Powrót do Maryi Królowej Polski, to powrót do tożsamości naszego narodu – Homilia wygłoszona w uroczystość NMP Królowej Polski
11:17 | 03.05.2014 | Wyświetleń: 166
abp

(Bazylika Archikatedralna, 3 maja 2014 roku)

Przepiękna i głęboka jest w swej treści dzisiejsza antyfona brewiarzowa na Godzinę czytań, która brzmi: „Uwielbiajmy Chrystusa Króla, który swoją Matkę, Maryję, uczynił naszą Królową. Alleluja”. Rozbrzmiewa w niej przede wszystkim wymiar religijny, bo jest niej mowa o tym, że to Chrystus zechciał, aby Ona była naszą Królową. Ale w antyfonie tej wyraźnie wybrzmiewa również wymiar narodowy i w jakimś sensie także państwowy, ponieważ mówi ona o Maryi jako o naszej, Polski, Królowej. Mówi to dzisiaj, kiedy obchodzimy 223. rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja w 1791 roku.

„Niewiasto, oto Syn Twój… Synu, oto Matka twoja” (por. J 19, 26–27). Posłuszny Jezusowi Jan Apostoł wziął Ją do siebie, do swego domu, zagwarantował Jej bezpieczeństwo – Jej, wdowie, która stojąc pod krzyżem swego Syna, aż nadto dobrze wiedziała, że za chwilę Go utraci i że zostanie już całkowicie sama, pozbawiona najbliższych. Naprawdę jednak to Ona wzięła go do siebie. To Ona stała się ogniskiem tego domu, do którego schodzili się Apostołowie. Przybywali do niego najpierw, aby móc się w Nią wpatrywać, gdyż w rysach Jej twarzy widzieli rysy swego ukochanego Mistrza. Równocześnie zdążali do zamieszkiwanego przez Nią domu, by słuchać tego, co opowiadała o dziejach swoich i swojego Syna, od samych ich początków, które zaczęły się w Nazarecie, a potem znalazły swe przedłużenie w Betlejem i w pośpiesznej ucieczce do Egiptu i ponownym wieloletnim pobycie w Nazarecie. Powrót Apostołów do Jej i Jana domu był zawsze dla nich powrotem do siebie, do tego, co najbardziej istotne i fundamentalne, a jednocześnie przeniknięte ciepłem, co dawało poczucie tożsamości tak silnej, że żadne moce z zewnątrz nie były w stanie jej zgnieść czy wymazać.

Dlatego właśnie dzisiaj, w Maryjne święto Królowej Polski, duchowo zdążamy na Jasną Górę do Jej domu, aby raz jeszcze doświadczyć tego, kim jesteśmy i skąd nasz duchowy ród. W naszych duszach rozbrzmiewa Bogurodzica – hymn powstały u samych początków naszego Narodu. Tym hymnem, jednym z pierwszych utworów, jakie zna polska literatura, nasi praojcowe pragnęli uczcić Matkę Zbawiciela. Kilka wieków później śpiewali go polscy rycerze pod Grunwaldem, kiedy trzeba było bronić polskiego domu. Słowa o Maryi Królowej Korony Polskiej z ogromną mocą i siłą błagania rozbrzmiały 1 kwietnia 1656 roku we Lwowie, gdzie Jan Kazimierz w obecności senatorów i posłów Rzeczypospolitej oraz legata papieskiego Piotra Vidoniego złożył śluby lwowskie, ułożone przez św. Andrzeja Bobolę, i trzykrotnie wypowiedział w Litanii loretańskiej słowa Królowo Korony Polskiej, oddając Jej w opiekę całą Polskę. Działo się to w czasie potopu szwedzkiego, gdy równocześnie niemal wszystkie wschodnie ziemie Rzeczypospolitej zostały zaatakowane przez wojska rosyjskie. Kiedy nadszedł czas rodzenia się II Rzeczypospolitej po 123 latach zaborów, pomniejszonych o 7 lat trwające Księstwo Warszawskie, 14 stycznia 1920 roku Episkopat Polski zwrócił się do papieża Benedykta XV z prośbą, aby wezwanie Maryjo Królowo Korony Polskiej, odmawiane dotąd w Litanii loretańskiej jedynie na terenie diecezji lwowskiej, mogło być rozszerzone na cały Kraj. Kiedy latem tegoż roku pod Warszawę zbliżały się wojska bolszewickie, Episkopat ponownie, 27 lipca, wybrał Maryję na Królową Polski. Trzy lata później watykańska Kongregacja Obrzędów pozwoliła, aby słowa Królowo Korony Polskiej stały się częścią Litanii loretańskiej odmawianej w całej Polsce, a święto Maryi Królowej Polski było obchodzone właśnie 3 maja, na pamiątkę Konstytucji, która, uchwalona przez Sejm w 1791 roku, była ostatnią heroiczną próbą ratowania Polski przed kolejnymi zaborami i ostatecznym jej zniknięciem z map politycznych ówczesnej Europy.

