Chrześcijanin musi budować swoje życie na Chrystusie – Homilia wygłoszona z okazji 69. rocznicy powstania Politechniki Łódzkiej
11:19 | 18.05.0204 | Wyświetleń: 177
abp

(Bazylika Archikatedralna, 18 maja 2014 roku)

Wielce Czcigodni i Drodzy Bracia w kapłaństwie,

Księża Duszpasterze Akademiccy,

Magnificencjo, Panie Rektorze,

Panie, Panowie Profesorowie i Nauczyciele Akademiccy Politechniki Łódzkiej,

Drodzy Studenci,

Drodzy Siostry i Bracia!

Kim był Chrystus, kiedy mieszkał w Nazarecie? Tradycja ewangeliczna mówi, że jako syn cieśli pracował w warsztacie swojego przybranego ojca, Józefa. Był więc z zawodu cieślą. Jednakże inni, m.in. Roman Brandstaetter, autor słynnej trylogii Jezus z Nazaretu, uważają, że Jezus był przede wszystkim rolnikiem lub ogrodnikiem. Ma o tym świadczyć fakt, że w Jego przypowieściach często pojawiają się wątki związane z uprawą winnej latorośli, jak również obrazy pól i łąk pokrytych wspaniałymi kwiatami, których piękno wielokrotnie przewyższało bogactwo i dumę dworu Salomona.

Wsłuchując się w przypowieści Chrystusowe, a równocześnie podejmując trop Romana Brandstaettera, można by powiedzieć, że Jezus był budowniczym: a to dlatego, że w Jego nauczaniu pojawiają się również zagadnienia związane czy to z ekonomią budownictwa – jak to miało miejsce w przypowieści o budowniczych wieży, którzy nie liczyli się z zasobami materialnymi i ostatecznie budowania wieży nie ukończyli, czy też z samym konstruowaniem budynków – gdy Chrystus mówił, że trzeba budować dom na skale, czyli na trwałym fundamencie, a nie na piasku, lub gdy nawiązywał do głośnego wtedy zawalenia się wieży w Siloe, które spowodowało tragiczną śmierć kilkunastu osób.

Być może właśnie do Jezusowej przypowieści o budowaniu na skale nawiązywał św. Piotr, pisząc w swoim Pierwszym Liście o tym, że trzeba budować na Chrystusie, który jest głowicą węgła (por. 1 P 2, 7). Piotr pisał ten List w sytuacji szczególnej. Oto chrześcijanie, zamieszkujący Bitynię, znajdującą się w dzisiejszej północno-zachodniej Turcji, znaleźli się w trudnej sytuacji. Z powodu Chrystusa i swojej wiary w Niego spotkały ich prześladowania. Była to dla nich sytuacja zupełnie zaskakująca i całkowicie niezrozumiała. Byli przecież dobrymi obywatelami państwa: żyli w spokoju, płacili podatki. Ich osobiste życie częstokroć zachwycało pogan, którzy mówili z podziwem: „Patrzcie, jak oni się miłują”. A jednak spotkało ich prześladowanie. Wysłali więc posłańców do Rzymu z prośbą o radę, jak się zachować w zupełnie nowej dla nich sytuacji. Posłańcy spotkali tam Piotra, a ten napisał do bityńskich chrześcijan list. Odwoływał się w nim do samego Chrystusa i przypominał, że los każdego chrześcijanina musi być budowany na samym Chrystusie – na Tym, który jest prawdziwym kamieniem węgielnym.

Dzisiaj pojęcie „kamień węgielny” nie oddaje tego, co wówczas wiązało się ze sztuką wznoszenia budynków. Za kamień węgielny uważa się bowiem pierwszy kamień czy pierwszą cegłę wznoszonego budynku – i z tym wiążą się określone uroczystości. Wtedy natomiast uważano – i słusznie – że aby wznieść trwały budynek, muszą być położone najpierw kamienie węgielne, znajdujące się u węgła, czyli u skrzyżowania ścian fasady, bocznych ścian i tylnej ściany budynku. Te swoiste skrzyżowania ścian muszą mieć pod sobą solidny fundament, gdyż inaczej wznoszony budynek zacznie się chwiać, co nieuchronnie prędzej czy później doprowadzi go do ruiny.

Takim właśnie żywym kamieniem węgielnym jest dla chrześcijan – jak z mocą podkreślał to św. Piotr – sam Chrystus (por. 1 P 2, 6). Przyjmując w ten sposób Chrystusa jako fundament swego życia, chrześcijanie wypełniali proroctwo Izajasza, który mówił: „Oto Ja kładę na Syjonie kamień, kamień dobrany, węgielny, cenny, do fundamentów założony. Kto wierzy, nie potknie się” (Iz 28, 16). Stało się jednak tak, że arcykapłani, uczeni w Piśmie i faryzeusze, a zatem ludzie, którzy z racji swych urzędów i wykształcenia byli szczególnie odpowiedzialni za wiarę synów Izraela, odrzucili Jezusa Chrystusa. Dlatego Chrystus, który miał być dla nich kamieniem węgielnym, stał się przyczyną ich upadku i tragedii. Natomiast my, którzyśmy uwierzyli, że właśnie Chrystus jest kamieniem węgielnym całego naszego życia i wieczności, możemy cieszyć się nadzwyczajną godnością dzieci Bożych. Z jednej strony, jest On tym fundamentem, na którym buduje się nasza wielkość, godność i świętość – niezależnie od okoliczności, w jakich przyszło nam żyć. Jesteśmy bowiem, jak pisze św. Piotr, ludem świętym, przeznaczonym na własność Bogu właśnie po to, aby żyć w światłości, opuściwszy krainę mroku i śmierci (por. 1 P 2, 9). Z drugiej strony, jesteśmy duchowymi kamieniami, z których wznosi się świątynia poświęcona samemu Bogu.

