Dziękczynienie za owoce waszej tegorocznej pracy
19:53 | 09.09.2012 | Wyświetleń: 233
abp

Homilia wygłoszona z okazji uroczystości dożynkowych – (Bazylika Archikatedralna, 9 września 2012 r.)

„Powiedzcie małodusznym: »Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg […], On sam przychodzi, by zbawić was«. Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą” (Iz 35, 4–5).

Słowa te prorok Izajasz skierował do synów Izraela w niezwykle trudnych dla nich czasach. Znajdowali się w niewoli babilońskiej, daleko od swych rodzinnych domów. Tęsknili do powrotu do ojczystej ziemi, do Jerozolimy, do zniszczonej przez Babilończyków świątyni, którą pragnęli odbudować. W tej właśnie niełatwej sytuacji, pośród niedoli i ucisku, prorok Izajasz zapowiada przyjście Mesjasza, który da moc swemu ludowi. Będzie można Go rozpoznać poprzez nadzwyczajne czyny: będzie przywracał wzrok niewidomym, a słuch tym, którzy nie słyszą. Samym swym istnieniem Mesjasz okaże moc zbawczą, a ludowi Izraela przyniesie wyzwolenie spod jarzma obcego panowania.

Do tego proroctwa i do wielu innych szczęsnych zapowiedzi odnoszących się do przyszłości, córki i synowie Izraela sięgali często, oczekując wypełnienia się czasów. I oto słowa Izajaszowego proroctwa stały się rzeczywistością. Słyszeliśmy o tym w dzisiejszej Ewangelii. Chrystus, wędrując pogańską częścią Palestyny, przemierzając krainę Dekapolu, spotkał na swojej drodze głuchoniemego i wypowiedział jakżeż wszechmocne słowo: Effatha! – „Otwórz się!”. Jak opisuje to wydarzenie św. Marek, człowiek ów zaczął nie tylko słyszeć kierowane do niego słowa, ale sam zaczął mówić – i to „mówić prawidłowo”. Proroctwa Starego Testamentu zapowiadające przyjście Mesjasza odnosiły się przede wszystkim do rzeczywistości dotykalnej, fizycznej, do której człowiek ma dostęp i którą postrzega przez swe zmysły. Tak też patrzyli na Jezusa z Nazaretu ludzie, którzy garnęli się do Niego, prosząc o uzdrowienie, podniesienie z niemocy, o łaskę przejrzenia czy zdolność mowy – patrzyli na Niego jako na tego, który wyzwoli od cierpienia wynikającego czy to z choroby, czy też niedoli zewnętrznego ucisku. Jednakże Pan Jezus domagał się od nich czegoś więcej – nie tylko widzenia tego, co widzą ludzkie oczy i nie tylko słyszenia tego, co dociera do ich uszu. Pragnął, aby poprzez głębsze widzenie znaków, które czynił i poprzez głębsze słuchanie Jego słów, rozpoznali w Nim kogoś, kto przynosi prawdziwą wolność – wolność ducha. Aby uznali w Nim tego, który zbawia, który sprawia, że człowiek może, duchowo odnowiony, uznać w Bogu kogoś, do kogo ma pełne prawo zwracać się słowem Abba!, słowem, którego najwłaściwszym odpowiednikiem w języku polskim jest jakże ciepłe słowo: Tatusiu!

„Mówić poprawnie”. Greckie słowo ortos, którym posłużył się św. Marek, opisując uzdrowienie głuchoniemego, znaczy: „mówić prawidłowo” – i to nie tylko w sensie poprawności czysto językowej, ale także: „mówić słusznie”, „mówić trafnie”. Takiego mówienia domagał się Pan Jezus zwłaszcza od swoich uczniów. Oczekiwał od nich mówienia, które potrafi przekroczyć wszystko to, co widzialne, i dotrzeć do tego, co najbardziej głębokie w ludzkim sercu, co otwiera je na Boga. Dzięki temu, iż człowiek potrafi mówić poprawnie, zbliża się do Ojca pełnego miłosierdzia – do Ojca, którego wzywa w codziennej modlitwie. Przyzywając Boga w ten sposób, człowiek zwraca się do Niego nie tylko z prośbami, odnoszącymi się do potrzeb zarówno duchowych, jak i cielesnych, ale kieruje do Ojca słowa dziękczynienia. „Mówić poprawnie” bowiem, tak, jak tego nauczył nas Pan Jezus, to także mówić „Dziękuję!” Bogu Ojcu, który jest na wysokościach i który tak pochylił się nad człowiekiem, że zesłał dla nas swojego Syna. Poczucie wdzięczności wyrasta z prawdy o Bogu, który jest Stwórcą całego świata i który się o nas troszczy. Jak mówił Pan Jezus, jeśli Ojciec Niebieski troszczy się o lilie polne i o ptaki, to jakżeż mógłby nie troszczyć się o człowieka stworzonego na Jego obraz i Jego podobieństwo (por. Mt 6, 25–34).