Religijny wymiar dzisiejszego Święta wiąże się właśnie z ową Konstytucją, która w swej Preambule zaczynała się od wezwania do Boga w Trójcy Świętej Jedynego, a następnie mówiła o stanie ducha tych odważnych, dalekowzrocznych, odpowiedzialnych senatorów i posłów, którzy tę Konstytucję wówczas uchwalali. W jej Preambule napisano uroczyście:

Uznając, iż los nas wszystkich od ugruntowania i wydoskonalenia konstytucji narodowej jedynie zawisł, długim doświadczeniem poznawszy zadawnione rządu naszego wady, a chcąc korzystać z pory, w jakiej się Europa znajduje i z tej dogorywającej chwili, która nas samym sobie wróciła, wolni od hańbiących obcej przemocy nakazów, ceniąc drożej nad życie, nad szczęśliwość osobistą, egzystencję polityczną, niepodległość zewnętrzną i wolność wewnętrzną narodu, którego los w ręce nasze jest powierzony, chcąc oraz na błogosławieństwo, na wdzięczność współczesnych i przyszłych pokoleń zasłużyć, […] dla dobra powszechnego, dla ugruntowania wolności, dla ocalenia Ojczyzny naszej i jej granic z największą stałością ducha, niniejszą Konstytucję uchwalamy.

Uderza nas dzisiaj, jak jednoznacznie została zaznaczona w Preambule Konstytucji 3 maja hierarchia wartości, gdzie ponad własne życie i osobiste szczęście kładzie się egzystencję polityczną, niepodległość zewnętrzną i wewnętrzną naszego narodu. Jak jednoznacznie doszło do głosu poczucie odpowiedzialności za naród, o którym twórcy Konstytucji piszą, że jego „los w nasze ręce jest powierzony”. Jak wyraźnie zostały nakreślone cele, do których – właśnie poprzez tę Konstytucję – pragnęło zmierzać państwo polskie: dobro powszechne, ugruntowanie wolności, ocalenie Ojczyzny, ocalenie jej granic.

