19.11.2017
Każda i każdy z nas jest terenem misyjnym – Homilia wygłoszona podczas Mszy Świętej z okazji inauguracji pracy duszpasterstw akademickich
09:07 | 20.10.2013 | Wyświetleń: 215
abp

(Bazylika Archikatedralna, 20 października 2013 r.)

„Ty natomiast trwaj w tym, czego się nauczyłeś i co ci zawierzono, bo wiesz, od kogo się nauczyłeś. Od lat bowiem niemowlęcych znasz Pisma święte, które mogą cię nauczyć mądrości wiodącej ku zbawieniu przez wiarę w Chrystusie Jezusie. Wszelkie Pismo, od Boga natchnione [jest] i pożyteczne do nauczania, do przekonywania, do poprawiania, do kształcenia w sprawiedliwości – aby człowiek Boży był doskonały, przysposobiony do każdego dobrego czynu” (2 Tm 3, 14–17). Te słowa św. Pawła skierowane tuż przed śmiercią do umiłowanego ucznia Tymoteusza stanowią szczególny testament duchowy Apostoła Narodów.

Mówimy o sytuacji Tymoteusza, człowieka, który wyrósł z lektury Pism świętych od lat niemowlęcych (por. 2 Tm 3, 14). Znałeś te Księgi – księgi Starego Testamentu, które mogą doprowadzić cię do wiary w Jezusa Chrystusa, ale jednocześnie te natchnione przez Boga Księgi podlegają osądowi ludzkiego rozumu. Zawierają w sobie bardzo uchwytną logikę, logikę życia, a jednocześnie szczególną moc argumentacji z wszystkimi, którzy tych Pism nie znają, argumentacji, która może obronić zawartą w tych Pismach mądrość.

„Wszelkie Pismo, od Boga natchnione pożyteczne jest do nauczania, do przekonywania, do poprawiania, do kształcenia w sprawiedliwości” (2 Tm 3, 16). To nie są jakieś ezoteryczne, tajemne Pisma, zrozumiałe tylko dla wybrańców. Są to Pisma przeniknięte wewnętrznym logosem, mądrością. Z tych Pism chrześcijanie czerpali dla siebie szczególny kształt własnego postępowania, kształt, który był niewątpliwie znakiem sprzeciwu wobec ówczesnego pogańskiego świata; wczytywali się w te Pisma, by zgodnie ze wskazaniem św. Piotra umieć uzasadnić nadzieję, która w nich jest, nadzieję odnoszącą się do życia wiecznego, ale uzasadnioną przez chrześcijański styl życia i myślenia. I dlatego tak często na sarkofagach z III wieku możemy znaleźć trzy figury: pasterza, oranta, czyli człowieka modlącego się i filozofa, czyli czciciela i miłośnika mądrości. Wszystkie te trzy figury aluzyjnie wskazują na Chrystusa, Dobrego Pasterza, wznoszącego swe ręce do Ojca w modlitwie i nauczyciela najwyższej mądrości. Te trzy figury jednocześnie wskazują na chrześcijanina, który nie bez powodu jest dumny ze swej nazwy christosnamaszczony świętym olejem podczas sakramentu Chrztu, by iść tą drogą, którą ukazał nam Chrystus. I dlatego chrześcijanie mogli uważać się za prawdziwych filozofów, czyli miłośników mądrości, a chrześcijaństwo uznawać za prawdziwą filozofię. Z końca II wieku zachował się między innymi szczególny dokument mówiący o tożsamości chrześcijan, słynny List do Diogneta. W liście tym, a dokładnie w piątym jego rozdziale, znajduje się 18 stwierdzeń wskazujących na to, co oznacza, że jestem chrześcijaninem, co to znaczy, że wierzę w Chrystusa i chcę być Jemu wierny w żywiole ówczesnego pogańskiego świata. Posłuchajmy tych stwierdzeń:

