27.03.2017
Naszą Matką i Królową po wieczne czasy jest Najświętsza Maryja Panna – Święto Konstytucji 3 Maja
08:39 | 03.05.2013 | Wyświetleń: 71
abp

(Bazylika Archikatedralna, 3 maja 2013 r.)

Z radością dziękujcie Ojcu, który was uzdolnił do uczestnictwa w dziale świętych w światłości” (Kol 1, 12).

Jeden z wybitnych myślicieli XIX wieku, Søren Kierkegaard, twierdził, iż patrząc na życie człowieka można w nim dostrzec trzy stadia. Pierwsze z nich to stadium estetyczne. Jest to życie „na powierzchni”, bez jakiejkolwiek głębszej refleksji, bez poczucia odpowiedzialności za siebie i za innych, życie czysto zabawowe. Nie jest dobrze dla człowieka, jeżeli jego życie pozostaje na zawsze w tym stadium. Jeszcze gorzej dzieje się, gdy taki sposób życia zostaje narzucony człowiekowi przez innych: nieustanne igrzyska mają prowadzić do tego, by nie myślał on o tym, co bardziej istotne w jego życiu. Aby bawiąc się nie osiągnął nigdy poziomu życia, nazywanego przez Kierkegaard stadium etycznym, gdzie w życiu człowieka rozgrywa się swoisty dramat dobra i zła, gdzie staje on wobec jednoznacznego wyboru: albo – albo, dobro albo zło. Stadium etyczne nie jest jednak ostatecznym celem rozwoju duchowego człowieka. Jest jeszcze trzecie stadium: życie religijne, gdzie człowiek staje wobec Najwyższego. Tam rozgrywa się najbardziej głębokie ludzkie życie. Tam dotyka się tego, co w nas wieczne i przeznaczone do chwały. Tam też rodzi się to, co znajduje najbardziej szlachetny i piękny kształt, zarówno w naszym odniesieniu do najbliższych, jak i w naszym życiu społecznym i narodowym,

W świetle rozróżnień, o których pisał Søren Kierkegaard, trzeba raz jeszcze wrócić do słów z dzisiejszego drugiego czytania, cudownego hymnu św. Pawła na cześć Jezusa Chrystusa. Hymn ten zaczyna się od zwrócenia uwagi na to, kim jest człowiek, jeżeli potrafi otworzyć się na prawdę o Bogu. Kim jest człowiek, który otwierając się na Boga, odkrywa wielkość swego powołania. Kim jest człowiek, który odkrywając wielkość swojego powołania, doświadcza autentycznej radości, a nie tylko powierzchownego zadowolenia lub przyjemności płynącej z zabawy.

„Z radością dziękujcie Ojcu, który was uzdolnił do uczestnictwa w dziale świętych w światłości” (Kol 1, 12). Jest to uczestnictwo w Bożej światłości, która pomaga człowiekowi dostrzec i zrozumieć, że wszystko zostało uczynione w Chrystusie – w Nim i przez Niego. Dzięki Chrystusowi, przedwiecznemu Słowu Ojca, wszystko istnieje i wszystko uzyskuje swoją wartość, przekraczającą to, co przemijalne i mało znaczące. To w światłości Boga rozumiemy także, co znaczyło wielkie zmaganie, które przedstawił w swojej Apokalipsie św. Jan: „Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu” (Ap 12, 1). Święty Jan opisuje wielki triumf Kościoła i najwspanialszej córki Kościoła, jaką jest Maryja, Najświętsza Rodzicielka Bożego Syna. Jednocześnie opisuje on zmaganie jakie staje się udziałem Jej i Jej potomstwa, tych, którzy na Jej wzór uwierzyli i byli wierni Chrystusowi, aż do końca. Jest to zmaganie śmiertelne, które ma wymiar eschatologiczny, a które kończy się jednoznacznym zwycięstwem Boga: „I usłyszałem donośny głos mówiący w niebie: «Teraz nastało zbawienie, potęga i królowanie Boga naszego i władza Jego Pomazańca»” (Ap 12, 10). W perspektywie tej wizji zmagania się zła z dobrem, wizji, która wskazuje na ostateczne zwycięstwo Boga, trzeba rozumieć także przejmującą scenę z Golgoty, o której słyszeliśmy w czytanym dzisiaj fragmencie Ewangelii. Słowa, jakie konający na krzyżu Jezus kieruje do Matki i umiłowanego ucznia, Jego testament: „Niewiasto, oto syn Twój. […] Oto Matka twoja” (J 19, 26–27). I osobisty dopisek Ewangelisty: „I od tej godziny uczeń wziął ją do siebie” (J 19, 27). Jan wziął ją jako Matkę, która przynosi z sobą całe ciepło i dobro macierzyńskiej obecności. Jest to dobro, które w przypadku Maryi z niczym innym na świecie nie może być porównane – wszak zanim stała się Matką Jana i tych wszystkich, którzy wraz z Janem uwierzyli, że Jezus przybity do krzyża jest prawdziwie Bożym Synem, była Matką właśnie Jego, Jezusa Chrystusa. Jan, uczeń, wziął Ją do siebie. Poprzez całą swoją wierność i miłość do Maryi uczynił Ją  prawdziwie swoją Matką.

