Prawda daje człowiekowi poczucie wewnętrznego pokoju równowagi – Homilia wygłoszona w z okazji inauguracji roku akademickiego 2014/2015 łódzkich wyższych uczelni
11:40 | 12.10.2014 | Wyświetleń: 37
abp

(Bazylika Archikatedralna, 12 października 2014 roku)

Wasze Magnificencje, Szanowni Panie, Panowie, Księża Rektorzy Wyższych Uczelni Miasta Łodzi!

Szanowni Drodzy Panie i Panowie Profesorowie i Nauczyciele Akademiccy,

Droga Młodzieży studiująca w naszym mieście,

Wszyscy Obecni Drodzy memu sercu Siostry i Bracia!

Wyrażona językiem starożytnej mądrości przypowieść o uczcie królewskiej (por. Mt 22, 1–14), którą usłyszeliśmy przed chwilą, wzywa nas, byśmy odkryli tkwiącą w niej wielowątkową prawdę. Pierwszym jej wątkiem jest to, że zaproszeni na ucztę ludzie byli już znani królowi. Możemy przypuszczać nawet, że zaproszenie początkowo przyjęli, tym bardziej że było ono zaproszeniem na ucztę, na czas radości i wspólnego świętowania. Ale kiedy przyszedł moment, by na zaproszenie odpowiedzieć przybyciem i radosną obecnością na uczcie, pojawiły się – i to stanowi kolejny wątek przypowieści – trudności dyktowane różną hierarchią wartości przyjętych przez zaproszonych ludzi. Jedni uznali, że ważniejsze niż spotkanie z królem jest pójście na własne pole. Inni, że bardziej cenne jest kupiectwo, którym się zajmowali. Jeszcze inni zareagowali agresją, która prawdopodobnie wynikała z tego, że czuli wyrzuty sumienia z powodu swej niewierności. Więc, jak to nieraz bywa, gdy przemocą próbuje się odsunąć to, co jest niewygodne, sługi króla znieważyli i pozabijali.

Można by sądzić: to bardzo odległa od nas historia, zresztą w jakiejś mierze fikcyjna, bo to po prostu przypowieść. Z drugiej jednak strony, jest ona bardzo bliska naszym czasom, tak jak zawsze bliskie i aktualne dla człowieka będzie uchwycenie więzi, jaka łączy go ze Stwórcą. Człowiek, zaistniały dzięki wszechpotężnemu stwórczemu słowu Boga, jawi się pośród świata jako istota prawdziwie wyjątkowa. Jest bowiem bytem wolnym – i to do tego stopnia, że ma w sobie zdolność powiedzenia Bogu: „Nie!”. Nie uznaję Ciebie, odrzucam Twoje istnienie, Twoją życzliwość i Twoją opiekę nade mną. W tym zresztą przejawia się nie tylko wielkość człowieka, ale samego Stwórcy, który powołał właśnie taką istotę do istnienia. Można zatem powiedzieć Bogu „Nie!”, można Mu okazywać daleko idącą obojętność, wybierając jako cele swojego życia to, co najbardziej bliskie sercu i zajęciom codziennym, można nawet znieważać i prześladować Jego sługi. Można. Człowiek jest do tego zdolny. Przekonuje o tym zarówno bardzo dawna i niezmiernie odległa od nas historia, jak i dotykająca każdego z nas teraźniejszość. Jednakże w sercu człowieka jest coś niezwykłego i szczególnego – jest w nim pragnienie prawdy. Prawdy, której się poszukuje i zgłębia. Prawdy, która zawiera w sobie swoistą moc: najpierw przyciąga człowieka do siebie, a następnie każe człowiekowi siebie uznać, a na koniec, według jej reguł postępować.