  1. Chrześcijanie nie różnią się od innych ludzi ani miejscem zamieszkania, ani językiem, ani strojem.
  2. Nie mają bowiem własnych miast, nie posługują się jakimś niezwykłym dialektem, ich sposób życia nie odznacza się niczym szczególnym.
  3. Nie zawdzięczają swej nauki jakimś pomysłom czy marzeniom niespokojnych umysłów, nie występują, jak tylu innych w obronie poglądów czysto ludzkich.
  4. Mieszkają w miastach helleńskich i barbarzyńskich, jak komu wypadło, stosują się do miejscowych obyczajów w ubraniu, jedzeniu, sposobie życia, a przecież samym swoim postępowaniem uzewnętrzniają owe przedziwne, wręcz paradoksalne prawa, jakimi się rządzą.
  5. Mieszkają każdy we własnej ojczyźnie, lecz niby obcy przybysze. Podejmują wszystkie obowiązki jak obywatele i znoszą wszystkie ciężary, jak cudzoziemcy, a każda ziemia obca jest im ojczyzną i każda ojczyzna ziemią obcą.
  6. Żenią się jak wszyscy i mają dzieci, lecz nie porzucają dzieci nowo narodzonych.
  7. Wszyscy dzielą jeden stół, ale nie jedno łoże.
  8. Są w ciele, lecz żyją nie według ciała.
  9. Przebywają na ziemi, lecz są obywatelami nieba.
  10. Słuchają ustalonych praw, a własnym życiem zwyciężają prawa.
  11. Kochają wszystkich ludzi, a wszyscy ich prześladują.
  12. Są zapoznani i potępiani, a skazani na śmierć zyskują życie.
  13. Są ubodzy, a wzbogacają wielu. Wszystkiego im nie dostaje, a opływają we wszystko.
  14. Pogardzają nimi, a oni w pogardzie tej znajdują chwałę. Spotwarzają ich, a są usprawiedliwieni.
  15. Ubliżają im, a oni błogosławią. Obrażają ich, a oni okazują wszystkim szacunek.
  16. Czynią dobrze, a karani są jak zbrodniarze. Karani radują się jak ci, co budzą się do życia.
  17. Żydzi walczą z nimi jak z obcymi. Hellenowie ich prześladują, a ci, którzy ich nienawidzą, nie umieją powiedzieć, jaka jest przyczyna tej nienawiści.
  18. Jednym słowem: czym jest dusza w ciele, tym są w świecie chrześcijanie (List di Diogneta, druga połowa II wieku).

Nadają temu światu prawdziwe życie, które przekracza czysto pogański horyzont śmierci, które ma swoje trwałe wartości, a oni tym wartościom chcą pozostać wiernymi aż do końca. Ten dokument pochodzi z końca II wieku, ale trzeba było jeszcze przeżyć ponad kolejnych 100 lat prześladowań aż po te z początku IV wieku za cesarza Dioklecjana. Wydawałoby się, że chrześcijaństwo nie ma szans, by przetrwać tak okrutne i dziesiątkujące tych wszystkich, którzy swój los związali z Chrystusem. Wreszcie nadszedł rok 312, który zasłynął bitwą przy moście Mulwijskim oraz wizją, której doświadczył imperator Konstantyn Wielki: In hoc signo vinces W tym znaku zwyciężysz. Ujrzał znak krzyża i rozkazał swoim żołnierzom właśnie ten znak umieścić na sztandarach. Następnego dnia zwyciężył i jako triumfator wkroczył do Rzymu.

Kilka miesięcy później, w 313 r. w Mediolanie, czyli dokładnie 1700 lat temu, chrześcijanie mogli wyjść z katakumb. Konstantyn ogłosił słynny Edykt tolerancyjny, pozwalający chrześcijanom wyznawać oficjalnie swoją wiarę w imię wolności sumienia. Dlatego akt ten uważa się za jeden z fundamentów tworzącej się z wolna kultury europejskiej, która kładła tak wielki nacisk na wolność, zwłaszcza na wolność sumienia.

Od tamtego czasu minęło 1700 lat, a dzisiaj na zakończenie czytanej przed chwilą Ewangelii Łukaszowej słyszymy słowa Chrystusa: Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie? (Łk 18, 8). Zdanie to nas bardzo niepokoi, ponieważ odnosi się do rzeczywistości kulturowej i politycznej, w której przyszło nam żyć, bo dotyka każdą i każdego z nas, odsłaniając to, o czym mówił na początku ksiądz Paweł (Ks. Paweł Dziedziczak, Duszpasterz Akademicki). Każda i każdy z nas jest terenem misyjnym – terenem, w którym musimy pytać, jak wiele w nas jest z Chrystusa i jak wiele w nas jest z pogaństwa, jak wiele w nas jest tej świadomej siebie tożsamości chrześcijańskiej, o której pisał nieznany nam z nazwiska i imienia autor Listu do Diogneta.