Podkreślić trzeba jeszcze jedno sformułowanie Konstytucji, które zazwyczaj uchodzi naszej uwadze: „wolni od hańbiących obcej przemocy nakazów”. W tych kilku słowach mieści się tragiczna historia XVIII-wiecznej Rzeczypospolitej. Przełomowym momentem tej historii stał się Sejm Niemy z 1717 roku, którego postanowienia, powstałe na skutek mediacji posła rosyjskiego Grzegorza Dołgorukiego, posłowie musieli przyjąć w zupełnym milczeniu, bez możliwości jakiegokolwiek sprzeciwu. Trzy lata później, 17 lutego 1720 roku, car Piotr I Wielki zawarł w Poczdamie układ z królem pruskim Fryderykiem Wilhelmem. Układ ten przewidywał wzajemną gwarancję dotychczasowego ustroju Rzeczypospolitej, w tym liberum veto i wolnej elekcji. Obydwom stronom zależało bowiem na tym, aby w imię szlacheckiej wolności pogłębiała się słabość władzy wykonawczej w Polsce oraz wewnętrzna anarchia państwa. Od 1720 roku dyplomacja rosyjska zawarła z innymi państwami europejskimi 10 traktatów, w których był zawsze punkt dotyczący wspólnej troski o to, aby nic się w Polsce nie zmieniło. W ten sposób wewnętrzna słabość Polski stała się celem wspólnej polityki europejskiej. Sama zaś Rzeczpospolita stała się faktycznie protektoratem carskim. Ujawniło się to dobitnie najpierw podczas czasie elekcji w 1733 roku, kiedy to wojska carskie narzuciły wybór Augusta III na króla Polski, oraz w 1764 roku, gdy w podobny sposób tron przypadł Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu. Przypieczętowaniem upadku politycznego znaczenia Rzeczpospolitej stał się tzw. Sejm Repninowski. Repnin, wszechwładny ambasador Rosji w Polsce, sprawił, że podjęte przez króla Stanisława Augusta próby ratowania Rzeczypospolitej zostały unicestwione podczas Sejmu, który odbywał się w latach 1767–1768. Wojska rosyjskie otoczyły wówczas Warszawę, a przywódców tzw. konfederacji radomskiej, w tym biskupa krakowskiego Kajetana Sołtyka, biskupa kijowskiego Józefa Andrzeja Załuskiego, hetmana polnego koronnego Wacława Rzewuskiego i jego syna Seweryna uwięziono i zesłano w głąb Rosji, do Kaługi, na długie pięć lat. Ponadto sterroryzowano resztę posłów. Żeby nie było żadnej wątpliwości, co oni uchwalą, Repnin wybrał 71 posłów, z którymi jako delegatami całego Sejmu podpisywał to, co uznał za stosowne. Gwarantem wszystkiego stała się Katarzyna II. Polska już nie tylko de facto, ale i de iure, czyli pełnoprawnie, stała się rosyjskim protektoratem. To wszystko Konstytucja 3 maja 1791 roku chciała zatrzeć i obalić, przywracając Polsce jej dawną chwałę, jej wielkość, jej poczucie wewnętrznej dumy, w tym także możliwość niezawisłego wpływania na swą wewnętrzną i zewnętrzną sytuację. Nie ulega żadnej wątpliwości, że przedłużeniem XVIII-wiecznej historii Polski, całkowicie podległej Rosji, stała się historia PRL-u, gdzie niczego bardziej znaczącego nie można było uczynić bez uprzedniej zgody Moskwy. Gwarantem jej faktycznej władzy były stacjonujące na terenie naszego kraju wojska radzieckie. Pamiętamy ruchy tych wojsk w październiku 1956 roku zmierzających w kierunku Warszawy, gdy Polska próbowała zerwać ze stalinowskim sposobem rządzenia.

Okres PRL-u to nie tylko czas zależności Polski od Związku Radzieckiego. To również czas wprowadzanej administracyjnie, niekiedy z wielką przemocą, ateizacji naszego Kraju. Przeciwstawiał się jej polski naród, skupiając się wokół Matki Boskiej, łaskawie mu królującej z Jasnej Góry. „Tutaj zawsze czuliśmy się wolni” – powiedział Jan Paweł II, kiedy po raz pierwszy jako papież, w 1979 roku, stanął wobec ogromnych rzesz Polaków zabranych przed jasnogórskimi wałami. Jakżeż znamienne jest to, że zarówno podczas zaborów, jak i podczas II wojny światowej, ale także i później, wspominanie i świętowanie Konstytucji 3 maja było zabronione. Nie chciano, aby Polacy pamiętali, że od wieków pragnęli autentycznej wolności. Wspominamy z nie tak odległych jeszcze lat także i to, jak 3 maja z polskich domów zrywano biało-czerwone flagi, które wisiały na nich od 1 maja. Nie zapominamy jednak i o tym, że kiedy Polska odzyskała niepodległość w 1989 roku, jednym z pierwszych aktów było przywrócenie Święta 3 Maja.

Łączenia tych dwóch wątków: religijnego oraz narodowego i państwowego uczył nas święty papież Jan Paweł II Wielki – Totus Tuus, cały oddany Maryi. Właśnie dlatego, że czuł się Jej tak całkowicie oddany, rozumiał, że musi także czuwać nad polską wolnością – i to przede wszystkim w wymiarze moralnym. Wiedział przecież, że moralna siła Polaków jest najlepszym fundamentem gwarantującym autentyczną niepodległość naszego narodu i naszego państwa. Jakże w tym momencie nie przypomnieć słów marszałka Macieja Płażyńskiego z 11 czerwca 1999 roku, który obecnemu w naszym Parlamencie Ojcu Świętemu składał prawdziwy hołd wdzięczności. Mówił on wtedy m.in.:

Wasza Świątobliwość! Witamy Cię nie tylko jako następcę Piotra, Namiestnika Chrystusowego, nie tylko jako głowę Państwa Watykańskiego, ale jako osobę, która wezwała nas do życia w prawdzie i wolności. Tej wolności, której owocem jest niepodległe państwo polskie, a wraz z nim polski Sejm i Senat.

