29.03.2017
Noc zwiastująca wypełnienie się czasów – Homilia podczas Pasterki
09:23 | 24.12.2013 | Wyświetleń: 92
abp

(Bazylika Archikatedralna, 25 grudnia 2013 r.)

Ekscelencjo, Najdostojniejszy Arcybiskupie, Nuncjuszu Apostolski,

Drodzy Bracia w kapłaństwie,

Drogie Siostry Zakonne,

Wszyscy drodzy memu sercu Siostry i Bracia,

Uczestnicy tej uroczystej mszy świętej, naszej tradycyjnej Pasterki!

Jeszcze niedawno przebywaliśmy w naszych domach rozświetlonych choinkami, przed północą wyszliśmy i zanurzyliśmy się w ciemność nocy. Początek tej Eucharystii mówił też o nocy, mówiła o tym zaśpiewana starodawna polska kolęda Wśród nocnej ciszy, a w naszych sercach rozbrzmiewają tony najpiękniejszej chyba kolędy świata Cicha noc, święta noc, która powstała prawie 200 lat temu w 1818 roku w Oberndorf koło Salzburga. To wszystko każe nam pochylić się nad znaczeniem nocy, o której wielokrotnie mówi Pismo Święte. Bo noc w Piśmie Świętym, to najpierw czas budzącej przerażenie i lęk Bożej mocy gniewu i kary. Tak właśnie o nocy pisał autor Księgi Mądrości: „Gdy głęboka cisza zalegała wszystko, a noc w swoim biegu dosięgała połowy, wszechmocne Twe Słowo z nieba, z królewskiej stolicy, jak miecz ostry niosąc Twój nieodwołalny rozkaz, jak srogi wojownik runęło pośrodku zatraconej ziemi. I stanąwszy, napełniło wszystko śmiercią: nieba sięgało i rozchodziło się po ziemi” (Mdr 18, 14–16).

Te przejmujące słowa są komentarzem autora Księgi Mądrości do decydującego momentu w dziejach uciemiężonego ludu Izraela, znajdującego się w niewoli egipskiej, by wreszcie i ostatecznie przełamać opór faraona, jak czytamy w Księdze Wyjścia: „O północy Pan pozabijał wszystko pierworodne Egiptu: od pierworodnego syna faraona, który siedzi na swym tronie, aż do pierworodnego tego, który był zamknięty w więzieniu, a także wszelkie pierworodne z bydła. I wstał faraon jeszcze w nocy, a z nim wszyscy jego dworzanie i wszyscy Egipcjanie. I podniósł się wielki krzyk w Egipcie, gdyż nie było domu, w którym nie byłoby umarłego” (Wj 12, 29–30).

Jest jeszcze inne znaczenie nocy, która wyznacza przełom radykalny i ostateczny w dziejach ludzkości. Jest to noc zwiastująca wypełnienie się czasów, noc, o której możemy powiedzieć, trawestując nieco słowa wielkanocnego Exsultet: „O, zaiste błogosławiona noc, jedyna, która była godna poznać czas i godzinę narodzenia Chrystusa. O tej to nocy napisano: a noc jako dzień zajaśnieje, oraz: noc będzie mi światłem i radością”.

Bo jest to noc Bożej miłości, o której Jezus na początku swojej działalności publicznej podczas nocnej rozmowy z Nikodem powiedział: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3, 16).

Wielowątkowe znaczenie tej nocy niejako rozśpiewał św. Łukasz w czytanej przed chwilą Ewangelii. Bo jest to rzeczywiście noc światłości: „Naraz stanął przy nich Anioł Pański i chwała Pańska zewsząd ich oświeciła” (Łk 2, 9). Jest to noc Bożej chwały, bo zastępy anielskie śpiewały nad Betlejem: „Chwała Bogu na wysokościach”. Jest to noc błogosławieństwa, noc wieszcząca pokój ludziom Bożego umiłowania, ludziom dobrego i prawego serca. Jest to noc radości, anioł bowiem rzekł do pasterzy: „Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką. Ona będzie udziałem całego narodu” (por. Łk 2, 10). Noc przedziwnych znaków: „To będzie znakiem dla was. Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie” (Łk 2, 12). To noc ufności, że prawdą jest to, co w imieniu Boga wypowiedzieli wobec prostych pasterzy betlejemskich aniołowie. Dlatego pasterze, wierząc tym słowom, udali się z pośpiechem do Betlejem, i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę leżące w żłobie.

