To, co się wtedy wydarzyło, musi być nieustannym wołaniem do sumień nas wszystkich – Homilia wygłoszona na Mszy Świętej sprawowanej w rocznicę mordu na więźniach na Radogoszczu w styczniu 1945 r.
10:55 | 17.01.2014 | Wyświetleń: 95
abp

(Bazylika Archikatedralna, 17 stycznia 2014 roku)

Wiele wiemy o złowrogiej historii więzienia na Radogoszczu w czasie drugiej wojny światowej. Wiemy, że przez to niemieckie więzienie przeszło około 40 tys. Polaków, kierowanych stamtąd czy to na rozstrzelanie, czy do obozów koncentracyjnych, czy do innych więzień. Wiemy także o przerażającym wydarzeniu, które miało miejsce 69 lat temu, w nocy z 17 na 18 stycznia 1945 roku, o spalonych tam żywcem około 1500. więźniach. Ocalało z tej masakry zaledwie około 30 osób. Na tę historię, tak bolesną w dziejach naszego miasta, ale także w historii naszego narodu, chciejmy spojrzeć w świetle czytań mszalnych, które przypadają właśnie na dzisiejszy dzień, by nie tyle wspominać tragedię, jaka miała miejsce przed laty, ile raczej chcieć zrozumieć przyczyny, z powodu których ta tragedia w ogóle zaistniała.

Czytany przed chwilą fragment Księgi Samuela mówi o buncie Izraelitów przeciwko Bogu. Chcieli oni mieć króla tak jak inne narody pogańskie. Samuel próbował się temu przeciwstawiać. Wtedy Pan Bóg stwierdził to, co jest kluczem do zrozumienia całego tego wydarzenia: „Nie ciebie odrzucają, lecz Mnie nie chcą mieć za króla, który by nad nimi panował” (1 Sm 8, 7). W ukazanym nam buncie Izraelitów możemy rozróżnić niejako cztery takty. Pierwszy takt – pragnienie przyjęcia przez nich zwyczajów pogańskich: mieć króla, tak jak inne narody. Drugi takt – to upomnienie, które kieruje Bóg poprzez usta proroka Samuela. Prorok przestrzega, mówiąc, że przyjęcie króla na wzór pogański będzie prowadziło do utraty wolności i do tak wielkiej królewskiej władzy, iż będzie ona się rozciągała aż po domy i własność prywatną Izraelitów. Trzeci takt – trwanie Izraelitów w uporze, mimo tych upomnień. Czwarty takt – chyba najbardziej dramatyczny. Bóg mówi do Samuela: „Wysłuchaj ich żądania i ustanów im króla” (1 Sm 8, 7). Bóg szanuje bowiem wolność człowieka, nawet jeśli ta wolność prowadzi człowieka do zguby. Taki jest Bóg i taki jest człowiek – obdarzony wolnością, która może służyć budowaniu dobra, ale może go także zaprowadzić do samounicestwienia. Bóg nakłania człowieka do dobra, niekiedy przypomina mu najbardziej oczywiste zasady postępowania, a w sytuacjach krytycznych upomina – ale ostatecznie to wolny człowiek dokona wyboru, a Bóg ten wybór uszanuje. Jednakże człowiek poniesie wszystkie konsekwencje swojej decyzji.

Te cztery takty odnoszą się również do historii Niemiec lat dwudziestych, trzydziestych i czterdziestych ubiegłego wieku. Przegrana pierwsza wojna światowa doprowadziła wiele ówczesnych narodów europejskich do tendencji prawdziwie skrajnych, które zaowocowały totalitaryzmami: czerwonym, bolszewickim w dawnej carskiej Rosji; brunatnym, nazistowskim w Niemczech; czarnym, faszystowskim we Włoszech. Systemy te były – może poza włoskim faszyzmem – wyraźnie antychrześcijańskie. Ich pojawienie się w Europie stanowi pierwszy wspomniany przez nas takt: chęć odejścia całych państw i narodów od Boga.

