27.03.2017
Noc chwały, noc pokoju, noc nadziei
08:20 | 25.12.2012 | Wyświetleń: 94
abp

Msza Święta Pasterska – (Bazylika Archikatedralna, 25 grudnia 2012 r.)

„Cicha noc, święta noc pokój ludziom głosi wszem…”.

Właśnie tej świętej nocy zastępy anielskie śpiewały nad Betlejem: „Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania” (Łk 2, 14). Chwała Bogu! Jakże nie sławić i nie wielbić Boga za cud Jego miłości, za to, że tak bardzo ukochał człowieka, każdą i każdego z nas, za to, że Syna swego Jednorodzonego dał. Za to, że Syn ten przyjął postać kruchego, bezbronnego, niewinnego dziecka. Jakże nie wysławiać Boga za to, że dzięki tej miłości, jaką nam okazał w swoim Synu, ludzie zostali obdarzeni łaską pokoju – pokoju serca. W ten właśnie sposób została przezwyciężona przepaść niepokoju, który wyrastał i wyrasta z ludzkiej słabości i grzechu. Jakże nie sławić Boga za to, że do końca jest On wierny sobie, to znaczy swojej miłości do człowieka!

Po latach, około sześćdziesięciu pięciu od tej cudownej nocy, a ponad trzydzieści od śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, św. Paweł pisał w liście do swego ucznia Tytusa, którego ustanowił biskupem Cypru: „Ukazała się łaska Boga, która niesie zbawienie wszystkim ludziom” (Tt 2, 11). Słowa te stanowią jakby komentarz do hymnu wyśpiewanego nad Betlejem przez zastępy niebieskie: ukazała się łaska Boga, która pokazuje nam, jak należy żyć. Jak pisze dalej św. Paweł, trzeba więc przede wszystkim odejść od bezbożności. Nie wolno żyć tak, jakby Pana Boga nie było. Trzeba uznać nad sobą Stwórcę świata i człowieka, Zbawcę, który jest dla nas Ojcem. Następnie – podążając za myślą św. Pawła – mamy wyzbyć się żądz światowych, czyli tego, co św. Jan w swoim Pierwszym Liście opisał jako pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pychę żywota (por. 1 J 2,  6). Łaska Boża, dana nam wraz z narodzeniem Jezusa, domaga się odrzucenia bezbożności żądz światowych właśnie po to, by „żyć rozumnie”. Chrześcijaństwo jest bowiem religią Logosu, religią Bożej mądrości.

Święta, które przeżywamy, nie są, jak często głoszą media, żadnymi „magicznymi świętami”. Chrześcijaństwo od samego początku walczy z magią. Głosi natomiast potęgę Bożego rozumu, objawiającą się w tym przedziwnie stworzonym, jakże pełnym tajemnic, ale też jakże rozumnym świecie. Odkrywając w sobie to, że jesteśmy stworzeni na Boży obraz i Boże podobieństwo, mamy odkrywać w sobie wagę własnego rozumu. Ludzki rozum jest bowiem odbiciem Bożej mądrości. Stąd wyrasta napomnienie św. Pawła, abyśmy „żyli rozumnie”. W konsekwencji chrześcijaństwo domaga się tego, by żyć zgodnie z prawem naturalnym, za którym kryje się sam Stwórca. Jakże w tym momencie, Drodzy Siostry i Bracia, nie przywołać dramatycznych słów Ojca Świętego Benedykta XVI sprzed trzech zaledwie dni, kiedy podczas spotkania z Kurią Rzymską cały obszerny fragment swego przemówienia poświęcił filozofii, która współcześnie chce ogarnąć cały niemal świat, odrzucając to, co najbardziej wydawałoby się zgodne z naturą i ludzkim rozumem. Jest to tak zwana filozofia „gender”, polegająca na tym, że podważa ona całą biologiczną strukturę człowieka, to, że Bóg stworzył człowieka jako mężczyznę i kobietę. Natomiast głosi ona to, że sam człowiek decyduje o tym, kim chce być – kobietą lub mężczyzną; że nie liczy się struktura biologiczna człowieka, a tylko jego wola, czy wręcz zachcianka, absurdalna wobec najbardziej oczywistych czysto biologicznych faktów. Jak mówił Ojciec Święty, dzisiaj nie tylko zmagamy się z niewłaściwą koncepcją wolności człowieka, ale z niewłaściwą wizją człowieka, która usiłuje mu wmówić, że wszystko zależy tylko i wyłącznie od niego; że nie ma Boga Stwórcy, który ustanowił mężczyznę i kobietę; że w konsekwencji nie ma rodziny i że nieważne jest dziecko; że wszystko jest jedynie produktem ludzkiego chcenia. Jednakże tak pojęte i tak skonstruowane społeczeństwo wydane jest na nieuniknioną klęskę i pustkę. Okazuje się, jak mówił Ojciec Święty, że wszędzie tam, gdzie neguje się Boga, tam zniszczeniu podlega także godność samego człowieka. Z drugiej natomiast strony, ten, kto broni Boga, broni także i samego człowieka.

Kiedy stajemy dzisiaj przed betlejemską grotą, w jej świetle widzimy pełną prawdę o matce, o dziecku, o ojcu, o rodzinie. Widzimy najpiękniejsze urzeczywistnienie tego, do czego Bóg powołał człowieka, stwarzając go na swój obraz i swoje podobieństwo.

