Byli panami własnych sumień
19:57 | 17.09.2012 | Wyświetleń: 173
abp

Homilia wygłoszona z okazji 73. rocznicy agresji sowieckiej na Polskę
(Bazylika Archikatedralna, 17 września 2012 r.)

Niejednokrotnie możemy być świadkami, jak podczas różnych dyskusji odnoszących się do wydarzeń sięgających czy to dalszej, czy też nieodległej przeszłości, wydarzeń, których nie wszystkie okoliczności zostały w pełni zbadane i wyjaśnione bądź to na skutek obiektywnego braku możliwości, bądź na skutek złej woli, naraz pojawia się zarzut: „To ty wierzysz w spiskową teorię dziejów?”. Wraz z tymi słowami pojawia się uśmieszek pewności siebie i wyższości. Osoba formułująca taki zarzut jest przekonana, że potrafi w pełni pojąć i zrozumieć wszystko to, co się dzieje obecnie, a przede wszystkim to, co wydarzyło się w przeszłości. Pewność ta budowana jest na jakże błędnym, by nie powiedzieć naiwnym, przeświadczeniu, iż polityka światowa prowadzona jest na zasadach szczerości i uczciwości. Tymczasem gromadząca nas dzisiaj rocznica tragicznych wydarzeń sprzed siedemdziesięciu trzech lat jest jednym wielkim potwierdzeniem spisku, jaki miał miejsce w połowie 1939 roku, spisku dwóch potęg totalitarnych, spisku wymierzonego przeciwko Polsce. Kiedy po ataku niemieckich wojsk nazistowskich na zachodnią granicę, 1 września 1939 roku, Polska prowadziła od ponad dwóch tygodni heroiczną walkę o utrzymanie, oczekując pomocy ze strony państw sprzymierzonych: Francji i Anglii. Otrzymała cios w plecy. 17 września 1939 roku nagle okazało się, że został zawiązany przeciwko Polsce spisek, że został podpisany układ Ribbentrop-Mołotow, że istniały umowy międzypaństwowe na kształt trzech paktów rozbiorowych z XVIII wieku. Po raz czwarty w dziejach nowożytnych podjęto próbę rozgrabienia Polski i wymazania jej z mapy politycznej Europy. Za tym aktem politycznym poszły przerażające w skutkach czyny. Po agresji wojsk sowieckich na terenach zajmowanych przez Armię Czerwoną natychmiast rozpoczęły się prześladowania. Setki tysięcy Polaków zostało uwięzionych. Wywożono ich transportami do katorżniczej pracy gdzieś daleko na północ i na wschód ogromnego imperium sowieckiego. Częstokroć dochodziło do mordowania bezbronnych – i to na wielką skalę.

Wspomnienie tych wydarzeń z połowy września 1939 roku musi budzić szczególnie w Was, Drodzy Siostry i Bracia, należących do Związku Sybiraków, głębokie refleksje odnoszące się do własnych dziejów, do dziejów Waszych Najbliższych, które są przecież częścią tragicznej najnowszej historii Polski, polskiego narodu i polskiej państwowości.

Niech będzie mi wolno przywołać tu tylko dwa spośród jakże licznych świadectw osób, które doświadczyły skutków owego wrześniowego spisku. Pierwsze z nich to świadectwo, jakie w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku złożył poznański licealista. Jego ojciec był oficerem, z wykształcenia lekarzem wcielonym do Wojska Polskiego latem 1939 roku. Brał udział w walkach pod Kockiem. Kiedy Armia Wojska Polskiego musiała się poddać, przed polskimi oficerami stanęła możliwość wyboru obozu jenieckiego: albo niemieckiego, albo sowieckiego. Musieli wybrać. Nikt z tych, którzy wybrali niewolę w Związku Radzieckim, już się nie odnalazł. Nikt! Część natomiast tych, którzy poddali się wojsku hitlerowskiemu, przeżyła i wróciła po wojnie do kraju.