Zdając sobie sprawę z tego, jak wielkie niebezpieczeństwa zawisły nad Europą – i to stanowi drugi takt – Ojciec Święty Pius XI już w grudniu 1922 roku skierował do chrześcijańskiego świata najpierw Encyklikę Ubi Arcano Dei, a w ślad za nią, trzy lata później, Encyklikę Quas primas. Mocą tkwiącego w niej przesłania ustanowił święto Chrystusa Króla. Podejmując refleksję nad tą wielką tragedią, jaką była Wielka Wojna – czyli pierwsza wojna światowa – Pius XI pisał w Encyklice Quas primas: „Zastanawiając się nad najważniejszymi przyczynami nieszczęść i patrząc, jak te nieszczęścia ciężko przygniatają ludzi i jak ludzie z nimi się zmagają, nie tylko – jak wiadomo – zaznaczyliśmy otwarcie w Encyklice Ubi Arcano Dei, że tego rodzaju wylew zła dlatego nawiedził świat cały, gdyż bardzo wielu ludzi usunęło Jezusa Chrystusa i Jego najświętsze prawo ze swych obyczajów, z życia prywatnego, rodzinnego i publicznego; lecz także wskazaliśmy, że nadzieja trwałego pokoju dotąd nie zajaśnieje narodom, dopóki jednostki i państwa wyrzekać się będą i nie zechcą uznać panowania Zbawiciela naszego. Wzywając tedy do szukania pokoju Chrystusowego w Królestwie Chrystusowym, zapowiedzieliśmy, co zamierzamy uczynić, o ile Nam będzie to dane: mówiliśmy mianowicie, że w Królestwie Chrystusowym nie możemy skuteczniej przyczynić się do odnowienia i utrwalenia pokoju, jak tylko przywracając panowanie Pana naszego. […] A przeto powagą Naszą Apostolską ustanawiamy święto Pana Jezusa Chrystusa – Króla, które ma być na całym świecie obchodzone rok rocznie w ostatnią niedzielę miesiąca października, tj. w niedzielę, poprzedzającą bezpośrednio uroczystość Wszystkich Świętych”. Nie dziwmy się, że w centrum papieskiego przesłania zawartego w Encyklice Quas primas pojawiła się postać Chrystusa Króla. W tym samym bowiem czasie, to znaczy w latach dwudziestych ubiegłego wieku, bolszewicki komunizm przypisywał boską władzę gensekowi, czyli sekretarzowi generalnemu komunistycznej partii, Leninowi, a potem Stalinowi; niemiecki ruch hitlerowski tymi samymi boskimi prerogatywami obdarzał Führera – Wodza; podobny tytuł – Duce – odnoszono do twórcy włoskiego faszyzmu Mussoliniego. Tymczasem – i to właśnie pragnął przypomnieć światu papież Pius XI – to przecież Chrystus jest jedynym i prawdziwym Królem historii i dziejów ludzkich, to On jest ich Alfą i Omegą.

Encyklika Quas primas miała to wszystko ludziom przypomnieć, jednakże dzieje Europy – i to stanowi trzeci takt – potoczyły się wbrew zawartemu w niej przesłaniu. W latach trzydziestych systemy totalitarne rosły bowiem w potęgę, coraz bardziej widocznie zagrażając narodom i państwom, a przede wszystkim uderzając w same korzenie chrześcijańskiej Europy. Można by powiedzieć: uparcie trwały w swej negacji Boga.

Doszło w końcu do zaistnienia czwartego taktu: najbardziej zdecydowanego i jednoznacznego upomnienia, według którego, jeśli Niemcy jako naród nie odstąpią od Hitlera i jego nazistowskiej ideologii, czeka ich ogromna tragedia. Upomnienie to przyjęło kształt napisanej po niemiecku encykliki, co było czymś niezwykłym i prawdziwie wyjątkowym w dotychczasowych dziejach Kościoła katolickiego. Tę encyklikę, noszącą tytuł Mit brennender Sorge – „Z palącą troską” 14 marca 1937 roku ogłosił Pius XI. Została ona przeczytana we wszystkich kościołach katolickich w Niemczech już tydzień później, uprzedzając interwencję hitlerowskiej policji. Ojciec Święty przeprowadził w niej dogłębną i jednoznaczną krytykę ideologii nazistowskiej, stwierdzając między innymi: „Kto wynosi ponad skalę wartości, rasę albo naród, albo państwo, albo ustrój państwa, przedstawicieli władzy państwowej albo inne podstawowe wartości ludzkiej społeczności, które w porządku doczesnym zajmują istotne i czcigodne miejsce, i czyni z nich najwyższą normę wszelkich wartości, także religijnych, i oddaje się im bałwochwalczo, ten przewraca i fałszuje porządek rzeczy stworzony i ustanowiony przez Boga-Człowieka i daleki jest od prawdziwej wiary w Boga i od światopoglądu odpowiadającego takiej wierze”.

