Łódź, miasto męczenników i świętych – Homilia arcybiskupa metropolity łódzkiego Marka Jędraszewskiego wygłoszona w kościele Opatrzności Bożej w Łodzi 6 listopada 2014 roku
11:46 | 22.11.2014 | Wyświetleń: 89
abp

Szanowni i Drodzy Siostry i Bracia, których udziałem stało się 70 lat temu należeć do tych nieszczęsnych polskich dzieci, zamkniętych tutaj, w obozie na Przemysłowej,

Drodzy Bracia w kapłaństwie z Księdzem Proboszczem parafii Opatrzności Bożej i Księdzem Proboszczem
z Mosiny koło Poznania,

Panie Prezydencie, Szanowni Panie i Panowie Dyrektorzy, Nauczyciele i Wychowawcy,

Czcigodne Siostry Zakonne, Droga Młodzieży, Kochane Dzieci,

Wszyscy Drodzy memu sercu Bracia i Siostry!

Odczytana przed chwilą Ewangelia (Łk 15, 1–10) mówi o radości Boga, wynikającej z tego, że ktoś odstąpił od swego dotychczasowego złego postępowania i do Niego powrócił. Ewangelia mówi o Bogu, który jak dobry pasterz sam szuka zaginionej owcy, a odnalezioną bierze na swe ramiona i pełen radości przynosi ją do domu. Dzisiejsza Ewangelia mówi o aniołach, których radość można przyrównać do radości owej kobiety, która odnalazła zagubioną drachmę. Taki jest Bóg – pełen miłości i miłosierdzia, zatroskany o człowieka, zwłaszcza o biednego, zaginionego, błąkającego się gdzieś bez sensu na drogach i bezdrożach ziemskiego życia. Takiego Boga głosili Apostołowie od chwili, kiedy zstąpił na nich Duch Święty. Nie dziwmy się, że św. Paweł Apostoł, głosząc innym Chrystusa, sam rozumiał, że poznanie Chrystusa jako Pana pełnego miłości i miłosierdzia jest najwyższą wartością, wobec której bledną wszystkie inne.

Prawda o Chrystusie jest niezmiennie głoszona Europie i światu od prawie dwóch tysięcy lat. Wszędzie tam, gdzie chrześcijaństwo dotarło ze swoją Ewangelią, świat zmieniał swoje oblicze. Z pogańskiego, niekiedy pełnego okrucieństwa, przemocy i pogardy dla innego, stawał się światem, który usiłował żyć przykazaniami, jakie zostawił nam Pan Jezus: przykazaniami miłości Boga i miłości bliźniego. Stawał się światem, w którym dominował chrześcijański humanizm. Jednocześnie historia tych prawie dwóch tysięcy lat dostarcza nam niezwykle wiele przekonujących argumentów, wskazujących na to, jak wielka tragedia dotyka człowieka, kiedy z horyzontu jego myślenia i postępowania usiłuje się usunąć Boga, którego objawił nam Jezus Chrystus. Jak wielkie zbrodnie mają wtedy miejsce i jak ogromna wydaje się wtedy bezkarność zbrodniarzy!

Drodzy Siostry i Bracia!

Kiedy kilka miesięcy temu gościłem u siebie pewnego księdza z Holandii, opowiadałem mu historię Łodzi, historię św. Maksymiliana Marii Kolbego i historię św. Faustyny, historię żydowskiego getta i historię obozu koncentracyjnego dla polskich dzieci przy ulicy Przemysłowej, a potem historię więzienia na Radogoszczu. Gdy skończyłem swą opowieść, ku memu wielkiemu zaskoczeniu mój gość powiedział: „Miasto męczenników i świętych”. Taka jest prawda. Taka jest synteza historii tego miasta. Dzisiaj dotykamy jej w tym jej tragicznym fragmencie, jakim był obóz dla dzieci. Jedyny taki obóz, jaki utworzyli niemieccy naziści w podbitej przez siebie Europie, obóz dla dzieci w wieku od dwóch do szesnastu lat, samotnych, bezbronnych, permanentnie zziębniętych i głodnych, skazanych na ciężką pracę i poniewierkę, częstokroć na śmierć.