Jest to noc radosnego głoszenia Ewangelii, czyli Dobrej Nowiny o zbawieniu, które stało się naszym udziałem właśnie dlatego, że Jednorodzony Syn Boży, Boski Logos, stał się człowiekiem, jednym z nas, choć Jedynym. Dlatego już tej nocy pasterze wrócili do siebie, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak było to im powiedziane.

Od tej nocy, licząc tradycyjnym kalendarzem, upłynęło 2013 lat. Już tak długo ludzkość nieustannie próbuje przeniknąć tajemnicę tej nocy dzielącej Stare Przymierze od Nowego. Dzieje ludzkości pogrążone w ciemnościach grzechu i zwątpienia. I dzieje ludzkości oświetlone światłością, która przyszła z wysoka i oświeca każdego, kto zechce znaleźć się w błogosławionym kręgu tego światła przychodzącego z wysoka. Jakże wymownie, jakże przenikliwie, wyraził znaczenie tej nocy i tej ciszy, która zapadła nad światem, błogosławionej ciszy, w której narodził się Zbawiciel świata, nasz narodowy wieszcz Cyprian Kamil Norwid w Rzeczy o wolności słowa (IX):

Przyszła nareszcie chwila ciszy uroczystej,

Stało się – między ludzi wszedł Mistrz-Wiekuisty.

I do historii, która wielkich zdarzeń czeka,

Dołączył biografię każdego człowieka,

Do epoki – dzień każdy, każdą dnia godzinę,

A do słów umiejętnych – wnętrzną słów przyczynę,

To jest intencję serca…

Rozpamiętując i rozważając tajemnicę tej nocy, chcemy odkryć intencję naszych serc, które z taką ufnością zbliżają się do światłości przychodzącej z wysoka, by raz jeszcze spojrzeć na siebie, na świat, na swoje przeznaczenie, na swoje życie. Wiemy, że za chwilę opuścimy jasność tej świątyni i znowu zagłębimy się w noc, zdążając z katedry do swoich domów, będziemy wracali przemienieni radością tego, że Bóg jest z nami, że jest Emmanuel, Bóg solidarny z każdym człowiekiem, bo wziął na siebie nasz los, rodząc się w tak trudnych warunkach betlejemskiej groty. A potem, biorąc na siebie wszystkie zmagania tak typowe dla człowieczego życia, aż po śmierć.

Będziemy przemienieni, bo przecież tutaj karmimy się słowem Jego prawdy i tutaj karmimy się Jego chlebem, dającym nam siłę, by kroczyć pośród ciemności tego świata, by kroczyć z ufnością, że On, Pan, przenika te ciemności blaskiem swego światła, którego nikt ani nic nie jest w stanie przesłonić w naszych sercach.

Będziemy wracać do siebie przeniknięci nadzieją wiecznego zbawienia, bo przecież Syn Boży stał się Człowiekiem właśnie dlatego, abyśmy my, grzeszni i słabi ludzie, stali się na powrót synami Bożymi i to synami na całą wieczność.

Będziemy wracać do siebie odnowieni świadomością wielkości człowieka. To, że Boży Syn stał się człowiekiem, Bratem każdej i każdego z nas, wskazuje, jak wielki jest człowiek, jak niezmierna jest jego godność, jak ogromny obowiązek każdej i każdego z nas, by tej godności strzec, by ją w swoim sercu chronić, by ją światu głosić, by za nią Bogu dziękować.

