Kościół rzymski wsłuchuje się w wyznania Apostołów Piotra i Pawła – Homilia arcybiskupa metropolity łódzkiego Marka Jędraszewskiego
11:26 | 29.06.2014 | Wyświetleń: 80
abp

Dzisiaj święty, katolicki i apostolski Kościół wsłuchuje się w dwa wyznania. Pierwsze z nich, św. Piotra, było skierowane wprost do Chrystusa: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego” (Mt 16, 16). Chrystus, słuchając tych słów, swym wzrokiem przenikał duszę Piotra, jego intelekt, wolę, serce, i wysławiał Boga, który tak wielkich w nim rzeczy dokonał: „Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie” (Mt 16, 17). Na skutek tego, że Bóg tak głęboko przeniknął serce Szymona, miał on udział w niezgłębionych tajemnicach Trójcy Przenajświętszej, bo przecież tylko Syn wie, kim jest Ojciec, i tylko Ojciec wie, kim jest Syn (por. Łk 10, 22). Wyznanie Piotra: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego” mogło wynikać tylko z tego, że Ojciec zechciał mu objawić swą wiedzę o tym, kim jest Syn, że Ojciec wprowadził Szymona w tajemnice swej Boskiej wiedzy o Synu. Dlatego też Chrystusowe słowa: „Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony”. Chrystus nigdy nie wycofał wobec Piotra tego błogosławieństwa. Ani wtedy, kiedy Piotr Go opuścił w ogrodzie Getsemani, uciekając wraz z innymi Apostołami, niejako zgadzając się na to, aby jego umiłowany Mistrz został uwięziony; ani też wtedy, kiedy Piotr trzykrotnie się Go zaparł. Przeciwnie, to błogosławieństwo towarzyszyło ubogiemu rybakowi znad Jeziora Galilejskiego przez całe jego życie. Także wtedy, kiedy został, jak słyszeliśmy w dzisiejszym czytaniu z Dziejów Apostolskich, uwięziony przez Heroda Agryppę i czekał na niechybną śmierć. Chrystus nie cofnął tego błogosławieństwa także 29 czerwca 67 roku, kiedy pośrodku cyrku Kaliguli, zwanym również cyrkiem Nerona, przyszło Piotrowi dać ostateczne świadectwo o swoim Mistrzu – świadectwo przez ukrzyżowanie. Ponieważ Piotr nie czuł się godny umierać tak, jak jego Mistrz i Pan, prosił, żeby go ukrzyżowano głową na dół. Jakże przejmująco pisze o tym Henryk Sienkiewicz w powieści Quo vadis! Właśnie wtedy, ukrzyżowany głową na dół, z rękami rozpostartymi wzdłuż poziomej belki krzyża, Piotr obejmował w swe duchowe władanie Rzym, stolicę Cesarstwa. Dzięki Chrystusowemu błogosławieństwu pozostał Mu wierny aż do końca, przez co stał się dla Kościoła prawdziwie Skałą i Opoką, na której wznosi się on już prawie dwa tysiące lat. Wznosi się na świadectwie Piotra, potwierdzonym słowami Chrystusa: „Bramy piekielne go nie przemogą” (Mt 16, 18).

Dzisiaj także cały święty, katolicki i apostolski Kościół wsłuchuje się w wyznanie św. Pawła. Uwięziony w Rzymie, Apostoł Narodów spodziewał się bliskiej już śmierci. Do swego umiłowanego ucznia Tymoteusza napisał pożegnalny list, w którym podsumował całe swoje życie: „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkim, którzy umiłowali pojawienie się Jego” (2 Tm 4, 7–8). Paweł rzeczywiście należał do tych, którzy najbardziej umiłowali przyjście Chrystusa. Dlatego z ogromną wdzięcznością wspominał chwilę, kiedy Pan stanął przy nim całkowicie niespodziewanie, pod bramami Damaszku. Olśniony nadzwyczajną światłością, spadł z konia. Wtedy to usłyszał głos mówiący do niego: „Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?”. Zapytał: „Kto jesteś, Panie?” i usłyszał odpowiedź: „Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz” (por. Dz 9, 1–6). Tak oto zaczęła się historia Pawła, który odtąd dzięki swej nadzwyczajnej mądrości i trudnej do pojęcia żarliwości, mimo prześladowań i najrozmaitszych upokorzeń, z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc, z roku na rok zasługiwał sobie na tytuł doctor gentium – Nauczyciela Narodów, Nauczyciela pogan. Pan bowiem ciągle stawał przy nim i go umacniał. Paweł doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że ostatecznie zwycięża w nim łaska Boża – i że tak będzie aż do końca jego dni. „Wyrwie mię Pan od wszelkiego złego czynu i wybawi mię, przyjmując do swego królestwa niebieskiego; Jemu chwała na wieki wieków” – wyznał Tymoteuszowi swą ostatnią nadzieję (2 Tm 4, 18).

