Pokazać Światu głęboką tradycję Kościoła i chrześcijaństwa w Polsce – Homilia z racji rozpoczęcia peregrynacji relikwii św. Jana Pawła II w dekanatach Archidiecezji Łódzkiej
11:34 | 24.09.2014 | Wyświetleń: 35
abp

(kościół Narodzenia NMP w Bełchatowie, 27 września 2014 roku)

Czcigodni Bracia w kapłaństwie z Księdzem Kanonikiem Dziekanem,

Drodzy Siostry i Bracia uczestnicy dzisiejszej uroczystości,

Droga Młodzieży!

Wszyscy doskonale wiemy, że obecnie bardzo ceni się tak zwaną spontaniczność i że niezmiernie często wolność i pragnienie bycia sobą są wiązane właśnie ze spontanicznością. Tymczasem dzisiejsza Ewangelia każe nam z uwagą zastanowić się nad tym, jak ową spontaniczność należy ocenić i na czym polega prawdziwa wolność człowieka.

Oto ojciec z czytanej przed chwilą przypowieści mówi do swoich synów, aby poszli pracować w jego winnicy. Pierwszy spontanicznie odpowiedział: „«Idę, panie!», lecz nie poszedł” (Mt 21, 29). Drugi natomiast również spontanicznie, a przy tym dość bezczelnie, odparł ojcu: „Nie chcę” (Mt 21, 30), ale potem jednak poszedł. Dlaczego obaj synowie tak różnie się zachowali? Dlatego, że najpierw zareagowali całkowicie spontanicznie. Jeden powiedział, że pójdzie pracować, a drugi, że nie chce. Jednakże po tym pierwszym odruchu spontaniczności przyszedł czas na refleksję i zastanowienie. W przypadku pierwszego syna być może odezwała się pokusa lenistwa, a być może ukazała się propozycja jakiejś przyjemności – i dlatego w pełni świadomie zdecydował, że nie pójdzie. Natomiast w przypadku drugiego syna spontaniczność kazała zbuntować się wobec ojca, jednakże później przyszła chwila opamiętania. Nadszedł moment refleksji, odezwał się głos sumienia, które kazało mu pomyśleć o ojcu, o tym, jak ojciec go kocha, o tym, że odmowa spełnienia woli ojca zapewne sprawiła mu przykrość. Pod wpływem tej refleksji poszedł pracować.

Wbrew temu, co się dzisiaj powszechnie głosi, prawdziwa wielkość człowieka, moi Drodzy, nie polega na tym, że działa on czysto odruchowo i daje się ponieść pierwszym, spontanicznym reakcjom. Wielkość człowieka polega na tym, że daje on sobie czas na zastanowienie się, na postawienie sobie pytania: Co jest ważne? Co należy uczynić, aby nie obrazić Boga, a równocześnie żeby nie sprawić krzywdy samemu sobie i drugiemu człowiekowi. Człowiek w pełni urzeczywistnia się wtedy, kiedy idzie za głosem właściwie uformowanego sumienia. „Właściwie uformowanego” – czyli jakiego? Na to pytanie znajdujemy odpowiedź w czytanym przed chwilą fragmencie Listu św. Pawła do Filipian. „Jeśli więc jest jakieś napomnienie w Chrystusie, jeśli – jakaś moc przekonująca Miłości, jeśli jakiś udział w Duchu, jeśli jakieś serdeczne współczucie – dopełnijcie mojej radości przez to, że będziecie mieli te same dążenia: tę samą miłość i wspólnego ducha, pragnąc tylko jednego” (Flp 2, 1–2). W czym mają się zatem objawić wspólne pragnienia Filipian? Na czym one powinny polegać? Odpowiedź św. Pawła jest jednoznaczna: „To dążenie niech was ożywia, [które] też było w Chrystusie Jezusie” (Flp 2, 5). Jakie, z kolei, było owo dążenie Jezusa Chrystusa? Święty Paweł pisze dalej: „On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi”, stając się człowiekiem (por. Flp 2, 6–7). Później to ogołocenie przyjęło dramatyczny wręcz kształt, kiedy Pan Jezus zgodził się oddać swoje życie za ludzi, będąc posłusznym swemu Ojcu aż do śmierci. Właściwie ukształtowane sumienie chrześcijanina to sumienie, które bierze dla siebie wzór z postawy Jezusa Chrystusa. Dlatego też chrześcijanin pyta siebie w głębi sumienia: czego Pan Bóg ode mnie chce? Chodzi zatem o to, aby odkryć wolę Boga wobec siebie. W gruncie rzeczy znaczy to zrozumieć, jakiego dobra Pan Bóg pragnie dla mnie. Następnie, zrozumiawszy to, człowiek w sposób w pełni świadomy i dobrowolny to dobro realizuje. W ten też sposób okazuje się, że nad wolnością człowieka znajduje się jego sumienie. Być bowiem prawdziwie wolnym, znaczy to: iść za głosem sumienia.

