Macie ludziom objawiać miłość w kształcie miłosierdzia – Homilia arcybiskupa metropolity Marka Jędraszewskiego
11:21 | 03.06.2014 | Wyświetleń: 104
abp

Ekscelencje, Najdostojniejsi Księża Arcybiskupi i Biskupi, Czcigodni Następcy Apostołów,

Drodzy Bracia w kapłaństwie z Księdzem Rektorem, Wychowawcami, Profesorami i Wykładowcami Wyższego Seminarium Duchownego w Łodzi,

Czcigodni i Drodzy Rodzice, Rodzeństwo i Krewni kandydatów do prezbiteratu,

Wszyscy Drodzy memu sercu Bracia i Siostry!

Los świata i los Apostołów zawisł na jednym prawdziwie fundamentalnym fakcie – na tym, czy Apostołowie widzą Chrystusa, czy też nie? O tym w czytanej przed chwilą Ewangelii św. Jana mówił Pan Jezus, przebywając jeszcze w Wieczerniku, już po ustanowieniu Najświętszego Sakramentu i sakramentu kapłaństwa, a na chwilę przed rozpoczęciem swej męki. Gdy Apostołowie nie będą mogli oglądać Chrystusa, świat będzie się weselił, natomiast Apostołowie będą się smucić, płakać i zawodzić. Jednakże gdy Apostołowie ponownie ujrzą Chrystusa, ich smutek zamieni się w radość. A świat – jak on się zachowa?

Jakże głęboką odpowiedź na to pytanie znajdujemy u św. Pawła w Pierwszym Liście do Koryntian, gdzie Apostoł Narodów pisze: „My głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan” (1 Kor 1, 23). Dlaczego ukrzyżowany i zmartwychwstały Chrystus jest zgorszeniem i głupstwem dla świata? Zgorszenie i głupstwo to sprawy człowieczego rozumu i serca. Jeśli jest ono otwarte na prawdę i miłość, przyjmie Chrystusa z wielką radością. Jeśli natomiast jest zatwardziałe w nieprawdzie i w nienawiści, Chrystusa zdecydowanie odrzuci, a Jego wyznawców będzie z okrucieństwem prześladować. Taki właśnie jest świat – zaskorupiały w kłamstwie i nieprawości. Szczególny zapis owego zamknięcia się w kłamstwie, a w konsekwencji dobrowolnego skazania się na kłamstwo, znajdujemy w Ewangelii św. Mateusza w związku ze zmartwychwstaniem Chrystusa. Arcykapłani, dowiedziawszy się o tym cudownym fakcie, przekupili żołnierzy i kazali im mówić, że to Apostołowie wykradli martwe ciało Chrystusa, by stworzyć fikcję o Jego zmartwychwstaniu. Jak po latach podawał Mateusz, „ta pogłoska […] trwa aż do dnia dzisiejszego” (Mt 28, 15b). Kłamstwo wielokrotnie łączy się z agresją. W czytanym dzisiaj fragmencie Dziejów Apostolskich słyszeliśmy o tych, którzy sprzeciwiali się słowom Pawła, głoszącego prawdę o zmartwychwstałym Chrystusie. Sprzeciwiali się i bluźnili. Zamknięcie się człowieczego umysłu i serca na prawdę może wynikać również z pychy ludzkiego rozumu. Tą właśnie pychą zgrzeszyli niektórzy z filozofów epikurejskich i stoickich, którzy, słuchając Pawła mówiącego na ateńskim areopagu o Chrystusowym zmartwychwstaniu, zaczęli się śmiać, a inni, w imię resztek dobrego wychowania, powiedzieli: „Posłuchamy cię o tym innym razem” (Dz 17, 32). Taki jest świat.