Pytamy: jak to w ogóle było możliwe? Odpowiedź jest w jakiejś mierze prosta i oczywista: zawsze jest tak, gdy człowiek wyrzuca Boga z własnego serca, to wkracza w nie nienawiść. Hitlerowski niemiecki nazizm był w XX wieku nawrotem szczególnego rodzaju pogaństwa. To prawda, że żołnierze Wehrmachtu mieli na swoich klamrach napis Gott mit uns („Bóg z nami”), ale to nie był Bóg chrześcijański, to nie był Bóg miłości i miłosierdzia. To był pogański bóg, który domagał się od swych wyznawców, neopogan, by uznali się Übermenschami, nadludźmi. W konsekwencji ci nadludzie mieli traktować Żydów jako plugastwo i robactwo, które należało tępić tak, jak się tępi robaki na polach, cyklonem B w komorach gazowych. Ci hitlerowscy nadludzie mieli ponadto uważać Słowian, także Polaków, za niewolników, jako masę roboczą, którą należy najpierw wykorzystać, jak tylko się da, a potem zabić i spalić w krematorium. Ci nadludzie mieli raz na zawsze rozprawić się z chrześcijaństwem. Był to przerażający obraz świata, jaki starano się wtedy, w czasach drugiej wojny światowej, z prawdziwie szatańską konsekwencją urzeczywistniać. Jednak na tym nie kończy się, niestety, lekcja, jaka płynie do nas z minionej przeszłości. Obok niemieckiego nazizmu istniał w tym samym czasie w Europie inny zbrodniczy system, który również walczył z Bogiem, jakiego głosi chrześcijaństwo. Tym systemem był radziecki, bolszewicki komunizm, który od Marksa przejął hasło, że „religia to opium (dla) ludu”. Opium – czyli narkotyk, z którym za wszelką cenę trzeba walczyć w imię wolności człowieka. Ogrom zła, a przede wszystkim liczba ofiar, jaką pociągnęła za sobą utopijna doktryna bolszewicka, przewyższyła nawet to, co się stało w Europie na skutek hitleryzmu.

Są to przerażające lekcje historii, które daje nam XX wiek, lekcje, które chyba nie do końca zostały przez nas przerobione, skoro dzisiaj z przestrzeni publicznej Europy, także naszego kraju, próbuje się usunąć krzyż, będący znakiem Boga miłosiernego i przebaczającego. Czyni się to aktualnie teraz w wyborczych spotach telewizyjnych, w których Giewont jest pozbawiony krzyża, a pani premier mówi, że usunięcie krzyża jest bzdurą, rzeczą mało ważną, ponieważ są inne, ważniejsze sprawy, jakimi należy się zająć. A przecież właśnie usunięcie Boga z naszych serc jest początkiem wszelkiego okrucieństwa i zła – i usprawiedliwieniem tego zła.

Byli jednak w XX wieku ludzie, którzy w imię wierności swemu sumieniu, ukształtowanemu według Ewangelii, starali się nieść pomoc uciśnionym, słabym, skazanym przez hitlerowców na śmierć – mimo że doskonale wiedzieli, iż gdyby zostali na tym przyłapani, zginęliby oni sami i ich rodziny. Byli tacy ludzie w Polsce, byli także w Łodzi. Swoimi pięknymi i szlachetnymi wyborami pokazali nam, jak we współczesnym, niekiedy pełnym ogromnych dramatów świecie, należy iść drogą wyznaczoną przez Pana Jezusa, jak zło dobrem należy zwyciężać.

Dzisiaj, kiedy gromadzimy się w tej prawdziwie męczeńskiej części Łodzi, chcemy modlić się za tych, którzy tutaj cierpieli, płakali, umierali, byli wyrywani od swoich najbliższych i prowadzeni na ostatnią drogę – drogę zagłady.

Modlimy się za tych wszystkich, którzy mimo doznanych cierpień, prześladowań i poniżeń nie zatracili w sobie człowieczeństwa, to znaczy nie zatracili w sobie wiary w Boga niosącego zbawienie każdemu, kto chce jak On, być pełnym miłości miłosiernej.

Modlimy się za tych wszystkich ludzi prawego sumienia, którzy pokazali, na czym polega być człowiekiem do końca, to znaczy, jak umieć się narażać dla dobra drugiego człowieka, okazując mu bezinteresowną i ofiarną miłość.

Ogarniamy myślą i sercem ten ogrom cierpień, które przeszło 70 lat temu tak głęboko naznaczyły tę część Łodzi, prosząc Pana Boga, aby łaskawie spojrzał na nie w swym nieskończonym miłosierdziu, dając łaskę przebaczenia i pojednania, ale także – pamięci.

O tym wszystkim będzie przypominał Marsz Pamięci, który po Mszy Świętej wyruszy w stronę obozu przy ulicy Przemysłowej. O tym wszystkim przypominają fotografie, które trzymacie w waszych rękach, Drogie Dzieci, Droga Młodzieży. Popatrzcie na twarze widniejące na tych fotografiach – to takie dzieci jak Wy, to taka młodzież jak Wy, to Wasi rówieśnicy. Pomyślcie o losie, jaki im zgotowali ludzie, którzy odrzucili Boga.

Dlatego też nasz Marsz Pamięci musi być jednym wielkim wołaniem o Boga, właśnie po to, aby człowiek mógł być w pełni człowiekiem. Jak bardzo przecież wszyscy tej prawdy o Bogu miłosiernym potrzebujemy, by być dla siebie prawdziwie siostrami i braćmi.