Moi Drodzy, na małym banerze, znajdującym się obok ołtarza, odczytujemy słowa Jana Pawła II, mówiące o tym, aby nie bać się Miłości. Tak, nie wolno nam bać się miłości nawet wtedy, a może właśnie dlatego wtedy, gdy jest to miłość wymagająca. Prawdziwa miłość jest z samej swej istoty wymagająca! To fałszywa miłość zgadza się na to, żeby iść drogą kaprysów, egoizmu i niekiedy wręcz zła. Ale w gruncie rzeczy: co to za miłość? To tylko pozór miłości! Natomiast prawdziwa miłość rzeczywiście wymaga – wymaga ofiary z siebie dla innych. Taka była miłość Boga Ojca wobec swego Jednorodzonego Syna, aby zechciał On stać się człowiekiem i oddać za nas swoje życie, umierając na krzyżu. A Syn Boży, kochając swego Ojca, zgodził się na to. Przyjął Jego wolę, by ofiarować się za innych. Dlatego stał się Zbawicielem całego świata.

Dać się i całkowicie poświęcić się dla dobra innych. Taki był Jezus Chrystus. Taki też był Jego niezwykły naśladowca w naszych czasach – Ojciec Święty Jan Paweł II. Z jego wewnętrznego nastawienia, aby być całkowicie dla innych, wynikało jego biskupie, a potem papieskie zawołanie: Totus Tuus – „Cały Twój”. Poprzez to zawołanie chciał powiedzieć: jestem cały Twój, Maryjo, by idąc za Tobą, być całkowicie dla Boga. Jan Paweł II był rzeczywiście cały oddany Bogu, a przez to cały oddany drugiemu człowiekowi. Zdajemy sobie sprawę z tego, jak bardzo był on oddany zwłaszcza młodym ludziom, widząc w nich nadzieję Kościoła. Nieustannie fascynował się pięknem młodego człowieka, pięknem czysto naturalnym, bijącym z każdej młodej ludzkiej istoty, ale także pięknem, które dostrzegał on w głębi sumień młodych ludzi, gotowych, aby iść za Chrystusem, aby oddać swoje życie dla braci. Z tej fascynacji zrodziła się, zapewne pod natchnieniem Ducha Świętego, cudowna idea Jana Pawła II, aby powstały Światowe Dni Młodzieży, wielkie święto młodych ludzi całego świata, którzy razem radują się szczęściem, jakie daje im chrześcijańska wiara. Przypominam sobie w tej chwili pewnego rzymskiego taksówkarza z czasów Światowych Dni Młodzieży w 2000 roku. Miał podwieźć mnie na przedmieście Rzymu, na spotkanie z grupą młodych ludzi. W czasie jazdy mówił wtedy do mnie z ogromnym przejęciem: „Ja tego Rzymu nie poznaję, to jest zupełnie inne miasto, miasto pełne młodych, radosnych ludzi. Tu nie trzeba policji, tu nie trzeba bać się niczego, tu jest tylko jedna wielka radość”. Ja też byłem szczęśliwy, że mogłem czegoś takiego doświadczyć. To było dla mnie niezwykłe, wtedy młodego jeszcze biskupa, ujrzeć radosną rzeszę prawie dwóch 2 milionów młodych ludzi, którzy odpowiedzieli na apel Jana Pawła II i spotkali się z nim na Tor Vergata, na dalekich przedmieściach Rzymu.

Moi Drodzy, wspominając wydarzenia sprzed czternastu już lat, życzę Wam, aby Światowe Dni Młodzieży, do których się przygotowujemy, były dla Was cudownym doświadczeniem młodego Kościoła. Życzę Wam, aby Wasz młodzieńczy entuzjazm wiary był natchnieniem i umocnieniem dla starszych, dla tych, którzy może jakby przywykli już do wiary i nie znajdują Kościele tego entuzjazmu, który powinien być czymś oczywistym dla każdego ucznia Chrystusa.

A z kolei obecnych tutaj starszych proszę, aby modlili się za młody Kościół. Aby swoje cierpienia i modlitwy już teraz ofiarowali za to, co nas spotka za niecałe już dwa lata – aby był to czas błogosławiony dla Bełchatowa i całego dekanatu, a także dla Archidiecezji Łódzkiej, która w czasach Światowych Dni Młodzieży przyjmie od 10 do 12 tysięcy młodych ludzi spoza granic naszej Ojczyzny. Proszę Was o modlitwę za Polskę, za Europę, za cały świat, aby Światowe Dni Młodzieży były czasem prawdziwie błogosławionym – błogosławionym entuzjazmem Kościoła, który tu, na polskich ziemiach, zakorzenił się już prawie 1050 lat temu.

Witając i goszcząc młodych z całego świata, musimy im pokazać głęboką tradycję Kościoła i chrześcijaństwa w Polsce, która jest tak wspaniała, która jest naszym dziedzictwem, naszą chlubą, naszym bogactwem. Powracajmy do korzeni chrześcijaństwa, aby dać świadectwo tego dobra, które w nas jest, a które oby wybuchło na nowo płomieniem radości i entuzjazmu.

Módlmy się zatem, Moi Drodzy, dzisiaj, aby w tych dniach, które czekają cały dekanat bełchatowski i wszystkie dekanaty naszej Archidiecezji, spełniło się to najbardziej głębokie pragnienie Jana Pawła II: oddanie się Bogu, który jest miłością, a przez to oddanie się w miłości drugiemu człowiekowi. Z tego pragnienia zrodziło się nasze dzisiejsze spotkanie. Z niego też wzbudza się w naszych sercach jedno wielkie wołanie, które za przyczyną św. Jana Pawła II kierujemy teraz do Jezusa Chrystusa: „Panie, przymnóż nam wiary!” (Łk 17, 5). Amen.