Chwała Chrystusa widnieje w Jego świętym Krzyżu – Wielki Piątek, Liturgia Męki Pańskiej
11:13 | 18.04.2014 | Wyświetleń: 118
abp

(Bazylika Archikatedralna, 18 kwietnia 2014 roku)

Słuchając Pasji Pana Naszego Jezusa Chrystusa według św. Jana, wchodzimy w ostateczną prawdę tego, co się wydarzyło w Jerozolimie w Wielki Piątek, i w ostateczny sens jego godzin zawartych między szóstą a dziewiątą. Ewangelie synoptyczne Marka, Mateusza i Łukasza opisują chronologię męki Chrystusowej i Jego śmierci, natomiast Ewangelia Jana powstała później i jest owocem refleksji młodego Kościoła, odkrywającego w świetle Ducha Świętego najbardziej głębokie teologiczne przesłanie zawarte w wydarzeniach Pasji.

W dwunastym rozdziale Ewangelii Janowej znajdujemy słowa Chrystusa, który mówi o „swojej godzinie”, będącej chwilą Jego uwielbienia: „Nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy” (J 12, 23). Uwielbienie szczególne, przedstawione poprzez historię ziarna pszenicy rzuconego w ziemię; ziarna, które musi najpierw umrzeć, aby móc wydać plony. Jest to jednocześnie czas uwielbienia Ojca przez Syna. Pełen lęku, a równocześnie wewnętrznej mocy i zdecydowania, Chrystus mówi: „Teraz dusza moja doznała lęku i cóż mam powiedzieć? Ojcze, wybaw Mnie od tej godziny? Nie, właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę. Ojcze, wsław Twoje imię!” (J 12, 27–28). Jak pisze św. Jan, osobisty świadek tego Chrystusowego lęku i tej Jego mocy: „Wtem rozległ się głos z nieba: «Już wsławiłem i jeszcze wsławię»” (J 12, 28). Jak wynika z dalszych słów Chrystusa, Jego godzina jest równocześnie czasem sądu nad światem. „Teraz odbywa się sąd nad tym światem. Teraz władca tego świata zostanie precz wyrzucony. A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie»” (J 12, 31–32).

W Wielki Piątek nadszedł czas wypełnienia tego, co zostało zapowiedziane; tego, co miało się stać: czas godziny chwały Syna i chwały Ojca. Raz jeszcze mówił o tym Chrystus w Modlitwie Arcykapłańskiej w Wieczerniku, już po ustanowieniu Najświętszego Sakramentu i sakramentu kapłaństwa; wtedy, kiedy żegnał się z najbliższymi, tuż przed udaniem się w stronę ogrodu Getsemani. „Ojcze – modlił się Chrystus – nadeszła godzina! Otocz swego Syna chwałą, aby Syn Ciebie nią otoczył i aby mocą władzy udzielonej Mu przez Ciebie nad każdym człowiekiem dał życie wieczne wszystkim tym, których Mu dałeś. A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa. Ja Ciebie otoczyłem chwałą na ziemi przez to, że wypełniłem dzieło, które Mi dałeś do wykonania. A teraz Ty, Ojcze, otocz Mnie u siebie tą chwałą, którą miałem u Ciebie pierwej, zanim świat powstał” (J 17, 1–5).

Znać Ojca – to znaczy rozumieć, że jest On miłością bezgraniczną, którą ukochał swego Jednorodzonego Syna, a równocześnie miłością tak wielką w odniesieniu do ludzi, że tego umiłowanego Jednorodzonego Syna wydał On za zbawienie świata. Z kolei męka Pana naszego Jezusa Chrystusa jest pełną miłosnego posłuszeństwa odpowiedzią Syna na miłość Ojca. Jest jednocześnie najwyższą chwałą, jaką Boży Syn oddał Ojcu w Jego miłości do ludzi. Dlatego krzyż Chrystusa, na którym dokonało się nasze zbawienie i na którym On oddał najwyższą chwałę Ojcu, jest nie tyle narzędziem hańby, ile przede wszystkim tronem chwały, królewskim tronem Chrystusa. Ten królewski tron podkreślony został przez napis, jaki Piłat kazał na nim umieścić. Miało to być szyderstwo i doskonale rozumieli to także arcykapłani, dopominając się od Piłata, aby zmienił jego treść. Jednakże – niejako wbrew zamysłowi Piłata – ten napis przekroczył szyderstwo i stał się objawieniem najwyższej prawdy: „Jezus Nazareński, Król żydowski”. Napis w trzech językach, skierowany do całego ówczesnego świata – w języku hebrajskim, znanym mieszkańcom Palestyny; w języku greckim, który był powszechnie stosowany na terenie całego Imperium Rzymskim tamtego czasu; w języku łacińskim, który był językiem urzędowym Cesarstwa – mówił właśnie o tym, że wiszący na krzyżu Chrystus jest prawdziwie Królem, Bożym Synem, Odkupicielem świata, przez którego dokonało się nasze zbawienie. Wszystko dlatego, że na tym Chrystusowym krzyżu ukazało się zwycięstwo miłości przebaczającej i miłosiernej nad złem tego świata. Z tego tronu – z krzyża – wzniosła się bowiem do nieba modlitwa Syna Bożego, który błagał o przebaczenie dla ludzi: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23, 34a). Wtedy też ukazało się zwycięstwo ostatniej godziny człowieka, który właśnie wtedy doznaje łaski opamiętania i żalu. „Jezu – mówił wiszący po Jego prawej stronie złoczyńca – wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa” (Łk 23, 42). I usłyszał słowa, które w rzeczywistości były jego kanonizacją: „Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju” (Łk 23, 42). A ponadto królewski tron krzyża stał się miejscem, z którego rozbrzmiało wielkie pragnienie, aby miłość ogarnęła cały świat – aby owa iskra Miłosierdzia Bożego rozpaliła skamieniałe ludzkie serca i uczyniła je na nowo sercami prawdziwie ludzkimi, żywymi, tętniącymi miłością. To wszystko zawarło się w jednym słowie Jezusa: „Pragnę” (J 19, 28).