Święty, katolicki i apostolski Kościół wsłuchuje się dzisiaj w te wyznania Apostołów Piotra i Pawła, i wraz z nimi kieruje swój wzrok w stronę Krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa. Pragnie bowiem właśnie na ich wierze w Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego budować swoją teraźniejszość i swoją przyszłość. Tak było od początków dziejów Kościoła, tak jest teraz i tak będzie aż do skończenia świata. W tę historię zarówno Patronów Wiecznego Miasta, jak i samego Rzymu wpisał się, jak mało kto w ostatnich czasach, św. Jan Paweł II, który przez prawie dwadzieścia siedem lat, od 1978 roku do roku 2005, nosił tytuł „Piotra naszych czasów”. Kiedy jesienią 1962 roku jako młody biskup brał udział w pierwszej sesji Soboru Watykańskiego II, wpatrzony w soborową aulę, którą była główna nawa Bazyliki św. Piotra, pisał, niedokończony zresztą, poemat zatytułowany Kościół. W poemacie zawarł między innymi następujące refleksje:

To Ty, Piotrze. Chcesz być tutaj Posadzką, by po Tobie przechodzili

(idąc przed siebie, nie wiadomo, dokąd), by szli tam, gdzie prowadzisz ich stopy,

by łączyły się w jedno przestrzenie poprzez wzrok, który pomaga urodzić myśl.

Chcesz być Tym, który służy stopom – jak skała raciczkom owiec:

Skała jest także posadzką gigantycznej świątyni. Pastwiskiem jest krzyż.

Uderzeni jesteśmy tą głęboką i piękną metaforą poematu, mówiącą o Piotrze jako skale, na której bezpiecznie mogą stąpać raciczki owiec tylu pokoleń chrześcijan, budujących swoją wiarę na jego wierze. Przejęci jesteśmy obrazem tego szczególnego pastwiska wszystkich chrześcijan–owiec, którym jest Chrystusowy Krzyż, będący bramą do życia wiecznego.

Dzieje Kościoła, trwające prawie już dwa tysiące lat, to dzieje Krzyża, który jest obecny na całej ziemi, wchodząc nie tylko w krajobraz, ale przede wszystkim w życie kolejnych narodów i państw świata. Prawie 1050 lat temu, dokładnie w 966 roku, stanął on na piastowskich ziemiach. Dwa lata później, w 968 roku, pierwszy na ziemiach polskich, urzędujący w Poznaniu biskup Jordan zaczął wznosić pierwszą w Polsce katedrę. Stała się ona pierwszym, niejako urzędowym miejscem nauczania o Jezusie Chrystusie, Zbawicielu świata i Odkupicielu człowieka w Polsce. Jakże to przejmujące, że w Katedrze Poznańskiej, wznoszącej się na fundamentach tej pierwszej, sprzed ponad tysiąca lat, czterdzieści jeden lat temu przyjąłem święcenia kapłańskie, a siedemnaście lat temu otrzymałem sakrę biskupią. Ale przecież Chrystusowy Krzyż dotarł także tutaj, na to miejsce, do Łodzi. Ponad sto lat temu, w 1912 roku, wzniesiono ten wspaniały kościół, który niewiele później stał się pierwszą katedrą biskupa łódzkiego. Dzięki wielkiej łaskawości Ojca Świętego Jana Pawła II w 1992 roku Diecezja Łódzka stała się Archidiecezją, a w 2004 roku Metropolią. Dzisiejszy dzień jest dziesiątą rocznicą otrzymania paliusza z rąk Ojca Świętego Jana Pawła II przez pierwszego Metropolitę Łódzkiego, obecnego wśród nas Księdza Arcybiskupa Władysława. Rok temu dane mi było przyjąć paliusz z rąk Ojca Świętego Franciszka jako drugi w dziejach tego miasta i tej ziemi Metropolita.

Podczas dzisiejszego eucharystycznego zebrania pragniemy z całego serca dziękować Bogu w Chrystusie, z Chrystusem i przez Chrystusa za dar Apostołów Piotra i Pawła, na których wyznaniu wznosi się Kościół. Chcemy dziękować jednocześnie Bogu za dar Jana Pawła II, który tak wielkich rzeczy dokonał dla Kościoła, dla świata, dla Polski, dla Łodzi. Naszą modlitwę błagalną pragniemy zanosić także za Piotra obecnych nam czasów – za papieża Franciszka. Modlimy się, na koniec, za siebie nawzajem, aby nasz wzrok wiary złączył się ze wzrokiem świętych Piotra i Pawła, a także św. Jana Pawła II, po to, byśmy razem z tymi wielkimi świętymi byli nieustannie wpatrzeni w Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, który jest naszą mocą i naszą nadzieją.