Jeden z najwybitniejszych Ojców Kościoła, żyjący pod koniec II wieku, święty Ireneusz, Biskup i Męczennik, napisał: Gloria Dei est vivens homo – Chwałą Boga jest żyjący człowiek. I to homo vivens, żyjący człowiek, musimy najpierw rozumieć w sensie życia biologicznego. To, że żyjemy, jest już na cześć Boga i stąd tak wielka odpowiedzialność za każde ludzkie życie od chwili poczęcia do momentu naturalnej śmierci. Życie człowieka jako mężczyzny i kobiety, bo tylko jako kobietę i mężczyznę stworzył Bóg na swój obraz i swoje człowieczeństwo. Już życie samo w sobie jest chwałą samego Boga, a potem chwałą Bożą jest życie człowieka pojęte w sensie teologicznym, bo człowiek jest przecież przeniknięty i przemieniany Bożą łaską i nie ma nic dla człowieka bardziej tragicznego niż utrata tej łaski. I nie ma też dla człowieka nic bardziej wspaniałego, jak odzyskiwanie Bożej przyjaźni dzięki sakramentowi pokuty i pojednania.

I na koniec: homo vivens, żyjący człowiek, który jest przejawem Bożej chwały, to człowiek żyjący razem z innymi. Sens społeczny ludzkiego życia, przejawia się najpierw i najbardziej głęboko w życiu małżeńskim, życiu rodzinnym, ludzkich przyjaźniach, ludzkiej prawdziwej człowieczej odpowiedzialności za drugiego człowieka, bo przecież właśnie wtedy kiedy człowiek czuje się naprawdę odpowiedzialny za drugiego, gdy nie jest obojętny na jego los. Właśnie wtedy, kiedy jest odpowiedzialny, jest człowiekiem, bo wtedy przezwycięża bezczelną odpowiedź „Czy jestem stróżem  brata mego?”, jaką Kain udzielił Bogu na pytanie: „Gdzie jest twój brat Abel?” (Rdz 4, 9).

Przychodzący na świat Boży Syn, jako człowiek zatroskany o najbardziej biednych, odtrąconych i wzgardzonych, pokazuje sobą, jak wielki jest człowiek wtedy, kiedy potrafi się z miłością pochylić nad tymi, którzy czekają na słowo prawdy, na słowo miłości, na konkretną pomoc dźwigającą człowieka z nędzy materialnej i moralnej właśnie po to, aby ten odtrącony stał się także homo vivens, żyjącym człowiekiem, żyjącym na Bożą chwałę. Nie zbuduje się inaczej społeczności prawdziwie człowieczej bez tej odpowiedzialności za drugiego człowieka – odpowiedzialności budowanej na prawdzie Ewangelii, na fundamencie tej tajemnicy, którą czcimy dzisiejszej nocy, tajemnicy wcielenia Bożego Syna, tego, że stał się Człowiekiem.

Jako Człowiek homo vivens nieustannie oddawał cześć najwyższemu Ojcu i swoim życiem pokazał nam, co znaczy żyć, żyć prawdziwie, żyć w miłości ofiarnej, bezinteresownej, braterskiej, obejmującej wszystkich i błogosławiącej wszystkich prawego serca. Bo to przemienienie radością, to przeniknięcie nadzieją życia wiecznego, to odnowienie świadomości dotyczącej godności każdej i każdego z nas jest możliwe jedynie w Chrystusie, przez Chrystusa i z Chrystusem. Jest możliwe przez to Dzieciątko, które dla nas w Betlejem się narodziło. I to Dzieciątko z wielką pokorą, ale też z wzruszającą ufnością naszych serc prosimy słowami starodawnej polskiej kolędy:

Podnieś rękę Boże Dziecię,

Błogosław Ojczyznę miłą,

W dobrych radach, w dobrym bycie

Wspieraj jej siłę swą siłą,

Dom nasz i majętność naszą

I wszystkie wioski z miastami.

A wszystko dlatego, że odwieczne Boże Słowo Ciałem, czyli Człowiekiem się stało i zamieszkało między nami.