Tę pamięć trzeba przywrócić
09:16 | 03.11.2013 | Wyświetleń: 114
abp

Pragniemy dzisiaj dotknąć serca Łodzi, pragniemy dzisiaj usłyszeć jego bicie. To serce pragniemy spotkać z Sercem Chrystusa i wtedy staje się ono pełne szlachetności i wielkości. Tak odkrytemu wielkiemu ludzkiemu sercu towarzyszy dostojne bicie dzwonu, zawieszonego na wieży tej katedry. Dzwonu, który nosi imię Serce Łodzi. Pragniemy dzisiaj dotknąć serca Łodzi. Pragniemy dzisiaj usłyszeć jego bicie. To serce pragniemy spotkać w utworzonym przez niemieckich nazistów w czasie II wojny światowej, niemalże w centrum naszego miasta, tzw. obozie wychowawczym czy prewencyjnym dla młodych Polaków, Polen-Jugendverwahrlager der Sicherheitspolizei in Litzmannstadt.
Tak dotkniętemu boleśnie ludzkiemu sercu polskich dzieci towarzyszy przejmujący widok pomnika martyrologii dzieci, zwanego Pomnikiem Pękniętego Serca, do którego udamy się na zakończenie uroczystości w katedrze. Chcemy spotkać serce Łodzi z Sercem Chrystusa.
„Nikt zaś z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie. Jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana. Jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc i śmierci należymy do Pana” (Rz 14, 7–8). Te słowa św. Pawła z jego Listu do Rzymian słyszeliśmy w dzisiejszym pierwszym czytaniu.
Te słowa mówią o wielkości człowieka. O wielkości człowieka dzięki temu, że Jednorodzony Syn Boży, przedwieczny Logos, stał się człowiekiem, bratem każdej i każdego z nas. To w Chrystusie i z Chrystusem odnajdujemy całą swoją godność i niezwykłe przeznaczenie: godność Bożego dziecka i godność każdego drugiego człowieka, za którego Chrystus oddał swoje życie i przelał krew na krzyżu Golgoty. Wszyscy w Chrystusie i przez Chrystusa stajemy się na nowo dziećmi tego samego Ojca, który jest w niebie. I odtąd program życia chrześcijańskiego to zatopienie się w Chrystusie, bo czy żyjemy, czy umieramy, żyjemy dla Chrystusa i umieramy dla Chrystusa, i dzieje się to w nas od momentu chrztu świętego. To właśnie od tej chwili wszczepiona jest w nas nadzieja życia wiecznego, która w nas nieustannie dojrzewa z dnia na dzień w Chrystusie i z Chrystusem. Bicie naszego serca – pragniemy żeby tak było, i oto prosimy Boga – współbrzmi z sercem Chrystusa, które do końca nas umiłowało. I to jest pierwsza prawda, która wynika z czytanego przed chwilą Listu św. Pawła do Rzymian.
Jest też druga prawda: „Dlaczego więc ty potępiasz swego brata? Albo dlaczego gardzisz swoim bratem? Wszyscy przecież staniemy przed trybunałem Boga” (Rz 14, 10). W tych słowach jest zawarta także wielka, zdecydowana chęć odrzucenia wszystkich tych usiłowań, które dążą do pomniejszenia wartości i godności drugiego człowieka. W tych słowach musimy usłyszeć także jednobrzmiące, zdecydowane potępienie wszelkiego rodzaju totalitaryzmów, bo totalitaryzm to wielkie, tragiczne zjawisko, jakie miało miejsce w XX wieku i jakie przelewa się także niestety na nasz wiek XXI. Totalitaryzm był ideologią, sposobem myślenia i sposobem działania, pozwalającym z pogardą patrzeć na innych. Pozwala sądzić o ich wartości, pozwala unicestwiać ich godność i ich życie – to jest totalitaryzm, który stał się niestety tragiczną cząstką naszego narodu przez wiele, wiele lat wydanego na pastwę czy to totalitaryzmu brunatnego, hitlerowskiego, nazistowskiego, czy tego czerwonego, bolszewickiego.
