Ta Noc jest jak żadna inna – Liturgia Wigilii Paschalnej
11:15 | 19.04.2014 | Wyświetleń: 35
abp

(Bazylika Archikatedralna, 19 kwietnia 2014 roku)

„Jest taka Noc, gdy czuwając przy Twoim grobie, najbardziej/ jesteśmy Kościołem – / Jest to noc walki, jaką toczy w nas rozpacz z nadzieją:/ Ta walka wciąż się nakłada wszystkie walki naszych dziejów,/ Napełnia je wszystkie w głąb/ (wszystkie one – czy tracą swój sens? Czy go wtedy właśnie zyskują?)/ Tej nocy obrzęd ziemi dosięga swego początku./ Tysiąc lat jest jak jedna Noc: Noc czuwania przy Twoim grobie”. To fragment poematu Wigilia Wielkanocna 1966, autorstwa arcybiskupa krakowskiego Karola Wojtyły. W poemacie tym, pisanym z okazji 1000-lecia Chrztu Polski, Karol Wojtyła językiem poezji ukazywał, jak na skutek decyzji księcia Polan, Mieszka I, Polska weszła w paschalne wydarzenie pustego grobu, znajdując dzięki temu najbardziej głęboki sens swego dalszego istnienia.

Kościół tej świętej Nocy czuwa przy pustym grobie Chrystusa, który nie jest pustką ani nicością, ale jest materialnym znakiem zwycięstwa Chrystusa nad złem, nad grzechem, nad śmiercią, nad szatanem. To zwycięstwo ogłasza niewiastom sam Chrystus. Najpierw słowami: „Witajcie!” (Mt 28, 9). Kiedy niewiasty podeszły do Niego i oddały Mu pokłon, Jezus raz jeszcze przemówił do nich: „Nie bójcie się! Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech idą do Galilei, tam Mnie zobaczą” (Mt 28, 10). Apostołowie mają zatem udać się do krainy, gdzie Chrystus po raz pierwszy ich spotkał, gdzie ich oderwał od sieci, od jeziora Genezaret, od izby celnej, wzywając, aby poszli za Nim. Teraz, właśnie tam, gdzie zaczęła się ich historia jako uczniów Jezusa z Nazaretu, zobaczą zwycięskiego Pana.

Ta święta Noc jest nocą walki, jaką toczy rozpacz z nadzieją. Jakże nie przywołać w tym momencie słów „proroka” nicości i absurdu z połowy ubiegłego wieku, Jean-Paul Sartre’a, który, próbując określić sens ludzkiego życia, stwierdził: „Absurdem jest to, żeśmy się urodzili, i absurdem, że umrzemy”. Dla niego wszystko było absurdem właśnie dlatego, że, jak twierdził, Bóg nie istnieje. Co więcej, Sartre uważał, że jako pierwszy filozof ma dowody na to, że Boga nie ma. Rzeczywiście, jeśli Boga nie ma, wszystko staje się absurdalne, także nasze przyjście na świat i nasze z niego odejście. Tymczasem, na przekór temu Sartre’owskiemu pesymizmowi, jakże wspaniale zabrzmiały czytane przed chwilą, pełne nadziei, słowa św. Pawła z Listu do Rzymian: „Otóż, jeżeli umarliśmy razem z Chrystusem, wierzymy, że z Nim również żyć będziemy, wiedząc, że Chrystus, powstawszy z martwych, już więcej nie umiera, śmierć nad Nim nie ma już władzy. Bo to, że umarł, umarł dla grzechu tylko raz, a że żyje, żyje dla Boga. Tak i wy rozumiejcie, że umarliście dla grzechu, żyjecie zaś dla Boga w Chrystusie Jezusie” (Rz 6, 8–11). Dla Niego żyjemy – dla Boga w Chrystusie. To nadaje pełen sens naszemu życiu. Zdążamy ku wieczności, zdając sobie równocześnie sprawę z tego, że walka sensu z absurdem i nadziei z rozpaczą wciąż trwa, nakładając się na całe dzieje ludzkości.

