Bóg jest, naprawdę jest, ciągle obecny w Najświętszym Sakramencie – Uroczystość Bożego Ciała
08:47 | 30.05.2013 | Wyświetleń: 288
abp

(Bazylika Archikatedralna, 30 maja 2013 r.)

Pierwszy List do Koryntian pisał św. Paweł mniej więcej w latach 56–57, kiedy to od wydarzeń w Wieczerniku upłynęło nieco ponad dwadzieścia lat. Fragment Listu, który słyszeliśmy w dzisiejszym drugim czytaniu, zawierający opis Eucharystii, jest, chronologicznie rzecz biorąc, pierwszym tego rodzaju, jaki znajdujemy w Nowym Testamencie. Zapisy synoptyków, Mateusza, Marka czy Łukasza są późniejsze. Święty Paweł, przekazując nam to, co się wydarzyło podczas Ostatniej Wieczerzy, powoływał się na objawienie, jakie otrzymał wprost od Chrystusa – sam przecież nie brał udziału w Ostatniej Wieczerzy. Z fragmentu, który słyszeliśmy trzy zdania, trzy słowa zdają się być najbardziej istotne.

Pierwsze: „To jest Ciało moje […], ten kielich jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej” (1 Kor 11, 24–25). Drugie: „Jest to Ciało moje za was wydane” (1 Kor 11, 24). Trzecie: „Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pańską głosicie, aż przyjdzie” (1 Kor 11, 26).

Mamy głosić śmierć Pańską. Głosić zatem najpierw Chrystusa, który umarł na krzyżu na Golgocie i zmartwychwstał. Ta śmierć daje życie, ta śmierć rodzi sakramenty Kościoła. Ta zapowiedziana podczas Ostatniej Wieczerzy śmierć Chrystusa na krzyżu jest nieustannie uobecniana podczas każdej Eucharystii. To sprawia, że Chrystus jest realnie obecny w swoim Ciele i w swojej Krwi pod postacią chleba i wina. Jest. Jak to wytłumaczyć? Żadne tłumaczenia tutaj nam nic nie pomogą. Po prostu: Chrystus tak powiedział.

Stajemy wobec szczególnego albo – albo. I przypomina się jakże znamienna scena nauczania Chrystusa, którą nam przekazał św. Jan. Chrystus mówił swoim uczniom o tym, że da swoje Ciało na pożywienie, ale wielu uczniów stwierdziło wtedy: „Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?” (J 6, 60). Jak pisze dalej św. Jan: „Odtąd wielu uczniów Jego się wycofało i już z Nim nie chodziło” (J 6, 66). Nie uwierzyli. Jezus, widząc to, że odchodzą, zwrócił się do Apostołów: „Czyż i wy chcecie odejść?” (J 6, 67). Odpowiedział w imieniu pozostałych św. Piotr: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga” (J 6, 68). Uwierzyliśmy, że jesteś Bożym Synem, więc wierzymy w Twoje słowo i wierzymy Twojemu Słowu. Na tym świadectwie Piotra jest budowana wiara Kościoła, która trwa już prawie dwa tysiące lat i będzie trwała aż do skończenia świata. Wiara w to, że Chrystus ma słowa życia, życia wiecznego. Wiara Piotra i całego Kościoła, że Jezus jest prawdziwie obecny pod postacią chleba i wina. Jest. „Głosimy śmierć Twoją, Panie Jezu”. Głosimy śmierć, która jest za nas. Bóg jest bowiem kimś tak bliskim swojemu ludowi, że temu ludowi daje się jako pokarm, ale jednocześnie wydaje się jako ofiara przebłagalna. Oddaje się całkowicie, aż do bezmiernego wyniszczenia, jak to miało miejsce na krzyżu Golgoty. Trudno wyobrazić sobie bardziej przejmującą miłość niż miłość Boga, który jest ze swoim ludem, który jest dla swojego ludu. Trudniej wyobrazić sobie bardziej przejmującą miłość niż ta, która oddaje swoje życie za zbawienie świata.

Taki jest Bóg – ciągle wychodzący na spotkanie człowieka, Bóg nieustannie pragnący być z tym człowiekiem, tak bardzo się uniżający, że jest pokarmem dla człowieka, pokarmem na życie wieczne. Dlatego też, nawiązując do słów św. Pawła z jego Pierwszego Listu do Koryntian, podczas każdej Mszy Świętej, także dzisiaj, w Boże Ciało, po przeistoczeniu powiemy: „Głosimy śmierć Twoją, Panie Jezu”za nas i dla nas, „wyznajemy Twoje zmartwychwstanie”, które jest fundamentem i zwieńczeniem naszej wiary i dlatego „oczekujemy Twojego przyjścia w chwale”.