To właśnie w imię tej ideologii, jeden z twórców i wodzów ideologii hitlerowskiej, Heinrich Himmler, wydał następującą instrukcję: „Na naszych wschodnich terenach Niemiec, szczególnie w »Okręgu Warty« Warthegau [wiemy stolicą tego okręgu był Poznań, a Łódź, przemianowana przez hitlerowców na Litzmannstadt, była jego częścią], zaniedbanie młodzieży polskiej rozwinęło się poważnie i stanowi groźne niebezpieczeństwo dla młodzieży niemieckiej. Przyczyny tego zaniedbania leżą przede wszystkim w nieprawdopodobnie prymitywnym standardzie życia Polaków. Wojna rozbiła wiele rodzin, a uprawnieni do wychowywania nie są w stanie spełniać swych obowiązków, polskie zaś szkoły zamknięto. Stąd też dzieci polskie, wałęsające się bez jakiegokolwiek nadzoru i zajęcia, handlują, żebrzą, kradną, stając się źródłem moralnego zagrożenia dla młodzieży niemieckiej”.
Słowa Himmlera, mówiące o nieprawdopodobnie trudnych warunkach życia Polaków, są prawdziwe, ale ta sytuacja została przez nich stworzona. Te dzieci i ta młodzież były ich ofiarą, ofiarą wojny, którą wypowiedziano narodowi i Państwu Polskiemu 1 września 1939 roku, i tego wszystkiego, co się potem działo, łącznie z zamykaniem szkół, pozbawianiem Polaków praw obywatelskich. Te dzieci to przecież dzieci ofiar z września 1939 roku i dalszych lat zmagań o niepodległość Polski. Dzieci polskich patriotów czy to zamordowanych, czy osadzonych w obozach koncentracyjnych. Te dzieci, to dzieci rodziców, którzy nie chcieli podpisać Volkslisty na Śląsku. To dzieci szukające dla siebie środków, by przeżyć. I te dzieci zamknięto w obozie koncentracyjnym w Łodzi, a żeby świat o tym się nie dowiedział, ten obóz umieszczono w getcie żydowskim, znajdującym się w sercu naszego miasta. Mały Oświęcim – tak go nazwano i przez długi okres te dzieci w kolejnych transportach przybywały tam i ginęły. Od pierwszego transportu z 11 grudnia 1942 roku do 19 stycznia 1945 roku, kiedy mogły opuścić obóz w pierwszy dzień wyzwolenia go przez Armię Radziecką.
Skąd przybyły? Znamy wiele miejscowości ich narodzenia, ich pochodzenia, a miejscowości te, właśnie przez to, że dzieci wyrwano z domów rodzinnych, z miejscowości, w których przyszły na świat, też zostały naznaczone ogromem bólu i cierpienia: Bodzentyn, Kraków, Poznań, Lipsk, Łódź, Busko Zdrój, Wołkowysk, Warszawa, Jaworzno, Baranowicze, Gniezno, Więzbork, Międzychód, Modrzejów, Brodnica, Chrzanów, Sosnowiec, Siewierz, Piekocin, Serock, Pabianice, Nowy Targ, Krynica, Chodzież, Kalisz, Dąbrowa Górnicza, Wadowice, Metz we Francji, Mosina, Pobiedziska, Wisła, Szamotuły, Ozorków, Częstochowa, Kutno, Zawiercie, Wieluń. Można by listę miast wydłużać i wyczytywać ich nazwy. Próbować zrozumieć ogrom ran zadanych tym miejscowościom i ludziom, którzy tam byli i te dzieci kochali, i w tych dzieciach pokładali nadzieje. Jaka jest ich liczba? Trudna do określenia. Według Aleksandra Szumańskiego i Józefa Witkowskiego, którzy napisali dwie monografie na temat tego obozu, w obozie tym było od 12 do 13 tysięcy polskich dzieci. Przeżyło 800 do 900. Wiele z nich zmarło zaraz po wojnie. Tak były wyczerpane, tak naznaczone cierpieniem, tak nieprzygotowane, by wrócić do normalnego życia, bo codziennością tego obozu był głód, były choroby, w tym także tyfus. Było bicie, torturowanie, fatalne warunki sanitarne, wszystko to, co tym dzieciom odbierało wiarę w człowieka, przynajmniej kiedy patrzyli na swoich oprawców.