Na szczęście, nie całkowicie taki. Byli przecież i ciągle są ludzie gotowi przyjąć prawdę o Chrystusie i z nią związać się na całe swoje życie i na wieczność. Wywodzą się oni zarówno spośród pogan, jak i z Żydów. Także o tym słyszeliśmy w dzisiejszym fragmencie Dziejów Apostolskich. Była przecież mowa o pewnym czcicielu Boga, poganinie imieniem Tycjusz Justus, u którego Paweł w Koryncie znalazł gościnny dom. Była też mowa o przełożonym synagogi żydowskiej, Kryspusie, który „uwierzył w Pana z całym swoim domem” (Dz 18, 8). To właśnie dlatego Paweł, pisząc po latach list do utworzonej przez siebie gminy w Koryncie, skarżył się, co prawda, na tych, dla których Chrystus jest zgorszeniem i głupstwem, ale też, z drugiej strony, z jakże wielką radością stwierdzał: Chrystus ukrzyżowany jest „mocą Bożą i mądrością Bożą. To bowiem, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi” (1 Kor 1, 24b–25).

Zadaniem Apostołów, umocnionych w Wieczerniku Duchem Świętym, było dawanie osobistego świadectwa o zmartwychwstałym Chrystusie, którego ujrzeli. Dlatego św. Jan, ten, który biegł do pustego grobu i tam uwierzył, a potem wielokrotnie spotykał Chrystusa, mógł rozpoczynać swój Pierwszy List jakże znamiennymi słowami: „[To wam oznajmiamy], co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce” (1 J 1, 1). Na osobiste spotkanie ze zmartwychwstałym Chrystusem powoływał się także św. Paweł, który w Koryncie usłyszał jakże znamienne, pełne mocy słowa Chrystusa: „Przestań się lękać, a przemawiaj i nie milcz, bo Ja jestem z Tobą” (Dz 18, 9–10a).

Od tego czasu, a to już prawie dwa tysiące lat, losy świata zależą od tych, którzy uwierzyli świadectwu Apostołów. Świat pozostał bowiem taki, jakim był. Znajdowali się, znajdują i na pewno będą znajdować się tacy ludzie, dla których Chrystus ukrzyżowany i zmartwychwstały był, jest i pozostanie zgorszeniem i głupstwem. Będą jednakże i tacy, którzy staną się świadkami Chrystusa, doświadczającymi Jego istnienia w Kościele. To właśnie oni głoszą Pana, zgodnie z ostatnim poleceniem pozostawionym przez św. Pawła Tymoteuszowi: „w porę i nie w porę” (por. 2 Tm 4, 2). Ich świadectwo o Chrystusie wypływa z miłości do Niego, z miłości, która budzi radość głoszenia Ewangelii. Jakże nie pochylić się w tym momencie nad słowami Adhortacji apostolskiej Evangelii gaudium Ojca Świętego Franciszka, który pisał m.in. „Pierwszą motywacją do ewangelizacji jest miłość Jezusa, jaką przyjęliśmy, doświadczenie bycia zbawionym przez Niego, skłaniające nas, by Go jeszcze bardziej kochać. Lecz cóż to za miłość, która nie odczuwa potrzeby mówienia o ukochanej istocie, ukazywania jej, starania się, by inni ją poznali? Jeśli nie odczuwamy głębokiego pragnienia, by ją przekazywać, musimy zatrzymać się na modlitwie, by nas ponownie zafascynowała. Musimy błagać codziennie o Jego łaskę, aby otworzyła nasze oziębłe serce i dokonała wstrząsu w naszym letnim i powierzchownym życiu. Stojąc przed Nim z otwartym sercem, pozwalając, by On na nas spojrzał, rozpoznajmy to spojrzenie miłości, które odkrył Natanael, kiedy Jezus stanął i powiedział: «Widziałem cię, […] gdy byłeś pod figowcem» (J 1, 48). Jak słodko jest stać przed Ukrzyżowanym lub na kolanach przed Najświętszym Sakramentem i być po prostu przed Jego oczyma! Jakże dobrze jest pozwolić, by On powrócił, i dotknął naszej egzystencji i posłał nas, byśmy głosili Jego nowe życie! Tak więc to, co zachodzi, jest w ostateczności tym: «cośmy ujrzeli i usłyszeli, oznajmiamy także wam» (1 J 1, 3). Najlepszą motywacją, by postanowić głosić Ewangelię, jest jej kontemplowanie z miłością, zatrzymanie się na jej kartach i czytanie jej z sercem. Jeśli do niej podchodzimy w ten sposób, to zadziwia nas jej piękno, za każdym razem ponownie nas ono fascynuje” (Evangelii gaudium, 264).