Mijają właśnie dwa dziesięciolecia od chwili, gdy cały kraj usłyszał wołanie Waszej Świątobliwości o odnowę tej ziemi, odmianę narodowego losu. Od tych pamiętnych wydarzeń wielokrotnie byliśmy świadkami troski i miłości, jaką Ty, Ojcze Święty, darzysz Ojczyznę. Słowa, które kierowałeś do Polaków, ukazywały nam wolność jako zadanie – zadanie dla jednostek, zadanie dla zbiorowości, której na imię Naród. W podstawowym wymiarze wolność oznacza możliwość dokonywania wyboru. […] W najważniejszych dla Ojczyzny sprawach potrafiliśmy się wznieść ponad polityczne podziały. Potrafiliśmy myśleć i działać zgodnie, na rzecz bezpieczeństwa państwa, na rzecz kardynalnych praw, zapewniających wewnętrzną równowagę władz i rozwój kraju. Ta nasza postawa wynikała nie tylko z ostrzeżeń płynących z przeszłości! To Twoje nauczanie, Ojcze Święty, na początku naszej drogi ku wolności ukazywało nam obowiązek szukania tego, co łączy, a nie tego, co dzieli. Istotna była pamięć chwil, gdy byliśmy solidarnym zgromadzeniem wezwanym do budowy wolności – nie przeciw czemuś lub komuś. […] Niech Twoje przesłanie prowadzi nas w nowe tysiąclecie!

W odpowiedzi Jan Paweł II wypowiedział wtedy do połączonych izb Sejmu i Senatu m.in. takie słowa:

Dziś, w tym miejscu, w jakiś sposób szczególny uświadamiamy sobie zasadniczą rolę, jaką w demokratycznym państwie spełnia sprawiedliwy porządek prawny, którego fundamentem zawsze i wszędzie winien być człowiek i pełna prawda o człowieku, jego niezbywalne prawa i prawa całej wspólnoty, której na imię Naród. […] Wyzwania stojące przed demokratycznym państwem domagają się solidarnej współpracy wszystkich ludzi dobrej woli – niezależnie od opcji politycznej czy światopoglądu – wszystkich, którzy pragną razem tworzyć wspólne dobro Ojczyzny. Szanując właściwą życiu wspólnoty politycznej autonomię, trzeba pamiętać jednocześnie o tym, że nie może być ona rozumiana jako niezależność od zasad etycznych. Także państwa pluralistyczne nie mogą rezygnować z norm etycznych w życiu publicznym. […] Winniśmy sobie również uświadomić, że w wolnym społeczeństwie muszą istnieć wartości zabezpieczające najwyższe dobro całego człowieka. Wszelkie przemiany ekonomiczne mają służyć kształtowaniu świata bardziej ludzkiego i sprawiedliwego. Pragnąłbym życzyć polskim politykom i wszystkim osobom zaangażowanym w życiu publicznym, by nie szczędzili sił w budowaniu takiego państwa, które otacza szczególną troską rodzinę, życie ludzkie, wychowanie młodego pokolenia, respektuje prawo do pracy, widzi istotne sprawy całego Narodu i jest wrażliwe na potrzeby konkretnego człowieka, szczególnie ubogiego i słabego. […] Niech wspaniałe świadectwa miłości Ojczyzny, bezinteresowności i heroizmu, jakich mamy wiele w naszej historii, będą wyzwaniem do zbiorowego poświęcenia wielkim narodowym celom, gdyż „najwspanialszym wypełnieniem wolności jest miłość, która urzeczywistnia się w oddaniu i służbie”.

To słowa z 1999 roku. Dzisiaj mamy rok 2014. Od tamtego wydarzenia i tamtych słów minęło piętnaście lat. Zauważamy też przedziwną konfiguracją trzech wydarzeń, które nastąpiły w przestrzeni ostatnich zaledwie pięciu dni.