Drodzy Siostry i Bracia, Rolnicy i Ogrodnicy, których trud codzienności łączy się z pracą na roli!
W sposób szczególny jesteście powołani do tego, by prosić Boga o łaskawość i błogosławieństwo, aby plony, jakich z nadzieją, ale też częstokroć z niepokojem, wyglądacie każdego roku, mogły radować oczy i serca Was samych, Waszych najbliższych, a także wszystkich nas, którzy z owoców Waszego trudu korzystamy. Wiemy dobrze, jak bardzo niepewny jest los Waszej pracy, zależny nie tylko od Waszych starań, ale też od sił natury, nad którymi człowiek nie jest w stanie zapanować. Dlatego teraz, kiedy kończy się czas żniwowania, kiedy możemy radować się tym wszystkim, co przy Bożym błogosławieństwie wydała ziemia, trzeba umieć powiedzieć Bogu, który jest na wysokościach i który jest naszym najlepszym Ojcem: „Dziękuję Ci! Dziękuję z całego serca!”

Jest to jak najbardziej prawidłowe i pełne prawdy mówienie człowieka, który doskonale wie, ile Bogu ma do zawdzięczenia. Niestety, z bólem trzeba stwierdzić, iż jest to postawa coraz bardziej obca współczesnemu światu, który chce żyć tak, jakby Boga nie było, a jego mentalność przeniknięta jest złudnym przekonaniem, że człowiek jest istotą samowystarczalną. Ileż to razy człowiek okazywał się całkowicie bezradny, gdy próbował budować swe życie, opierając się tylko na własnej pomysłowości. Ileż to razy człowiek doświadczał przerażającej samotności i pustki w swym sercu, kiedy z tego serca wygnał Boga.

Wasze dzisiejsze dziękczynienie, Drodzy Siostry i Bracia, dziękczynienie za owoce Waszej tegorocznej pracy, tak głęboko sprzęgniętej z ziemią, jest dobitnym świadectwem Waszej wierności Bogu i Waszego pragnienia, by na fundamencie tej właśnie wierności budować swe życie. Jednocześnie to Wasze dzisiejsze dziękczynienie raz jeszcze ukazuje, jak głęboki w zamyśle Stwórcy jest sam sens ludzkiej pracy. Pisał o tym i podkreślał ten sens Jan Paweł II w opublikowanej przed dwudziestu jeden już laty, a ciągle tak ważnej dla nas wszystkich dzisiaj, Encyklice Laborem exercens. Jej tytuł należałoby tłumaczyć na język polski „wykonując ciężką pracę” – taki bowiem sens niesie łacińskie słowo labor. W swej encyklice Ojciec Święty zwraca uwagę na trzy wymiary ludzkiej pracy. Przywołanie ich tutaj pozwoli w sposób wyrazisty zrozumieć głęboki sens naszej dzisiejszej dziękczynnej uroczystości.

Pierwszy wymiar pracy to wymiar osobowy. Jak pisze Jan Paweł II: „Praca jest dobrem człowieka – dobrem jego człowieczeństwa – przez pracę bowiem człowiek nie tylko przekształca przyrodę, dostosowując ją do swoich potrzeb, ale także urzeczywistnia siebie jako człowiek, a także poniekąd bardziej »staje się człowiekiem«” (nr 9). Ileż to razy, pochylając się nad ziemią, patrząc na historię ziarna rzucanego przez Was w ziemię, dostrzegaliście w tym wszystkim cud stworzenia, ciągle ponawiany cud stwarzania świata i w tym wszystkim siebie jako w pewnym sensie przedłużenie stwórczych rąk Bożych! Czyż nie czuliście się wtedy pełni osobistej godności i wartości?