A pytania te tak niepokojące stają się tym bardziej natarczywe, ponieważ jesteśmy świadkami ogromnej ofensywy ideologii, zwanej ideologią gender. Ma ona swoje źródła marksistowskie, ponieważ znajdziemy je już w pismach Engelsa, jak również źródła neomarksistowskie, a także i te, które wyrosły z rewolucji seksualnej 1968 r., związane są z postacią z jednej z najgłośniejszych skrajnych feministek, stwierdzających, że człowiek uwikłany jest w płeć i to, czy ktoś jest mężczyzną czy kobietą, jest zniewoleniem jego własnego „ja”. Trzeba zatem to przezwyciężyć w imię osobistych wyborów. Niczym nieskrępowana wolność rozkwitnie wtedy, gdy człowiek zaprzeczy i zakwestionuje nawet to, co wyrasta z jego „ja” czysto biologicznego. Dlatego chciałbym tutaj wyraźnie wypowiedzieć tezy ideologii gender, wskazując na niewątpliwie ogromne zagrożenie, które chce nas swoją mocą pokonać:

– płeć ma charakter kulturowy – mówi ta ideologia – i dlatego homoseksualizm jest czymś wrodzonym, co nie powinno podlegać absolutnie żadnej terapii;

– tradycyjna rodzina jest przeżytkiem i obciążeniem społecznym. Geje i lesbijki mają prawo do zakładania nowego typu „rodziny” w cudzysłowie oraz do wychowywania dzieci;

– każdy człowiek ma tzw. prawa reprodukcyjne, w tym prawo do zmiany płci, do in vitro, antykoncepcji i aborcji.

Można by powiedzieć, no cóż, to jedna z kolejnych ideologii, które istniały i które przeminą, tak jak to było w długich dziejach kultury śródziemnomorskiej. Jednakże ta ideologia to nie jest sprawa czysto akademicka, którą można studiować jako pewną ciekawostkę wyłącznie historyczną. Ta ideologia ma swoje zastosowania i znajduje swoje uzasadniania we współczesnym prawodawstwie: najpierw w Konwencji Rady Europy przeciwko przemocy wobec kobiet. Tak niewinnie brzmiąca Konwencja zawiera w sobie pochwałę tzw. „niestereotypowych zachowań seksualnych”, a z drugiej strony każe zabierać dzieci rodzicom na podstawie arbitralnych decyzji administracyjnych. Jest to tzw. projekt ustawy ludnościowej, która będzie chciała ograniczyć wolność słowa, także wolność religijną, jeśli tylko pojawiłyby się jakieś krytyczne zdania wobec tej ideologii.

W tym roku zostały ogłoszone tzw. standardy Światowej Organizacji Zdrowia w odniesieniu do edukacji seksualnej dzieci i młodzieży. Program jest już realizowany także w Polsce, w projekcie nazwanym: „Równościowe Przedszkole”, w którym to od trzeciego roku życia należy uczyć dzieci – przepraszam za słowo – masturbacji. To się już realizuje. W mediach nie możemy wyzwolić się od nagonki na tzw. pedofilów, a przecież obok tego urzeczywistnia się w sposób cichy i podstępny program.

W wielu uczelniach naszego kraju organizuje się gender studies, czyli studia propagujące właśnie tego rodzaju ideologię. Według teoretyków tej ideologii kultura i sztuka, filologie, badania literackie są agendą nowoczesnej rewolucji, a jeżeli jeszcze nie są, to się powinny tą agendą stać po to, żeby zmienić świadomość ludzi.

W medycynie propaguje się metodę in vitro, aborcję, eutanazję, eugenikę. Przypomnijmy sobie ostatnie głosowanie w Sejmie, gdzie nawet nie podjęto dyskusji w Komisjach na temat tego, czy bronić życia dzieci, które w stanie embrionalnym są chore, przynajmniej gdy wystosowano tego rodzaju diagnozy lekarskie. Nie wzięto w ogóle pod uwagę tej problematyki, a zwolenników obrony życia, zwłaszcza tej pani, która jest matką dziecka z zespołem Downa, wyśmiewano i wyszydzano.