Najpierw czwartek, 24 kwietnia. Na kilka dni przed kanonizacją bł. Jana Pawła II Sejm RP podejmuje Uchwałę w związku z tym wielkim wydarzeniem dla Kościoła, dla Polski, dla Europy, dla świata. Uchwała, która zapada, przy gorszących wypowiedziach niektórych osób, nie przez aklamację, ale większością głosów. Czytamy w niej m.in.:

Dziewięć lat temu, kilka dni po śmierci Ojca Świętego Jana Pawła II, posłowie i senatorowie zgromadzeni na Uroczystym Zgromadzeniu oddali Mu hołd, nazywając Go „głosicielem Ewangelii Jezusa Chrystusa, wielkim moralnym autorytetem, Ojcem i Nauczycielem, a także człowiekiem pokoju i nadziei” oraz „najważniejszym z Ojców niepodległości Polski”. Sejm Rzeczypospolitej Polskiej uważa, że określenia te nie straciły niczego ze swojej aktualności.

Sejm Rzeczypospolitej Polskiej wyraża nadzieję, że kanonizacja Ojca Świętego Jana Pawła II będzie dla wszystkich Polaków […] zachętą do głębszego poznania Jego intelektualnej i duchowej spuścizny oraz do podejmowania i kontynuowania Jego dzieła. Sejm Rzeczypospolitej Polskiej apeluje do wszystkich członków narodowej wspólnoty o godne uczczenie tego wydarzenia.

Drugie wydarzenie z niedzieli, 27 kwietnia. Na oczach całego świata, w obecności przedstawicieli najwyższych władz Rzeczpospolitej Polskiej, jak również władz wielu innych państw Europy i innych kontynentów, Ojciec Święty Franciszek ogłasza Papieża Jana Pawła II oraz Papieża Jana XXIII świętymi apostolskiego i powszechnego, czyli katolickiego Kościoła.

Trzecie wydarzenie: wtorek, 29 kwietnia. Rada Ministrów RP zgodziła się na ratyfikację tzw. „Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej”. Wniosek Rady Ministrów zostaje skierowany do Sejmu. Należy tu raz jeszcze bardzo wyraźnie zaznaczyć: Kościół zawsze bronił godności kobiety i jej osobowej równości wobec mężczyzny. Przejawia się to również w niezwykłym kulcie, jakim w Kościele katolickim cieszy się nieprzerwanie Najświętsza Maryja Panna. Jednakże w tej Konwencji, której tytuł brzmi tak niewinnie, mieszczą się stwierdzenia domagające się wprowadzenia do Polski, do systemu edukacji w naszym Kraju, elementów ideologii gender, łącznie z sankcjami, które trzeba będzie stosować wobec tych wszystkich osób lub instytucji, które będą się temu przeciwstawiać.

Jak to jest w ogóle możliwe, że w ciągu pięciu dni mamy do czynienia z triadą takich wydarzeń? Czy rząd Rzeczypospolitej Polskiej nie jest emanacją Sejmu i jej większości, która podejmowała Uchwałę z 24 kwietnia, gdzie jest mowa o tym, że Ojciec Święty jest najwyższym autorytetem i że jego nauczanie trzeba przyjmować dla dobra narodu i państwa? Niewątpliwie, wiele teraz będzie zależało od Sejmu i wiele będzie zależało od tego, czy posłowie ulegną dyscyplinie partyjnej, czy też zachowają w sobie wolność sumienia, które w sprawach moralnych jest najwyższym dla każdego człowieka prawem i zobowiązaniem. To wszystko musimy dzisiaj sobie wyraźnie uzmysłowić, mówiąc o Maryi Królowej Polski i świętując Jej uroczystość, a także obchodząc uroczyście 223. rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja. Na Sejmie polskim będzie spoczywała ogromna odpowiedzialność.

Wracamy raz jeszcze do sformułowań Konstytucji 3 maja, gdzie nasi ojcowie myśleli o tym, co znaczy wolność, niepodległość i jak ma wyglądać demokracja: „Cenimy drożej nad życie, nad szczęśliwość osobistą, egzystencją polityczną i niepodległość zewnętrzną i wewnętrzną narodu dla powszechnego dobra, dla ugruntowania wolności, dla ocalenia naszej Ojczyzny”.

W obliczu tego wspaniałego sformułowania i w obliczu nowych wyzwań, wobec których obecnie stoimy, jakże dzisiaj nie wołać: Maryjo, Królowo Polski, módl się za nami! Święty Janie Pawle II, módl się za nami! Amen.