Boże Ciało to uroczystość, podczas której ta wiara Kościoła jest głoszona na zewnątrz, poza murami świątyni, w przestrzeni publicznej. Uroczystość Ciała i Krwi Pańskiej jest okazją do tego, aby raz jeszcze zdać rachunek ze swojej osobistej wiary, by błagać Chrystusa o to, aby nasza wiara była silna – tak silna, że gotowa wyjść z przestrzeni świątyni ręką ludzką zbudowanej na spotkanie świata, takim jakim ten świat jest – często obojętny, często patrzący z niezrozumieniem na to, co się dzieje, obojętny wobec tego, co chce chrześcijanin powiedzieć o sobie i o swojej drodze wiary. A że tak jest, świadczy wypowiedź, jaką zaledwie dwa tygodnie temu umieściła na swoim Facebooku znana i głoszona w różnych mediach postać świata polskiej polityki i kultury, która jest anonsowana jako ta, która ogłasza reguły politycznej poprawności w naszej ojczyźnie. Napisała ona: „Ludzie wierzący mogą sprawować władzę w państwie, o ile nie traktują wiary jako fundamentu swoich przekonań”. Znaczy to, że jest wiara prywatna, ale nie może ona przekładać się na sposób uprawiania polityki, czyli służby społeczeństwu. Stwierdzenie to przypomina czasy PRL-u, kiedy wiele osób po to, by móc znaleźć jakieś bardziej znaczące miejsce w społeczeństwie, musiało podpisać oświadczenie, że jest się wyznawcą ideologii materialistycznej czy materialistycznego światopoglądu. W gruncie rzeczy było to zaprzeczeniem własnej wiary, mniej lub bardziej pod przymusem, ale niestety takie praktyki były stosowane nagminnie. Otóż okazuje się, że po dwudziestu przeszło latach od przemian – tak zasadniczych w Polsce i w Europie – wraca echo tamtych czasów i dyktowania tego, jak ma się zachować człowiek wierzący i gdzie nie powinien pamiętać o tym, że jest człowiekiem wierzącym.

Niestety, patrząc na zachowania wielu ludzi i ich oświadczenia publiczne, ma się wrażenie, że ów zapis na Facebooku jest nie tylko zaleceniem, ale pewną konstatacją tego, co się naprawdę w wielu przypadkach dzieje: urzędnik udający się do pracy na portierni zostawia swoją metrykę chrztu i zapomina kim jest, i nie chce wiedzieć, jak wielkie zobowiązania na sobie – jako człowieku wierzącym – niesie, właśnie poprzez sakrament chrztu świętego, który sprawia, że człowiek jest wszczepiony w śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, z wszystkimi konsekwencjami, które się z tym wiążą. To nie jest tak, że podczas Mszy świętej możemy mówić: „Głosimy śmierć Twoją, Panie Jezu, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia w chwale”, a potem żyć i postępować tak, jakby Boga w ogóle nie było, jakby Chrystus za nas nie umarł i nie zmartwychwstał, i jakby on nie był ostatecznym celem, do którego zmierzają wszystkie nasze życiowe ścieżki i drogi. Byłoby to przecież jakąś wewnętrzną schizofrenią.

Uroczystość Bożego Ciała, zwłaszcza obecnie w Roku Wiary, musi być najpierw okazją do tego, aby każda i każdy z nas zrobił rachunek sumienia z tego, jaka jest jego wiara. Następnie ta uroczystość Bożego Ciała musi być pełną radości, wynikającej właśnie z wiary i miłości do Boga, i wdzięczności wobec Niego, manifestacją: Bóg jest, naprawdę jest, ciągle obecny w Najświętszym Sakramencie, ciągle czekający na człowieka, który powinien uwierzyć, że jest pełen pokory i miłości Bóg, który całkowicie wydał się za człowieka właśnie po to, żeby człowiek stawał się kimś innym, kimś lepszym i aby dzięki temu życie publiczne, także w naszej Ojczyźnie, stawało się lepsze, przeniknięte tą Bożą miłością.

Boże Ciało to publiczne wyznanie naszej wiary w Chrystusa, który do końca nas umiłował i dlatego jest jako Emmanuel, jako Bóg z nami, pośród nas.

Za chwilę Najświętsza Eucharystia, za chwilę przeistoczenie, a potem ta aklamacja – „Oto wielka tajemnica wiary”, a potem Komunia święta, a potem wyjście na zewnątrz.

Niech ta procesja dzisiejsza, Drodzy Siostry i Bracia, pośród śpiewu, pośród modlitw, będzie jednym wielkim rozważaniem wspaniałego hymnu Pange, lingua, gloriosi, który w XIII wieku napisał św. Tomasz z Akwinu, jedna z najwybitniejszych postaci chrześcijańskiej myśli teologicznej i filozoficznej. Hymn ten jest skarbem Kościoła, jego wiary, jego miłości, jego nadziei.

Sław języku tajemnicę
Ciała i najdroższej Krwi,
którą jako Łask Krynicę
wylał w czasie ziemskich dni,
Ten, co Matkę miał Dziewicę,
Król narodów godzien czci.
Z Panny czystej narodzony,
posłan zbawić ludzki ród,
gdy po świecie na wsze strony
ziarno słowa rzucił w lud,
wtedy cudem niezgłębionym
zamknął Swej pielgrzymki trud.
W noc ostatnią, przy Wieczerzy,
z tymi, których braćmi zwał,
pełniąc wszystko jak należy,
czego przepis prawny chciał,
sam Dwunastu się powierzył,
i za pokarm z Rąk Swych dał.
Słowem więc Wcielone Słowo
chleb zamienia w Ciało Swe,
wino Krwią jest Chrystusową,
darmo wzrok to widzieć chce.
Tylko wiara Bożą mową
pewność o tym w serca śle.
Przed tak wielkim Sakramentem
upadajmy wszyscy wraz,
niech przed Nowym Testamentem
starych praw ustąpi czas.
Co dla zmysłów niepojęte,
niech dopełni wiara w nas.