A gdy chodzi o edukację pojawiają się „młodzieżowi edukatorzy seksualni” działający w konkretnych strukturach, jak „Ponton”, „Jaskółka”, czy „Nawigator”. Jak wiemy, „Jaskółka” cieszy się szczególną ochroną i promocją w naszym mieście ze strony jego władz.

Moi Drodzy, to są fakty! Wracają znów słowa św. Pawła: „Zaklinam cię wobec Boga i Chrystusa Jezusa, który będzie sądził żywych i umarłych, i na Jego pojawienie się, i na Jego królestwo: głoś naukę, nastawaj w porę, nie w porę, w razie potrzeby wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu z całą cierpliwością, ilekroć nauczasz” (2 Tm 4, 1–2). Jest to zobowiązanie wobec mnie jako Pasterza, który musi chronić swoje owce, nawet gdyby to musiało go wiele kosztować. Jest to zobowiązanie wobec tych wszystkich, którzy nadają odpowiedni kształt programów akademickich na wyższych uczelniach.

To zadanie wobec Was, Droga Młodzieży Akademicka, którzy musicie mieć odwagę być na tyle krytyczni wobec różnego rodzaju przedmiotów i programów, by je ocenić w świetle nauki Chrystusowej.

Autor Listu do Diogneta pisał z dumą o chrześcijanach: Czym jest dusza w ciele, tym w świecie są chrześcijanie. Dzisiejszy świat potrzebuje chrześcijańskiej duszy, potrzebuje  ludzi, którzy potrafią spojrzeć na rzeczywistość odnoszącą się do siebie i do świata w prawdzie, obiektywnej prawdzie o człowieku i świecie, którzy dla swej mądrości w ten sposób zdobywanej, znajdą ostateczny kształt i fundament w nauce Chrystusa. Potrzebna jest nam wszędzie, na wszystkich poziomach nauczania szkolnego i akademickiego postawa rzetelności wobec prawdy, obiektywnej prawdy, której niekiedy poszukuje się z ogromnym poświęceniem setek i tysięcy naukowców, i którą się też odpowiedzialnie przekazuje dzieciom i młodzieży na wszystkich poziomach edukacji, z troską o dobro świata i człowieka. Dlatego tak ważnym jest, aby na poziomie prawa wrócić do uznania tego, co tradycyjnie nazywano prawem naturalnym, a nie pozostawanie na poziomie prawa czysto stanowionego, częstokroć idącego naprzeciw ludzkim kaprysom, oczekiwaniom i egoizmowi.

Nauki humanistycznie muszą za wszelką cenę dążyć do autentycznej antropologii, czyli autentycznej nauki o człowieku, która nie jest pochwałą człowieka rozumianego jako zwierzęcia, ale pokazująca jego wymiar duchowy, przekraczający ten świat, gdzie ostatecznym odniesieniem dla ludzi wierzących będzie Jezus Chrystus – archetyp pełnego człowieczeństwa.

Lekarze muszą wrócić do zasady określonej przez pogańskiego myśliciela Hipokratesa: Nikomu nawet na żądanie nie podam śmiercionośnej trucizny ani nikomu nie będę jej doradzał, podobnie też nie dam nigdy niewieście środka na poronienie, w czystości i niewinności zachowam życie swoje i sztukę swoją. To z mądrości Hipokratesa wyrasta także to słynne powiedzenie Primum non nocere Przede wszystkim nie szkodzić.

Biolodzy i genetycy muszą w jednoznaczny sposób, na podstawie swojej wiedzy, określać, kiedy można mówić o początku ludzkiego życia i nazywać je życiem ludzkim to, co jest poczęte w łonie kobiety – dzieckiem, a nie tylko embrionem, czy też konfiguracją żywych komórek.

Fizycy powinni mieć odwagę mówić także w odniesieniu do pewnych wydarzeń, zwłaszcza dotyczących sfery ziemi, że obowiązują prawa grawitacji i termodynamiki.

Należy powrócić do prawdy, która, jak mówił Chrystus, wyzwala (por. J 8, 32). Powiedział też uczniom przypowieść o tym, że powinni modlić i nie ustawać: „A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę” (Łk 18, 7–8). O to módlmy się i błagajmy dobrego Ojca podczas tej Eucharystii.