Aby życie mieli, aby nie ustali w drodze – Msza Wieczerzy Pańskiej
11:10 | 17.04.2014 | Wyświetleń: 200
abp

(Bazylika Archikatedralna, 17 kwietnia 2014 roku)

„Jezus wziął osobno Dwunastu i w drodze rzekł do nich: «Oto idziemy do Jerozolimy: tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą Go poganom na wyszydzenie, ubiczowanie i ukrzyżowanie; a trzeciego dnia zmartwychwstanie»” (Mt 20, 17–19). Tak w Mateuszowej Ewangelii brzmi trzecia zapowiedź męki. Chrystus głęboko, wręcz dramatycznie żył tym, co Go miało czekać. Dlatego w drodze do stolicy aż trzy razy powiedział uczniom, ku czemu zmierzają.

I oto są nareszcie w Jerozolimie, oto jest Ostatnia Wieczerza, a podczas niej obwieszczane jest przykazanie pamięci i podkreślanie niezwykłej wagi pamiątki. Podczas dziękczynienia i łamania chleba Pan Jezus powiedział bowiem tuż po wypowiedzeniu słów konsekracji: „Czyńcie to na moją pamiątkę” (Łk 22, 19). Dla obecnych razem z Nim Apostołów te słowa o pamiątce stanowiły bardzo wyraźne echo przykazania Boga, które przez Mojżesza i Aarona zostało przekazane całemu ludowi izraelskiemu: aby czcili i pamiętali dzień wyjścia z egipskiej niewoli. „Dzień ten będzie dla was dniem pamiętnym i obchodzić go będziecie jako święto dla uczczenia Pana. Po wszystkie pokolenia – na zawsze w tym dniu świętować będziecie” (Wj 12, 14).

Dla Żydów wieczerza paschalna, upamiętniająca ów dzień wyjścia w stronę wolności, łączyła się przede wszystkim ze spożyciem baranka wielkanocnego. Tymczasem dane Apostołom podczas Ostatniej Wieczerzy przykazanie pamięci nabrało wtedy zupełnie innej treści. Chrystus powiedział bowiem: „To jest Ciało moje, które za was będzie wydane” (Łk 22, 19). Inaczej mówiąc – Ja jestem tym Barankiem, który daje życie. Wy natomiast spożywać będziecie moje Ciało, które jest drogocenną ceną zbawienia świata.

Podczas wieczerzy paschalnej Żydzi wspominali też krew baranka. Krew błogosławioną, która owej pamiętnej nocy oddzieliła wybranych, przeznaczonych na ocalenie i na wyjście z niewoli Izraelitów, od Egipcjan, których domy miały opłakiwać śmierć wszystkiego, co „pierworodne w ziemi egipskiej, od człowieka aż do bydła” (por. Wj 12, 12). Natomiast podczas Ostatniej Wieczerzy Pan Jezus powiedział: „Ten kielich to Nowe Przymierze we Krwi mojej, która za was będzie wylana” (Łk 19, 20). Mówiąc „za was”, bez rozróżniania na Izraelitów i pogan, Chrystus wskazywał na uniwersalny charakter dokonującego się mocą Jego Krwi zbawienia. Jest ono ofiarowane wszystkim, którzy uwierzą, iż On, Jezus Chrystus, jest Jednorodzonym Synem Bożym, posłanym przez Ojca właśnie po to, aby ludzie mieli życie wieczne. Na skutek tego Chrystusowy Kielich jest rzeczywiście Przymierzem nowym, powszechnym, otwierającym perspektywy wieczności. Dlatego też Eucharystia, która zrodziła się na Ostatniej Wieczerzy, jest przeżywaniem śmierci Chrystusa, a równocześnie jest wybieganiem w przyszłość do Jego powtórnego przyjścia w chwale, kiedy będzie On sądzić żywych i umarłych. Ten eschatologiczny moment zawarty w Eucharystii podkreślił św. Paweł w Liście do Koryntian, stwierdzając: „Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pańską głosicie, aż przyjdzie” (1 Kor 11, 26).

Pamiątka, dana nam przez Chrystusa na Ostatniej Wieczerzy, nie jest zobowiązaniem do samego tylko, pełnego wdzięczności, wspominania. Jest ona jednocześnie spożywaniem Ciała Pańskiego i Krwi Pańskiej po to, aby ci, którzy przystępują do tego niezwykłego boskiego Posiłku, mieli życie, i aby idąc, nie ustali w drodze.

