewątpliwie trudnym, w ich drodze do Domu Ojca bogatego w miłosierdzie, gdzie, jak powiedział Pan Jezus, „jest mieszkań wiele” (J 14, 2). Z tą Ewangelią życia na ustach – z Ewangelią o Bożej mocy, z Ewangelią przenikniętą nadzieją – poszli Apostołowie na cały świat, wierni poleceniu, jakie otrzymali od Chrystusa.

Jest jednak niezmiernie znamienny fakt, że Dobra Nowina o Bogu i człowieku od samego początku spotykała się z odrzuceniem ze strony pogańskiego świata. Szczególnym komentarzem do tej postawy pogan są słowa czytanej przed chwilą Apokalipsy o dwóch Świadkach Chrystusa, którzy są jakby dwa drzewa oliwne i dwa świeczniki stojące przed Panem. Świadkowie są powołani do tego, aby dawać wobec całego świata świadectwo o Bogu, Źródle wszelkiego życia. Jak wiemy, Świadkowie z Apokalipsy tak właśnie czynili, a ich świadectwo odznaczało się przedziwną skutecznością. Niestety, do czasu. Pojawiła się Bestia, która wyszła z Czeluści i która wydała im wojnę. W jej wyniku Świadkowie zostali zabici, a ich ciała zbezczeszczone.

Drodzy Siostry i Bracia!

Apokalipsa św. Jana powstawała w czasie dla chrześcijan niezwykle trudnym. Pod koniec I wieku cesarzem Imperium Rzymskiego został Domicjan. Nakazał nazywać się synem bogów. Nakazał także, aby przypisano mu tytuł divus – boski i aby na terenie całego Imperium przed jego posągami składano ofiary. Wszyscy byli posłuszni nakazom cesarza – z wyjątkiem chrześcijan, którzy doskonale wiedzieli, że taki czyn byłby bałwochwalstwem, że byłoby to sprzeczne z prawdą o Jedynym Bogu, który jest źródłem wszelkiego życia i który obdarza swoich wiernych życiem wiecznym. W odwecie za ich niezłomność wiary całe Imperium Rzymskie zostało ogarnięte jakby jednym wielkim szaleństwem, polegającym na ściganiu i okrutnym zabijaniu chrześcijan. Nie dziwmy się, że nieliczni z tych, którzy przeżyli, z ogromną troską, graniczącą niekiedy ze zwątpieniem, pytali o swoją przyszłość i o przyszłość Kościoła. Apokalipsa św. Jana stała się w jakiejś mierze odzwierciedleniem ich dramatycznej sytuacji. Pokazywała, jak niezmiernie okrutny potrafi być pogański świat wobec chrześcijan, którzy żyją inną niż on hierarchią wartości. Jednakże Apokalipsa nie tylko była odzwierciedleniem tamtych czasów. Ona niosła chrześcijanom prawdziwą pociechę i umocnienie ich ducha. Dlatego wizja odnosząca się do dwóch Świadków kończy się opisem ich triumfu. Bóg na nowo powołał ich do życia. Ten moment stał się jednocześnie chwilą, w której wielcy tego świata zostali ogarnięci lękiem i przerażeniem. Bo któż jest w stanie stanąć przeciwko Bogu, który jest Alfą i Omegą, Początkiem i Końcem, i w którego rękach znajdują się dzieje całego świata i ludzkości?

Apokalipsa niosła prześladowanym chrześcijanom końca I wieku pociechę i ufność w Bogu. Tą pociechą i tą wynikającą z niej nadzieją żyli także chrześcijanie następnych wieków, dotykani falami kolejnych, coraz bardziej okrutnych prześladowań. Do nich należy również patronka dzisiejszego dnia, św. Cecylia. Właśnie dzięki takim jak ona niezłomnym świadkom Chrystusa zostało wtedy ukute powiedzenie, iż Semen est sanguis Christianorum – „Krew męczenników jest zasiewem” Kościoła: jest tym, co sprawia, że jest on ciągle młody, ciągle żywy, ciągle dający świadectwo o Bogu, który jest Źródłem i Dawcą życia. Wynika z tego, że dla życia Kościoła niezbędne jest świadectwo dawane o Bogu przez tych, którzy swój los związali z Jezusem Chrystusem. Że jest konieczne świadectwo chrześcijan – świadectwo jednoznaczne, niekiedy wręcz heroiczne.

Drodzy Siostry i Bracia! To świadectwo potrzebne jest współczesnemu Kościołowi także ze strony członków Akcji Katolickiej. Akcja Katolicka jest bowiem taką strukturą w Kościele, której wewnętrzna formacja dokonuje się właśnie przez akcję, czyli przez czyn, przez czyn świadectwa. Czytana dzisiaj Ewangelia mówi o życiu. Jakże bardzo dzisiaj życie ludzkie jest sponiewierane! Ileż to tragicznych ideologii pojawia się w mediach i w życiu politycznym, które za wszelką cenę pragną usprawiedliwić mordowanie dzieci nienarodzonych, uzasadnić „dobrodziejstwa” eutanazji, zaakceptować stosowanie metody in vitro, przyjąć ideologię gender, zakłamującą wartość bycia kobietą i mężczyzną, wynikającą z praw biologicznych. Co więcej, aktualnie rządzące w Polsce partie tylko taktycznie odsuwają moment ratyfikacji konwencji, której tytuł brzmi bardzo niewinnie, ponieważ mówi o ochronie kobiety przed przemocą. Odsuwają – zamiast ją zdecydowanie odrzucić, ze względu na to, że jest ona, po pierwsze, przeniknięta ideologią gender, oraz, po drugie, dopatruje się ona źródeł przemocy w domu w tradycyjnych modelach małżeństwa i rodziny. Czyżby rzeczywiście chrześcijaństwo ze swymi przykazaniami miłości Boga i bliźniego i z głoszonymi przez siebie prawdami o małżeństwie i rodzinie było źródłem przemocy? Ta konwencja nas obraża! Ta konwencja może przyczynić się do utworzenia kolejnych praw, które coraz bardziej wyraźnie będą godzić w chrześcijan i przyczyniać się do ich prześladowań. Jest naprawdę niebezpieczna. Co zatem nam pozostaje, by odwrócić grożące nam zło? Odpowiedź jest jedna – trzeba przyjąć Ewangelię życia w całej jej wyrazistości i prawdzie, i w sposób jednoznaczny mówić o niej światu. Trzeba wielkiej mobilizacji sumienia. Trzeba wielkiej modlitwy o odwagę dla nas. Trzeba błagać Chrystusa o to, aby każda i każdy z nas, biskupi, kapłani, świeccy, w tym wszystkim, co mówią i co czynią, wyrażali to, co powiedział do nas Pan Jezus: „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi” (Mt 5, 37).