Spójrzmy z miłością na siebie
20:07 | 14.10.2012 | Wyświetleń: 304
abp

Homilia wygłoszona podczas Pielgrzymki Rodzin do Pabianic
(Sanktuarium św. Maksymiliana Marii Kolbego, Pabianice, 14 października 2012 r.)

Patrząc na sytuację kulturową Zachodu, odnosimy wrażenie, że coraz bardziej przesuwamy się w stronę jakiejś mrocznej sfery, że odsuwamy się od blasku prawdy, od splendoru prawdy, nie chcąc przebywać w jej błogosławionym kręgu. Co więcej, wolimy zanurzać się w szarość, tam gdzie nie ma ani światła ani ciemności, gdzie wszystko jest pozbawione kształtu i wyrazu, gdzie ginie rozeznanie prawdy i kłamstwa, dobra i zła. Wkraczamy w strefę szarości, w której każdy ma swoją prawdę, gdzie każdy uważa za dobro to, co się jemu podoba i co dla niego jest korzystne. Giną najbardziej podstawowe wartości, ginie rozeznanie tego, co słuszne i co należy czynić, łamane są najbardziej podstawowe zasady rozsądku, zaprzecza się ewidentnym prawom biologii. Do niedawna wydawało się oczywiste, że ktoś rodzi się kobietą lub mężczyzną. Natomiast dzisiaj w ramach ideologii „gender” mówi się: „to nieważne, kim się urodziłem, ważne jest jedynie to, kim się stanę, kobieta lub mężczyzną, poprzez mój wybór”. W ludziach pogłębia się poczucie zagubienia. Pogłębia się wrażenie, że świat, o ile nie zatrzyma się w tym szalonym marszu, zmierza do nieuchronnej katastrofy.

I właśnie dzisiaj, kiedy gromadzimy się tutaj w Pielgrzymce Rodzin, słyszymy jakże ważne słowa z Listu do Hebrajczyków: „Żywe bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca. Nie ma stworzenia, które by było przed Nim niewidzialne, przeciwnie, wszystko odkryte i odsłonięte jest przed oczami Tego, któremu musimy zdać rachunek” (Hbr 4, 12–13). Boże Słowo rozstrzyga, co jest prawdziwe i co jest fałszywe, co jest dobre i co jest złe. To Boże Słowo musi w nas znaleźć przestrzeń do działania. Musimy pozwolić, aby ono w nas zaistniało. Z tego, jak dalece na to słowo się otworzymy i jakie przyniesie ono w naszym życiu owoce, zdamy kiedyś rachunek przed Bogiem, który jest Panem dziejów i historii, Alfą i Omegą.

Jeżeli dzisiaj wielu z nas gubi się w tym wszystkim, co głoszą współczesne prądy myślowe, jeżeli wielu uważa, że w imię tolerancji można się zgodzić na ewidentne zło, którego dopuszcza się ktoś inny, jeżeli wielu spośród nas nie wie, co czynić, zostaje właśnie to, o czym pisze autor Listu do Hebrajczyków – jest Boże Słowo, jest żywe Słowo, które wewnętrznie nas kształtuje, stawiając wyraźnie granice prawdy i fałszu, dobra i zła. To, co nam pozostaje i co do nas należy, to posłuszeństwo temu Słowu. Człowiek zagubiony w gąszczu tak zwanych półprawd i kłamstw, musi sięgać do tego jedynego źródła niezawodnej prawdy: Bożego Słowa i nauczania Kościoła.

Boże Słowo jest, działa i z taką mocą jest głoszone przez święty, katolicki i apostolski Kościół, będący bardzo często prawdziwym znakiem sprzeciwu dla współczesnego świata. Nie głosi on przecież swoich opinii czy zapatrywań i nie dba to, czy świat będzie mu klaskał, czy nie. Kościół z samej swej istoty żyje Bożym Słowem, głosząc je światu w porę i nie w porę. Nie może inaczej. Gdyby bowiem tak Kościół nie czynił, przekreśliłby własną tożsamość i odwróciłby się od Chrystusa, który jest fundamentem jego życia. Chrystusa, który jest jego prawdą jedyną i najwyższą, prawdą, dającą życie, drogą prowadzącą do szczęśliwości wiecznej.