Patrząc na dzieje Polski sięgające już prawie tysiąca pięćdziesięciu lat możemy powiedzieć: w dzieje polskiego narodu, tak jak w życie św. Jana, wpisane jest przyjęcie Maryi jako Matki, jako szczególnej opiekunki i nauczycielki, jako Tej, która swoją obecnością wskazuje na Syna, który cierpi, który umiera, i który jest ostatecznie Panem dziejów i historii, Panem zwycięskim.

Niełatwe były, od samego początku, dzieje naszego narodu i naszego polskiego państwa. Niełatwe, bowiem stosunkowo niewiele lat upłynęło od chrztu Mieszka I, a wraz z nim jego poddanych, kiedy to doszło do pogańskiej rewolty. Zakończyła się ona po kilku latach powrotem na polskie ziemie króla Kazimierza Odnowiciela. Przybywał on do kraju Polan razem z orędziem o Maryi, oddając się Jej pod szczególną opiekę. O cudownym objawieniu Maryi mówią też starodawne podania w odniesieniu do Władysława Łokietka, kiedy podejmował odważne dzieło jednoczenia Polski po rozbiciu dzielnicowym. Wyłaniająca się z mroków pogaństwa, kształtująca się w nowym świetle, jakie niosło chrześcijaństwo, kultura polska pozostawiła nam w spuściźnie jedno z najpiękniejszych arcydzieł języka polskiego, arcydzieło, które należy także do dziedzictwa życia religijnego naszego narodu – hymn Bogarodzica, hymn, który zakwitł na ustach polskiego rycerstwa sposobiącego się do śmiertelnych zmagań pod Grunwaldem. Dwa wieki później nadszedł zalew szwedzki, a jednym z pól bitewnych stała się obrona małej twierdzy, jaką była w XVII wieku Jasna Góra. Pośród powszechnej zdrady najwyższych urzędników zarówno Korony Polskiej, jak i Litwy, Jasna Góra oparła się potopowi, który według przekonań większości znaczył koniec Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Obrona Jasnej Góry, gdzie króluje Matka Najświętsza, staje się natchnieniem dla Jana Kazimierza – najpierw by powrócił do kraju ze Śląska, a potem by złożył swoje śluby przed obrazem Matki Boskiej Pocieszenia we Lwowie, w tamtejszej katedrze.

To wobec Matki Najświętszej królującej w Ostrej Bramie zabrzmiały słowa zobowiązania króla Polski, który obiecywał i ślubował:

„kiedy za przepotężnym przewodnictwem Twoim i Syna Twego wielkim zmiłowaniem nad wrogami, a szczególnie nad Szwedem odniosę zwycięstwo będę starał się w Stolicy Apostolskiej aby na podziękowanie Tobie i Twemu Synowi dzień ten corocznie uroczyście i to po wieczne czasy był święcony oraz że dołożę trudu wraz z biskupami Królestwa, aby to co przyrzekam przez ludy moje wypełnione zostało”.