Drodzy Siostry i Bracia!

W świetle dzisiejszych czytań mszalnych, mówiących o budowaniu swego życia na Chrystusie, nasza refleksja kieruje się w stronę Europy i jej kultury. Jak wiemy, wyrosła ona na skutek syntezy antycznej greckiej myśli filozoficznej, rzymskiego prawa oraz chrześcijaństwa. Jej duchową istotę wyraził w VI wieku św. Benedykt, Patron Europy, w zaledwie trzech krótkich słowach: Ora et labora – „Módl się i pracuj”. Hasło to było nie tylko programem mnichów zamieszkujących benedyktyńskie klasztory. Ono przede wszystkim określało pewien styl myślenia i życia ludzi, którzy tworzyli najwspanialsze dzieła ludzkiego ducha w naszej rodzinnej Europie. Ponieważ ich życie było przeniknięte wiarą w Boga, więc się modlili. Pracę uważali za przejaw nie tylko swego kunsztu, do którego doszli, ale także jako dzieło, które mogli złożyć Bogu na chwałę, a innym ludziom na pożytek. Taka postawa wynikała z tego, że ich życie było nastawione na wieczność. Po dzień dzisiejszy wspaniałe wytwory ich ducha i rąk – na przykład gotyckie katedry, które można by nazwać budowlami z kamienia i szkła, jako że tyle w nich cudownych witraży – zadziwiają ogromne rzesze ludzi.

W naszej współczesnej kulturze ta prawdziwie chrześcijańska postawa została odrzucona. W imię samego rozumu. Nie ma już więc Ora, nie ma już „Módl się”, zostało jedynie labora – „pracuj”. Pracuj – i jedynie z pracy czerp środki po to, żeby twoje życie stało się łatwe, lekkie i przyjemne. Powraca się zatem do pogańskiego stylu życia, w którym dominuje – jak w starożytności – hedonizm i epikureizm. Tym bardziej wyraziście brzmią więc słowa św. Piotra Apostoła: Budujcie na tej skale, którą jest Chrystus. Wznoście budynek własnego życia na tym kamieniu węgielnym, jakim jest nasz ukrzyżowany i zmartwychwstały Pan. To sprawia bowiem, że ludzkie życie nabiera sensu, a człowieczy wysiłek i praca dają tyle wewnętrznej radości. Nie są już tylko celem samym w sobie, ale darem zarówno dla innych, jak i dla siebie samego. Darem, który jest owocem ludzkiego ducha i niekiedy prawdziwie znojnej pracy człowieczych rąk, przedłużonych o te wspaniałe narzędzia, jakimi dysponuje współczesna technika.

Drodzy Siostry i Bracia!

Dzisiaj podczas tej Mszy Świętej pragniemy Panu Bogu dziękować za 69 lat istnienia twórczej naukowej i dydaktycznej pracy Politechniki Łódzkiej. Jestem bardzo wdzięczny Panu Rektorowi najpierw za to, że o tę Mszę Świętą poprosił i nas wszystkich na nią zaprosił. Ona stanowi przecież jakże wyraźne nawiązanie do owego Benedyktyńskiego ora – „módl się”. Ona też jest najwspanialszym zaczynem tego, co stanowi codzienną działalność Politechniki Łódzkiej, którą można by określić i wyrazić słowem labora – „pracuj”. Dziękuję również Panu Rektorowi, że na początku dzisiejszej uroczystości przypomniał nam słowa Encykliki Jana Pawła II Fides et ratio o dwóch skrzydłach, na których wznosi się ludzki duch w poszukiwaniu prawdy: na wierze i na rozumie. Jakże tutaj nie nawiązać także do słów słynnego fizyka i matematyka z XVII wieku, genialnego Blaise Pascala, który mówił, że obowiązkiem moralnym człowieka jest „myśleć, jak się należy”. A myśleć, jak się należy, znaczy to zaczynać myślenie jednocześnie od siebie, od swego Stwórcy i od swego celu. Jeżeli zabraknie jednego z tych elementów, człowiek jest wewnętrznie okaleczały, a jego myślenie nie jest takie, jakie powinno być. Dopiero cofnięcie się w przeszłość, do początków stworzenia, mówi nam o świecie i o człowieku jako wspaniałych dziełach Boskiej miłości stwórczej. Natomiast myślenie o celu każe nam przekraczać teraźniejszość i odnosić się do szczęścia wiecznego, którego perspektywy otworzył nam Jezus Chrystus swoją śmiercią i zmartwychwstaniem. Zaczynać z kolei myślenie od siebie, znaczy troszczyć się o to, aby to wszystko, co rozstrzyga się w naszym sumieniu, było zgodne z tą prawdą, jaką nam przekazał Chrystus – Ten, który o sobie powiedział: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem” (J 14, 6).

Drodzy Siostry i Bracia!

Dziękując Bogu za tę Eucharystię, za to nasze spotkanie w Chrystusie, z Chrystusem i przez Chrystusa, pragniemy Bogu Najwyższemu składać cześć najwyższą. Pragniemy również pogłębić naszą wiarę w Chrystusa, kiedy tuż po Przeistoczeniu powiemy: „Głosimy śmierć Twoją, Panie Jezu Chryste, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia w chwale” – właśnie dlatego, że to Ty, Chryste, jesteś dla nas Skałą, że jesteś głowicą tego węgła, na którym pragniemy oprzeć gmach całego naszego życia.