Drodzy Kandydaci do kapłaństwa! Bądźcie świadkami Chrystusa, którego macie doświadczać w swoim osobistym życiu. Macie się fascynować Jego miłością po to, żeby tą miłością dzielić się ze światem w gruncie rzeczy spragnionym prawdziwej miłości. Jest to możliwe, jeśli wasze życie stanie się życiem wiary Kościoła i wiarą Kościoła. Nie chodzi tylko o to, aby powtarzać same tylko słowa Credo, ale aby doświadczać wiary ludu Bożego, która niekiedy potrafi zawstydzić niejednego księdza i każe mu paść z pokorą na kolana, zwłaszcza wtedy, kiedy spotyka się on z osobą żyjącą głębią wiary – mimo swojego cierpienia, mimo swojej długoletniej choroby, mimo swego ubóstwa. Będziecie świadkami fascynującej miłości Chrystusa, jeżeli będziecie żyć chrześcijańską nadzieją – mimo waszego osobistego przemijania i przemijania świata. Przemijania, które u bardzo wielu ludzi dalekich od Boga prowadzi do poczucie bezsensu, niekiedy nawet do rozpaczy. Tymczasem Wy, Drodzy Bracia, Kandydaci do prezbiteratu, wpatrzeni w Chrystusa, ludzie nadziei dający innym nadzieję, macie w swoim życiu urzeczywistniać to, o czym pisał św. Jan Paweł II w Tryptyku rzymskim – macie wszystkim głosić: „«zatrzymaj się! – masz we mnie przystań»/ «we mnie jest miejsce spotkania/ z Przedwiecznym Słowem»/ – «zatrzymaj się, to przemijanie ma sens»/ «ma sens… ma sens… ma sens!»”. Dojść do tego, by móc jako kapłan powiedzieć: jestem miejscem spotkania z Przedwiecznym Słowem i dlatego jestem miejsce spotkania z Bogiem – oto cel, przed którym stoicie, oto niewyobrażalna wielkość Chrystusowego kapłaństwa, która za chwilę stanie się Waszym udziałem.

Będziecie, Drodzy Bracia, mogli głosić fascynującą miłość Chrystusa, jeżeli Wasze życie będzie przeniknięte miłością Caritas, która pochyli się nad każda ludzką biedą. Jeżeli będziecie objawiać światu miłość w kształcie miłosierdzia, zwłaszcza wtedy, kiedy w imię miłosiernego Boga będziecie odpuszczać ludziom grzechy. Nigdy nie zapominajcie o słowach Ojca Świętego Franciszka, który Adhortacji apostolskiej Evangelii gaudium pisał: „My, wszyscy chrześcijanie, niepozorni i mali, lecz mocni w miłości Bożej – jak św. Franciszek z Asyżu – jesteśmy powołani do zatroszczenia się o kruchość ludu i świata, w którym żyjemy” (Evangelii gaudium, 216). Dostrzec kruchość ludu i świata i iść na spotkanie tej kruchości mocą Miłości z Wysoka – oto Wasze zadanie.

Dokładnie 70 lat temu, w 1944 roku, zdążający do kapłaństwa Karol Wojtyła, alumn tajnego Seminarium Duchownego w Krakowie, pisał w Pieśni o Bogu ukrytym: „Miłość mi wszystko wyjaśniła. Miłość wszystko rozwiązała. Dlatego uwielbiam tę Miłość, gdziekolwiek by przebywała”.

Drodzy Bracia, Kandydaci do prezbiteratu, których Chrystus chce nazwać swoimi przyjaciółmi, a nie sługami! Niech wzorem dla Was będzie całe życie św. Jana Pawła II, niezmordowanego Świadka miłości Bożej do ludzi, zwłaszcza miłości miłosiernej. On takim Świadkiem był wszędzie i do końca. Wyruszcie za nim tą drogą fascynacji miłością Boga, z duszpasterską żarliwością zbliżając się do każdego człowieka, którego Chrystus postawi na Waszej kapłańskiej drodze!