Dzisiaj, po wiekach, jesteśmy spadkobiercami ślubów króla Jana Kazimierza. Naród polski w swoich niełatwych losach ciągle odczuwał, że mimo nieszczęść i tragedii jest z nim i czuwa nad nim Królowa Polski. Potwierdziła to także swym autorytetem Stolica Apostolska. W 1908 roku papież Pius X ustanowił święto Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski dla archidiecezji lwowskiej. Następnie papież Pius XI, który pełniąc urząd nuncjusza papieskiego w Warszawie był świadkiem zarówno nadciągającej nawałnicy bolszewickiej, jak i cudu nad Wisłą –  nadzwyczajnej interwencji Matki Bożej, która sprawiła, że hordy ateistyczne, które chciały zalać całą Europę aż po Atlantyk, zostały przez wojska polskie 15 sierpnia 1920 roku zatrzymane, już po odrodzeniu się Polski po 123 latach niewoli, w 1924 roku ustanowił to święto dla całego narodu i państwa polskiego. W 1962 roku, w czasach PRL-owskiego komunizmu, Jan XXIII ogłasza Matkę Najświętszą główną patronką naszego narodu, obok św. Wojciecha i św. Stanisława Szczepanowskiego.

Z uroczystością Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski łączymy pamiątkę wydarzenia, które miało miejsce 222 lata temu – uchwalenia polskiej konstytucji, pierwszej w Europie, drugiej w dziejach świata, konstytucji która przeszła do naszej historii jako Konstytucja 3 Maja. Trzeba nam także dzisiaj wracać do jej preambuły, która wskazuje na fundament religijny i etyczny tego wielkiego dokumentu, który miał stanowić o odnowie chylącej się ku ruinie ówczesnej Rzeczypospolitej:

„W imię Boga w Trójcy Świętej Jedynego Stanisław August z Bożej łaski i woli Narodu Król Polski, Wielki Książę Litewski […] wraz ze stanami skonfederowanymi w liczbie podwójnej Naród Polski reprezentującymi, uznając, iż los nas wszystkich od ugruntowania i wydoskonalenia konstytucji narodowej jedynie zawisł, długim doświadczeniem poznawszy zadawnione rządu naszego wady, a chcąc korzystać z pory, w jakiej się Europa znajduje, i z tej dogorywającej chwili, która nas samym sobie wróciła, wolni od hańbiących obcej przemocy nakazów, ceniąc drożej nad życie, nad szczęśliwość osobistą egzystencją polityczną, niepodległość zewnętrzną i wolność wewnętrzną narodu, którego los w ręce nasze jest powierzony, chcąc oraz na błogosławieństwo, na wdzięczność współczesnych i przyszłych pokoleń zasłużyć, mimo przeszkód, które w nas namiętności sprawować mogą, dla dobra powszechnego, dla ugruntowania wolności, dla ocalenia ojczyzny naszej i jej granic, z największą stałością ducha niniejszą konstytucję uchwalamy…”.

W konstytucji tej znalazło swój wyraz głębokie przekonanie jej twórców, że wolność wewnętrzna każdego człowieka związana jest nierozerwalnie z niezawisłością Ojczyzny, wbrew tym wszystkim, którzy uważali, że liczy się tylko wolność osobista, a nie jest ważne czy rządzi Polską rosyjski ambasador, czy inni urzędnicy przepłacani pieniędzmi pruskimi.

Ci, którzy stanowili o Konstytucji 3 Maja, rozumieli, że została ich pokoleniu dana chwila wyjątkowa i bardzo krótka. Trzeba było za wszelką cenę bronić Rzeczypospolitej, bowiem dopiero wolna Rzeczpospolita mogła gwarantować wolność swoich obywateli.

Wiemy, jaki był los tej konstytucji i wiemy także, co się stało później z Polską. Jednak pamięć o tym wielkim wydarzeniu i zrywie polskiego ducha trwała. Trwała też wdzięczność kolejnych pokoleń, które dostrzegały w zamyśle ówczesnych wielkich patriotów mądrość, której trzeba za wszelką cenę  bronić, w sobie zachowywać i dalej przekazywać. To wszystko sprawiło, iż kolejne pokolenia – mimo tego, że rodziły się w niewoli i w niewoli umierały –  żyły nadzieją: wróci Rzeczpospolita, będzie wolna. Będzie, jeśli zostanie zachowany w sercach i umysłach Polaków ten wielki skarb, jakim jest polskie państwo jako podstawowy gwarant dla wolności osobistej. A wszystko to przy Bożym błogosławieństwie!