Ale zostały niektóre listy, pisane przez dzieci do swoich rodziców. Listy pełne nadziei, że ci rodzice jeszcze żyją, a może krewni, że przyślą chleb i marmoladę, może cukierka, że może ich odwiedzą. Te listy prawie zawsze kończą się – u nas w lagrze jest dobrze – jakby sądziły, że dzięki temu kłamstwu cenzura obozowa przymknie oko i wyśle listy do adresatów. Tragiczne listy ukazywały tęsknotę, żal, chęć życia, miłość do najbliższych. Jaka musiała być tragedia, kiedy na listy odpowiedzi nie było, paczki nie przychodziły, a samotność stawała się coraz bardziej tragiczna?
Matka Kościół nie może o nich zapomnieć. Matka Kościół nie może zapomnieć o swoich dzieciach, gdziekolwiek by one się znajdowały, jakikolwiek byłby kres ich istnienia na ziemi. Matka Kościół się modli.
Wiemy, że przy Pomniku Pękniętego Serca, pomniku martyrologii dzieci, umieszczono napis: „Odebrano Wam życie, dziś dajemy Wam tylko pamięć”. Tylko pamięć, ale przecież znamy naszą łódzką świadomość współczesną. Nie ma tej pamięci. Mało kto tam był, na tym miejscu. Tę pamięć trzeba naprawdę przywrócić, a ponieważ wiemy, jak bardzo ludzka pamięć jest krucha, chcemy tę pamięć umocnić modlitwą. Dlatego gromadzimy się dzisiaj w tej Katedrze Łódzkiej, która ze względu na funkcję, jaką pełni, jest sercem Łodzi, sercem wrażliwym na bicie serc mieszkańców tego miasta.
Gromadzimy się, by poświęcić tablicę, która by przypominała o tragedii, jaka tutaj miała miejsce, tablicę, która by kierowała nie tylko myśli najbardziej szlachetne, ale i kroki nasze w stronę ulic, które stanowiły granicę obozu koncentracyjnego dla dzieci, kwadrat obecnych ulic: Emilii Plater, Brackiej, Górniczej, Zagajnikowej, by niejako osobiście dotknąć tego miejsca martyrologii, który przeszedł do zapomnianej już niestety historii jako obóz przy Przemysłowej.
Chcemy tę tragedię, która miała miejsce 70 lat temu, wiernie łączyć z ofiarą Chrystusa umęczonego, zabitego, zmartwychwstałego. Chcemy podczas tej Eucharystii, tak niezwykłej i uroczystej, prosić Boga o miłosierdzie, o łaskę zbawienia dla tych polskich męczenników w większości nieznanych nam z imienia i nazwiska, bo hitlerowcy, opuszczając ten obóz, starali się zatrzeć ślady swojej zbrodniczej działalności.
Chcemy modlić się także za katów tych dzieci. Chcemy to wszystko utrwalać w naszej wspólnocie eucharystycznej, wiedząc, że ona, ta Eucharystia, rodzi się z polecenia Chrystusa: To czyńcie na moją pamiątkę. Na pamiątkę mojej Męki i mojego Zmartwychwstania. Na pamiątkę tych wszystkich, którzy umierali z Chrystusem i którzy żyli z Chrystusem, i mamy głęboką nadzieję z Nim żyją życiem wiecznym.
Modlimy się także dzisiaj, tutaj, za wszystkie dzieci na całym świecie, którym odbiera się radość dzieciństwa, które się prześladuje, torturuje, które się przymusza do służby wojskowej w wieku kilku czy kilkunastu lat, którym odbiera się nadzieję, uśmiech i radość, także życie, bo przecież nie wolno nam nie pamiętać i nie łączyć naszego bólu z bólem Tego, który dla nas umarł i zmartwychwstał.