Owo zmaganie rozpaczy z nadzieją, o którym pisał Karol Wojtyła w poemacie Wigilia Wielkanocna 1966, jest też dla nas kluczem, dzięki któremu możemy głębiej zrozumieć przesłanie zawarte w czytaniach, stanowiących integralną część Liturgii Paschalnej tej świętej Nocy.

W świetle Chrystusowego zmartwychwstania rozumiemy ostateczny sens tego, o czym najpierw słyszeliśmy w pierwszym czytaniu, gdzie była mowa o stworzeniu świata i człowieka. To stworzenie ma sens i życie ma sens – mimo swego przemijania. W świetle triumfu Chrystusa nad śmiercią w pełni rozumiemy, że rzeczywiście wszystko to, co Pan Bóg powołał do istnienia, jest dobre, a zwłaszcza w swej istocie dobry jest człowiek, stworzony na Jego obraz i podobieństwo.

Zmaganie rozpaczy z nadzieją jakże dramatycznie doszło do głosu w historii Abrahama, któremu Bóg dał obietnicę, że będzie ojcem wielkiego narodu, a potem zażądał, aby złożył mu w ofierze jedyną nadzieję na przyszłość, swego synka Izaaka. Wbrew nadziei uwierzył nadziei, powie po wiekach o Abrahamie św. Paweł w Liście do Rzymian (Rz 4, 18). Nadzieja i zaufanie pokładane przez Abrahama w Bogu ostatecznie zwyciężyły, choć musiał on pokonać pełną niepokoju i zwątpienia oraz wewnętrznej ciemności drogę prowadzącą w stronę wzgórz Moria, na których miał złożyć ofiarę z Izaaka.

Kolejnym w dziejach zbawienia ważnym doświadczeniem owego zmagania rozpaczy z nadzieją było wyjście ludu izraelskiego z Egiptu, z domu niewoli. Najpierw było to wyjście pełne nadziei i radości. Później, wobec zbliżających się wojsk egipskich z faraonem na czele, pojawił się paraliżujący wszystkich lęk. Jednakże dzięki Bożej interwencji doszło do cudownego przejścia przez Izraelitów suchą nogą przez Morze Czerwone, a równocześnie do zagłady wszystkich ich prześladowców, którzy na nowo usiłowali wprowadzić Izraelitów do domu niewoli. Dlatego też właśnie „wtedy Mojżesz i Izraelici razem z nim śpiewali taką pieśń ku czci Pana: Będę śpiewał ku czci Pana, który wspaniale swą potęgę okazał” (Wj 15, 1).

Walka rozpaczy z nadzieją stała się także udziałem Jerozolimy, która na skutek swej niewierności i grzechów doświadczyła wielu upokorzeń i słabości, zwłaszcza ze strony pogańskich królów, którzy ją zdobywali. Bóg ją wprawdzie surowo pokarał, ale przecież na zawsze nie odrzucił. Dlatego słowami proroka Izajasza budził w niej nadzieję na chwalebną przyszłość: „Na krótką chwilę cię porzuciłem, ale z ogromną miłością cię przygarnę” (Iz 54, 7). Bo taki właśnie jest Bóg: dopuszcza różnego rodzaju nieszczęścia jako karę za niewierność i grzechy, ale przecież ostatecznie okaże swoją miłosierną miłość – i przebaczy.

Przebaczenie to stanie się możliwe dlatego, że przemianie ulegną ludzkie serca – o czym mówiło piąte czytanie Wigilii Paschalnej. Niekiedy można patrzeć na nie niemalże z rozpaczą, ponieważ mimo wołania Boga, by się nawróciły i zmieniły swój sposób myślenia i postępowania, trwają one w przerażającym uporze, opowiadając się za złem. Nie wolno nam jednak tracić nadziei co do skuteczności Bożego słowa. Jest ono bowiem – jak głosił prorok Izajasz – jak ulewa i śnieg: „spadają z nieba i tam nie powracają, dopóki nie nawodnią ziemi, nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju, tak iż wydaje nasienie dla siewcy i chleb dla jedzącego, tak słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa” (Iz 55, 10–11). Ostatecznie w sercu człowieka zwycięży Boże słowo.