Chrześcijaństwo, głosząc Chrystusa, który przyszedł na świat jako dziecko, w rodzinie, staje się dzisiaj wielkim znakiem sprzeciwu wobec kłamstwa odnoszącego się do najbardziej podstawowej wizji człowieka. Równocześnie jest ono najbardziej jednoznaczną obroną naszej godności, naszego powołania, tego wszystkiego, co znaczy być naprawdę człowiekiem stworzonym na Boży obraz i Boże podobieństwo.

Święty Paweł w swoim Liście do Tytusa pisze, że być chrześcijaninem to także „żyć sprawiedliwie”. Żyć sprawiedliwie, to znaczy oddawać sprawiedliwość każdemu. Zawarta jest w tym między innymi, a może przede wszystkim konieczność uznania prawa do życia przysługującego każdemu człowiekowi, od chwili jego poczęcia aż do momentu naturalnej śmierci. Żadne prawa, które pozwalają na zabijanie drugiego, nie mogą być uznane za prawa sprawiedliwe. Są one największym bezprawiem, jakie dzieje się we współczesnym świecie – i to w imię demokracji.

Mamy żyć sprawiedliwie, a jednocześnie „pobożnie”, czyli po Bożemu. Mamy zatem kierować się Dziesięcioma Przykazaniami, które określają w sposób najbardziej podstawowy, jak żyć, by życie nasze mogło dochodzić do swojej pełni. Mamy żyć po Bożemu, to znaczy mamy nieustannie kierować się w swoim sposobie myślenia i postępowania Bożą logiką, a nie logiką tego świata.

Jakże w tym momencie nie przypomnieć owego gorzkiego upomnienia, jakie niegdyś Chrystus skierował do Piotra w chwili, gdy ten chciał uchronić swego Mistrza przed krzyżem: „Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie” (Mk 8, 33). Nie wolno nam, Drodzy Siostry i Bracia, lekceważyć tego, co kiedyś usłyszał Piotr. Chrystus kieruje do każdej i każdego z nas bardzo wyraźne wezwanie, by nieustannie otwierać się na Jego Ewangelię, czyli na Jego Dobrą Nowinę; by otwierać się na tę szczególną logikę miłości, która każe ciągle wychodzić na spotkanie drugiego człowieka, zwłaszcza bezbronnego i słabego, aby przytulić go do siebie i wypowiedzieć cudowne słowo: kocham. Jedynie bowiem miłość daje życie, jedynie ona sprawia, że ludzkie życie ma sens, sens zakorzeniony w Bożej miłości.

Na koniec jeszcze jedno zdanie z dzisiaj czytanego fragmentu Listu św. Pawła do Tytusa. Apostoł Narodów pisze, że oczekujemy „błogosławionej nadziei i objawienia się chwały wielkiego Boga i Zbawiciela naszego, Jezusa Chrystusa” (Tt 2, 13). Wynika z tego, że chrześcijanie to ludzie nadziei, wychyleni ku przyszłości, ludzie, których życie ma wyraźnie określony cel i sens. Dlatego też mogą czuć pełen smak tego, czym życie naprawdę jest. Nie ogranicza się ono bowiem do tego, co jest tylko teraz. Nie sprowadza się do beznadziejnego w gruncie rzeczy zadowalania się przyjemnością, która dotyczy zaledwie jednej chwili. Nasze życie wybiega ku spotkaniu z Chrystusem – ku Temu, który się narodził, ku Temu, który za nas umarł, który dla nas zmartwychwstał i którego przyjścia w chwale nieustannie oczekujemy.

Ta święta noc, w której Bogu oddajemy chwałę w Chrystusie, z Chrystusem i przez Chrystusa, jest rzeczywiście nocą, która ogarnia nas swoim bezmiernym pokojem. Bóg, w którego wierzymy i któremu zawierzyliśmy, jest prawdziwie Emanuelem – Bogiem z nami. Jest z nami właśnie po to, abyśmy dzięki Jego uniżeniu mogli się stać na powrót Bożymi synami. Stąd ten hymn wdzięczności, który rozbrzmiewać będzie od dzisiejszej nocy przez cały, wspaniały i pełen wzruszeń, liturgiczny okres Bożego Narodzenia. Stąd radość, która staje się udziałem każdej i każdego z nas. Radość, będąca owocem pokoju, jaki Chrystus przynosi naszym sercom.

Noc chwały, noc pokoju, noc radości. Raz jeszcze naszymi myślami i naszym sercem zbliżamy się do betlejemskiej groty. Pochylamy czoła przed Dzieciątkiem, które chce nam błogosławić. Stajemy także przed Jego Przenajświętszą Matką, która nam Chrystusa przyniosła i dała, prosząc Ją pokornie, aby weszła w nasze życie, aby była czułą Opiekunką naszych rodzin i domostw.

Stajemy w betlejemskiej grocie i widzimy również świętego Józefa, czuwającego nad życiem Dziecięcia, które „zamieszkało między nami”. Widzimy Józefa pełnego miłości i zatroskania, wzór ojca, opiekuna i męża.

Stajemy wobec Świętej Rodziny, wobec Maryi, Józefa i małego Jezusa, ucząc się raz jeszcze, co znaczy kochać, co znaczy być jednością, co znaczy tworzyć rzeczywistość miłości. Prosimy, by byli z nami, by pomagali nam żyć mądrze, sprawiedliwie i pobożnie, by pokazywali nam, co znaczy wyczekiwać przyjścia w chwale naszego Zbawiciela, Chrystusa Pana.