Wielkie to dziedzictwo, przed którym dzisiaj pochylamy się z wdzięcznością wobec naszych praojców. Chcemy je podjąć i zrozumieć jako wielkie zadanie dla nas, żyjących w innej już Europie, ale także mającej swoje najrozmaitsze problemy, trudności i wyzwania. Zdajemy sobie sprawę z tego, że także dzisiaj trwa zmaganie o wolność naszego narodu. Wolność zagrożoną, być może nie wprost przez czynniki zewnętrzne, ale na pewno przez wewnętrzną słabość, która dopuszcza do tego, by w imię fałszywej wolności nie szanować drugiego człowieka, zwłaszcza słabego i bezbronnego. Proponuje się dzisiaj koncepcje wolności, które uderzają w prawo naturalne, w rozumienie tego, kim jest kobieta i mężczyzna, do czego są powołani. Uderza się w małżeństwo i rodzinę jako fundament społeczeństwa. Zmaganie o polski naród, ale także zmaganie o polskie państwo we współczesnej Europie rozgrywa się w tej właśnie przestrzeni najbardziej delikatnych i najbardziej świętych spraw związanych z tym, kim jest człowiek, do czego został stworzony, powołany, i co staje przed nim, jako najważniejsze zadanie jego człowieczeństwa.

„Z radością dziękujcie Ojcu, który was uzdolnił do uczestnictwa w dziale świętych w światłości” (Kol 1, 12). To stwierdzenie św. Pawła staje się dla nas zobowiązaniem. Jesteśmy uzdolnieni do tego, by patrzeć na siebie, na swoje życie, na swoją godność w światłości Bożej, przez Chrystusa i jego Ewangelię. Jesteśmy do tego uzdolnieni patrząc na ponad 1000-letnie dzieje naszego narodu i państwa. Jesteśmy do tego jednocześnie zobowiązani poprzez to, że nasi ojcowie Najświętszą Maryję Pannę obrali za swoją Matkę i Królową. Każda zdrada wobec tej Bożej światłości i każda zniewaga wyrządzona naszej Matce i Królowej, nie miejmy co do tego najmniejszej wątpliwości, uderza w nasz naród, w nasze państwo i w jego przyszłość.

Oto wielkie zobowiązanie, które sobie dzisiaj uświadamiamy, dziedzictwo lat i wieków, które minęły i jednocześnie wielkie dzieło, które staje przed nami dzisiaj, bowiem w jakiejś mierze także do nas odnoszą się sformułowania z preambuły Konstytucji 3 Maja:

„chcąc korzystać z pory, w jakiej się Europa znajduje, i z tej dogorywającej chwili, która nas samym sobie wróciła, wolni od hańbiących obcej przemocy nakazów, ceniąc drożej nad życie, nad szczęśliwość osobistą egzystencję polityczną, niepodległość zewnętrzną i wolność wewnętrzną narodu, którego los w ręce nasze jest powierzony, chcąc oraz na błogosławieństwo, na wdzięczność współczesnych i przyszłych pokoleń zasłużyć, mimo przeszkód…”.

Musimy podjąć to wielkie dzieło i to wielkie zobowiązanie. Wielkie, czasem można byłoby odnieść wrażenie, iż ponad ludzie możliwości i siły. Ale to nieprawda, bo jeżeli Bóg stawia człowieka i narody wobec wyzwań niekiedy bardzo dramatycznych i trudnych, to daje im siłę by trwać i zwyciężać. Chodzi jednak tylko o to – i aż o to –  by wierzyć w Bożą Opatrzność, w to, że wolą Najwyższego jest, aby naszą Matką i Królową, po wieczne czasy, jak mówił Jan Kazimierz, była Najświętsza Maryja Panna. Chodzi o to, by uciekać się pod Jej płaszcz matczyny, by uczyć się od Niej, co znaczy kochać Chrystusa i Jego Ewangelię, i co znaczy trwać, mimo cierpień, przy Krzyżu, aż do końca, wierząc, że przyjdzie zmartwychwstanie.

I stąd ta nasza dzisiejsza Eucharystia, i stąd nasza wspólna modlitwa o łaskę wiary przekraczającej czysto doraźne i polityczne kalkulacje, o łaskę wierności trwania aż do końca i o dar radości prawdziwej, nie tej nakazywanej i nie tej organizowanej, ale tej, która wypływa właśnie z tego, że dzięki Bożej łasce możemy dziękować Ojcu, że jesteśmy uczestnikami „w dziale świętych, światłości”, w tej światłości, w której jest i zwycięża nasza Pani i Królowa.