Niewątpliwie, można popaść w rozpacz, będąc wygnańcem w „kraju nieprzyjaciół i wynędzniałym na obcej ziemi” (por. Ba 3, 10). Można upaść na duchu, będąc – na skutek odejścia od Boga – uważanym „za nieczystego na równi z umarłymi”, a przez to będąc zaliczonym „do tych, co schodzą do Szeolu” (por. Ba 3, 11). Jednakże można wydobyć się z rozpaczy i przezwyciężyć przygnębienie, gdy się wróci do „źródła mądrości” (por. Ba 3, 12), czyli do samego Boga i Jego świętej woli. Już samo jej poznanie jest dla człowieka powodem jego szczęścia. Dlatego też prorok Baruch woła w szóstym czytaniu Paschalnej Wigilii: „Szczęśliwi jesteśmy, o Izraelu, że znamy to, co się Bogu podoba” (Ba 4, 4). Wiedzieć, co się Bogu podoba, i to urzeczywistniać – oto szczęście człowieka, oto jego mądrość, przewyższająca wszystkie mądrości świata.

Nadzieja, że słowo Boga nie pozostanie w nas daremne, lecz przyniesie w nas wspaniałe owoce ducha, oraz pewność, że możemy być szczęśliwi, bo wiemy, co się Bogu podoba, prowadzą nas ostatecznie do prawdziwie cudownej przemiany, będącej w istocie dziełem samego Boga w nas – do przemiany naszego, dotychczas skamieniałego serca, w „serce z ciała”: żywe, tętniące miłością, pragnące już tylko jednego: aby żyć według Bożych nakazów i aby przestrzegać Jego przykazań – jak to zapowiedział prorok Ezechiel w siódmym czytaniu dzisiejszej świętej Nocy (por. Ez 26, 26–27).

Historia ludzkości zawarta między pierwszym czytaniem z Księgi Rodzaju a czytaniem siódmym z Księgi Ezechiela dzieje się na przestrzeni tysięcy lat. Dotyczy różnych ludzi, znajdujących się w najprzeróżniejszych sytuacjach. Wszystkich ich łączy jedno: nadzieja, czyli wybieganie z ufnością w lepszą przyszłość. Jest to nadzieja niezłomna, ponieważ jej fundamentem jest niezmienna miłość Boga do człowieka. Ta nadzieja się ziściła, a swoje zwieńczenie i swoje apogeum osiągnęła w śmierci i zmartwychwstaniu naszego Pana Jezusa Chrystusa. Tym samym otwarła się przed nami przestrzeń na tę ostatnią nadzieję, która swymi horyzontami sięga szczęśliwej wieczności w niebie. Jak pisał w Liście do Rzymian św. Paweł i co słyszeliśmy w ósmym czytaniu Wigilii Paschalnej, poprzez sakrament Chrztu św. każda i każdy z nas ma swój szczególny udział w śmierci i w zmartwychwstaniu Chrystusa. Znaczy to, że umarliśmy dla grzechu, aby razem z Nim powstać do nowego życia– do życia wiecznego (por. Rz 6, 2–4). Zmaganie rozpaczy i nadziei tutaj się kończy. Kończy się dla każdego, kto uwierzył, że Jezus z Nazaretu, przybity do krzyża i umierający jak najbardziej nędzny niewolnik ówczesnego Imperium Rzymskiego, jest prawdziwie Bożym Synem, Zbawicielem świata i Odkupicielem człowieka. A jest Nim dlatego, że zmartwychwstał „trzeciego dnia, jak oznajmia Pismo”.

„Jest taka Noc, gdy czuwając przy Twoim grobie, najbardziej/ jesteśmy Kościołem”. Kościołem młodym, ciągle żywym, ciągle idącym naprzód w kolejne pokolenia. A że tak jest, świadczyć będzie Chrzest święty, który za chwilę zostanie udzielony w naszej Katedrze katechumenom. Dzięki temu Kościół wzbogaci się o kolejne swoje córki i synów. To jest naszą radością, i to sprawia, że ta święta Noc rzeczywiście różni się od wszystkich innych nocy. Jest Nocą, w której z wielką radością i dumą czujemy, że jesteśmy członkami świętego, katolickiego i apostolskiego Kościoła.