Drugi wymiar pracy to tak często dzisiaj lekceważony i zapominany wymiar rodzinny. Jak czytamy dalej w Encyklice Laborem exercens: „praca stanowi podstawę kształtowania życia rodzinnego. […] Rodzina stanowi jeden z najważniejszych układów odniesienia, wedle których musi być kształtowany społeczno-etyczny porządek pracy ludzkiej” (nr 10). Jeśli nie widzi się w pracy środków do zdobywania tego, co pozwala zapewnić byt nie tylko sobie, ale i najbliższym, jeżeli w pracy nie widzi się fundamentu do tworzenia tej jedności, jaką jest rodzina, to taka praca staje się urzeczywistnianiem tylko własnego egoizmu, przedziwnym służeniem tylko samemu sobie, a w konsekwencji zamykaniem się na innych.

Trzeci wymiar pracy wynika niejako z drugiego, jest jego naturalnym przedłużeniem: to budowanie – poprzez pracę – więzi społecznych i narodowych. Ojciec Święty zwraca uwagę na fakt, iż dzięki pracy buduje się społeczeństwo, kształtuje się autentyczna, międzyludzka solidarność, tworzą się więzy, dzięki którym my wszyscy możemy i powinniśmy dziękować sobie nawzajem za nasz trud. Jak czytamy w Encyklice Laborem exercens: „człowiek swoją głębszą tożsamość ludzką łączy z przynależnością do narodu, swoją zaś pracę pojmuje także jako pomnażanie dobra wspólnego wypracowywanego przez jego rodaków, uświadamiając sobie przy tym, że na tej drodze praca ta służy pomnażaniu dorobku całej rodziny ludzkiej, wszystkich ludzi żyjących na świecie” (nr 10).

Myśląc o tym wszystkim, jakże nie dziękować Wam, Rolnikom i Ogrodnikom, za Waszą pracę, dzięki której możemy żyć, mamy co jeść, możemy radować oczy naszego umysłu i serca, patrząc zwłaszcza na przecudne kwiaty, którymi sam Pan Jezus tak się zachwycał. Łącząc się w tej wdzięczności i radości z Wami, możemy tworzyć autentyczną wspólnotę.

Dziękczynienie składane Bogu świadczy o sercu pełnym wdzięczności. Mówi także o tym, że jesteśmy od Boga zależni – że nawet najwspanialsze owoce naszej pracy, owoce, na które patrzą nasze oczy, których możemy dotykać i którymi możemy się karmić, nie mogą przesłonić ostatecznego horyzontu, dla którego żyje, pracuje i któremu poświęca się człowiek. Ten ostateczny horyzont ukazuje przypowieść Pana Jezusa, którą przekazał nam w swej Ewangelii św. Łukasz. Mieści się w niej jakże niezwykłe i ważne przesłanie o tym, że ostatecznie nasza praca, służąca nam i innym, ma prowadzić do bogactwa najważniejszego, jakim będzie bogactwo naszego ducha, bogactwo, z którego rozliczy nas kiedyś, każdą i każdego z nas z osobna, Najwyższy Pan. Czytamy u św. Łukasza: „I opowiedział im przypowieść: »Pewnemu zamożnemu człowiekowi dobrze obrodziło pole. I rozważał sam w sobie: Co tu począć? Nie mam gdzie pomieścić moich zbiorów. I rzekł: Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tam zgromadzę całe zboże i moje dobra. I powiem sobie: Masz wielkie zasoby dóbr, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj! Lecz Bóg rzekł do niego: «Głupcze jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?». Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogatym przed Bogiem«” (Łk 12, 16–21).

Nasza dzisiejsza uroczystość dziękczynna, drodzy Siostry i Bracia, musi być dziękczynieniem składanym Bogu Najwyższemu, w Chrystusie, z Chrystusem i przez Chrystusa, ale musi być także pokornym błaganiem o to, abyśmy nieustannie, każdego dnia stawali się coraz bardziej bogaci przed Ojcem, który jest w Niebie.