Drugie świadectwo znajdziemy w książce wybitnej polskiej profesor filozofii Barbary Skargi. Książka, będącą zapisem jej osobistych wspomnień, nosi bardzo znamienny tytuł: Po wyzwoleniu. Rok 1944. Barbara Skarga była wtedy (w 1944 roku) szeregowym żołnierzem Armii Krajowej w Wilnie. Z wojskowego punktu widzenia jej miejsce w strukturach AK było mało znaczące. Kiedy doszło do akcji „Burza”, do wyzwolenia przez AK Wilna, a potem zdradzieckiego wobec polskich oficerów spotkania z oficerami Armii Czerwonej, rozpoczęło się brutalne prześladowanie Polaków. Także Barbara Skarga znalazła się w więzieniu. Została skazana na dziesięć lat łagrów, a po ewentualnym ich przeżyciu na dożywotnie osiedlenie w Syberii. Po szczęśliwym powrocie do Polski, po latach spisała swe wspomnienia, z dystansem, który daje czas, ale też zdobyte doświadczenie i głęboka wiedza filozoficzna. Mimo to – a może właśnie dlatego – ich treść i związane z nią refleksje muszą budzić w czytelniku prawdziwe przerażenie ogromem zła, jakiego doświadczali więźniowie sowieckich łagrów. W opisie owej strasznej rzeczywistości jest jednak jeden moment, który budzi zdumienie, a jednocześnie każe z wielką czcią i szacunkiem pochylić się nad losem polskich zesłańców: tych z 1939 roku, z 1940 roku, a potem tych z lat późniejszych. Profesor Skarga wspomina, że spośród różnych grup narodowościowych, tylko Polacy nie pogodzili się ze swoim losem i ze swoją krzywdą. Przedstawiciele innych nacji tak dalece ulegali presji propagandy sowieckiej, że gotowi byli przyjąć i naprawdę przyjmowali swój los jako słuszną karę za jakieś bardziej lub mniej jasno sprecyzowane przewinienia. Tylko Polacy do końca trwali w przekonaniu: „Jesteśmy niewinni. Spotkała nas krzywda” – i to wewnętrzne przekonanie głosili otwarcie. Nie dawali się złamać, gdyż w swoim poczuciu krzywdy mieli ciągłe odniesienie do fundamentów moralności i do samego Boga. To przekonanie pozwalało im mieć nadzieję mimo wszystko. Ono też sprawiało, jak pisze Barbara Skarga, że inni łagiernicy nazywali ich panami. Tak, byli panami – panami własnych sumień. Wierzyli bowiem, że ich los spoczywa w ręku samego Boga. W Bogu, który jest jedynym Panem dziejów, pokładali swoją nadzieję. Ta wiara i ta nadzieja także Barbarze Skardze pozwoliły przeżyć, a po 1956 roku wrócić do Polski.

Poprzez te dwie przywołane historie dotykamy dzisiaj losu setek tysięcy Polaków, dla których 17 września 1939 roku oznacza tragedię, śmierć najbliższych, poniżenie, wygnanie z własnych domów, zsyłkę, ponury los łagiernika. Pochylamy się nad ich losem, prosząc Boga o to, aby miłosiernie spojrzał na wszystkich, którym nie było dane powrócić z nieludzkiej ziemi, którzy pozostali w niej na zawsze, których prochy spoczywają w miejscach w większości nam nieznanych. Prosimy o łaskę miłosierdzia dla nich, o łaskę pokoju na wieczność całą.

Prosimy także Boga o to, by swoim miłosierdziem ogarnął wszystkich, także Was, Drodzy Siostry i Bracia, należących do Związku Sybiraków i noszących w swoich sercach i w swoich umysłach wspomnienia lat poniewierki, która nie skończyła się przecież ani w 1944, ani w 1945 roku. Przeciwnie, dla wielu z Was właśnie te lata były początkiem kolejnych, budzących przerażenie prześladowań. Trudno o nich nie pamiętać, trudno nie myśleć o nich z bólem. Także dzisiaj. Jednakże pamięć o poniżeniu i cierpieniu, jak i ciągle obecny w wielu sercach ból, nie mogą przyjąć kształtu zacietrzewienia, nie daj, Boże, nienawiści.

Czytany dzisiaj fragment Listu św. Pawła do Koryntian zawiera pierwszy znany w dziejach chrześcijaństwa opis Ostatniej Wieczerzy i ustanowienia Najświętszego Sakramentu. Znamienne jest, że ta opowieść, swoista relacja z wydarzenia Ostatniej Wieczerzy, pojawia się w bardzo określonym kontekście. Był to trudny moment dla założonej zaledwie kilka lat wcześniej gminy chrześcijańskiej w Koryncie. Zaczęły bowiem rysować się coraz głębsze podziały. Jedni byli bogaci i syci, inni byli biedni i głodni. Budziło to niezgodę, a nawet kłótnie. Wielu chrześcijan zaczęło uważać, że najważniejsze w spotkaniu eucharystycznym jest spożycie posiłku dla zaspokojenia czysto fizycznego głodu. Zanikał duchowy horyzont spotkania, zrozumienie, że Eucharystia to udział w Nowym Przymierzu, to uczestnictwo w zbawczej Krwi Chrystusa Pana, dzięki której zostaliśmy pojednani z Ojcem i staliśmy się dziećmi Bożymi. To właśnie Krew Chrystusa, przelana dla nas i dla naszego zbawienia, pozwala nam zrozumieć, co naprawdę znaczą słowa Modlitwy Pańskiej, której nauczył nas Pan Jezus, a zwłaszcza wezwanie: „odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Bez tego przebaczenia, bez otwarcia się na Boże miłosierdzie, nie ma pełni chrześcijańskiego życia i nie ma pełnego uczestnictwa w sakramencie Eucharystii, która jest jednym wielkim dziękczynieniem za to, że możemy nazywać się Bożymi dziećmi. To dzięki uczestnictwu w Chlebie eucharystycznym i w eucharystycznej Krwi, jest w nas moc, siła i gotowość, by przebaczyć winowajcom.

O tę moc, siłę i gotowość dla nas pokornie prosimy naszego Pana Jezusa Chrystusa podczas tej Mszy Świętej.