Ponieważ Hitler czynił się bogiem i przedstawiał się jako narzędzie Bożej Opatrzności, papież Pius XI przypomniał narodowi niemieckiemu, kim naprawdę jest Bóg. Stąd w Encyklice Mit brennender Sorge Ojciec Święty pisał: „Zwróćcie uwagę, Czcigodni Bracia, na nadużycie, jakie się popełnia, kiedy najświętszego Imienia Bożego używa się jako etykiety bez treści dla określenia mniej lub bardziej dowolnego tworu ludzkich pragnień. Starajcie się, by wierni wasi temu błędowi czynnie się przeciwstawiali, jak na to zasługuje. Naszym Bogiem jest Bóg osobowy, nadludzki, wszechmogący, nieskończenie doskonały, jeden w Trzech Osobach, Trójosobowo w jedności istoty Boskiej. Stwórca wszelkiego stworzenia, Pan i Król, i ostateczna przyczyna dziejów świata, nie znoszący i nie mogący znieść obok siebie żadnych innych bogów”.

Ten osobowy Bóg ustanowił jedno prawo obowiązujące wszystkich. Wpisał je w serce każdego człowieka jako prawo naturalne. Rozszerzył je jako Dekalog, będący uniwersalnym prawem na wszystkie czasy i dla wszystkich ludów i narodów, niezależnie od tego, jakie będzie u nich prawo stanowione przez ludzi. Niezależnie zwłaszcza od zbrodniczego hitlerowskiego prawa. „Ten Bóg – czytamy dalej w Encyklice Mit brennender Sorge – dał swe przykazania jako najwyższy władca. Mają one znaczenie niezależnie od czasu i przestrzeni, kraju i rasy. Jak Boże słońce wszystko oświeca, tak też prawo Jego nie uznaje żadnych przywilejów i wyjątków. Rządzący i podwładni, ukoronowani i nie noszący korony, bogaci i ubodzy w ten sam sposób podlegają Jego słowu. Ponieważ jest On jedynym Stwórcą, ma prawo domagać się posłuszeństwa od poszczególnych jednostek i od wszelkiego rodzaju społeczności. Posłuszeństwo to odnosi się do wszystkich dziedzin życia, w których kwestie moralne domagają się uzgodnienia z niezmiennym prawem Bożym i skutkiem tego – poddania zmiennego prawa ludzkiego niezmiennemu prawu Bożemu”.

Ponieważ Bóg jest Ojcem wszystkich ludzi i każdy człowiek ma prawo czuć się Jego dzieckiem, nie można ograniczyć Go do jednej tylko rasy czy jednego tylko narodu. „Tylko płytkie umysły – pisał w encyklice Pius XI – mogą popaść w ten błąd, by mówiąc o bogu narodowym, o religii narodowej. Tylko one mogą podjąć daremną próbę, by w granicach jednego tylko narodu, w ciasnocie krwi jednej rasy zamknąć Boga, Stwórcę wszechświata, Króla i Prawodawcę wszystkich narodów, wobec wielkości którego narody są jakoby krople u wiadra”.

Ostrze krytyki zawartej w Encyklice Mit brennender Sorge zostało również skierowane przeciwko samemu Hitlerowi, choć jego imię nie zostało w tym dokumencie wprost wymienione: „Kto świętokradzko zapoznaje przeogromną, istotną różnicę pomiędzy Bogiem – Człowiekiem a ludźmi i odważa się kogokolwiek ze śmiertelników, choćby to nawet był największy człowiek wszystkich czasów, postawić obok Chrystusa, lub nawet ponad Nim i przeciwko Niemu, ten musi pozwolić sobie powiedzieć, iż jest obłąkanym prorokiem, głoszącym urojenia, do którego w przerażający sposób stosują się słowa Pisma Świętego: «Śmieje się Ten, który mieszka w niebie»”.