Aby życie mieli, aby nie ustali w drodze. W tym wszystkim zawiera się nieskończona, pełna zatroskania miłość Zbawiciela do nas. Dlatego też św. Jan, pisząc o Ostatniej Wieczerzy, wyjaśniał, na czym ta miłość polegała. Jego opis ostatniego przed męką spotkania Chrystusa z Apostołami, zaczyna się od jakże znamiennych słów: „Jezus wiedząc, że nadeszła Jego godzina przejścia z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował” (J 13, 1). Miłość do końca – a zatem na przekór ludzkiej zdradzie i podłości. Zaraz bowiem po słowach mówiących o bezgranicznej miłości Chrystusa, w kolejnym wierszu swej Ewangelii św. Jan wspomina zdrajcę: „W czasie wieczerzy, gdy diabeł już nakłonił serce Judasza Iskarioty, syna Szymona, aby Go wydać” (J 13, 2). Jednakże miłość Chrystusa jest miłością potężną – pokonującą wszelki grzech i wszelką niegodziwość. Jest miłością, która pragnie przezwyciężyć zło tego świata. Źródło swojej mocy i potęgi znajduje w Ojcu i w Jego miłości. Dlatego w kolejnym wierszu Janowej Ewangelii znajdujemy następujące słowa: Jezus, „wiedząc, że Ojciec dał Mu wszystko w ręce oraz że od Boga wyszedł i do Boga idzie” (J 13, 3). Ojciec dał Mu wszystko, aby stał się zwiastunem Jego miłości. Dlatego podczas nocnej rozmowy z Nikodemem Jezus powiedział do żydowskiego dostojnika: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3, 16). Jest to równocześnie miłość pokorna. Święty Jan przekazał nam bardzo dokładny opis czynności umywania nóg, którą w domu izraelskim mógł spełniać jedynie niewolnik nieżydowskiego pochodzenia. Tak bowiem ta czynność dla synów Izraela była upokarzająca. Tymczasem Jan nie wahał się pokazać całej prawdy tego wydarzenia, pisząc: Jezus „wstał od wieczerzy i złożył szaty. A wziąwszy prześcieradło nim się przepasał. Potem nalał wody do miednicy. I zaczął umywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany” (J 13, 4–5). Jest to również miłość oczyszczająca i wzywająca do coraz większej czystości serca. „Jesteście czyści”, powiedział Chrystus do Apostołów, ale zaraz dodał: „Wykąpany potrzebuje […] nogi sobie umyć” (por. J 13, 10). Zatem nikt z nas nie może powiedzieć o swoim dążeniu do doskonałości: „Już dosyć, wystarczy”. Wręcz przeciwnie, trzeba nam nieustannej otwartości na Chrystusową miłość, gdyż dzięki tej otwartości możemy stawać się pełnymi uczestnikami Bożej miłości. Pokonując opór Piotra, Jezus powiedział do niego: „Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną” (J 13, 8). Mieć udział z Nim, Synem Bożym, to pozwolić, aby On przeniknął nas swoją miłością. Miłością, która nigdy nie zadowala się tym, co już jest, ale wzywa do tego, co więcej. Caritas Christi urget nos – „Miłość Chrystusa przynagla nas” (2 Kor 5, 14) – napisze w Liście do Koryntian św. Paweł. Domaga się ona bowiem od nas tego, abyśmy o niej świadczyli wobec świata, nie tylko słowem, przede wszystkim czynem. „Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem” (J 13, 14–15).

Miłość do końca; miłość pokonująca zło tego świata; miłość zbawcza, której źródło znajduje się w samym Bogu; miłość pokorna aż do wyniszczenia własnego „ja”; miłość, która oczyszcza i prowadzi do doskonałości; miłość dająca uczestnictwo w życiu samego Chrystusa; miłość domagająca się naśladowania i czynu; miłość, której głębie da się zrozumieć jedynie w Duchu Świętym – ponieważ ty, Piotrze „tego, co Ja czynię, ty teraz nie rozumiesz, ale później będziesz to wiedział” (J 13, 7).

Ilekroć spożywamy Ciało Chrystusa i pijemy Jego Krew, tylekroć rodzi się w nas wielkie pragnienie takiej właśnie miłości. Pragnienie, któremu w 1944 roku, na dwa lata przed przyjęciem święceń kapłańskich, dał jakże szczególny i przejmujący wyraz młody alumn tajnego krakowskiego seminarium duchownego, Karol Wojtyła, w Pieśni o Bogu ukrytym:

Jest we mnie kraina przeźroczysta

w blasku jeziora Genezaret –

i łódź… i rybacza przystań,

oparta o ciche fale…

i tłumy, tłumy serc,

zagarnięte przez Jedno Serce,

przez Jedno Serce najprostsze,

przez najłagodniejsze –

– albo znowu – wieczór z Nikodemem,

– albo znowu – nad brzegiem morskim,

dokąd powracam codziennie,

oczarowany Twą pięknością –

A to wszystko: ten wieczór z Nikodemem,

ta kraina i rybacza przystań,

i toń taka przeźroczysta,

i Postać taka bliska –

a to wszystko przez Punkt jeden Biały

z najczystszej bieli

objęty w sercu człowieczym

krwawym przepływem czerwieni.

Proszę Cię, byś mnie ukrywał

w miejscu niedostępnym,

w nurcie cichego podziwu

lub w nocy posępnej.

Proszę Cię, byś mnie osłaniał

od tej strony, co zapada w mrok –

a proszę Cię, byś mnie odsłaniał

ku tej stronie, co przykuwa wzrok.

– bo wiem o takim ukryciu,

że w nim nic nie rozproszę z tych słońc,

które płoną pod horyzontem

spojrzeń utkwionych w głąb.

A wtedy dokona się cud

przemiany

oto Ty staniesz się mną –

ja – eucharystyczny.

Dzisiejszego wieczoru, kiedy w sposób szczególny przeżywamy pamiątkę ustanowienia Eucharystii, za Karolem Wojtyłą, niedługo świętym, Świętego, Apostolskiego i Katolickiego Kościoła, prośmy Chrystusa, aby przyszedł do nas i jako pokarm niebieski stał się częścią nas – właśnie po to, abyśmy mogli się stać eucharystyczni, składający dzięki za tę miłość do końca, za tę miłość, którą On nas bezgranicznie umiłował.