Kiedy dzisiaj rozważamy przypowieść o uczcie królewskiej i wiążemy ją z zagadnieniem prawdy, wchodzimy w istotę tego, co stanowi o głównym przesłaniu i powołaniu uniwersytetów i innych wyższych uczelni – w poszukiwanie prawdy, w jej odkrywanie i zgłębianie, dzielenie się nią, w próby podporządkowywania życia jej przedziwnym, pełnym wewnętrznej logiki prawom. Sądzę, że to wszystko wydaje się w jakiejś mierze bliskie i zrozumiałe zwłaszcza tym uczelniom, które mają charakter przyrodniczy. Z samej swej istoty są one bowiem powołane do tego, aby odkrywać prawdy o świecie materialnym. Przejawia się to, na różnych etapach dochodzenia do niej, w postaci formułowania przez naukowców hipotez, a następnie teorii naukowych. Teorie te, z kolei, jak długo obowiązują w świecie nauki, tak długo wyznaczają pewien ściśle określony sposób myślenia, który znajduje swe odbicie w zastosowywaniu tych teorii do rozwiązywania praktycznych problemów codzienności. Człowiek jawi się tutaj jako ktoś, kto jest odkrywcą tego, co można by nazwać wewnętrznym logosem, wewnętrzną prawdą, wewnętrzną logiką stworzonego świata. Im bardziej tę logikę się odkrywa, tym bardziej pełen zdumienia i podziwu staje wobec odkrywanego przez siebie świata. Równocześnie w jakiejś mierze fascynuje się również sobą jako kimś, kto jest w stanie odkryć prawdę o świecie, sformułować ją w postaci matematycznych wzorów i przekazać ją innym. Po dzień dzisiejszy niezrównanym wyrazem tej fascynacji z odkrywanego świata i z siebie samego jako tego, kto odkrywa, jest Psalm 8, którego autor, zachwycony światem i sobą samym, wyznaje: „O Panie, nasz Boże,/ jak przedziwne Twe imię po wszystkiej ziemi! […] Gdy patrzę na Twe niebo, dzieło Twych palców,/ księżyc i gwiazdy, któreś Ty utwierdził: czym jest człowiek, że o nim pamiętasz,/ i czym – syn człowieczy, że się nim zajmujesz?”.

Zagadnienie prawdy dzisiaj jest także szczególnym zadaniem nauk humanistycznych. Ale wydaje się, że w ich przypadku sprawa jest o wiele trudniejsza niż w przypadku nauk przyrodniczych. Jest tak dlatego, że kiedy w początkach XIX wieku pojawił się heglizm, a potem „dziecko” heglizmu – marksizm, a dzisiaj kolejne wcielenia i postaci neo-marksizmu, w naukach humanistycznych pojawia się zupełnie nowa postawa. Przedstawiciel tych nauk często nie tyle odkrywa obiektywną prawdę o człowieku, ale ją tworzy. Niekiedy tworzy wbrew zdrowemu rozsądkowi i wiedzy dostarczanej przez nauki przyrodnicze. Często przy tym pycha jego twórczego umysłu każe mu twierdzić z absolutną pewnością, że to, co sformułował, jest rodzajem dogmatu, czyli niepodważalną, bo zgodną z postępem i aktualną sytuacją dziejową prawdą. Żeby nie być gołosłownym, wystarczy popatrzeć na swoistą karierę ideologii gender, która w obecnych czasach stała się wyznacznikiem „postępu” i „jedynie słusznego spojrzenia” na człowieka. Nie liczy się biologia i jej prawa, ważne jest jedynie to, co orzekli współcześni „mędrcy”. Za ich orzeczeniami idą konsekwentnie określone programy edukacyjne, uderzające w godność człowieka, w godność kobiety, mężczyzny, małżeństwa, rodziny. A jednocześnie biada człowiekowi, gdyby się odważył podważyć genderowskie dogmaty. Od razu jest uznawany jako homofob, przedstawiciel ciemnogrodu i wszelkiego możliwego wstecznictwa, jako fundamentalista i potencjalny terrorysta. We współczesnej humanistyce podobnych wyrażeń jest aż nadto wiele. W gruncie rzeczy mają one zmierzać do jednego – aby intelektualnie zmiażdżyć tych, którzy pragną trwać przy obiektywnej prawdzie. W takiej sytuacji można jedynie postawić czysto retoryczne pytania: gdzie tu jest jeszcze prawdziwa nauka?

Wielkie zadanie, jakie stoi dzisiaj przed naukami humanistycznymi, polega na tym, aby zgodnie ze swoją nazwą nauki te stały na straży autentycznej prawdy o człowieku. Nie mogą więc one abstrahować od tego, co zostało zawarte w Objawieniu na temat człowieka. Nie mogą uciekać od tej najwyższej prawdy o człowieku, którą samym sobą i swoim nauczaniem ukazał nam Bóg-Człowiek, Jezus Chrystus. Nie jest to łatwa do praktycznego zastosowania prawda. Jest to prawda moralnie wymagająca. Równocześnie jest to taka prawda, której przyjęcie daje człowiekowi poczucie wewnętrznego pokoju i równowagi, a jednocześnie radości i dumy z tego, kim jest.