W końcowych fragmentach encykliki Ojciec Święty skierował apel do całego narodu niemieckiego, zwłaszcza do tych, którzy byli wtedy nakłaniani, aby występować z Kościoła katolickiego, wyrzekając się w ten sposób chrześcijańskiej wiary i negując istnienie Pana Boga. Słowa Piusa XI były całkowicie jednoznaczne: w chwilach próby chrześcijanie musza pozostać wiernymi Bogu aż do końca. „W waszym kraju, Czcigodni Bracia – pisał papież – coraz częściej odzywają się głosy nawołujące do wystąpienia z Kościoła. Wśród przywódców tego ruchu są często tacy, którzy zajmują stanowiska urzędowe i przez to starają się wywołać wrażenie, jakoby wystąpienie z Kościoła i połączona z tym niewierność wobec Chrystusa – Króla była szczególnie przekonującym i pełnym zasługi sposobem okazywania swej wierności wobec państwa. Przez ukryte i jawne środki przymusu, przez lęk i groźbę szkód gospodarczych, zawodowych, obywatelskich i innych wywiera się taki nacisk na przywiązanie katolików do wiary, a szczególnie pewnych klas katolickich urzędników, który jest sprzeczny z prawem i nieludzki. Całe Nasze ojcowskie współczucie i najgłębsza litość towarzyszą tym, którzy tak drogo muszą okupić swą wierność dla Chrystusa i Kościoła. Lecz tu jest punkt, gdzie wchodzą w grę rzeczy ostateczne i najwyższe, ratunek i zagłada, i gdzie wskutek tego droga heroicznego męstwa jest dla wiernego jedyną drogą zbawienia. Jeżeli kusiciel albo gnębiciel przystąpi z judaszową intencją skłonienia katolika do wystąpienia z Kościoła, to ten może mu tylko, nawet za cenę ciężkich ofiar doczesnych, powiedzieć słowa Zbawiciela: «Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz». Kościołowi zaś powie: «Tyś matką moją od lat mego dzieciństwa, pociechą w życiu, orędownikiem w śmierci; język niech mi przylgnie do podniebienia, jeżeli miałbym ulec doczesnym pokusom i pogróżkom i stać się zdrajcą ślubowania chrzestnego». A dla tych, którzy sądzą, że zewnętrzne wystąpienie z Kościoła mogą pogodzić z wewnętrzna wiernością dla niego, niech będą poważnym ostrzeżeniem słowa Zbawiciela: «kto się Mnie wyprze wobec ludzi, tego wyprę się i Ja wobec aniołów Bożych»”.

Wprawdzie propaganda goebbelsowska przemilczała istnienie tego listu, ale po jego ogłoszeniu zwiększyły się jeszcze bardziej ataki kierowane przez hitlerowców przeciwko Kościołowi. Jego obraz, jaki wtedy tworzono, był obrazem Kościoła jako przestępczej organizacji pederastów i homoseksualistów. Urządzano oszałamiające w swej wymowie Parteitagi, pogłębiano wychowanie w nienawiści i pogardzie, zwłaszcza wobec przedstawicieli nie-aryjskiej razy oraz wobec słabych i chorych. Eskalowano złość, która stała się treścią codziennego życia Niemiec końca lat trzydziestych. To wszystko eksplodowało w chwili wybuchu drugiej wojny światowej. Nastąpiła prawdziwa spirala zła, prowadząca do samozagłady. W 1945 roku, w obliczu zbliżających się do Berlina wojsk radzieckich i amerykańskich, Hitler nakazał stosowanie polityki spalonej ziemi, ponieważ uważał, że Niemcy nie okazały się godne jego geniuszu.

Dzisiaj, kiedy w najrozmaitszy sposób nawiązuje się do tamtych tragicznych lat, bardzo często słyszymy hasło: „nigdy więcej wojny”. W istocie brzmi ono jak jakieś magiczne zaklęcie, bo przecież doskonale wiemy: wojny ciągle stanowią, niestety, bardzo ważną część również najnowszej historii naszego świata. Nie zaklęciami przywrócimy pokój poszczególnym ludziom, narodom i państwom. Jedyną drogą, która daje nam nadzieję lepszego jutra, jest uznanie Boga, który jest miłością. Boga, który chce wyzwolić człowieka z jego duchowego paraliżu – z paraliżu zła i grzechu. Boga, który pragnie wprowadzić wszystkich ludzi do swego Królestwa – Królestwa prawdy i sprawiedliwości, Królestwa miłości i pokoju. Dzisiejszemu światu potrzebne są nie slogany, ale prawdziwi i autentyczni świadkowie tego Boga i tego Królestwa. Potrzebni są niekiedy wręcz heroiczni świadkowie Ewangelii, którzy będą umieli powiedzieć: „kłamstwo jest kłamstwem, zło jest złem, prawdziwe dobro to jedynie to, które daje nam Chrystus i które jest głoszone przez Jego święty katolicki i apostolski Kościół”. Wszystko to, co wiąże się z odrzucaniem Boga, wszystko to, co się Chrystusowej Ewangelii przeciwstawia – mimo tego, że jest głoszone przez wielkich tego świata, i mimo tego, że jest wspomagane przez niezwykle skuteczną propagandę współczesności – nieuchronnie kieruje się przeciwko człowiekowi.

Tego wszystkiego musimy być świadomi także dzisiaj, kiedy wspominamy ofiary tragedii, jaka miała miejsce w Łodzi, na Radogoszczu, 69 lat temu. Ofiary odrzucenia Boga przez hitlerowskich zbrodniarzy, ofiary ich nienawiści, ofiary deptania najbardziej podstawowych praw osoby ludzkiej niejako domagają się od nas tej właśnie świadomości. To, co się wtedy wydarzyło, musi być dzisiaj nieustannym wołaniem do naszych sumień o ich otwarcie się na Boga miłości i przebaczenia.