Drodzy Siostry i Bracia!
Rozważamy te zasadnicze sprawy, gdyż trzeba wracać do fundamentów. Trzeba po raz kolejny odnajdywać to, co jest prawdziwie opoką, na której można budować własne człowieczeństwo. Nastały czasy, kiedy to właśnie rodzina w jej tradycyjnym kształcie, będąca podstawową strukturą społeczną, jest zagrożona, odrzucana i lekceważona. Z tego odrzucenia wynikają nieszczęścia, które trapią także nasze polskie społeczeństwo – wolne związki, rozwody, podważenie najbardziej podstawowej roli mężczyzny i kobiety, ucieczka od dzieci, dla których nie chce się mieć czasu i ucieczka przed dziećmi poprzez rzucanie się w otchłań antykoncepcji i aborcji z wszystkimi przerażającymi konsekwencjami tych postaw. Ich najbardziej wyraziste skutki objawiają się w danych demograficznych odnoszących się do naszej Ojczyzny. Pośród ponad dwustu narodów tego świata jesteśmy na szarym końcu, gdy chodzi o nasz narodowy byt w sensie biologicznym. Trzeba to sobie wyraźnie powiedzieć. Trzeba też podejmować zdecydowane działania na różnych płaszczyznach naszego życia społecznego, narodowego, państwowego, by tę demograficzną katastrofę odwrócić.

Dzisiejsza Pielgrzymka Rodzin do Sanktuarium św. Maksymiliana Marii Kolbego odbywa się wraz z dwunastym już świętowanym zwłaszcza w Polsce Dniem Papieskim. W tym roku Dzień Papieski nosi tytuł: „Jan Paweł II – Papież Rodziny”.

Ojciec Święty Jan Paweł II wywodził się ze zwyczajnej, kochającej rodziny. Jednocześnie od samego początku był dotknięty nieszczęściami, które tej rodziny nie omijały: śmierć matki, kiedy miał zaledwie kilka lat, śmierć brata, którego uwielbiał, a który, będąc lekarzem, oddał swoje życie, ratując ludzi zagrożonych zarazą. Na koniec udziałem młodego Karola Wojtyły stało się bolesne doświadczenie nagłego odejścia ukochanego ojca, kiedy w czasie II wojny światowej, pracował jako robotnik w fabryce Solvay (po powrocie do domu zastał ojca martwego). Nawet nie miał możliwości, by się z nim pożegnać. Być może z takich bolesnych osobistych doświadczeń wynikała wielka wrażliwość Karola Wojtyły, od początku jego kapłańskiego życia, by najwyższą troską otoczyć miłość kobiety i mężczyzny – miłość narzeczeńską i małżeńską. Z tego też zatroskania i dyskusji, jakie prowadził ze swoimi przyjaciółmi, powstało jego pierwsze dzieło: Miłość i odpowiedzialność, a potem jego poezja – dramat: Przed sklepem jubilera, poemat: Rozważania o ojcostwie. Z tego zatroskania powstał później cykl jego pierwszych papieskich katechez, które przyjęły kształt książki pod tytułem: Kobietą i mężczyzną stworzył ich. Z tego zatroskania zrodziły się kolejne wielkie dokumenty pontyfikatu Jana Pawła II. Jakżeż tutaj, Drodzy Siostry i Bracia, nie przywołać kilku fragmentów jego słynnego Listu do rodzin, pisanego prawie dwadzieścia lat temu, w 1994 roku. Oto pierwszy z nich: „Sobór uczy, że człowiek jest tym jedynym na świecie stworzeniem, którego Bóg chciał i chce dla niego samego; równocześnie stwierdza, że człowiek nie może odnaleźć się inaczej, jak tylko przez bezinteresowny dar z siebie samego. Może się to wydawać sprzecznością, ale sprzecznością nie jest. Jest – owszem – głębokim paradoksem ludzkiego bytowania: bytowania w prawdzie, które służy miłości. To miłość właśnie sprawia, że człowiek urzeczywistnia siebie przez bezinteresowny dar z siebie. Miłość bowiem jest dawaniem i przyjmowaniem daru. Nie można jej kupować ani sprzedawać. Można się nią tylko wzajemnie obdarowywać” (List do rodzin, nr 11). Kolejny niezwykle ważny fragment Listu do rodzin to jego punkt 17: „Rodzina jest wspólnotą osób, najmniejszą komórką społeczną, ale jako taka jest instytucją podstawową dla życia każdego społeczeństwa” (List do rodzin, nr 17).