Jakże pod tym względem cudownie brzmią słowa czytanego dzisiaj fragmentu Listu św. Pawła do Filipian! Paweł, kiedy pisał ten list, znajdował się w więzieniu. Nie wiedział nawet, czym ono się dla niego skończy: czy wyrokiem śmierci, czy też uwolnieniem? Mimo to, pośród swej tak dramatycznej niepewności, tak oto pisał do swoich ukochanych Filipian: „Umiem cierpieć biedę, umiem i obfitować. Do wszystkich w ogóle warunków jestem zaprawiony: i być sytym, i głód cierpieć, obfitować i doznawać niedostatku. Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” (Flp 4, 12–13). Święty Paweł mógł również w więzieniu głosić prawdę, która daje nadzieję człowiekowi, każdemu człowiekowi. Prawdę, która przywraca poczucie godności także niewolnikom, o których największy mędrzec starożytnych czasów, Platon, mówił, że są istotami pozbawionymi duszy, czyli w gruncie rzeczy roboczymi zwierzętami. Przebywając w więzieniu, a zatem znajdując się w sytuacji niewiele różniącej się od sytuacji niewolników, Paweł mógł z mocą głosić: „Mogę wszystko w Tym, który mnie umacnia” (Flp 4, 13). Mógł, ponieważ człowiek, który żyje wizją człowieczeństwa, jaką przekazał nam Jezus Chrystus, najwyższa i Jedyna Prawda, wie, że nic nie jest w stanie go wewnętrznie złamać.

Drodzy Siostry i Bracia!

Dzisiaj jest Dzień Papieski. Dzisiaj wspominamy kanonizowanego w tym roku naszego Wielkiego Rodaka Karola Wojtyłę, Jana Pawła II. Dzisiaj przyczyniamy się także, poprzez nasze materialne wsparcie, do wznoszenia przejmującego pomnika poświęconego jego pamięci – Dzieła Trzeciego Tysiąclecia. Dwa lata przed swoją śmiercią, w 2003 roku, Jan Paweł II opublikował słynny Tryptyk rzymski. W jego pierwszej części, W strumieniu, jest też fragment, który nosi tytuł Źródło:

Zatoka lasu zstępuje

w rytmie górskich potoków…

Jeśli chcesz znaleźć źródło,

musisz iść do góry, pod prąd.

Przedzieraj się, szukaj, nie ustępuj,

wiesz, że ono musi tu gdzieś być –

Gdzie jesteś, źródło?… Gdzie jesteś, źródło?!

Cisza…

Strumieniu, leśny strumieniu,

odsłoń mi tajemnicę

swego początku!

(Cisza – dlaczego milczysz?

Jakże starannie ukryłeś tajemnicę twego początku.)

Pozwól mi wargi umoczyć

w źródlanej wodzie

odczuć świeżość,

ożywczą świeżość.

Jakże cudowna to metafora człowieka poszukującego źródła prawdy. Bo strumień, o którym pisze Jan Paweł II, to nasz świat, który przepływa, a my razem z nim. Ale człowiek to ta niezwykła, jedyna istota, która potrafi najpierw zadziwić się nad swoim istnieniem i pięknem tego świata, a potem zapytać o jego źródło, o jego praprzyczynę. Niełatwe jest to człowiecze zdążanie do Źródła i do Praprzyczyny istnienia wszystkiego. Jakże często ogarnia nas cisza i mroki. Ale jakże przemożna jest w nas siła, by mimo trudności szukać Źródła, by iść pod prąd, by się przedzierać, by nie ustępować, mając w sobie to jedno najważniejsze przekonanie: Źródło naprawdę istnieje, można Je znaleźć, a odkrywając Je, można odkryć wielkość siebie – wielkość człowieka, który jest w stanie dotrzeć do prawdy. Także tej Najwyższej. Jakże niezwykłym komentarzem do tego namiętnego poszukiwania prawdy, o którym pisał w Tryptyku rzymskim Jan Paweł II, są ostatnie słowa, któreśmy słyszeli z Listu św. Pawła do Filipian: „A Bóg mój według swego bogactwa zaspokoi wspaniale w Chrystusie Jezusie każdą waszą potrzebę. Bogu zaś i Ojcu naszemu chwała na wieki wieków!” (Flp 4, 19–20). Amen.