Znać Boga, to znaczy także zwracać się do Niego szczególną modlitwą: słowami Psalmu 22, wraz z zaczynającym go jakże dramatycznym pytaniem: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” (Ps 22, 2). Tę modlitwę wiszący na krzyżu Chrystus uczynił swoją. Jednakże nie była ona wyrazem odczucia Jego bezbrzeżnej i ostatecznej samotności. W ostatnich swych sekwencjach ten Psalm staje się bowiem jednym wielkim zawierzeniem Bogu:

Będę głosił imię Twoje swym braciom

i chwalić Cię będę pośród zgromadzenia:

«Chwalcie Pana wy, co się Go boicie,

sławcie Go, całe potomstwo Jakuba;

bójcie się Go, całe potomstwo Izraela!

Bo On nie wzgardził ani się nie brzydził nędzą biedaka,

ani nie ukrył przed nim swojego oblicza

i wysłuchał go, kiedy ten zawołał do Niego».

Dzięki Tobie moja pieśń pochwalna płynie w wielkim zgromadzeniu.

                                                                                           Ps 22, 23–26a

I dzięki niej:

Przypomną sobie i wrócą

do Pana wszystkie krańce ziemi;

i oddadzą Mu pokłon

wszystkie szczepy pogańskie.

                                    (Ps 22, 28)

Chrystusowe opuszczenie na krzyżu, a przede wszystkim Jego zawierzenie Bogu w obliczu bliskiej już śmierci, sprawiło, że wszystkie szczepy – nie tylko synów Izraela, ale również ludów pogańskich – wróciły i oddały pokłon Bogu, że stały się jednym wielkim Królestwem, którego nadejście od samego początku swej publicznej działalności głosił Chrystus na palestyńskiej ziemi i którego bliskość zapowiadał wspominanymi już dzisiaj przez nas słowami: „A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie»” (J 12, 32).

Z Chrystusowego tronu – z krzyża – około godziny dziewiątej popłynęły jeszcze słowa: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego” (Łk 23, 46). Oddaję Tobie ducha, bo już nie mam nic innego. Zwleczono ze Mnie wszystkie szaty, unieruchomiono moje ręce i nogi. Pozostaje mi tylko duch – tego oddaję Tobie.

Na koniec ostatnie słowo: „Wykonało się!” (J 19, 30). Stanowi ono ostateczne potwierdzenie tego, co zapowiedział Jezus na początku swojej publicznej działalności w Palestynie: „Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło” (J 4, 34). Powtórzył to później w swojej Arcykapłańskiej Modlitwie w Wieczerniku: „Ja Ciebie otoczyłem chwałą na ziemi przez to, że wypełniłem dzieło, które Mi dałeś do wykonania” (J 17, 4). Więc: „Wykonało się!” (J 19, 30). W tym krańcowym momencie Męki mógł już pełen pokoju skłonić głowę i oddać ostatnie tchnienie.

Rozważamy to wszystko dzisiaj, Drodzy Siostry i Bracia, w Wielki Piątek. Stojąc pod krzyżem Pana naszego Jezusa Chrystusa, wspominamy Jego słowa o chwale, jaką pragnął oddać Ojcu, a przez to tym głębiej rozumiemy sens doksologii, która wieńczy modlitwę eucharystyczną każdej Mszy świętej: „Przez Chrystusa, z Chrystusem, i w Chrystusie Tobie, Boże, Ojcze Wszechmogący, w jedności Ducha Świętego wszelka cześć i chwała”.

Rozważamy to wszystko i dlatego do Chrystusowego tronu – do Jego chwalebnego krzyża – kierujemy dwie prośby. Pierwsza: aby także wobec każdej i każdego z nas wypełniło się to, co powiedział Pan Jezus: „A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie” (J 12, 32). Prosimy więc Ciebie, Panie Jezu Chryste przybity do krzyża: „Przyciągnij mnie do siebie! Przyciągnij, pokonując moją słabość, mój opór, moje lenistwo i małoduszność serca, mój grzech i moje tchórzostwo! Daj, abym znalazł się ostatecznie i na zawsze u stóp Ciebie samego!”. Do wywyższonego nad ziemię, do zawieszonego między nią a niebem Chrystusa kierujemy także drugą prośbę: aby wypełniło się także wobec nas to słowo, które Jezus skierował do Matki, kiedy pragnął, aby stała się Matką Jego umiłowanego ucznia, Jana. Panie Jezus spraw, aby Twoja Matka także nas zechciała obdarzyć swoją matczyną miłością – właśnie tak, jak przejmująco wyraził to Karol Wojtyła w wierszu Matka, w tej części, która nosi tytuł Prośba Jana:

Fali serca, gdy cicho wzbiera za spojrzeniem,

nie obniżaj – o Matko – ani odmieniaj miłości,

ale w dłoniach przejrzystych tę samą falę przenieś

na mnie.

On Ciebie o to prosił.

Ja jestem rybak Jan. Tak mało jest we mnie

do kochania.

Jeszcze czuję: u brzegu jeziora – pod stopami drobniutki żwir –

i nagle – On.

We mnie już tajemnicy Jego nie obejmiesz,

choć w myślach Twych snuł się będę łagodnie jak mirt.

A jednak skoro On chciał, abym mówił do Ciebie „Matko” –

proszę, niechaj w tym słowie nic się dla Ciebie nie zmniejsza.