Łatwo sobie wyobrazić, że społeczeństwo, które podważa instytucję rodziny, skazuje się na niebyt. Ono nie ma żadnej przyszłości. Stajemy tu przed bardzo wyraźnym „albo, albo”. Nie ma tu dróg pośrednich. Albo będziemy się rozwijać jako społeczeństwo i naród, albo znikniemy z powierzchni ziemi. Przywoływane już przewidywania demograficzne są tutaj bezwzględne. Żaden odpowiedzialny człowiek myślący o przyszłości narodu i państwa nie może obok tego przechodzić obojętnie, tłumacząc wszystko tylko i wyłącznie racjami ekonomicznymi. Nie ekonomia decyduje o przyszłości narodu, ale rodzina. Rodzina, która zaczyna się od małżeństwa, a nie od wolnych związków. Jak pisze dalej Papież: „Małżeństwo leżące u podstaw instytucji rodzinnej, ustanowione jest dzięki przymierzu, przez które «mężczyzna i kobieta tworzą ze sobą wspólnotę całego życia, skierowaną ze swej natury do dobra małżonków oraz do zrodzenia i wychowania potomstwa». Tylko taki związek może być uznany i potwierdzany społecznie jako «małżeństwo». Nie mogą być uznane społecznie jako małżeństwo inne związki międzyludzkie, które tym warunkom nie odpowiadają, choć dzisiaj istnieją tendencje, bardzo groźne dla przyszłości ludzkiej rodziny i społeczeństwa. Żadne społeczeństwo ludzkie nie może ryzykować permisywizmu w sprawach tak podstawowych jak istota małżeństwa i rodziny!” (List do rodzin, nr 17).

Aż trudno uwierzyć, że jest to tekst napisany prawie 20 lat temu – tak bardzo jest on dzisiaj wymowny, tak alarmujący, tak domagający się tego, by do wnętrza naszego sposobu myślenia i działania weszło żywe Słowo Boże, które ostatecznie rozstrzyga o tym, co dobre i co złe, co służy przyszłości, a co prowadzi donikąd.

Na zakończenie swego Listu Jan Paweł II pisał: „Przemawiam mocą Jego [Chrystusowej] prawdy do człowieka naszych czasów, aby pojął, jak wielkim dobrem jest małżeństwo, rodzina i życie, jak wielkim niebezpieczeństwem jest brak poszanowania dla tych rzeczywistości, bagatelizowanie tych największych wartości, które składają się na życie rodziny i stanowią o godności człowieka. Prosimy Chrystusa Jezusa, ażeby On sam nam to powtórzył mocą i mądrością swojego Krzyża (por. 1 Kor 1, 17–24), aby ludzkość nie dała się zwieść pokusie « ojca kłamstwa» (por. J 8, 44), który otwiera przed nią stale szerokie i przestronne drogi, pozornie łatwe i przyjemne, pełne jednak zasadzek i niebezpieczeństw. Obyśmy szli zawsze za Tym, który jest «drogą i prawdą, i życiem» (J 14, 6)” (List do rodzin, nr 23).

Nie można tych słów nie przypominać, z całą powagą i dramatyzmem, właśnie w dzisiejszych czasach. Nie wolno milczeć. Trzeba otwierać się na Boże Słowo, które jest żywe, które nas przenika. Za to wszystko będziemy kiedyś zdawali przed Bogiem Ojcem rachunek.

Dlatego też, Drodzy Siostry i Bracia zgromadzeni w tym sanktuarium, przybywający z wielu stron Archidiecezji Łódzkiej w Pielgrzymce Rodzin, skupiający swoje myśli i najlepsze uczucia wokół osoby największego z rodu Polaków, błogosławionego Jana Pawła II, spojrzyjmy z miłością na siebie!

Spójrzcie, drogie żony, na obecnych tutaj czy może przebywających gdzieś daleko małżonków i powiedzcie w duchu raz jeszcze – dobrze, że jesteś, a równocześnie Bogu – dziękuję, że mi go dałeś!

Obecni tutaj mężowie niech zwrócą swoje pełne miłości i szacunku oczy w kierunku swoich małżonek, bliskich czy może w tym momencie dalekich, niech pomyślą – dobrze, że jesteś i niech zwrócą swoje dziękczynne słowo do Boga – dzięki Ci, Ojcze, że mi ją dałeś!

Drodzy Rodzice tutaj obecni, popatrzcie na swoje dzieci, które są przy was, a niektóre przez was trzymane na rękach. Pomyślcie o tych dzieciach, które może są teraz daleko – dobrze że jesteście i – dzięki Ci, Boże, Dawco wszelkiego życia, że nam te dzieci dałeś!

I na koniec, obecne tutaj dzieci, i te mniejsze, i większe, spójrzcie z wielką miłością i wdzięcznością na swoją mamę, na swojego tatę, i pomyślcie – jak dobrze, że jesteście tutaj, kochani rodzice, jak dobrze, Panie Boże, że mam takich rodziców!

Spojrzeć z miłością i powiedzieć „dobrze, że jesteś”, zwrócić się do Boga z wdzięcznością za ten dar ludzkiej miłości, która jest i która nadaje prawdzie człowieczy kształt naszemu życiu, to włączyć się w tę tajemnicę miłości stwórczej i jednocześnie odkupieńczej samego Boga. Jest to ta miłość, która jednoczy nas, gromadzi nas ze sobą i nieustannie umacniana jest podczas sprawowania świętej Eucharystii Pana naszego Jezusa Chrystusa.